Gamedec. Czas silnych istot, tom 1 (Marcin Przybyłek) - recenzja

    Niełatwo jest stworzyć porządną historię science fiction, a już z pewnością trudniej taką, w której autor nie ogranicza się jedynie do wprowadzenia kilku futurystycznych elementów, a prawie od podstaw kreuje swoje własne uniwersum. Wielu na tym polu poległo, niektórzy byli bliscy sukcesu, lecz z czasem sami zaczęli gubić się w tym, co stworzyli. Gdy sięgnąłem po Gamedec. Czas silnych istot. Tom 1 doskonale wiedziałem, że otrzymałem okazję zanurzenia się w świecie, który istnieje już od dawna na kartach książek i szczerze mówiąc obawiałem się, czy Marcin Przybyłek podoła i zapewni czytelnikowi odpowiednią dawkę wrażeń. Na szczęście zostałem mile zaskoczony i już po pierwszych stronach wiedziałem, że lęki mogę zepchnąć na dalszy plan.

    Głównym bohaterem jest Torkil Aymore, Gamedec, powracający do czynnej służby z powodu niezwykle istotnej misji zleconej przez samego Imperatora Ludzkości, Gorgona Nemezjusa Ezraza, który planuje odbić utraconą wcześniej Ziemię, teraz zamieszkiwaną przez Erthirów. Wszystko z okazji zbliżającej się setnej rocznicy istnienia WayEmpire. W tym celu na planetę zostaje wysłany zwiad Ranów. Niestety z pozoru prosta misja komplikuje się, a co za tym idzie, plany dotyczące odbicia naszej Matki Ziemi są zagrożone.

    Czytelnik musi nastawić się na to, iż Czas silnych istot jest podzielony na dwie części, przez co akcja urywa się praktycznie w najmniej odpowiednim momencie. Przyznam, że nie do końca podoba mi się tego typu rozwiązanie, zwłaszcza, gdy na kontynuację trzeba trochę poczekać. Na szczęście w tym wypadku pod ręką miałem już egzemplarz tomu drugiego i mogłem swobodnie przejść dalej.

    Sam główny wątek został poprowadzony naprawdę sprawnie. Nie jest co prawda jakoś specjalnie skomplikowany, jednak z pewnością nie zaliczyłbym tego jako wadę, bowiem dzięki temu przygoda potrafi zarówno zaciekawić jak i nie zmusza do głębszego zastanawiania nad sensem danych wydarzeń. Nie powiem, bym narzekał na historie skłaniające do przemyśleń, ale w tym wypadku wolałem skupić się także na samym uniwersum, które zostało opisane w bardzo ciekawy sposób.

    Świat żyje własnym życiem i z pewnością przykuwa uwagę. Czasami za sprawą nowoczesnych technologii – tych z pewnością znajdziemy sporo – innym razem dzięki filozofii, lub też samej akcji, wykorzystującej w pełni dorobek uniwersum Gamedeca. Spora w tym zasługa barwnych opisów, których w książce nie brakuje. Dają nam wrażenie, jakbyśmy faktycznie przebywali w świecie przyszłości i całą technologię mieli na wyciągnięcie ręki. To niewątpliwy plus, zwłaszcza w literaturze science fiction.

    Przyczepić się za to mogę do postaci drugoplanowych, które tak naprawdę są jedynie tłem wydarzeń. Nie zaobserwowałem, by pisarz poświęcił im większą uwagę. Momentami odniosłem wręcz wrażenie, że ich występy mają pozostać drobnymi epizodami, które w żaden sposób nie przyćmią losów głównego bohatera. No, ale w tej kwestii zawsze oczekiwałem czegoś więcej, tak więc mogą to być jedynie moje odczucia.

    Inną sprawą są natomiast dialogi. W tym wypadku autor naprawdę się spisał. Ani przez chwilę nie miałem wrażenia sztuczności, które w mniejszym bądź większym stopniu pojawia się, gdy czytam literaturę fantastyczną. Bohaterowie rozmawiają ze sobą naturalnie, bez żadnego przesadnego ugrzecznienia. Wyraźnie widać to choćby w relacjach, jakie panują pośród żołnierzy przyszłości.

    W tym jednak miejscu muszę poruszyć inną, dość ważną kwestię. Samą powieść da się zrozumieć bez konieczności czytania poprzednich książek z serii, jednak wiązać się to będzie z pewnym zagubieniem. Nie raz bowiem natkniemy się na brzmiące obco określenie. Na szczęście jednak w książce znalazł się mały słowniczek, który powinien rozwiać wszelkie nasze wątpliwości i ułatwić zrozumienie poszczególnych terminów.

    Na deser pozostawiłem sceny walk – swoistą wisienkę na torcie. Niezwykle sprawnie i ciekawie opisane praktycznie momentalnie przenoszą nas w samo centrum wydarzeń. Cała kompozycja wciąga do tego stopnia, że naprawdę można zapomnieć o otaczającym nas świecie. Wrażenie potęgują ilustracje, jak i sama okładka zaprojektowana przez Dominika Brońka.

    Gamedec. Czas silnych istot Tom 1 to kawał solidnej literatury science fiction. Futurystyczna wizja świata z pewnością na długo przykuje uwagę i sprawi, że trudno będzie się oderwać od samej historii. Mimo kilku wad mogę ją śmiało polecić każdemu miłośnikowi gatunku. Nie zdziwię się, jeśli za parę lat seria Gamedec rozrośnie się na tyle, by z powodzeniem konkurować z zagranicznymi bestsellerami nie tylko na naszym polskim rynku.

    Adam Gotan Kmieciak
    Korekta:

    Tytuł: Gamedec. Czas silnych istot
    Autor: Marcin Przybyłek
    Wydawca: Fabryka Słów
    Tom: I
    Projekt okładki: Dominik Broniek
    Data wydania: 2012

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Polski

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus