Inwazja (Michaił Achmanow) - recenzja

Jeśli chodzi o science fiction, nigdy nie nazwałbym się jej starym wyjadaczem. Chociaż to od niej w zasadzie zacząłem swoją świadomą wędrówkę po szlakach literatury. Do każdej pozycji z tego gatunku – czy jest nowa, czy stara – podchodzę więc z pewną nostalgią i dozą zaufania. Kiedy w moje ręce wpadła „Inwazja” Michaiła Achmanowa, wydana przez Almaz, zatarłem ręce, czując przypływ zadowolenia. Rosyjska literatura sf nie rozczarowała mnie jeszcze nigdy i miałem szczerą nadzieję, że ten stan utrzyma się bardzo, bardzo długo.

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, kiedy trzymałem „Inwazję" w dłoniach, był jej, w zasadzie niestandardowy, wygląd. Almaz nie wypuszcza książek w błyszczących, twardych okładkach z ilustracjami najdroższych grafików. Szczerze mówiąc, styl, w jakim została wydana książka, przypomina mi lata ’80 XX wieku, co oczywiście wywołało u mnie falę nostalgii. Niemniej, warto podkreślić, iż dewizą Almazu wydaje się być: „Tanio a dobrze". Bo choć książka nie bije po oczach jak choinka na Gwiazdkę, to nie mógłbym o niej powiedzieć, iż nie przyciąga uwagi. Być może właśnie z wyżej wymienionego powodu?

„Inwazja” to pierwsza część dziesięciotomowego cyklu „Przybysze z ciemności”, będącego przykładem tego szczególnego podgatunku sf, jakim jest space opera. W przypadku tej pozycji, jak dowiedziałem się z tylnej części okładki – to jedna z najlepszych space oper zza naszej wschodniej granicy. Z ciekawością zabrałem się za lekturę.

Fabuła książki rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, bo w 2088 roku. Podróże na inne planety już dawno przestały być dla ludzkości problemem, gatunek szykuje się teraz do zrobienia ostatecznego kroku ku gwiazdom. Wszystko jednak przesłania nagły i niespodziewany pierwszy kontakt z obcą cywilizacją. Oto, po zagadkowym dla obserwatorów z Ziemi rozbłysku w okolicach Jowisza, z czerni kosmosu wyłania się ogromny statek obcych. Szybko się okazuje, że o słowach „przybywamy w pokoju” przedstawiciele homo sapiens mogą zapomnieć. Skończyły się jednak czasy bezbronności, zaczyna się kosmiczna bitwa pomiędzy flotą ziemian a przybyszami.

Już po paru stronach zrozumiałem, że pod względem fabularnym „Inwazja” to tak naprawdę zlepek najbardziej oklepanych motywów znanych wszystkim z popkultury. Mógłbym ją tylko porównać do typowego filmu z Hollywood – wielokrotnie odgrzanego kotleta, który utracił już i barwę i zapach, zaś jego smaku nie za bardzo chciałoby się zakosztować. Bo czego tu nie ma! Zła rasa obcych, będących tak naprawdę ignoranckimi panami niewolników, jeszcze bardziej ignoranccy wojskowi, głupi politycy, zdolny do największych poświęceń, bardzo przystojny, pomysłowy i umiejący walczyć bohater z przypadku – znajdujący się oczywiście w centrum zdarzeń, zakazana miłość z egzotyczną kosmitką czy nawet nieoczekiwana pomoc sił wyższych. 

Nietrudno oczywiście przewidzieć, że skoro konstrukcja fabuły jest zlepkiem utartych motywów, to tacy też będą sami bohaterowie. Chyba jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z tak papierowymi, wyjętymi z szablonu postaciami, jak w „Inwazji". Ich decyzje, w kontekście fabuły nie miały być nagłe i niespodziewane,  w rzeczywistości nie są niczym innym jak prostym schematem najbardziej hollywoodzkiego kina sf, w którym liczy się to, jak bardzo główny bohater jest męski (odpowiedź: tak, iż ulega mu nawet kosmitka). Cała reszta „obsady" tej książki bez sprzeciwu odgrywa swoje role, dzięki czemu, nawet bez znajomości tekstu, wiadomo dokładnie jak zachowają się w danej sytuacji.

Tym większym było dla mnie zaskoczeniem, że powieść czytało mi się tak dobrze. Bardzo prawdopodobne, iż miał na to wpływ prosty język autora i naprawdę wartka akcja, która (mimo mojej początkowej niechęci) porwała mnie ze sobą. 

„Inwazja" Michaiła Achmanowa okazała się dla mnie naprawdę niestandardową pozycją. Z jednej strony dostałem książkę przerażającą swoją nieskomplikowaną fabułą pełną schematów i papierowych bohaterów. Z drugiej, jest to powieść, którą czytałem w zastraszającym tempie, czerpiąc z tej lektury naprawdę wielką (choć mniej niż w przypadku innych dzieł) intelektualną przyjemność. Dałem się wciągnąć w wir kosmicznej przygody i po niecałych dwóch godzinach, oraz ponad dwustu przeczytanych stronach, odłożyłem książkę na półkę. Bardzo chętnie sięgnę po następne tomy, aczkolwiek nie sądzę, bym poświęcił im większą uwagę, bądź też kiedykolwiek do nich wrócił.

Michał Stonawski

Korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Almaz

Tytuł: Przybysze z ciemności. Inwazja
Autor: Michaił Achmanow
Wydawca: Almaz
Miejsce wydania: Tarnowskie Góry
Data wydania: 2012
ISBN: 977-20-841-1912-1
Tłumaczenie: Agnieszka Chodkowska-Gyurics
Wymiary: 140x200 mm
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka

 

Książkę możecie nabyć w sklepie redcoon.pl

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany