Małe Miasteczko (Adam Zalewski) - recenzja

Już ponad cztery lata minęły, od kiedy pierwsza z powieści Adama Zalewskiego – „Biała Wiedźma” – ujrzała światło dzienne. Od tego czasu stałem się tak wiernym czytelnikiem, jak i recenzentem coraz lepszych i ostrzejszych książek tego pisarza, które pojawiały się w następnych latach. Zalewski wciągnął mnie do swojej głowy i nie miał najmniejszego zamiaru wypuścić.

Nie tak dawno na półki księgarń trafiła nowa pozycja autora – „Małe miasteczko”, opublikowana przez wydawnictwo Prószyński i s-ka. Już sam tytuł mnie poruszył. Obserwując nazwy wcześniejszych książek, takie jak „Grizzly”, „Rowerzysta” czy „Cień znad jeziora”, można z łatwością zauważyć pewien wzorzec; imiona, jakie Adam Zalewski nadaje swoim dzieciom, nigdy nie są jednoznaczne, a wręcz rodzą więcej pytań niż odpowiedzi. Tymczasem w najnowszej powieści, nawet nie czytając streszczenia fabularnego na tylnej okładce (czego jednak staram się nie robić z uwagi na częste spoilery), mogłem o samej książce powiedzieć już dosyć dużo. W pewnym sensie, jako „starego czytelnika”, mnie to zaintrygowało. Z ciekawością sięgnąłem po lekturę.

Fabuła powieści, jak na Zalewskiego przystało, dzieje się oczywiście w niewielkiej amerykańskiej miejscowości Abraham, której nie trapią żadne większe problemy, a ludzie wiodą w niej spokojne, wiejskie, miłe życie. Zdaje się więc, że na nowo powołanego szeryfa czeka tu ciepła posadka. Jak można jednak przypuszczać, świat nie należy do przyjemnych miejsc, a z pewnością do takich nie zalicza się tytułowe małe miasteczko. Pod uśmiechniętą maską idylli ukryta jest wykrzywiona bólem i gniewem zmutowana twarz, szczerząca drapieżnie zęby. I nie kto inny, jak właśnie nowy szeryf, będzie musiał się z tym faktem uporać. Wystarczy tylko, by w miasteczku zaczęły ginąć dzieci.

Czytając książki Zalewskiego spodziewałem się takiego rozwoju akcji, niemniej autor zaskoczył mnie w zupełnie innym punkcie. Do tej pory każda z książek była bardzo ostrą, męską prozą o zmaganiach, jednego bądź niewielkiej liczby bohaterów, z przeciwnościami losu (często w postaci wymierzonego w ciebie pistoletu). Tym razem autor poszedł w całkowicie innym kierunku; z kłopotami, jakie dręczą Abraham w pewien sposób muszą sobie radzić wszyscy jego mieszkańcy i to nimi Zalewski zajął się w pierwszej kolejności, opisując historię każdego z osobna i dodając ją do puli naprawdę wielu, wielu wątków.

Cały ten zabieg sprawił, że „Małe miasteczko” stało się książką zupełnie inną niż wszystkie wcześniejsze pozycje Adama Zalewskiego. Autor, do tej pory szarżujący niczym rozwścieczony tygrys, schował teraz pazury i zaczął węszyć, delektując się wonią fabuły, smakować ją. Oczywistym następstwem takiego postępowania jest rozrzedzenie, a nawet drastyczne spowolnienie, tempa akcji. Jeden z większych atutów poprzednich książek znikł, oddając scenę drugiemu, który teraz mógł panoszyć się po niej bezkarnie.

To, co zawsze podkreślałem i zawsze podkreślał będę (oczywiście tylko w przypadku zaistnienia sprzyjających okoliczności) w prozie Zalewskiego, to jego wręcz fenomenalna umiejętność opisywania warstwy psychologicznej bohaterów. W „Małym miasteczku” pisarz z wyjątkowym kunsztem nakreślił swoje postaci sprawiając, że kiedy udało mi się wczuć w atmosferę książki i zwolnić, mogłem cieszyć się naprawdę udaną warstwą obyczajową. Dla stałych czytelników autor porozrzucał gdzieniegdzie smaczki, a nawet udało mu się przenieść samego siebie w jedną z postaci. Taki zabieg sprawił, oczywiście, iż jest ona o wiele prawdziwsza niż cała reszta mieszkańców tytułowego miasteczka. Niemniej warto podkreślić, że wymieniona już umiejętność autora do opisywania warstwy psychologicznej znacznie przyczyniła się do tego, iż wszystkie osoby, z jakimi spotkałem się w książce, zdawały mi się niezwykle naturalne, wręcz żywe.

„Małe miasteczko” jest powieścią zupełnie inną niż wszystkie wcześniejsze historie Adama Zalewskiego i myślę, że po części adresowaną też do innego czytelnika. Jeśli ktoś szuka twardej, mocnej i zdecydowanej męskiej prozy, znajdzie ją w starszych pozycjach pisarza. Tu krew jest w zasadzie dodatkiem, a przemoc zepchnięta została na boczny tor, tak naprawdę dając o sobie znać na początku i na końcu książki. Nie mogę jednak potraktować tego jako wady, a jedynie jako różnicę pomiędzy tą, a wcześniejszymi pozycjami.

Szczęśliwie wpasowałem się i w tę drugą grupę odbiorców, dałem się zachęcić do rozsmakowania w społeczności małego miasteczka. Zastanawiam się bardzo intensywnie, jaka będzie następna książka Adama Zalewskiego, czy znów mnie zaskoczy i… jak.

Michał Stonawski

Redakcja i korekta: Diana „Mongfind” Cereniewicz i Paulina Maria „Lorelay” Szymborska-Karcz

Za egzemplarz dziękuję autorowi

 

Autor: Adam Zalewski
Tytuł: Małe miasteczko
Data wydania: 12.04.2012
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7839-111-1
Format: 130mm x 200mm
Liczba stron: 424

Książkę można nabyć w sklepie redcoon.pl

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany