Merlin. Księga 4. Lustro losu (T.A. Barron) - recenzja

    Postać Merlina (a także jego dobrego znajomego, Artura) doczekała się dziesiątek interpretacji, często diametralnie od siebie różnych (od tych sielankowo-bajkowych, po cornwellowskiego starego pryka i pedofila). T. A. Barron podjął się w sumie zadania raczej prostego – reinterpretacji tego, co w kulturze jest zakorzenione od dawna, a do stworzenia całości obrazu wystarczy tylko sięgnąć po losowe elementy i złożyć je w jedną, miarę strawną całość.

    „Lustro losu” to czwarta część dwunastotomowej (sic!) sagi o przygodach młodego Merlina – chłopca dopiero pretendującego do grona najpotężniejszych czarodziejów wszech czasów. W tej części następuje spore odcięcie się od wydarzeń (dość dramatycznych) z poprzednich części cyklu, zaś nową ojczyzną (w wyniku wydarzeń z przeszłości) głównego bohatera staje się Fincayr, magiczna wyspa – na której, jak na ironię, także zaczyna szerzyć się zło.

    Sposób budowania przez autora fabuły „Lustra losu” jest dość specyficzny – nie widać mocnego powiązania między tomem recenzowanym, a tymi poprzednimi, ale jednocześnie pojawia się na tyle dużo nawiązań i wspomnień, że ciężko stwierdzić, w jak dużym stopniu to powieść samodzielna. To zaś jednocześnie każe się zastanowić nad sensem obrania przez autora formy dla swej historii – dwanaście części to dużo, nawet jeśli poszczególne z nich są objętościowo niewielkie. Najbardziej prawdopodobna teza to po prostu pójście po „linii najmniejszego oporu”, stworzenie długiej jednej nici fabularnej, na której można osadzić i kilkadziesiąt, mniej lub bardzie j istotnych, osobnych historii.

    Podążając tropem powyższego stwierdzenia, nietrudno po lekturze „Lustra losu” dostrzec niesamowite wręcz rozwleczenie fabuły w czasie i przestrzeni. Ciężko nie stwierdzić, że mamy do czynienia z fabułą najeżoną niepotrzebnymi scenami, będącymi jedynie ozdobnikami dla bardzo skąpej historii właściwej – najlepiej to widać po epizodzie z jęczybułą (specyficznym stworkiem zamieszkującym wyspę). Dużo tekstu, mało treści, jeszcze mniej wkładu właściwego w opowieść.

    Skoro już jednak fabuła trąci myszką, zakryta w sporej mierze przez ozdobniki, warto właśnie na nie zwrócić uwagę. Świat wykreowany przez Barrona to tak naprawdę nic innego jak wariacja mitologii celtyckiej i tolkienowskiej (która zresztą sporo zaczerpnęła z tej pierwszej). Olbrzymy, smoki czy jeszcze inne, zdecydowanie bardziej zwariowane istoty to w sumie cecha charakterystyczna „Merlina” – te odnajdziemy także w „Lustrze losu”, może nie w ilościach hurtowych (i jednocześnie przesadzonych), niemniej z pewnością tworzą one charakterystyczny klimat całej serii, a w połączeniu z ugrzecznionym całokształtem można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że otrzymaliśmy finalnie wypadkową między baśnią a bajką.

    Bardziej wybredni czytelnicy nie mają czego szukać w serii „Merlina” – cykl w jakichś dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach to przekucie wątków i motywów w fantasy doskonale znanych, wręcz oklepanych. Poziom „słodkości” i wszechobecny lukier to zdecydowanie „straszaki” na starszych, doświadczonych miłośników gatunku. Niemniej, jeśli szukamy prezentu dla młodego pretendenta do miana znawcy gatunku, to „Merlin” stanowi serię, która jest warta ryzyka – niezbyt infantylna, ale i też niezbyt wymagająca.

    Dawid „Fenrir” Wiktorski
    Redakcja i korekta: Monika "Katriona" Doerre

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Gruner+Jahr Polska: G+J


    Tytuł: Merlin. Lustro losu
    Autor: T.A. Barron
    Tom: IV
    Wydawca: Gruner+Jahr Polska: G+J
    Premiera: 23 stycznia 2013r
    Wydanie: I
    Gatunek: powieść
    Oprawa: miękka
    Format: 130 x 195 mm
    Liczba stron:
    ISBN: 978-83-7778-294-1
    Książkę możecie nabyć w sklepie redcoon.pl

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany