Miasteczko Nonstead (Marcin Mortka) - recenzja

    Gdziekolwiek jesteś, dopadnę cię...

    Zdanie, pojawiające się na okładce „Miasteczka Nonstead” Marcina Mortki, stanowi zapowiedź wszystkiego, co skrywa w sobie książka. Jest przebłyskiem pewnej tajemnicy, obietnicą strachu i zarazem groźbą, wymierzoną nie tylko w bohaterów opowiadanej historii, lecz również w czytelnika.

    Uwielbiam strach. Nie ma prawdziwszego uczucia od strachu. Ci, którzy uważają miłość za uczucie silniejsze, chyba nigdy się naprawdę nie bali.

    Co mogłoby się wydarzyć, gdyby wszystkie irracjonalne lęki nagle stały się rzeczywistością? Gdyby koszmar senny był nie tylko złudzeniem, ale okazał się czymś prawdziwszym od tego, co znane i oswojone? Mortka poddaje świat realny dekonstrukcji. Zaszczepia w nim zalążek Zła, rozwijający się dzięki ukrytym lękom – zarówno tym prawdopodobnym, jak i zupełnie fantasmagorycznym – do których nikt nie chce przyznać się głośno, którymi boi się dzielić. Zło w powieści Mortki wyrasta na gruncie strachu, a wszystkie najniezwyklejsze obawy zaczynają się ziszczać, gotując bohaterom koszmar-pułapkę. Niemal niemożliwe jest się z niego wydostać...

    Historia z cyklu „fabryki strachu” rozgrywa się w przestrzeni małego miasteczka Nonstead. Mortka zdecydował się na realia amerykańskiej prowincji, choć z równym powodzeniem akcja książki mogłaby rozwijać się gdziekolwiek indziej. Autor zbudował w ten sposób pewien ciężki, specyficzny klimat, bezsprzecznie utrzymany w konwencji utworów Stephena Kinga. Tytułowa mieścina to, w gruncie rzeczy, miejsce zapomniane. Przez ludzi. Świat. Boga. Otoczone ze wszystkich stron lasem, wyizolowane, nawiedzone. Nie dziwi więc, że Nonstead staje się idealną areną dla niesamowitych, mrocznych wydarzeń. To siedlisko odwiecznego Zła, które przeżarte jest ludzkim nieszczęściem.

    Tutaj każdy zmaga się z własnymi demonami, a strach skrzętnie ukrywa się pod maską normalności. Mała dziewczynka nocą rozmawia z demonem. Groźny, czarny pies pojawia się przed bohaterami, zwiastując nieszczęście. Opuszczona stara szopa budzi w ludziach przestrach i wrogość. Mówi się o przekleństwach i nawiedzeniu. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo przede wszystkim to cholerne miasto kryje w sobie coś, co niszczy ludzi. Jednego po drugim.

    Proza Mortki sprawia, że z obawą zerka się na telefon, daje przeświadczenie, iż za moment za oknem pojawi się czyjś cień lub szatańska siła popchnie kogoś w szaleństwo. Urealnia ona wszystkie potworne, zwariowane myśli czytelnika, któremu, niemal zza książki, z uśmiechem przygląda się sam diabeł.

    Jednak to przede wszystkim przypadkowi bohaterowie – zwykli ludzie pogrążeni w swoich problemach – stają oko w oko z zagadką zła nękającą Nonstead. Na pozór odmienne dramaty obcych sobie postaci łączą się w jedną spójną traumę. Historie ich wszystkich wiąże bowiem to zapomniane przez Boga miejsce. Aby uchronić się od obłędu i ocalić życie, będą zmuszeni rozwikłać sekret – przyczynę choroby trawiącej miasteczko.

    Jak w silenthillowskiej fabule, historia rozpoczyna się, gdy Nathan McCarnish – pisarz horrorów – niespodziewanie trafia do Nonstead – miejsca, o którym wolałby zapomnieć, przed którym podświadomie ucieka. Po paru stronach lektury okazuje się bowiem, że Fiona – jego narzeczona – po pobycie w miasteczku zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Nagła awaria samochodu przypadkiem powtórnie sprowadza tam mężczyznę... W trakcie wizyty w Nonstead będzie musiał zmierzyć się nie tylko ze swoją traumą po stracie ukochanej, ale także pomóc w walce z demonami pozostałych bohaterów, zapoznanych niedługo po przybyciu. Rozwikłując poszczególne zagadki (Skinnera, Anny i innych mieszkańców), dociera w końcu do ukrytej prawdy na temat tego niepokojącego, dręczącego miejsca.

    Pozycja, którą zaproponował Mortka, jest zdecydowanie warta uwagi. Nie tylko ze względu na fabułę, trzymającą w napięciu do samego końca, lecz także z powodu dobrze skonstruowanej psychologizacji postaci. Czytelnik, wraz z protagonistami, pogrąża się w chorych imaginacjach, zaczyna wierzyć w złowieszcze siły, odczuwa pozornie nieuzasadniony, choć do głębi prawdziwy, strach. To właśnie on staje się głównym bohaterem całej książki.

    Nie jest to tylko jedna z wielu krwawych opowieści. Mortka sugeruje, że najwięcej strachu budzi to, co kryje się gdzieś w ciemności. Zagrożenie, które odczuwa się instynktownie. Sprawia to, że „Miasteczko Nonstead” jest świetnie skonstruowaną opowieścią grozy, bezlitośnie eksponującą czytelnikowi jego lęki. Bo tytułowe Nonstead to przecież miejsce, gdzie znaleźć się może ktokolwiek, gdzie strach dosięga każdego w najmniej oczekiwanym momencie życia...

    Pa_Ruska

    Redakcja i korekta: Diana „Mongfind” Cereniewicz i Monika „Katriona” Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    Fabryce Słów

     

    Tytuł: Miasteczko Nonstead
    Autor: Marcin Mortka
    Wydawnictwo: Fabryka Słów
    ISBN-13: 978-83-7574-613-6
    Wymiary: 125 x 195
    Data wydania: 2012

     

    Książkę można kupić w sklepie redcoon.pl

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany