Michael Vey. Więzień celi 25 (Richard Paul Evans) - recenzja

    Każdy z nas, niezależnie od wieku, słyszał o katastrofie w Czarnobylu. Miała ona wpływ na ludzkie życie, ale nie na tyle, aby całkowicie je zmienić. Co by się jednak stało, gdyby było zupełnie na odwrót? Przypuśćmy, że u ludzi mających styczność z promieniowaniem zaczęłoby dochodzić do mutacji genowej, przez co zyskiwaliby oni nadprzyrodzone moce, jak choćby umiejętność przewodzenia i magazynowania elektryczności. Niewiarygodne, prawda? Jednak właśnie tego typu historia rozgrywa się na kartach młodzieżowej powieści fantastycznej pióra Richarda Paula Evansa.

    Autor znany jest już polskim czytelnikom, a właściwie to powinnam napisać czytelniczkom, bo to głównie one sięgają po obyczajowe książki pisarza. Richard Paul Evans swoją pierwszą powieść stworzył dla własnych dzieci, ale kiedy nie mógł znaleźć dla niej wydawcy ani agenta, który miałby go reprezentować, sam podjął się jednego i drugiego. W taki oto sposób światło dzienne ujrzała nowelka pod tytułem „Christmas Box”. Później poszło już z górki. Jego książkami zaczęły się interesować jedne z największych wydawnictw nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także za granicą. „Michael Vey: więzień celi 25” i reszta tej serii to, można powiedzieć, takie rodzynki wśród jego twórczości, ponieważ głównie opierają się na motywach fantastycznych. Natomiast pozostałe powieści w jego dorobku pisarskim należą do gatunku obyczajówek.

    Michael Vey to niepozorny czternastolatek. Z powodu swojej chuderlawej budowy ciała i choroby (ma zespół Tourette’a) jest prześladowany w szkole. Jednak to wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy Michael ma już dość bycia pośmiewiskiem i popychadłem. Szczególnie, że jego prześladowcy chcą pozbawić go spodni na oczach najładniejszej dziewczyny w szkole (Taylor Ridley), w której chłopak się skrycie podkochuje. Bohater potrafi kumulować w sobie elektryczność, aby później, w wyniku silnych emocji, „wyrzucać” ją na zewnątrz swojego ciała. Z powodu takiego splotu wydarzeń okazuje się, że również Taylor ma pewną tajemnicę powiązaną z tą, jaką skrywa Michael. Od tego zaczyna się nie tylko niezwykła przyjaźń, ale także niespodziewany ciąg brutalnych wydarzeń. Czy oboje wyjdą z tego cało? Jaką tajemnicę skrywa dziewczyna?

    Po takim opisie fabuły pewnie dziwi Was, że wspomniałam o katastrofie w Czarnobylu, bo przecież nie pisałam o żadnej podobnej sytuacji. Jednak kiedy zabierzecie się już za czytanie tej książki, to sami zdacie sobie sprawę, ile można w niej odnaleźć odniesień do czarnobylskiego kataklizmu. Właśnie w takich momentach, gdy podejmowane są dosyć życiowe tematy i problemy ludzkie, widać, że w autorze odzywa się jego „obyczajowa strona”, pomimo fantastycznego oddźwięku reszty książki. Mimo to, jak dla mnie, to spory, uatrakcyjniający i lekko edukujący atut, sprawiający, że powieść staje się jeszcze ciekawsza.

    Wprowadzenie do całej historii, swoją drogą to chyba powinno być zaznaczone jako oddzielny prolog, a jest „wcielone” w część pierwszą, jest naprawdę intrygujące i nieźle rokujące dla pozostałej części fabuły. W tym momencie należałoby również wspomnieć, że cała powieść podzielona została na cztery większe części, a one na kilkanaście krótkich podrozdziałów. Co ciekawe, każda z nich nie tylko dotyczy różnych wydarzeń, ale także narracja zostaje tutaj kilkakrotnie zmieniona. W pierwszej części zostajemy wprowadzeni do historii za sprawą opowieści głównego bohatera. Dzięki temu możemy go lepiej poznać, ale także uzyskać podstawowe informacje na temat tego, co wywołało jego moc. Niestety właśnie tutaj pojawia się pierwszy mankament. W jego opisach brakuje spójności z powodu ciągłego przeskakiwania pomiędzy tematami i wplatania w to wszystko wspomnień z dzieciństwa. Na szczęście w kolejnych księgach opowieść Michaela występuje naprzemiennie z tą ukazaną przez narratora wszechwiedzącego, który przybliża nam wydarzenia rozgrywające się bez udziału głównego bohatera, na przykład w przysłowiowym „obozie wroga”.

    Co do akcji to początkowo jest spokojna i wyważona. Autor systematycznie, bez większych niespodzianek, zwiększa nie tylko tempo, ale także napięcie. Szczególnie gdy docieramy do zakończenia będącego akcją w najczystszej postaci. Wydarzenia następują jedno po drugim w takim tempie, że zostajemy dosłownie wbici w fotel bez możliwości spokojnego odłożenia książki na bok i uspokojenia myśli. Jedynym rozwiązaniem jest po prostu ukończenie „Michael’a Vey’a: więźnia celi 25”. Dopiero wtedy możemy odetchnąć i poukładać swoje emocje.

    Język powieści jest doskonale dostosowany, wszystkie wypowiedzi bohaterów brzmią zupełnie jak mowa realnych nastolatków. Znajdziemy tutaj więc sporo młodzieżowych powiedzonek i pojedynczych słówek, które starszego czytelnika mogą lekko zirytować. Nie mniej trzeba przyznać, że tłumacz naprawdę doskonale sobie poradził i dokładnie odzwierciedlił to, co chciał przekazać autor. Jeżeli chodzi o okładkę, to niewiele jest tu do powiedzenia oprócz tego, że doskonale oddaje klimat powieści, ponieważ pozostała ona taka sama jak w oryginalnej wersji.

    Podsumowując. „Michael Vey: więzień celi 25” to ciekawa i wciągająca książka. Na pewno spodoba się większości czytelników, którzy zdecydują się po nią sięgnąć. Dodam jeszcze taką ciekawostkę, że początkowo Richard Paul Evans planował jedynie jedną książkę o przygodach „elektrycznego chłopca”. Jednak rozgłos, jaki zdobyła ona wśród młodzieży, skłonił go do napisania kolejnych tomów. Szczególnie, że pozostawił sobie kilka furtek poprzez niedomknięcie niektórych wątków. Dzięki temu w USA czytelnicy mogą już się cieszyć kolejną częścią. Mam nadzieję, że także i w Polsce doczekamy się przekładu. Ja z miłą chęcią sięgnę po dalsze przygody Michael’a.

    Natalia „Tala” Zdziechowska
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre


    Tytuł: Michael Vey: więzień celi 25
    Tytuł oryginału: Michael Vey: The Prisoner of Cell 25
    Autor: Richard Paul Evans
    Wydawca: Fabryka Słów
    Tom: 1
    Tłumaczenie: Patryk Sawicki
    Ilustracja na okładce: Matt Kohr
    Miejsce wydania: Lublin
    Data wydania: 12.04.2013
    Liczba stron: 368

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany