Moc sześciorga (Pittacus Lore)

Mocny niewypał

Moc sześciorga zapowiadała się dla mnie bardzo enigmatycznie. Dość przeciętna, zielona okładka z jakimś fiu-bździu, do tego opis z rodzaju tych, po których przebiega się wzrokiem i już po chwili myśli o czymś zupełnie innym. Postanowiłam jednak dać tej książce szansę. Nie było warto.

Wydarzenia skupiają się naprzemiennie na Marinie oraz Samie, Johnie i Szóstej. Wszyscy – poza Samem – pochodzą z planety Lorien. Są Gardami, jednymi z dziewięciorga wybrańców, którzy mają ocalić zarówno Loryjczyków jak i Ziemian. Podróżują wraz ze swoimi opiekunami. Marina po tułaczce po Europie, zamyka się wraz ze swoją mentorką w klasztorze. Dziewczyna jest tu samotna, na dodatek jej opiekunka, pogrążona w modlitwie i ślepym zauroczeniu wobec Boga, zapomniała już o ich właściwej misji. Nie chce pomagać Marinie ani w wykonywaniu zadania, ani w rozwijaniu Dziedzictw – nadprzyrodzonych zdolności, które pojawiają się u niej z czasem. Jedyną opcją dla dziewczyny jest odnalezienie pozostałej ósemki (szuka ich w internecie). Z kolei John, Szósta i Sam podróżują po Ameryce, uciekając przed policją, która ściga Johna, gdyż uważa go za niebezpiecznego przestępcę. Opiekunowie poszukiwanego chłopaka i jego kompanki nie żyją, więc młodzi są zmuszeni sami odkrywać swoje możliwości i doskonalić Dziedzictwa.

Sylwetki bohaterów przedstawiają się w sposób dość zróżnicowany. Dla mnie najciekawszą postacią jest Marina. Dziewczyna zamiast poddać się swej arcyważnej misji, musi walczyć nawet z osobą, od której powinna oczekiwać w tej kwestii wsparcia. Na dodatek dusi się w klasztorze z wrednymi siostrami zakonnymi i koleżankami wyraźnie nie darzącymi Mariny sympatią. Jej jedynymi przyjaciółmi są miejscowy pijak, Héctor (nota bene bodaj najbarwniejsza postać całej książki – nawet kosmici wypadają przy nim blado) i siedmioletnia dziewczynka Ella. Natomiast w żaden sposób nie wzbudziło we mnie sympatii trio John, Szósta i Sam. Loryjczycy, John i Szósta, pomijając ich nadprzyrodzone zdolności, wydają się ludzko zwyczajni, a chłopak dodatkowo nadludzko głupi. Najczęściej robiłam sobie przerwę w lekturze właśnie w momencie, kiedy akcja skupiała się na nich. Nie zajmowały mnie ani rozterki sercowe Johna, który mimo iż jego zmarły opiekun Henry powiedział mu, że loryjczycy zakochują się tylko raz, czuł pociąg do podróżującej z nim dziewczyny, obiektu sympatii swojego kolegi. Drażniła mnie też Szósta wydająca się być nadmiernie pewną siebie. Z kolei Sam został przedstawiony bardziej jako dodatek, swoiste tło. Pozostali bohaterowie przewijający się przez książkę też raczej nie byli warci większego zainteresowania.

W książce drażni naciąganie intrygi. Co zrobić, gdy jest się powiernikiem wielkiej tajemnicy, której absolutnie nikt nie może poznać, a zwłaszcza wrogowie, Magodorczycy? Wyrysować wszystko w skalnej jaskini – no przecież NIE MOŻNA dusić w sobie takich rzeczy! Co zrobić, gdy jest się ściganym przez władze sprawiedliwości w całym kraju i przez kilka miesięcy przebywa się tylko w towarzystwie dwójki zaufanych przyjaciół? Oczywiście spotkać się z dziewczyną, bo przecież jak można nie skorzystać, skoro znajduje się w tym samym mieście i tak bardzo się tęskni. A co tam przyjaciele, których właśnie naraża się w ten sposób na ogromne niebezpieczeństwo… Trzeba się kryć z mocami? Ale można wyleczyć chorą staruszkę, która jest już od dawna na skraju śmierci? Nikt nie zauważy, prawda?

Narracja również pozostawia wiele do życzenia. Męczy jej czas teraźniejszy. I niestety z takimi „zdolnościami” pisarskimi autor (a właściwie autorzy, o czym za chwilę) nigdy nie zostanie wpisany w poczet klasyków. Nawet sceny „akcji” nie były zbyt emocjonujące. Finał czytałam na raty, ciesząc się, kiedy udało mi się nareszcie dobrnąć do końca. I może nawet braki stylistyczne nie byłyby tak zauważalne, gdyby nie oczywiste błędy typu „powiedziała ona”. Panie tłumaczu – w języku polskim się tak nie mówi.

Nie miałam okazji zapoznać się z pierwszym tomem serii – Jestem numerem cztery – jednak autorowi można policzyć na plus, że wydarzenia przedstawione są tak, że nie było problemu w orientowaniu się w tym, co działo się w poprzedniej części. A właściwie nie autorowi, lecz autorom – pod pseudonimem Pittacus Lore kryje się dwójka amerykańskich pisarzy – James Frey oraz Jobie Hughes. Pittacus Lore to jedna z postaci, o której mowa w książce, ale nie pojawia się jako bohater. Dlatego nie rozumiem takiego zabiegu. Miał swoje zastosowanie w przypadku Kodu Lyoko, gdzie autor, Jeremy Belpois, to również jej bohaterem i narratorem. Posiadał też uzasadnienie w Serii Niefortunnych Zdarzeń, w której Lemony Snicket jest opowiadającym o niezwykle rozbudowanej osobowości, a pod koniec serii pojawia się również jako postać w książce. Dlaczego więc Pittacus Lore miałby być autorem tej powieści, skoro narratorami są, naprzemiennie, Marina i John, a Pittacus Lore nie jest świadkiem opisywanych wydarzeń? Nie mam pojęcia.

Szukam w tej książce plusów. Do głowy przychodzi mi tylko ciekawy motyw Mariny. Gdyby stanowił jedyny wątek w tej powieści – z pominięciem Johna i reszty – zapewne książka byłaby, przynajmniej dla mnie, bardziej interesująca. Nie zaprzeczę też, że znalazło się tu jednak kilka ciekawych pomysłów – choćby ten, że Dziewięciorga nie można zabić w dowolnej kolejności, a jedynie według numerów, bo w przeciwnym razie ich katów spotyka los, który sami chcieli im zgotować. Jednak dobra idea nie stworzy bestsellera.

Podsumowując, nie wydaje mi się, by książka zadowoliła bardziej wymagających czytelników. To czytadło, które pewnie spodoba się nastolatkom, ale dla starszych odbiorców będzie już po prostu śmieszne – w tym negatywnym sensie. Przynajmniej ja w żaden sposób nie czuję się zachęcona, aby sięgnąć po poprzednią część, ani tym bardziej kolejną.

Marta "Nubia" Porwich
korekta: Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz, Monika "Katriona" Doerre

 

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy wydawnictwu G+J Gruner&Jahr


Tytuł - Moc sześciorga
Autor - Pittacus Lore
Wydawca - G+J Gruner+Jahr
ISBN - 9788377781135
Liczba stron - 360
Wymiary - 13.0x19.5cm
Oprawa - Miękka
Rok wydania - 2011
Tłumaczenie - Juszkiewicz Michał
Miejscowość wydania - Warszawa

Oceń: 
0
Brak głosów
Polski

Komentarze

Obrazek użytkownika Samantha
Samantha on pt., 11/09/2012 - 17:52

Mi się książka bardzi podobała, pierwsza część tak samo.

No Avatar
Nubia on śr., 11/14/2012 - 21:53

Cóż, najwyraźniej mamy inne gusty :P