Morderstwo na mokradłach (Sasza Hady) - recenzja

    Lektura debiutanckiej książki Saszy Hady była dla mnie po części wyzwaniem (ponieważ ostatnim razem, gdy sięgnęłam po powieść kryminalną, zasnęłam po dwóch rozdziałach), po części niesamowitą przygodą, co wyszło na jaw dopiero, gdy wory pod oczami, które pojawiły się po nieprzespanej nocy spowodowanej rozwiązywaniem intrygi, ujrzały światło dzienne. Przyzwyczajona do nadprzyrodzonych zjawisk, klasyków literatury i gatunkowych shaków, gdzie najważniejsze jest to, co ukryte, nie zdawałam sobie sprawy, że przyjemność może sprawić wcale nie tak skromne tomisko kryjące w sobie tajemniczą zagadkę morderstwa.

    Autorka zabiera nas do angielskiej prowincji zwanej Little Fenn oraz jej okolic, które słyną z zapierających dech w piersiach, acz nieco groźnych krajobrazów mokradeł i gór. Dochodzi tam do morderstwa. Mieszkańcy i policja są bezradni. O pomoc zostaje poproszony Alfred Bendelin – najlepszy prywatny detektyw w Londynie. Jest tylko jeden problem. On nie istnieje. W jego rolę wciela się Nicholas Jones, policjant, który jest ostatnią osobą nadającą się do tego zadania. Mimo tego porzuca miejscowe wygody i jedzie na pomoc zlęknionym mieszkańcom, aby zdobyć uznanie pewnej pięknej blondynki. To, co odkryje, będzie jeszcze bardziej niesamowite, niż jej uroda.

    Ta prosta fabuła ma w sobie coś, co od pierwszej strony wywarło na mnie dobre wrażenie. Z pozoru nieskomplikowana historia, ale tak naprawdę ukrywa więcej niż mogłam pomyśleć. Główny bohater i otoczenie, w jakim się znajduje tworzą klimat w książce. I jedno, i drugie posiada w sobie nutkę tajemniczości, ale jednocześnie jest bardzo przewidywalne i schematyczne. Właśnie dlatego podczas lektury często zaskakiwały mnie pewne zachowania i zwroty akcji. Oczywiście wiadomo, że zakończenie rzadko jest takie, jakie mogłoby wydawać się na początku, lecz tutaj czułam, że pomimo z pozoru przegapionego momentu na możliwość obrócenia fabuły o sto osiemdziesiąt stopni, coś musi się wreszcie zmienić, ponieważ idzie zbyt łatwo. Sasza Hady, wbrew moim wątpliwością, nie zawiodła mnie i sprawiło mi frajdę kombinowanie wraz z Jonesem nad motywem morderstwa. Akcja rozwijała się równomiernie – najpierw powoli, potem im bliżej końca, tym więcej szczegółów jest nam wyjawionych. Dopiero pod koniec moje podejrzenia odnośnie zabójstwa zostały rozwiane. Do tego momentu odczuwałam podekscytowanie, że miałam rację, oceniając książkę po okładce i będzie to kolejna przewidywalna historia, której głównym wątkiem okaże się prymitywne zabójstwo z romansem w tle, jednak zaintrygowana, czy aby na pewno tak będzie, żwawo kontynuowałam czytanie. Gdy stało się inaczej, a moje przypuszczenia zawiodły, akcja wkroczyła w moment trzymania w niepewności i tworzenia w głowie nowych powiązań i domyśleń. Manewry pomiędzy oczywistymi faktami, a zdarzeniami budzącymi wątpliwości w Morderstwie na mokradłach manipulują myśleniem na temat zakończenia i co rusz wyjaśniają albo tworzą nowe wątki.

    Brakowało mi subtelnych wskazówek dla czytelnika, które w jasny sposób nakierowałyby mnie na powód i sprawcę morderstwa. Takowe odnalazłam tylko w pierwszej części powieści. Następnie wplątał się typowy martwy punkt, podczas którego Sasza Hady rozwinęła poboczne wątki fabuły. Pozwoliły one na rozwiązanie kilku drobnych zagadek na końcu powieści oraz urozmaiciły akcję. Miejscami jednak wydawało mi się, że zbędnie przeciągają drogę do punktu kulminacyjnego, a wiele z przedstawionych sytuacji nie wprowadza nic nowego do historii. Polegały one głownie na opisie relacji, jakie główny bohater nawiązuje z mieszkańcami Little Fenn. Mimo tego autorka pozostawiła czytelnika w zaciekawieniu, gdyż z premedytacją nie wyjaśniła kilku dziwnych momentów w książce.

    Każdy z bohaterów powieści posiadał indywidualny charakter, ale wszystkich łączyła intrygująca aura, zupełnie jakby skrywali jakąś mroczną tajemnicę. To także rozwiązuje się w zakończeniu. Nicolasa Jonesa poznajemy tak naprawdę w punkcie kulminacyjnym, kiedy zaprzestaje prób bycia dobrodusznym i przyjacielskim psychologiem, a zaczyna działać jak detektyw, dla którego powstania był inspiracją. Dzięki temu tocząca się akcja nabiera animuszu i przestaje zlewać się w jedną całość; konkretne wydarzenia, mające szczególne znaczenie, zostają wyróżnione na tle ogółu fabuły. Podoba mi się taka konstrukcja, gdyż im dalej zagłębiałam się w powieść, tym bardziej byłam zaskoczona akcją. Muszę zwrócić uwagę na proste, acz działające na wyobraźnię opisy miejsc. Ich największe walory i znaki szczególne zostały przedstawione bez fikuśnych porównań i metafor, ale dzięki temu łatwiej trafiają do naszej wyobraźni bogate w szczegóły krajobrazy i widoki.

    Historię zamknięto w zgrabnej książce. Czcionka nie jest za mała, co rozciąga powieści na większą ilość kartek, ale moim zdaniem to zaleta, gdyż sprawia mi satysfakcję obserwowanie, jak ubywa stron do oczekiwanego z niecierpliwością zakończenia. Przypadkiem zauważyłam, że w spisie treści numery pierwszych czterech rozdziałów zapisane są słownie, kolejne osiem natomiast ponumerowano cyframi. W tekście do wszystkich zastosowano słowny zapis liczb. Całość okala klimatyczna okładka z grafiką, która swoim wyglądem nawiązuje do tytułowych mokradeł, lecz niczym szczególnym nie wyróżnia się spośród innych książek w mojej biblioteczce.

    Morderstwo na mokradłach to lekka lektura nie tylko dla fanów intryg. Perfekcyjnie sprawdzi się także jako luźne czytadło na oderwanie myśli długimi, zimnymi wieczorami. Przystępny język i wartka akcja okraszona dobrze dobranymi opisami sprawia, że powieść nabiera jeszcze bardziej rozrywkowego charakteru, niż by się spodziewać po kryminale, w który wszystko kręci się wokół odciętej głowy. Wbrew pozorom bez lęku można oddać się w lekturze, bo na pewno nie będzie to strata czasu.

    Sylwia „PersilGold” Zazulak
    Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    wydawnictwu Oficynka

    Tytuł: Morderstwo na mokradłach
    Autor: Sasza Hady
    Wydawca: Oficynka
    Projekt okładki:Anna M. Damasiewicz
    Ilustracja na okładce: Saffron Blaze
    Miejsce wydania: Gdańsk
    Data wydania: 13 lipca 2012
    Liczba stron: 382

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany