Mroczne miasto (1998) - recenzja

Łatwo zauważyć pewną tendencję w filmowym gatunku science fiction pod koniec lat dziewięćdziesiątych, tuż przed przekroczeniem granicy nowego stulecia, które, według prognoz, miało być końcem pewnego porządku świata. Wraz z nieuchronnym zbliżaniem się wyklętego XXI wieku, nastroje nie ulegały poprawie, wręcz przeciwnie. Powstawało coraz więcej produkcji traktujących o świecie wirtualnym i sztucznych konstruktach zamieszkiwanych przez człowieka, który nie zdaje sobie sprawy z nieprawdziwej natury swojej rzeczywistości. W dużej mierze wiąże się to z popularyzacją teorii spiskowych, opierających się na zatajaniu prawdy przed opinią publiczną, a w konsekwencji na ludzkiej nieświadomości dotyczącej faktycznych mechanizmów, jakie rządzą życiem. Mass media, telewizja, komputery, monitoring – świat w szybkim tempie osiąga to, co jeszcze parę dekad wcześniej było tylko snem futurysty. Ta obawa przed zewnętrzną manipulacją, przed nowymi zdobyczami techniki, które mogą ułatwić inwigilację, znalazła odzwierciedlenie w wielu filmach końca stulecia. W tej kwestii na uwagę zasługuje Mroczne Miasto, gdzie świat jest jedynie sztuczną rzeczywistością stworzoną przez istoty pozaziemskie w celu przeprowadzenia eksperymentu. Również Truman Show wpisuje się w ten nurt, odzwierciedlając obawy przed mass mediami i krytykując telewizję za przekraczanie granic moralnych i etycznych. Pojawiają się także filmy mówiące otwarcie o technologicznym piekle, jakie czeka nas w przyszłości. W cyberpunkowym Matriksie, w którym świat okazuje się być komputerową symulacją, człowiek służy jedynie jako źródło energii dla nadzorujących wszystko maszyn. Podobny wydźwięk osiąga Trzynaste piętro, mamy tu do czynienia z zaprogramowaną rzeczywistością, zamieszkaną przez ludzi nie mających pojęcia, że są jedynie cyfrowymi tworami wykreowanymi przez komputer. Warto podkreślić, że w wymienionych przeze mnie filmach brakuje, charakterystycznego dla tego gatunku, futurystycznego sztafażu. Alternatywna bądź wirtualna rzeczywistość stylizowana jest na czasy współczesne twórcom, co sugeruje, że widz nie może być już pewny, ani realności własnego świata, ani nawet prawdziwości samego siebie. To, co uważamy za oczywistość może niespodziewanie okazać się kłamstwem.

Takim oszustwem okazuje się metropolia w Mrocznym mieście. Film Alexa Proyasa z 1998 roku to antyutopijna, paranoiczna wizja iluzorycznej rzeczywistości, w której człowiek jest jedynie obiektem eksperymentu przeprowadzanego przez istoty pozaziemskie, nazywające siebie Obcymi (w oryginalnej wersji – Strangers). Swoje „laboratorium doświadczalne” stworzyły po to, by poznać, czym jest ludzka esencja, co czyni człowieka indywidualną formą życia. Jak tłumaczy doktor Schreber: „Myślą, że odnajdą ludzką duszę, jeśli dowiedzą się na jakiej zasadzie działają nasze wspomnienia. Posiadają kolektywną pamięć, stanowią jeden umysł. Są na granicy wymarcia i myślą, że możemy ich uratować”. Obcy mają parapsychiczne zdolności i osiągnęli poziom intelektualny, jaki nie śnił się ludziom, jednak w konsekwencji ich osobowość została zredukowana. Widać tu wyraźne odwołanie do modelu społeczeństwa opiewanego w utworach utopijnych – jedność i jednomyślność, podciągnięta jest w przypadku Obcych do granic absurdu. Kosmici są z jednej strony potwierdzeniem możliwości stworzenia utopii społecznej, a z drugiej – dowodem na to, że świat doskonały, złożony z ludzi pozbawionych jednostkowej tożsamości, prędzej czy później ulegnie zagładzie.

Zawsze o północy mieszkańcy zapadają w sen, by umożliwić eksperymentatorom wstrzyknięcie nowej tożsamości i wspomnień. W czasie jednego z takich zabiegów budzi się John Murdoch, a w konsekwencji traci pamięć. Okazuje się, że stał się podejrzanym o morderstwo sześciu prostytutek i choć zupełnie nie jest świadomy swoich zbrodni, niczym kafkowski Józef K. musi uciekać, by zyskać możliwość przeprowadzenia własnego śledztwa.

Miasto pokazane w pierwszej scenie przypomina futurystyczny śmietnik Łowcy androidów, jak również miejsce pełne mrocznych zakamarków z Gotham City burtonowskiego Batmana. Trudno określić czas, w jakim dzieje się akcja – style, okresy, epoki – wszystko zostało tu umyślnie pomieszane. Nocny pejzaż wysokich, ciemnych budynków, neonów, mokrych, odbijających światło chodników i długich cieni przypomina stylistykę czarnego kryminału z lat czterdziestych. W uliczkach i restauracjach jest również coś z obrazów Edwarda Hoppera. Mrok i beznadzieję niekończącej się nocy podkreśla niski klucz oświetleniowy, potęgując tym samym wrażenie wiecznej senności metropolii. Bohaterowie, błądzący po ulicach, ukazywani są w klaustrofobicznych, skąpanych w mroku i przytłaczających kadrach. Miasto okazuje się być destrukcyjnym labiryntem, z którego tak naprawdę nie ma ucieczki. Możliwie jest jedynie krążenie wewnątrz, ponieważ gigantyczna metropolia to dryfujący w przestrzeni kosmicznej „statek”. Proyas nie daje jednak zapomnieć o specyficznej strukturze miejskiej. Wielki labirynt, w którym doktor Schreber umieszcza szczura, funkcjonuje jako metafora miasta zasiedlonego przez nieświadome eksperymentu społeczeństwo. Warto zwrócić uwagę na rytualne rany pozostawione przez mordercę na ciałach prostytutek – krwawe spirale, dokładnie takie, jakie na ścianach wyrysowuje były detektyw Walensky, który, podobnie jak Murdoch, obudził się w czasie aplikowania mu nowych wspomnień. Nawet linie papilarne układają się w labiryntowe błędne koło. Natomiast pokazywane na zbliżeniach tykające zegary nachalnie przypominają o nieuchronnym zbliżaniu się godziny dwunastej. Trudno uniknąć skojarzenia z udramatyzowanym dziesięciogodzinnym zegarem z Metropolis, który stanowi dla robotników symbol ich niewolniczej pracy – inny czas, poza godzinami, kiedy wykonują swój zawód, dla nich nie istnieje. W Mrocznym mieście nadejście północy oznacza zmiany. Obcy nie tylko podmieniają wspomnienia nieświadomym mieszkańcom, ale również „dostrajają” miasto za pomocą swoich parapsychicznych zdolności. Wówczas budynki zmieniają wysokość, wielkość, położenie lub są całkowicie usuwane, utrudniając tym samym zapamiętanie drogi – wędrówka w takim miejscu jednoznaczna jest z błądzeniem. Zdaje się, że miastem rządzi logika snu – gdzieś poza mroczną metropolią znajduje się utopijne Shell Beach, w którym każdy był chociaż raz, a mimo to wspomnienia o tym miasteczku okazują się mgliste, nikt nie potrafi powiedzieć, jak tam trafić. Choć w mieście na każdym kroku widać bilbordy rodem z lat pięćdziesiątych, reklamujące skąpany w słońcu raj, nie istnieją żadne drogowskazy. Mieszkańcy mówią, że można tam dojechać tylko ekspresowym pociągiem, jednak, jak się okazuje, nie sposób do niego wsiąść, bo nie zatrzymuje się na żadnej stacji. I choć Murdoch przywołuje wspomnienia światła i jasnego nieba w Shell Beach, gdzie dorastał, w mrocznej metropolii słońce nigdy nie wschodzi.

Nic jednak nie przemawia za tym, by mieszkańcy Mrocznego miasta mieli poddawać w wątpliwość prawdziwość swojej tożsamości. Podobnie jak w Truman Show, gdzie ludzie, którzy otaczają głównego bohatera, są tylko wynajętymi aktorami, również w tym filmie mieszkańcy mają za zadanie odgrywać przydzielone role. Przed naszymi oczami miał rozegrać się czarny kryminał rodem z lat czterdziestych, wszystko było już przygotowane – zmęczony życiem detektyw, piękna femme fatale i zdradzony mąż, mszczący się na prostytutkach. Niestety schemat został rozbity przez Murdocha, który nie wszedł w swoją rolę i choć historia toczy się dalej – Emily i Bumstead chcą odgrywać swoje postacie – John skutecznie psuje „przedstawienie”.

O przebudzeniu Murdocha nie zadecydował przypadek – przyczyną jego „inicjacji” było niespodziewane ocknięcie się podczas implikowania przez doktora Schrebera nowej tożsamości. Wielokrotne zmiany osobowości poskutkowały w końcu przystosowaniem się do odmiennego środowiska. Murdoch staje się prawdziwym niebezpieczeństwem dla Obcych w momencie nabycia zdolności parapsychicznych, którymi do tej pory dysponowali tylko oni. Nie bez powodu bohater budzi się w wannie, woda symbolizuje bowiem jego ponowne narodziny. Trudno jednak jednoznacznie określić sytuację postaci – John trwa niejako w zawieszeniu, pomiędzy rzeczywistością wszczepionych strzępek wspomnień i światem rządzonym przez Obcych. Choć bohater do tej pory funkcjonował jako jeden z wielu trybików napędzających eksperyment i zajmował pozycję wewnętrzną wobec miasta, wraz z nabyciem parapsychicznych zdolności jego status uległ zmianie. Możliwość niezapadania w śpiączkę z resztą społeczeństwa umożliwiła mu poznanie prawdziwej natury świata i przygnębiającej prawdy o ludzkiej egzystencji. Murdoch otrzymał szansę zewnętrznego oglądu, ponieważ wraz z utratą pamięci wszystko stało się dla niego obce – zarówno „rodzina” jak i otaczający go świat. Poza tym trudno ustalić jego status ontologiczny – nie sposób nazwać go człowiekiem, ale nie jest również Obcym – znajduje się w stanie przejściowym. Wraz z nabyciem nowych zdolności, bohater nie może ograniczyć się do poszukiwania własnej tożsamości czy oczyszczenia się z fikcyjnych zarzutów – musi wykorzystać nowy talent, by uwolnić nieświadome społeczeństwo z opresji.

Film Proyasa, kończy się spodziewanym happy endem – Murdoch unicestwia Obcych za pomocą nowej mocy i, niczym łaskawy Stwórca, daje ludziom światło – w mieście zapanowuje porządek. Trudno jednak nie zauważyć, że jest w tym zakończeniu coś niepokojącego. Gdy jeden reżim został obalony, jego miejsce zajął drugi. Teraz John posiada zdolności parapsychiczne i może siłą umysłu „dostrajać” miasto, sprawować nad nim kontrolę, dokładnie tak samo jak czynili to Obcy. Ludzie wciąż pozostają nieświadomi tego, gdzie tak naprawdę się znajdują, co więcej, nadal posiadają sztucznie skonstruowaną tożsamość, naiwnie wierząc w swoje wspomnienia. Murdoch nie dąży do obudzenia społeczeństwa „ze snu”, konstruuje kolejny nieprawdziwy świat, tym razem tworząc idealne miejsce dla siebie – z oceanem i rozległą plażą w Shell Beach.

Mroczne miasto to film nieco zapomniany, który nie okazał się ani rozrywkowym obrazem roku, ani finansowym strzałem w dziesiątkę. Skupia się przede wszystkim na refleksji nad ludzką kondycją, zadając pytania o to, co tak naprawdę ma wpływ na tożsamość człowieka. Bynajmniej nie ma zamiaru kandydować do miana eseju wizualnego – obraz Proyasa to prosta, zgrabnie poprowadzona historia, która nie wymaga specjalnych kwalifikacji w zakresie filozofii. Ale reżyser nie wyręcza się jedynie akcją i dialogami – w fantastyczny sposób opowiada za pomocą obrazu, ukazując nam miejską panoramę ponurych, nieco ekspresjonistycznych budynków, skąpane w mroku uliczki, przytłaczające ciemności, dając nam szansę poczuć tę beznadziejną, klaustrofobiczną atmosferę świata, z którego nie ma ucieczki.

Marta „Amunet” Stefaniak
Redakcja i korekta: Monika "Katriona" Doerre



Tytuł: Mroczne miasto
Kraj produkcji: Australia, USA
Język: angielski
Czas trwania: 100 minut

Produkcja:
Reżyser: Alex Proyas
Scenariusz: David S. Goyer, Lem Dobbs, Alex Proyas
Muzyka: Trevor Jones, Gary Numan
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Scenografia: Richard Hobbs, Michelle McGahey, Patrick Tatopoulos, George Liddle
Kostiumy: Liz Keogh
Montaż: Dov Hoenig
Produkcja: Barbara Gibbs, Michael De Luca, Andrew Mason, Brian Witten, Alex Proyas

Obsada:
Rufus Sewell – John Murdoch
Kiefer Sutherland – Dr Daniel Poe Schreber
Jennifer Connelly – Emma Murdoch / Anna
William Hurt – Inspektor Frank Bumstead

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany