Noc Oczyszczenia (2013) - recenzja

Najniższy wskaźnik przestępczości od dziesięcioleci. Gwałtownie rozwijająca się gospodarka. Spokój na ulicach oraz w domach. Tak oto wyglądają Stany Zjednoczone w roku 2022, kraj przeżywający prosperity nieznane od początków swej historii, a to wszystko dzięki Nowym Ojcom Założycielom i jednej nocy w roku, kiedy prawo zostaje zawieszone, a ludzie mogą dać upust swej agresji. Dzięki Nocy Oczyszczenia.

Są historie koncentrujące się na bohaterach, ich przeszłości oraz charakterach zmieniających się pod wpływem dramatycznych wydarzeń. Są opowieści, które na pierwszy plan wysuwają świat, najczęściej podkreślając różnice między wizją autorów a naszą starą, poczciwą Ziemią. Co prawda istnieją również dzieła harmonijnie łączące oba te elementy, ale Nocy Oczyszczenia bym do nich nie zaliczył. Im dłużej myślę o tym filmie, tym bardziej mam chęć umieścić go w drugiej szufladce, chociaż muszę użyć nieco siły, by zmieścił się w niej w całości.

Jedyna taka noc
Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę na pozbawiony sensu motyw przewodni filmu. Jakże to, raz do roku ludzie mogą wyjść na ulice i się mordować? Dzięki temu kraj miałby podnieść się z gruzów i stać prężnie rozwijającym się mocarstwem? Co na to opinia międzynarodowa? Co z resztą roku? Nie zaprzeczę, scenariusz oceniany pod takim kątem okazuje się cieniutki jak kampania marketingowa Xbox One, ale nie traktuję tego jako poważnej wady. Raz, że film trwa tylko półtorej godziny. Konia z rzędem temu, kto w tak krótkim czasie zdoła stworzyć pozbawioną dziur wizję świata przyszłości. To jak zekranizować całą do tej pory wydaną Pieśń Lodu i Ognia w formie trylogii. Dwa, że film jest kategoryzowany jako thriller. Nie kino psychologiczne, nie antyutopię, tylko thriller. Ewentualnie horror, bo co serwis, to inne podejście. Tytułowa noc jest więc niczym więcej, jak pretekstem, uzasadnieniem powodów, które zmusiły bohaterów do walki o życie. A czy sama w sobie coroczna czystka, obwarowana odpowiednimi zasadami, miałaby sens? Ciężko mi roztrząsać takie tematy. Ludzkość stworzyła nazizm, stalinizm i maoizm, wywołała II Wojnę Światową i przez pół wieku straszyła się nawzajem atomówkami, więc uznawane za święto narodowe, trwające dwanaście godzin wzajemne mordowanie się uważam za wydarzenie całkiem prawdopodobne. Ludzie to nieprzewidywalna rasa.

Zresztą ten aspekt filmu wywołuje ciarki na plecach lepiej od właściwego horroru pełnego ciemnych korytarzy i bohaterów walczących o przetrwanie (osoby krzyczące właśnie „spoiler!” niech się przez moment zastanowią nad swoim zachowaniem). Noc otwiera sekwencja nagrywanych kamerami przemysłowymi scen walk ulicznych, samosądów i egzekucji z różnych części USA. Z niekiedy bardzo brutalnymi sytuacjami kontrastuje lekka, spokojna muzyczka oraz krótki opis tego, jak to sytuacja kraju drastycznie się poprawiła po wprowadzeniu nowego prawa. Później dojdą do tego transmisje na żywo, programy telewizyjne z udziałem „gadających głów”, analizowanie statystyk, telefony do studia, a to wszystko utrzymane w tonie „Noc Oczyszczenia najwspanialszym wydarzeniem w dziejach Stanów”, tu i ówdzie zahaczającym wręcz o religijny fanatyzm. W takich momentach pal licho zakrwawionych głównych bohaterów i czających się za rogiem morderców w groteskowych maskach. Człowieka zimny pot oblewa na samą myśl, że jednodniowe morderstwa mogą zyskać tak wielką aprobatę opinii publicznej i stać się niemalże nowym Dniem Niepodległości.

W takich momentach film wyraźnie zyskuje, stając się opowieścią nie o bohaterach starających się dotrwać do świtu, ale o przekraczającym granice społeczeństwie, które znalazło radość w przelewaniu krwi słabszych. Bo co ma zrobić bezdomny zmieniony na dwanaście godzin w ścigane przez dzieciaki z zamożnych rodzin zwierzę? Biedny sąsiad bez pieniędzy na stosowny system zabezpieczeń, czyniący z domu twierdzę (niemal)nie do zdobycia? Jak potraktować ludzi z uśmiechem patrzących na ostrzących w domowym ogródku maczetę przyjaciół, albo obserwujących idących ulicą, ubranych w kamizelki kuloodporne i uzbrojonych w karabiny maszynowe bankierów i agentów ubezpieczonych, mających ochotę na małe morderstwo (i może coś jeszcze, bo w Noc wiele innych reguł prawnych również zostaje zawieszonych)? Zresztą w filmie nieco zaburzono standardowy układ zwierzyna-łowca, co poczytuję mu tylko na plus.

Krew, pot i łzy
Fabularnie Noc można podzielić na dwie części... A w zasadzie cały film można podzielić na dwie części: pod względem nastroju, tempa wydarzeń, gry aktorskiej, a nawet wykorzystania światła (druga toczy się w nocy, jakby ktoś się jeszcze nie zorientował). Najpierw jest spokojnie, z wyczuwanym w powietrzu napięciem oraz paroma interesującymi elementami, potem tempo przyspiesza, następuje kilka zwrotów akcji oraz dramatycznych decyzji, aż wreszcie scenarzysta orientuje się, że wykorzystał wszystkie co lepsze pomysły i w przypływie desperacji sięga po zapasowe. Spadek formy bije po oczach i kojarzy mi się z Iron Sky, które po skopaniu bramkarza i potraktowaniu glanem drzwi do lokalu nie za bardzo wiedziało, co ze sobą zrobić i z zawstydzeniem poprosiło barmana o herbatę. Może to z powodu małej aktywności bohaterów? Zbyt wielu wydarzeń dziejących się niezależnie od nich? Ja wiem, że horror rządzi się swoimi prawami, ale bierność postaci delikatnie mnie uwierała. Końcówka, a zwłaszcza fragment puszczany w czasie napisów, stara się podnieść poziom scenariusza (w paru momentach całkiem zaskakującego, bo nie chciał podążać w najbardziej prawdopodobnym kierunku), ale ma zbyt mało czasu i finiszuje nie uzyskawszy wymiernych efektów. A szkoda, bo ostatnie minuty jak skutecznie zmusiły mnie do zadania sobie kilku filozoficznych pytań o naturę człowieka, brutalność i tak dalej.

Skoro mowa o brutalności – spodziewajcie się krwi. Nie jakiś potwornych ilości, bo to nie jest Rec czy inna zardzewiała Piła, ale twórcy nie starali się upiększać śmierci albo udawać, że człowieka wypełnia wata i jak się go trafi chmurą śrutu, to tylko poleci w tył, zostawiając za sobą ślad białego puchu. Pot i łzy również się pojawią, w końcu horror zobowiązuje i muszę powiedzieć, że scena, gdzie spocony młody człowiek wypowiada niemalże religijną formułkę dziękczynną do osoby, którą przed momentem potraktował maczetą, wyglądając, jakby miał zaraz rozpłakać się ze szczęścia i uniesienia podniosła (chociaż tylko odrobinę) w moich oczach wartość filmu. Bo z grą aktorską jest tutaj różnie (chociaż nie beznadziejnie, gdyż głównych bohaterów nie dotknął paraliż mięśni twarzy), podobnie jak z prezentacją postaci. Ponownie dają o sobie znać krótki czas filmu oraz skupienie się na jego horrorowatej stronie. Ewentualnie lenistwo autorów. Jednego z widzianych w trailerze morderców w maskach mogę określić jedynie mianem psychopatycznego dzieciaka, będącego walącą po oczach metaforą bogatej i myślącej o sobie w boskich kategoriach części społeczeństwa, młoda Sandin przez cały film nie robi niczego konkretnego, kręcąc się po domu i płacząc (chociaż w jej wypadku jest to uzasadnione) i tylko pani Sandin wywołała u mnie jakieś emocje. Ale ponownie – horror, mało czasu, inne priorytety i tak dalej.

Ameryka, naród odrodzony
Czas na standardowe pytanie stawiane każdemu dziełu kultury pod koniec recenzji pisanej według Jedynego Słusznego Wzoru™ – czy warto się zapoznać? Odpowiem na nie dyplomatycznie – trudno powiedzieć. Wizyty w kinie nie żałuję, bo obserwując zmagania bohaterów i wsłuchując się w cichą, pełną napięcia muzykę (która jako osobny soundtrack raczej sobie nie poradzi. Za mało charakterystyczna), porzuciłem wstępne analizowanie scenariusza i dałem się ponieść atmosferze. Nie każdy tak zrobi, nie każdy zaakceptuje główny koncept filmu i nie każdemu spodoba się spadający poziom drugiej połowy seansu.

Bo Noc jest produkcją nierówną, że tak delikatnie ujmę. Zaczyna się nieźle, posiada kilka świetnych scen to tu, to tam, ale im dalej w las, tym robi się słabiej, zaś końcówka posiada zbyt małą siłę przebicia do zatarcia nieprzyjemnego wrażenia, że czegoś tu zabrakło. Pomysłów (motyw oczyszczenia dawał setki możliwości jego realizacji, a zdecydowano się na najprostszy i najbardziej oczywisty, marnując drzemiący w nim potencjał), lepszej gry aktorskiej, szczegółów (niektóre postacie nie posiadają nawet imienia, a co dopiero mówić o charakterze), dodatkowej pół godziny (albo i pełnej godziny) albo i wszystkiego naraz. W efekcie poszedłem do kina na coś, co spokojnie nazwę solidnym, ale tylko (aż?) średniakiem, jakich wiele powstało i powstawać będzie. Dobrym do obejrzenia na DVD, podumaniu chwilę nad jego dość prostolinijnym przekazem i odłożenia na półkę. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to wystarczy i myślę, że będą mieli rację.

Tekst: Łukasz “Salantor” Pilarski
Redakcja i korekta: Monika “Katriona” Doerre

Film obejrzeliśmy dzięki
uprzejmości Cinema City.


Tytuł: Noc Oczyszczenia
Tytuł oryginalny: The Purge
Gatunek: Thriller, Horror, SF
Czas trwania: 85 minut
Kraj produkcji: USA, Francja

Obsada:

Ethan Hawke: James Sandin
Lena Headey: Mary Sandin
Max Burkholder:Charlie Sandin
Adelaide Kane: Zoey Sandin
Edwin Hodge: Krwawiący nieznajomy
Rhys Wakefield: Uprzejmy nieznajomy

Produkcja:

Reżyseria: James DeMonaco
Scenariusz: James DeMonaco
Studio: Blumhouse Productions, Platinum Dunes, Universal International Pictures (UI), Universal Pictures, Why Not Productions

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany