Pacific Rim (2013) - recenzja

    ...epickość na monstrualną skalę

    Dwa nazwiska sprawiły, że Pacific Rim znalazł się na mojej liście „zdecydowanie must-see” przed obejrzeniem zwiastuna: Guillermo del Toro i Idris Elba. Nie trzeba ich chyba przedstawiać, ale gwoli jasności: ten pierwszy to wizjonerski reżyser niekonwencjonalnych filmów (na przykład Labiryntu Fauna), a drugi znakomity aktor, który podnosi jakoś nawet kiepskich produkcji (typu Prometeusz). Trailer obejrzałam z wypiekami na twarzy. Nie byłam tego świadoma, ale długo czekałam na coś takiego. Nie spodziewałam się głębokiego kina psychologicznego, po prostu chciałam zobaczyć nie kiczowaty, niezbyt głupi film akcji z dużą dawką emocji, gdzie wielkie roboty piorą tyłki wielkim potworom. I dokładnie to dostałam. Pacific jest spełnieniem marzeń z dzieciństwa Guillermo del Toro (i moich); widać jak na dłoni, że reżyser włożył w niego dużo pracy i serca.

    Jeśli widzieliście zwiastun, to znacie historię powstania portalu do innego wymiaru i stworzenia Jaegerów. Film nie zaczyna się bowiem wraz z pojawieniem się kosmitów, ale wrzuca widza w środek wydarzeń, akcja dzieje się kilka lat po pierwszym ataku Kaiju (jak zauważył Chris Lough z Tor.com, Pacific Rim jest swoim własnym sequelem!). Zniszczone miasta odbudowywane są na szczątkach zabitych potworów, a roboty istnieją w świadomości ludzi nie jako ciekawostki, ale część świata. Kosmici nie zaprzestają jednak ataków, pojawiają się coraz więksi i silniejsi, i coraz częściej niszczą mechy, zabijając ich pilotów. Rządy państw zaczynają kwestionować przydatność Jaegerów. Rozpoczęcie historii u schyłku ich popularności samo w sobie było dosyć odważnym i nieoczekiwanym posunięciem. Zamiast poczucia nadziei na lepsze jutro, z filmu emanuje pewna desperacja i zmęczenie całą wojną.

    Tematyka – niesamowicie prosta, fabuła też nie przyprawia o zawrót głowy, a pewne wybory reżysera mogą wydawać się naciągane, ale pomimo wszystkich wad, pomimo tego, że gdyby się głębiej zastanowić, wiele decyzji podjętych przez bohaterów nie ma sensu, to i tak uważam, że Pacific Rim to świetny film i absolutnie każdemu polecam jego obejrzenie. Żeby przekonać się na własne oczy, że pomysł, który nie jest ani nowy, ani rewelacyjny w dobrych rękach potrafi zapewnić fantastyczną rozrywkę.

    Guillermo del Toro to doskonały reżyser (ciekawe jak będzie wyglądać jego Mroczna Liga Sprawiedliwych) i wizja zaoferowana widzom przepełniona została jakimś paradoksalnym realizmem. Jaegery nie poruszają się szybko ani zgrabnie; ich ruchy są ciężkie, powolne i (ekhm) mechaniczne. Kaiju za to posiadają pewną grację, jak na takie olbrzymy. Skala tych potworów, zarówno stworzonych przez ludzi, jak i kosmitów, powala na kolana. Ich ciężar, ogrom są namacalne. Gdy stąpają, prawie że czuć drżenie ziemi pod ich nogami. To wrażenie spotęgowane zostało jeszcze tym, że efekty CGI nie wyglądają sztucznie. Brawa dla departamentu!

    Pacific nie uniknie porównań do całej gromady innych filmów. Inspiracją Jaegerów są japońskie mechy (palec pod budkę kto pamięta Generała Daimosa!) i niezliczone filmy oraz kreskówki o robotach, a pierwowzorem Kaiju – Godzilla. Pierwsze, co przychodzi zatem na myśl, to Neon Genesis Evangelion, i właściwie słusznie, bo podobieństwa widać, ale obraz del Toro stawia na akcję i przygodę, a ton pozostaje lżejszy i nie tak psychotyczny jak anime Hideakiego Anno. Do tego z jego postaciami łatwiej się identyfikować i im kibicować, co ciężko jest powiedzieć o chociażby Shinjim. W pierwszej chwili można by również stwierdzić, że Transformers i Pacific to przybrane rodzeństwo, ale to bardzo powierzchowna obserwacja, a podobieństwa zaczynają się i kończą na występowaniu robotów.

    Bohaterowie poniekąd zostali dopasowani do wydarzeń. Są przerysowani, nie przeczę, może trochę komiksowi, ale to działa! W filmie, gdzie na główny plan wysuwają się spektakularne (sic!) walki potworów, zwyczajne postaci zagubiłyby się w tej epickości. Del Toro potrzebował stworzyć kogoś wiarygodnego, ale jednocześnie wystającego ponad tłum szaraczków. I to się sprawdziło. Zarówno Raleigh, jak i Mako przeżyli swoje traumy, mają za sobą ciężkie lata i dlatego ich relacja nie razi, szczególnie po drifcie, gdy siłą rzeczy dowiedzieli się wszystkiego o drugiej osobie. To, co mi się nie spodobało, to głos Charliego Hunnama, przeszkadzał mi odrobinę, za bardzo zachrypnięty, nawet jak na takiego faceta, ale już do Rinko Kikuchi nie mogę się przyczepić. Była idealna. Do tego ciekawie połączono jej historię z historią Stackera Pentecosta. Idris Elba potrafi grać postaci autorytatywne. Dwójka naukowców, granych przez Burna Gormana i Charliego Daya, zapewniła potrzebny efekt komediowy, a ja ucieszyłam się, widząc tego pierwszego w roli innej niż Owena z Torchwood.

    Muzyka zwróciła moją uwagę już w zwiastunie – mocne, wyraźne nuty, poniekąd kojarzące się z ogromem robotów. Główny motyw natychmiast wpada w ucho, a w filmie użyty jest w kilku „konfiguracjach”: melancholijnej, dramatycznej, ale także energetycznej i jakby budzącej nadzieję. Ramin Djawadi, twórca ścieżki dźwiękowej między innymi do Iron Mana, to zdolny kompozytor i tu wykazał się fantastycznym talentem. Ja nie mogę przestać słuchać jego najnowszego dzieła.

    Czy Pacific Rim ma wady, pytacie? Oczywiście, całą masę! Od mało realistycznych walk w oceanie (bo na czym stały Jaegery?), do samego sensu istnienia robotów, skoro można Kaiju zabić pociskami. Zasada działania neurolinku nie została wyjaśniona. I najważniejsze, dlaczego kosmici wychodzili z portalu pojedynczo i od najmniejszych sztuk? Moja wewnętrzna trzynastolatka ziewała czasem podczas dłuższych dialogów, czy w ogóle scen bez walk, ale to stanowiło podstawę produkcji i sprawiło, że postaci i ich działania były tę odrobinę bardziej wiarygodne. Jeśli rozebrać film na części pierwsze, to niewiele z niego zostanie, ale nie po to się to ogląda.

    Może patrzę na najnowszego del Toro przez różowe okulary, ale naprawdę, pomimo wszelkich niedociągnięć, jestem zauroczona tą produkcją. To zwyczajnie dobre kino akcji. Wiem, że nie wszystkim się spodoba, ale przecież nie musi. A ja na pewno kupię sobie BluRaya i ścieżkę dźwiękową… Dla mnie to kinowy odpowiednik czekoladowego ciasta z bitą śmietaną.

    Diana „Mongfind” Cereniewicz
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za bilet na seans dziękujemy
    sieci Cinema City


    Oryginalny tytuł: Pacific Rim
    Gatunek: Akcja | Przygodowy | Sci-Fi
    Długość: 131 minut
    Język: angielski
    Produkcja / Rok: USA 2013
    Premiera: 12.07.2013
    Reżyseria: Guillermo del Toro
    Scenariusz: Guillermo del Toro, Travis Beacham
    Producent: Callum Greene, Jon Jashni
    Muzyka: Ramin Djawadi
    Montaż: Peter Amundson, John Gilroy
    Zdjęcia: Guillermo Navarro

     
     
     
     
     
    Obsada:
    Charlie Hunnam – Raleigh Becket
    Idris Elba – Stacker Pentecost
    Rinko Kikuchi – Mako Mori
    Charlie Day – dr. Newton Geiszler
    Burn Gorman – dr. Gottlieb
    Ron Perlman – Hannibal Chau

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany
    Veris
    Film naprawdę dobry, szkoda

    Film naprawdę dobry, szkoda tylko, że dość nierówny, bo o ile sam początek i potem od połowy świetne, to reszta już taka sobie, no ale trudno znaleźć idealny balans pomiędzy akcją, a fabułą. Niemniej czekam na kontynuację :)

    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Robiące wrażenie efekty

    Robiące wrażenie efekty specjalne to główna atrakcja tego filmu. Sama fabuła była jednak dość przewidywalna, więc to odejmuje trochę od ostatecznej oceny. Ciekawi mnie czy kontynuacja dojdzie do skutku.

    Mongfind
    Obrazek użytkownika Mongfind
    I kontynuacja, i serial

    I kontynuacja, i serial animowany. Ja jestem podekscytowana jak mały dzieciaczek. Kolory w PR są niesamowicie dobrze dobrane, każda scena w innym.