Percepcja (Miroslav Žamboch) - recenzja

    Na okładce nieumarły SS-man, człowiek z pistoletem oraz jadąca na motocyklu para. W tle zabudowania elektrowni (elektrociepłowni?). Blurb informuje mnie, że w środku znajdę wampiry, azjatyckie miecze, zawrotne tempo akcji i mnóstwo krwi, a to wszystko osadzone we współczesnej Pradze. Po takiej prezentacji nie wahałem się długo z sięgnięciem po nową powieść Miroslava Żambocha, autora między innymi Koniasza, cyklu o JFK oraz Na ostrzu noża. Percepcja była dla mnie pierwszym spotkaniem z twórczością pisarza. Po lekturze wiem, że nie ostatnim.

    Ciemna strona Pragi
    Głównym bohaterem powieści jest Mathias, stary wampir, przemienionym w czasach Wojny Trzydziestoletniej, który dzięki ostrożności dotrwał do XXI wieku. Jego terenem łowieckim są Czechy, gdzie regularnie podrywa co ładniejsze kobiety i syci głód ich krwią. Wszystko jednak ulega zmianie w momencie, gdy jeden ze starszych krwiopijców, Tizoc, postanawia zagarnąć terytorium Mathiasa, jednocześnie wprowadzając w życie swój śmiały i ambitny plan.

    O tak skonstruowanej fabule mogę powiedzieć tyle, że z pewnością nie spodoba się miłośnikom złożonych historii. Zapomnijcie o drugim i trzecim dnie, poplątanych wątkach pobocznych czy skomplikowanych osobowościach. Tutaj wszelkie rozmowy czy rozważania służą głównie jako przerywniki między scenami wyrywania panienek, szykowania się do walki i dyskusji z wykorzystaniem ostrych narzędzi. Nie liczcie również na interesujące tło, bowiem świat wampirów jest w swej konstrukcji banalnie prosty, chociaż niepozbawiony ciekawych elementów (konieczność spożywania przez krwiopijców zwykłych posiłków, niewrażliwość na słońce i tak dalej), zaś każda postać to klasyczny archetyp z paroma nieznacznymi modyfikacjami.

    Nie znaczy to, że fabułę mogę odmalować jedynie w ciemnych barwach. Wręcz przeciwnie, z logicznego punktu widzenia trudno jej wiele zarzucić, zaś niektóre pomysły autora podano w bardzo interesującej formie. Jednak w ostatecznym rozrachunku to nie ona jest najważniejsza. Tym bardziej, że przez większość powieści trudno powiedzieć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia zaplątanego w niezłą kabałę i dysponującego tylko częścią informacji Mathiasa. Najważniejsze fakty na temat Tizoca i jego planów wychodzą na jaw dopiero na ostatnich stronach powieści. Czyni to motywacje głównego szwarccharaktera tajemniczymi do przesady i niweluje wszelkie napięcie. Ciężko kibicować wampirzemu bohaterowi w jego misji ratowania domeny i życia, skoro tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi.

    Kilka problemów nastręczał mi również Mathias. Krwiopijca z jasnym kodeksem moralnym i sensownymi dla stechnicyzowanej teraźniejszości regułami polowań, którego jednak trudno obdarzyć chociaż iskierką sympatii. Nawet pewien szacunek okazywany przez niego ludziom oraz humanitarne zachowania nie zmieniają zbytnio faktu, że jest mało przyjemnym w obejściu (kobiety są wyjątkiem), nie nadążającym za współczesnym światem mięśniakiem. Kulturalnym i potrafiącym się dobrze wysłowić, ale mimo to mrukliwym i agresywnym nawet w stosunku do sojuszników, załatwiającym sporą część problemów za pomocą pięści albo broni. Na jego obronę powiem tylko, że sytuacja często wykluczała jakiekolwiek negocjacje. Inne pojawiające się na kartach powieści postaci, na przykład dziennikarz Derwisz, są po wielokroć bardziej sympatyczne.

    Prostota to słowo idealnie pasujące do sposobu wykorzystania Pragi przez Żambocha. Stolica Czech jest w Percepcji tak bardzo pozbawiona cech charakterystycznych, że równie dobrze akcja mogłaby się rozgrywać w Polsce, Niemczech albo gdzieś w USA. Wystarczy podmienić kilka imion, bo nazwy budynków występują równie rzadko, co litość u pracowników skarbówki. Co więcej, fabuła nic by na tym nie straciła, jako że stanowi tylko pretekst dla efektownych scen walki.

    Krwi po kolana
    Skoro już o tym mowa. Głównym atutem powieści i elementem zajmującym najwięcej „czasu ekranowego” jest akcja. Pamiętacie scenę w Domu Błękitnych Liści z pierwszej części Kill Billa? W takim razie czytając Percepcję, poczujecie się jak w domu. Walka występuje tutaj z regularnością godną japońskich kolei, a gdy już się pojawia, w ruch idzie wszelkiej maści broń biała i strzelecka, z ukochaną przez Tarantino kataną na czele, podskokami, odbijaniem się od ścian, latającymi we wszystkie strony kończynami i lejącą się krwią. Każde mordobicie opisane jest sekunda po sekundzie, z dokładnym wskazaniem na to, które kręgi ofiary zostały właśnie przerwane i gdzie wbiły się pociski z wypalonej przed momentem serii. Po przeniesieniu tego wszystkiego na ekran każdy fan filmów akcji wyszedłby z kina zadowolony.

    Może jednak nie każdy, bo powieść cierpi na tę samą przypadłość, jaka swego czasu obniżyła ocenę filmowych Transformers. Jest nią brak przejrzystości. W momencie, gdy autor opisuje wszystkie szczegóły właśnie wymierzonego ciosu, tempo obrotu postaci i reakcje przeciwników, łatwo jest stracić orientację przez drobne niedopowiedzenia. Kilka razy zdarzało mi się czytać ponownie ten sam akapit, bo nie rozumiałem, co i jak Mathias właśnie zrobił. Nie pomagają w tym również opisy, które czasem są bardzo bogate (szczegółowy spis właśnie założonych ubrań albo składowych śniadania), innym zaś razem wyjątkowo skąpe. Przykładowo, w jednej ze scen wampir ubija wszystkich zebranych w pomieszczeniu wrogów z pomocą pistoletu. Jednak kawałek później zastanawia się, czy któryś do niego nie podejdzie. Czy chodziło mu o inne żywe w okolicy osoby, czy też może jedna z jego ofiar ocalała? Innym razem dopiero w trakcie walki dowiedziałem się, że toczy się ona w pomieszczeniu pełnym rur i to nie z jednym, a wieloma dysponującymi bronią strzelecką wrogami.

    Trudność w nadążaniu za autorem rekompensuje jednak widowiskowość i fachowość starć. Wampiry z natury są szybsze, silniejsze i łatwiej znoszą ból niż ludzie, więc mogą wykonywać bardziej karkołomne manewry, z odbiciami od sufitu i dosłownym wbijaniem wrogów w ziemię włącznie. Do tego widać wyraźnie, że Żamboch nie wypisuje bzdur, wysysając niektóre informacje z przysłowiowego palca. Przeciwnie, czułem, że mam do czynienia z tekstem kogoś znającego się na rzeczy, dopasowującego swoją wiedzę do nietypowych, nadnaturalnych moliwości bohaterów. Dzięki temu mogłem oddać się czystej przyjemności płynącej z obserwowania poplamionych krwią literek, bez poczucia, że pisarza za bardzo ponosi wyobraźnia.

    Poetyka krwi
    Strona językowa powieści stoi na wysokim poziomie. Żamboch z wyczuciem zmienia długość opisów, na przemian stosując skromne, jednak wystarczająco długie w przypadku miejsc i osób, by już po chwili sięgnąć po zdania wielokrotnie złożone. O dziwo nie utrudniają lektury, nawet jeśli pojawiają się w scenach przelewania krwi, z założenia przecież dynamicznych. Trudne słowa występują w średniej ilości jednego na pięćdziesiąt stron, korekta udowodniła, że nie bierze pieniędzy za nic i gdyby nie pewne problemy z narracją (niedopowiedzenia i podobne), to od tej strony powieść byłaby wręcz idealna.

    Nie jestem jednak przekonany, czy posiada ona wystarczającą siłę przyciągania. Dynamiczne i efektowne sceny walk bywają zbyt długie, ciągnąc się po kilkanaście stron bez nadziei na koniec, zaś informacja o entym z kolei cięciu i padającej na ziemię głowie w pewnym momencie nużą. Fajerwerki eksplodują z męczącą regularnością, a podobne odczucia wywołują również przesadnie szczegółowe opisy działań postaci, przywodzące na myśl horrory Kinga.

    W ostatecznym rozrachunku nie jest to jednak wada zbyt mocno obniżająca wartość Percepcji. Przy odpowiednim dawkowaniu okazuje się ona świetną powieścią dla osób lubujących się w szybkiej akcji oraz pijących krew twardzielach efektownie odcinających sobie kończyny przy niezbędnym minimum tła fabularnego. Lektura lekka, łatwa i przyjemna w odbiorze, idealna na odpoczynek po ciężkim dniu.

    Tekst: Łukasz „Salantor” Pilarski
    Redakcja: Monika „Katriona” Doerre

    Autor: Miroslav Žamboch
    Tytuł: Percepcja
    Tytuł oryginalny: Visio in Extremis
    Seria: Fantastyczna fabryka
    Wydawnictwo: Fabryka Słów
    Data wydania: 2013 r.
    Miejsce wydania: Lublin
    Tłumaczenie: Andrzej Kossakowski
    Projekt okładki: Paweł Zaręba
    ISBN: 978-83-7574-774-4
    Oprawa: Miękka
    Liczba stron: 480
    Format: 125x195 mm
    Książkę możecie nabyć w sklepie redcoon.pl

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus