Piękne istoty (Kami Garcia, Margaret Stohl) - recenzja

    Ethan wiedzie z pozoru normalne życie. Mieszka w małym i spokojnym miasteczku, w którym wszyscy się znają, a ostatnim większym wydarzeniem była wojna secesyjna. Jednak od kilku miesięcy chłopak miewa dziwne sny, wyglądające bardzo realistycznie. Pojawia się w nich dziewczyna potrzebująca jego pomocy, lecz on nie jest w stanie jej ocalić, gdyż cały czas mu się wymyka. Pewnego ranka na swoim iPodzie znajduje piosenkę zatytułowaną „Szesnaście księżyców". Utwór ma w sobie coś dziwnego, a zarazem fascynującego. Tego samego dnia w szkole pojawia się nowa uczennica, co wywołuje sensację, bowiem do Gatlin już od dawna nie zawitał nikt obcy. Jest ona siostrzenicą starego dziwaka, Ravenwooda. Już od wielu lat nikt nie widział go w mieście. Ethan szybko ją rozpoznaje, to dziewczyna z jego snów, którą za wszelką cenę musi w nich uratować. Jaką tajemnicę kryje nieznajoma? Czy pomiędzy dwojgiem nastolatków zrodzi się uczucie?

    Kami Garcia ukończyła uniwersytet im. Jerzego Waszyngtona, jest nauczycielką i prowadzi zajęcia czytelnicze. Uwielbia opowieści grozy, magię i tajemnicę. Margaret Stohl ukończyła filologię angielską, studiowała kreatywne pisanie pod kierunkiem szkockiego poety i pisarza, bardzo lubi literaturę amerykańską. Zaprojektowała wiele popularnych gier wideo. Obie mieszkają z rodzinami w Los Angeles. „Piękne istoty” to ich pierwsza razem napisana książka, a zarazem debiut literacki.

    Już od dawna miałam wielką ochotę na przeczytanie owej historii. Kiedy ekranizacja trafiła do kina, szybko zakupiłam tę książkę i niemal od razu rozpoczęłam lekturę. Co prawda, z czytaniem mogłam jeszcze trochę poczekać, ponieważ nie zdążyłam pójść na seans, ale ów fakt mnie zmobilizował do zapoznania się z dziełem, inaczej powieść stałaby parę miesięcy na półce. Początek nie był zadowalający. Szczerze mówiąc, poczułam się oszukana i zawiedziona. Mimo to nie poddałam się zbyt szybko i czytałam dalej. Po pięćdziesiątej stronie wszystko szło jak z płatka, początkowy zawód został wynagrodzony.

    Powieść niesamowicie wciąga, kiedy zaczęłam czytać, nie mogłam już odłożyć książki, a kiedy wreszcie to robiłam, cały czas o niej rozmyślałam, zadawałam sobie pytania: jak to się skończy? co będzie w kolejnych częściach? Zostałam całkowicie pochłonięta przez tamten świat, świat Gatlin, który okazał się bardzo tajemniczy i niebezpieczny.

    Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się czy obu paniom udało się tak ze sobą zgrać, aby wyszedł spójny tekst. Moje obawy były uzasadnione, gdyż styl autorek nie powala na kolana. Często pisały chaotycznie i nie rozumiałam, co mają na myśli w danym momencie. Na początku okropnie mnie to irytowało, ale później się już przyzwyczaiłam. Styl pisania coraz bardziej się poprawiał i mam nadzieję, że w kolejnym tomie będzie lepiej.

    Lena niemal od samego początku zdobyła moją sympatię i stała się ulubioną postacią. Bardzo podobało mi się to, że autorki nie wykreowały jej na piękną, ale płytką dziewczynę, którą wszyscy lubią, od razu zdobywającą popularność oraz uznanie w szkole. O nie, Lena różniła się od swoich rówieśniczek. Zachowywała się inaczej, starała się nie zwracać na siebie uwagi, ubierała się też raczej nietypowo, można by rzec – dziwacznie, i nosiła łańcuszek ze starymi rupieciami. Lena była bardzo tajemnicza i to wszystko sprawiło, że nie mogłam przestać myśleć o tej oryginalnej osobie. Zastanawiałam się: ile wie? co ukrywa? Polubiłam także Ethana, lecz momentami jego reakcja na niektóre wiadomości czy sytuacje wydawała się sztuczna, zbyt spokojna, wszystko przyjmował tak, jakby to była najnaturalniejsza oraz najnormalniejsza rzecz na świecie.

    Sądzę, że uczucie głównego bohatera do Leny zostało dobrze przedstawione. Rozwijało się powoli, autorki dały im czas, dzięki czemu ich miłość wyglądała tak naturalnie. Nie było tak jak w innych powieściach, że bohaterowie już po paru dniach zostawali parą.

    Magia z książki niemalże przedostaje się do świata rzeczywistego, na każdej stronie czuć ten niesamowity klimat. Jestem oczarowana zarówno powieścią jak i samymi Obdarzonymi. Kami Garcia i Margaret Stohl wymyśliły coś całkowicie nowego i zafascynowały mnie swoim światem. To cudowne uczucie, ponieważ niezbyt często spotykane.

    Trzeba także wspomnieć o wspaniałej oprawie graficznej. Okładka, choć dość zwyczajna i prosta, idealnie oddaje klimat opowieści. Jest bardzo tajemnicza oraz mroczna, świetnie dobrane kolory. Ładnie wygląda na półce, cieszy oko. W środku jest przejrzyście – przyjemna czcionka, raczej mało literówek czy innych błędów. Warto też napisać, że przy każdym tytule rozdziału został podany dzień i miesiąc, dzięki czemu mogłam łatwo zobaczyć, ile czasu zostało do tego najważniejszego wieczora.

    Dosłownie zakochałam się w tej książce. To cudo, mój kolejny mały skarb, choć z niewielkimi potknięciami. Powieść tak mnie wciągnęła, że nie mogłam, nie umiałam wyjść z Gatlin. Nie wiedziałam, gdzie nagle zniknęło pięćset stron. Po przeczytaniu miałam ochotę natychmiast popędzić do księgarni i zakupić drugą część. I od razu zacząć czytać. Już się nie mogę doczekać, kiedy będę mogła to zrobić!

    Klaudia "April" Mościszko

    Redakcja i korekta: Monika "Katriona" Doerre

     

    Tytuł: Piękne istoty

    Tytuł oryginału: Beautiful Creatures

    Autor: Kami Garcia, Margaret Stohl

    Wydawca: Łyński Kamień

    Tom: 1

    Tłumaczenie: Irena Chodorowska

    Projekt okładki:Robert Clark

    Ilustracja na okładce: Robert Clark

    Miejsce wydania: Warszawa

    Data wydania: 2010

    Liczba stron: 536

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus