Maximum Ride, tomy 1 - 4 (James Patterson) - recenzja

    W obecnych czasach teorie spiskowe można mnożyć w nieskończoność – oskarżać rządy o kontakty z UFO, inwigilację każdego możliwego aspektu życia, manipulacje rynkami finansowymi i tym podobne malwersacje. Nie wspominając już o utopijnych planach szalonych naukowców, dotyczących budowy nowego, lepszego świata – dziwnym trafem te próby zawsze muszą być poprzedzone dość spektakularnymi zmianami, by zacząć wszystko „od nowa”. Jak więc w ten trend wpisuje się seria „Maximum Ride”?

    Max mogłaby bez żadnych wyrzutów sumienia wpisać w profil społecznościowy, że jest prawdziwą indywidualistką – w końcu ile znacie nastolatek, które umieją latać za sprawą diametralnych zmian w DNA, a tym samym w funkcjonowaniu całego organizmu? Dodajcie do tego życie w prawdziwej dziczy, w obawie przed „stwórcami” genetycznych krzyżówek. Jak to jednak w życiu bywa, pewnego dnia wszystko koncertowo się psuje, a sielanka (dotychczasowy żywot Max i jej kompanów) zamienia się w walkę o przetrwanie. A potem jest tylko gorzej.

    Fabularnie „Maximum Ride” okazuje się dość... dziwna. Z prostego względu – pierwszy tom nie ma prawie nic wspólnego z głównym wątkiem, który rozwija się w drugim, by (słowo-klucz w świetle opowieści z czwartej części) rzekomo zakończyć się w „Ratowaniu świata...”. Z jednej strony czytelnik otrzymuje spektakularną opowieść o superkorporacji z niecnymi planami, z drugiej jednak to opowieść niesamowicie niekonsekwentna i dziurawa.

    W powyższym stwierdzeniu nie ma ani odrobiny przesady – przez dziury fabularne w cyklu Pattersona można przepchnąć słonia. I to wyrośniętą sztukę – jeśli ktoś przykłada wagę do szczegółów, to będzie co najmniej poirytowany podejściem Jamesa do szczegółów. A „kwiatków” we wszystkich czterech tomach można znaleźć naprawdę wiele. Jednym z nich jest zupełnie macosze podejście do wspomnianej kwestii utopii. Temat ten, zwłaszcza w tomie trzecim, przewija się gęsto i często, jednak, jak na ironię, autor nie rzucił czytelnikowi najmniejszego nawet ochłapu informacji na temat tego, na czym ten plan miałby polegać. Co więcej, w jednej ze scen osoba zajmująca się tym „przedsięwzięciem” wyraźnie stwierdza, że weszło ono w życie. Co okazuje się zupełną bzdurą, bo nic takiego nie ma miejsca. Przykłady można mnożyć – równałoby się to jednak zdradzeniu sporej części fabuły.

    Pomijając jednak te niedogodności, to „Maximum Ride” z pewnością dobrze spełnia rolę niezłego zabijacza czasu. W sporej mierze to zasługa tytułowej Max, pełniącej rolę „opiekunki” całego stada. Dziewczyna ta w dość charakterystyczny sposób wyłamuje się z modnej ostatnimi laty konwencji bohaterki-sieroty, która po złamaniu paznokcia, przez trzy miesiące płacze w poduszkę. Max to nastolatka z niesamowicie ostrym językiem, wręcz ociekająca sarkazmem i ironią, czemu daje upust w naprawdę wielu scenach, najczęściej tych, gdzie coś zagraża życiu jej lub jej podopiecznych. Trzeba przyznać, że nie sposób jej nie polubić – w mało której powieści młodzieżowej można napotkać na tak wyrazistą i charakterystyczną bohaterkę.

    O ile jednak Max (czy raczej jej kreacja) faktycznie zasługuje na uznanie, o tyle nie sposób nie zauważyć kolejnego macoszego podejścia autora do kilku kwestii. Tym razem mowa o towarzyszach dziewczyny – owszem, widać, że pisarz nie chciał, by byli oni tylko dodatkiem do tła i w kilku miejscach pozwala im przejąć inicjatywę. Niekiedy jednak wyraźnie bardziej zawadzają, niż faktycznie pełnią jakąś konkretną rolę w książce. Dość dziwnie wygląda także więź między Max, a jej prawą ręką – Kłem. Ten drugi praktycznie przez większość czasu jest spychany na margines, a swoje pięć minut otrzyma dopiero w finale trzeciego tomu. Efekt okazuje się taki, że wątek romansu wygląda, jakby wciśnięty przez autora w ostatniej chwili, ku uciesze fanek serii.

    Ciekawie wygląda zaś żonglerka elementami fantastycznymi – pierwszym z nich są wspomniane genetyczne modyfikacje. Te objawiają się później w naprawdę wielu odmianach, w naprawdę bardzo różnych rolach. Ciężko mówić tutaj oczywiście o wiarygodnym podejściu do realizmu takich przedsięwzięć, niemniej nawet w kostiumie fantastycznym Patterson przedstawia ciekawą, i jednocześnie makabryczną, wizję czekających nas w przyszłości zagrożeń ze strony technologii. A także jej niedoskonałości – tutaj za przykład służy bardzo krótki okres ważności genetycznych krzyżówek – Likwidatorzy, połączenie człowieka i wilka, dożywają najwyżej sześciu, siedmiu lat. Co ciekawe, sporą część starć bohaterzy wygrywają właśnie dzięki niedoskonałościom mutantów.

    W pewnym miejscu problemem staje się wyraźne przedłużanie serii na siłę – naukowcy chcą zniszczyć Max i jej sprzymierzeńców, jako jednostki niedoskonałe. Czemu więc ma służyć kilku, jeśli nie kilkunastokrotne stosowanie rozwiązania deus ex machina, za każdym razem dające bohaterom "cudowne" ocalenie? Wyraźnie widać, że w pewnym momencie Patterson za wszelką cenę odwleka doprowadzenie do finału afery i wynajduje bohaterom kolejne problemy, by ci musieli się z nimi zmierzyć. Dwa pierwsze tomy nie obfitują jeszcze w tego typu gierki, jednak już „Ratowanie świata...” bardzo dobrze pokazuje, że zarzut ten nie jest wyssany z palca.

    „Maximum Ride” to z pewnością niezła i szybka młodzieżówka z ciekawą żonglerką elementami fantastycznymi. Jeśli ktoś nie analizuje własnych lektur pod każdym kątem, to zapewne nie zwróci uwagi na bardzo dużo nieścisłości, niedopowiedzeń czy wręcz białych plam w całej opowieści. Gdyby Patterson postanowił zmieścić się w góra dwóch tomach, to z pewnością odbyłoby się to bez straty dla powieści – tak zaś czytelnik ma w niewielkim (jednak zawsze) stopniu do czynienia z popularnym przedstawicielem tasiemców, pisanych w nieskończoność. Jeśli ktoś więc nie chce angażować się w kolejną kilkunastotomową serię, spokojnie może poprzestać na lekturze trzech pierwszych tomów, tworzących zamkniętą historię (kolejne części to już dopisywanie ciągu dalszego do zakończonej historii).

    Dawid "Fenrir" Wiktorski

     


    Za książki serdecznie dziękujemy
    wydawnictwu Hachette



    Tytuł: Eksperyment Anioł
    Tytuł oryginału: The Angel Experiment
    Autor: James Patterson
    Wydawca: Hachette>/b>
    Tłumaczenie: Maciejka Mazan
    Miejsce wydania: Warszawa
    Data wydania: 2013
    Liczba stron: 334
    ISBN: 9788378490753











    Tytuł: Żegnaj szkoło - na zawsze
    Tytuł oryginału: School's Out - Forever
    Autor: James Patterson
    Wydawca: Hachette>/b>
    Tłumaczenie: Maciejka Mazan
    Miejsce wydania: Warszawa
    Data wydania: 2013
    Liczba stron: 302
    ISBN: 9788378490760










    Tytuł: Ratowanie świata i inne sporty ekstremanlne
    Tytuł oryginału: Saving the World: And Other Extreme Sports
    Autor: James Patterson
    Wydawca: Hachette>/b>
    Tłumaczenie: Maciejka Mazan
    Miejsce wydania: Warszawa
    Data wydania: 2013
    Liczba stron: 296
    ISBN: 9788378490777










    Tytuł: Ostatnie ostrzeżenie. Globalne ocieplenie
    Tytuł oryginału: The Final Warning
    Autor: James Patterson
    Wydawca: Hachette>/b>
    Tłumaczenie: Maciejka Mazan
    Miejsce wydania: Warszawa
    Data wydania: 2013
    Liczba stron: 200
    ISBN: 97883784907847

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany