Mój dżihad (Aukai Collins) - recenzja

W świadomości przeciętnego europejczyka słowo „dżihad” nie zajmowało raczej szczególnego miejsca, o ile w ogóle zdołało się do tej dostać. Tak było aż do 11 września 2001 roku, gdy atak terrorystyczny na World Trade Center uświadomił wszystkim, jak niebezpieczni są islamscy ekstremiści. Oczywiście ludzie dopowiedzieli sobie wiele teorii spiskowych, jednocześnie wrzucając wszystkich wyznawców islamu do jednego wora. „Mój dżihad” to tytuł jednocześnie o tyle przewrotny, że ukazuje świętą wojnę „od kuchni” – bezpośrednio z relacji amerykańskiego mudżahedina.

Niezbyt zachęcająca okładka kryje pod sobą jednak całkiem interesującą treść. „Mój dżihad” to – wbrew temu, co na pierwszy rzut oka może sugerować – raczej połączenie zbioru reportaży z (nie wnikając w temat jej szczegółowości) analizą środowisk terrorystycznych. I to analizą przedsięwziętą bezpośrednio u źródła, nie zaś przez poleganie na informacjach i domysłach. Już to sprawia, że recenzowana książka to pozycja ciekawa – nie jest ona kolejnym nudnym tekstem amerykańskiego analityka na temat tego, jak to islamiści są źli.

Inną ważną cechą „Mojego dżihadu” jest podejście autora do samego relacjonowania. Wydawałoby się, że za wszelką cenę będzie on bronić swoich współwyznawców i usprawiedliwiać ich akcje. Owszem, coś takiego można ujrzeć między wierszami, ale jest to na tyle nieuciążliwe, że nie wpływa na samą lekturę. Najbardziej istotną kwestią okazuje się jednak przedstawienie wielu kwestii z drugiej strony barykady – wydawałoby się, że mudżahedini to krwiożercze bestie, które nieustannie planują kolejne zamachy uderzające w „niewiernych”. Nic bardziej mylnego – z relacji ukazuje się jedynie obraz człowieka oddanego religijnym ideałom. Można długo i szeroko dyskutować na temat słuszności ich działań, niemniej jednak wyraźnie widać, że nie wszystkie bojówki za cel stawiają sobie zabijanie niewinnych.

Sama lektura jest płynna i interesująca – Collins pisze wystarczająco zwięźle, by czytelnik się nie nudził, ale i dość obszernie, by mógł poznać chociażby zwyczaje panujące w obozach szkoleniowych, czy też epizody związane z przekraczaniem rosyjskiej granicy. Ciekawie przedstawia nawet kwestie korzystania z poszczególnych rodzajów broni – na tyle, by odbiorca sam w jednej chwili zapragnął chwycić AK-47 do ręki i oddać kilka strzałów do tarczy. Do tego dochodzi zaś kilkanaście kolorowych zdjęć przedstawiających autora w różnych sytuacjach, między innymi na polu walki lub w obozie szkoleniowym. Tych pierwszych mogłoby być więcej, niemniej nawet w obecnej ilości bardzo urozmaicają one lekturę.

„Mój dżihad” to interesująca pozycja – nieczęsto czytelnik ma okazję poznać środowisko islamskich, co tu dużo mówić, terrorystów od wewnątrz, z relacji jednego z ich wojowników. Gdyby okroić książkę tylko do tych fragmentów, to i tak byłaby to nadal pozycja godna polecenia – do tego należy dodać jeszcze zdjęcia czy współpracę autora z FBI. Ciekawy styl i sposób relacjonowania także zwiększa wartość pozycji – lektura nie jest męcząca, a czytelnik niezarzucany tonami niepotrzebnych faktów i wspomnień. Dla osób zainteresowanych tematem islamskich ekstremistów – lektura obowiązkowa.

Dawid "Fenrir" Wiktorski

Redakcja i korekta: Monika "Katriona" Doerre

 

Tytuł: Mój dżihad

Autor: Aukai Collins

Wydawca: Ender

Tłumaczenie: Piotr Szalaty

Data wydania: 2013

Liczba stron: 336

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany