Rhezus. Zielone oczy wyroczni (Róża Jakobsze)
W recenzji pierwszego tomu cyklu o Rhezusie autorstwa Róży Jakobsze pisałam o zdolnej, obiecującej debiutantce, której postępy mam nadzieję śledzić. Zwracałam uwagę na to, jak bardzo autorce udało się rozwinąć swój warsztat pisarski na przestrzeni tylko tej jednej powieści. Dziś – po przeczytaniu tomu drugiego, pt. "Rhezus. Zielone oczy wyroczni" – jestem jeszcze bardziej zdziwiona.
Mile zaskoczył mnie kolejny, ogromny krok naprzód, jaki poczyniła ta młoda, wchodząca dopiero na rynek, autorka. "Rhezus. Tułaczka śladami konania" okazała się jedynie wstępem, zapowiadającym interesującą, urzekającą historię. Tym razem o wiele trudniej przychodziło mi odrywanie się od lektury. Fabuła nabrała tempa, ładnie i zgrabnie się rozwinęła. Odnalazłam odpowiedzi na większość dręczących mnie pytań. Poznałam nie tylko dalsze losy bohaterów, ale również opowieści o przeszłości tych, o których dotąd niewiele wiedziałam. To one zresztą zafascynowały mnie najbardziej i uważam je za najmocniejszą stronę powieści. W odróżnieniu do pierwszego tomu, ten posiada już spójną i harmonijną formę. Akcja jest bardziej wartka, nie pojawiają się momenty nudne - wydawnicze "zapchajdziury". Czytelnik, zajęty przeżywaniem rozgrywających się wydarzeń lub wsłuchany w myślowe monologi postaci, nie znajduje dłuższej chwili wytchnienia. Zmienił się także cel, do którego dążą bohaterowie, co fabule powieści wyszło zdecydowanie na dobre, ożywiło ją i urealniło.
Róży Jakobsze udało się ustrzec przed większością błędów, które zaobserwowałam w poprzedniej książce. Narracja stała się o wiele bardziej spójna, dialogi przestały razić sztucznością, a wpadki w rodzaju siadania na płaszczu, którego nikt uprzednio z siebie nie zdjął, zostały całkowicie wyeliminowane. Jedyne, co nadal drażni, to niepasujące do ogólnego stylu, za bardzo uwspółcześnione zwroty potoczne. Odniosłam jednak wrażenie, że i one pojawiały się rzadziej.
Język wyraźnie ewoluował, stał się żywszy i bardziej barwny. Jego podstawowym walorem wciąż są mocne i obrazowe sceny drastyczne oraz coraz bardziej przejmujące opisy emocji. Ogromną zaletą okazały się również długie i czasem bardzo intymne wywody myślowe postaci. Ukazują namacalne, miejscami pozbawione logiki, chaotyczne szaleństwo. Ten tom bowiem różni się od pierwszego pod jeszcze jednym względem. W "Rhezus. Tułaczka śladami konania" główny bohater przeżywał rozterki, które czasami zwyczajnie irytowały. Tutaj naiwne dylematy zamieniły się w niezwykle malowniczą paletę odczuć i doznań. Każda karta książki przepojona jest teraz prawdziwym, wiarygodnym i poruszającym do głębi smutkiem. Żal, gorycz i rezygnacja wylewają się z nich rwącymi strumieniami. Trudno mi było opanować dziwny, melancholijny i ponury nastrój, w jaki mimowolnie wpadałam podczas lektury. Nie miałam za to najmniejszych problemów z wczuwaniem się w role grupy ludzi bezsilnych, opętanych bezdenną rozpaczą, łudzących się naiwnie, że ich desperackie działania mogą przynieść pożądane efekty. Przeżywałam to wszystko wraz z nimi. Ta, piorunująca, dawka emocji, w połączeniu z udanym, realistycznym efektem grozy, wywarła na mnie krótkotrwałe wprawdzie, lecz silne wrażenie.
Zmienił się także sam Rhezus, a właściwie sposób jego przedstawienia. Zachowanie oraz sposób myślenia tytułowego bohatera stały się dla mnie zrozumiałe, bardziej logiczne i wiarygodne. Zniknęła gdzieś jego irytująca naiwność, zupełnie niepasująca do ponad trzystuletniego mężczyzny, naznaczonego piętnem przekleństwa. Nareszcie zobaczyłam go jako człowieka silnego i rozsądnego, choć rozbitego psychicznie i emocjonalnie. Autorce dopiero teraz udało się zachować między tymi cechami właściwe, zdrowe proporcje.
Pozostałe postacie, które zdążyłam już polubić w poprzednim tomie, także mnie nie zawiodły. Ich historie poznawałam z nieskrywaną przyjemnością i ciekawością. W moich oczach straciła nieco Agresja, natomiast zyskali Erich Erk i egzorcysta Maximillian. Cykl o Rhezusie posiada też pewną charakterystyczną cechę, przemawiającą bardzo mocno na jego korzyść. W niewielu książkach spotykam naprawdę interesujące i oryginalne postacie żeńskie. Zwykle bohaterki są mdłe, bezbarwne i zbyt schematyczne. Róży Jakobsze udało się wykreować Pytię oraz Kaysaradash – dwie ciekawe, niebanalne osobowości, które nie rażą ani przesadzoną, karykaturalną kobiecością, ani jej całkowitym brakiem.
Wyrazy uznania należą się także Grzegorzowi Krysińskiemu - twórcy grafiki widocznej na okładce, oraz Magdalenie Zawadzkiej – odpowiedzialnej za jej projekt. Jeżeli kiedyś dowiem się, że nie przeczytali oni uprzednio książki, będzie mi naprawdę ciężko w to uwierzyć. Postać Wyroczni jest idealnie zgodna z moim własnym wyobrażeniem. Dokładnie taką miałam ją przed oczami podczas lektury. Udało się też oddać niesamowitą barwę oraz wyraz jej oczu. Wydanie jest bardzo estetyczne wizualnie. Skromne, a zarazem przykuwające wzrok. Oba tomy ładnie komponują się ze sobą. Nie trzeba czytać tytułów, by nie mieć wątpliwości, że stanowią jeden cykl. Osobiście lubię też, gdy na okładkach poszczególnych części umieszczone są - kolejno - wizerunki bohaterów. Ciekawi mnie, kogo zobaczę następnym razem.
Wszystkich, których "Rhezus. Tułaczka śladami konania" nie wystarczająco zachęcił do sięgnięcia po kolejne części cyklu, gorąco namawiam, by jednak zapoznali się z tomem drugim. Ja, mimo nie do końca zadowalającego początku, uwierzyłam w Różę Jakobsze. Teraz nie żałuję. Autorka mnie nie zawiodła.
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz
dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów.

Tytuł: Rhezus, t.1, ks.2
Cykl: Legenda Cierniowych Tatuaży
Autor: Róża Jakobsze
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: czerwiec 2010 r.
ISBN-13: 978-83-7574-139-1
Wymiary: 125 x 195
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka
Seria: Asy polskiej fantastyki
Cena: 29,99 zł



















































Odpowiedzi
...dziwny, melancholijny i
...dziwny, melancholijny i ponury nastroj?
swietnie- lektura obowiazkowa!
:)
Też się czuję skuszona. Aż
Też się czuję skuszona. Aż trochę żałuję, że nie chapnęłam dla siebie egzemplarza recenzenckiego :P
Nerwen, właśnie tak
Nerwen, właśnie tak pomyślałam, że pewnie właśnie Tobie by się to spodobało ;)
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
dobrze myslalas;)
dobrze myslalas;)
Przeczytałam ubiegłej
Przeczytałam ubiegłej nocy.
Wrażenia?
Wszechobecna atmosfera smutku sprawia, że miło się w ten świat wchodzi.
Trochę, dzięki tej gotyckiej aurze książka kojarzyła mi się z Wichrowymi wzgórzami (choć Bronte mnie powala, a ta historia na kolana jednak nie rzuca).
W sumie chyba właśnie dlatego gładko czytało mi się opowiastkę, która sama w sobie wcale mnie nie interesowała.
Chyba jedyną postacią, jaką "polubiłam" okazała się właśnie Agresja. Nie czytałam części pierwszej, więc nie wiem, dlaczego tym razem traci ona na uroku. Nie mam porównania, ale według mnie ten demon jest po prostu fajny:)
Rozdrażniło mnie zakończenie. Po takiej dawce cienia, to ja mam ochotę na happy end! Autorka tymczasem pozostaje konsekwentna w tym swoim skrajnym romantyźmie- żadnej nadziei, tragizm do bólu. Wkurzające.
Wulgaryzmy rażą. Są prostackie. Nie pasują do obrazu postaci (na przykład Pytii).
Kilka osób posługuje się podobnym językiem, nie widać różnic między nimi, a przecież reprezentują sobą zupełnie coś innego. Niby ich charaktery (czy profile psychologiczne jak kto woli) się różnią, tak wiec sposób w jaki się wysławiają też powinien się różnić.
Przecież ja jestem laikiem, przeciętnym odbiorcą, zwykłym czytelnikiem- nie powinnam nawet tego zauważyć, a rzuciło mi się w oczy.
To taki zgrzyt w tej perfekcji mrocznego klimatu, którym książka ocieka.
Bo nastrój faktycznie jest idealny, oczywiście jeśli ktoś lubi bezgraniczny smutek.