Silentium Universi (Dariusz Domagalski) - recenzja

Nie czytałem wielu utworów Dariusza Domagalskiego, jednak kojarzy mi się on – jak i każdemu obeznanemu z fantastyką  – głównie z „Cyklem Krzyżackim”, w skład którego wchodzą: „Delikatne uderzenie pioruna”, „Aksamitny dotyk nocy”, „Gniewny pomruk burzy” czy „I niechaj cisza wznieci wojnę”. Prozę pisarza miałem okazję podziwiać w upadłym już niestety „Science Fiction Fantasy i Horror”, skąd też zna go większość odbiorców i gdzie debiutował. Na scenie fantastyki polskiej pojawił się więc całkiem niedawno, jednak można śmiało twierdzić, że jego nazwisko jest jednym z bardziej rozpoznawalnych w Fabryce Słów.

Jak się można zorientować po wyżej wymienionych pozycjach z „Cyklu”,  Domagalski ma talent do wymyślania dosyć ciekawych, intrygujących tytułów. Tak też wygląda sprawa z jego najnowszą książką – „Silentium Universi”, również wydaną przez Fabrykę. Tym razem jednak autor postanowił napisać coś głębszego i bardzo ambitnego, czyli – mówiąc po ludzku – zasiąść za sterami science fiction.

Jako wielki fan tego gatunku fantastyki, z ciekawością śledziłem wszelkie doniesienia na temat książki i z przyjemnością przeglądałem blog twórcy, na którym, co jakiś czas, zamieszczane były wpisy dotyczące kolejnych odległości, jakie pokonuje wysłany z Ziemi statek „Marek Aureliusz”. Powieść zapowiadała się świetnie i – kiedy tylko dostałem szansę – z ciekawością po nią sięgnąłem.

Już sama okładka mówi naprawdę wiele o treści, którą kryje książka. Oto szkielet kosmonauty leżący w trawie, jak można przypuszczać, innego ekosystemu, niż ziemski. Rozbity hełm rozwiewa wątpliwości co do rodzaju zgonu. Pozostaje pytanie – dlaczego?

Odpowiedzi oczywiście udziela sama fabuła.

W obliczu przeludnienia Ziemi ludzkość musi szukać nowego domu. Jak na zawołanie, staje się cud, bowiem w najbliższym nam układzie – Alfa Centauri – odnaleziona zostaje dziewicza planeta nadająca się do życia o wiele lepiej, niż wyjałowiony już macierzysty glob. Decyzja o ekspedycji jest więc jedynie kwestią czasu.

Choć większość akcji dzieje się właśnie na lecącym przez międzygwiezdną pustkę „Marku Aureliuszu”, nie mniej ważne są pozostałe dwie części książki. To one pokazują, czym tak naprawdę jest „Silentium Universi”, a powieść, wbrew pozorom, ma mniej wspólnego z fantastyką naukową, niż z początku przypuszczałem.

Okazuje się bowiem, że nad światem panują tak naprawdę dwie organizacje religijne – Kościół Katolicki, który przez ostatnie lata znacząco naprawił swój wizerunek, oraz Kościół Szatana. Dwie przeciwwagi, wzajemnie się zwalczające.

Oczywiście w tak wiekopomnym przedsięwzięciu jak lot „Marka Aureliusza” nie mogło zabraknąć obu tych organizacji, do czego przyczynili się tak politycy, jak i wytrenowani przez dwa kościoły super-zabójcy. Zwolennicy teorii spiskowych z pewnością będą wniebowzięci.

Silną stroną powieści jest prosty i czytelny styl autora. „Silentium Universi” czyta się szybko i bez większych zgrzytów, tym łatwiejszych w monotonii międzygwiezdnej pustki. Dariusz Domagalski należy do kategorii pisarzy mogących pochwalić się bardzo dobrym warsztatem, który z każdą napisaną powieścią wydaje się być lepszy.

Przyznam jednak, że poczułem się nieco rozczarowany. Najnowsze dzieło Domagalskiego jest bardziej podobne do „Kodu daVinci”, niż do fantastyki naukowej, do której zostałem przyzwyczajony. Autor więcej czasu poświęcił dopracowaniu teorii spiskowych, zależności religijnych i metafizycznej strony swojego dzieła, niż psychologii bohaterów czy warstwie socjologicznej, lub choćby technicznej tak ważnej w sf. Nie znaczy to jednak, że tej ostatniej nie widać w książce – przeciwnie, występuje w dość dużych ilościach. Pisarz odrobił lekcje, jednak cała potrzebna, i niekiedy oczywista dla każdego fana powieści science fiction, wiedza jest podana na tacy w formie uczonych dyskusji pomiędzy członkami wielowyznaniowej i – a jakże – składającej się z wielu nacji załogi.

Całość, jako fantastyka naukowa, nie prezentuje niczego nowego i garściami czerpie z ogranych już motywów. Z przyjemnością jednak śledziłem wątek fantastyczno-religijny książki i chyba właśnie do takiego gatunku zakwalifikowałbym „Silentium Universi”.

Po skończeniu lektury miałem dosyć mieszane uczucia. Z jednej strony, jako stary wyjadacz literatury fantastycznonaukowej, poczułem się zawiedziony, z drugiej, książka mile zaskoczyła mnie główną religijną intrygą. Poczułem się niejako wprowadzony w błąd, aczkolwiek jestem przekonany, że gdybym miał być dopiero początkującym czytelnikiem science fiction, „Silentium Universi” byłoby idealną pozycją na rozpoczęcie przygody z tym gatunkiem.

Michał Stonawski

Korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów

Tytuł: Silentium Universi
Autor: Dariusz Domagalski
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 27 kwietnia 2012
Oprawa: miękka
Stron: 359
Format: 125x195 mm
ISBN: 978-83-7574-700-3
 

Książkę możecie nabyć w sklepie redcoon.pl

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Komentarze

No Avatar
Veris on ndz., 09/21/2014 - 15:15

Dziwnie się to czytało, momentami miałam wrażenie, że autor się pogubił i sam nie wie, w jakim kierunku chce brnąć. Chyba najsłabsza powieść Darka, jaką czytałam.

Obrazek użytkownika YoAnna
YoAnna on ndz., 09/21/2014 - 17:38

Ja się do Domagalskiego zraziłam po "Cherem" i jeszcze dużo wody upłynie nim sięgnę po jakąś inną jego książkę.

No Avatar
Veris on ndz., 09/21/2014 - 17:41

A Cherem, to mi w ogóle umknęło jakoś. Muszę zobaczyć, cóż to takiego, bo tytuł brzmi podejrzanie.

Obrazek użytkownika YoAnna
YoAnna on ndz., 09/21/2014 - 18:38

Jak dla mnie nie warto zawracać sobie tym głowy.

No Avatar
Veris on ndz., 09/21/2014 - 18:46

No właśnie czytam opinie innych i w przeważającej większości są krytyczne.