Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Snuff (Terry Pratchett)

„Snuff” – a raczej: „Sniff, sniff... Coś mi tu śmierdzi”

Bardzo rzadko czekam na jakąś książkę z wypiekami na twarzy. Nie podchodzę do literatury „na chłodno”. Wręcz przeciwnie. Jednak niemal wszyscy autorzy, których czytuję albo dawno spoczywają w grobach (jak Tolkien czy Eddings), albo napisali już tyle, że i tak pewnie się nie uwinę, zanim skończą. Tak właśnie jest z „Kołem Czasu” Jordana, który co prawda opuścił już ten najpiękniejszy ze światów, ale wrobił w dokończenie serii innego pisarza. Zresztą i tak, halo, jestem dopiero przy czwartym tomie. A poza tym zawsze znajdzie się tyyyyyyyyyle książek, że naprawdę będzie co czytać, zanim ukaże się to, na co akurat czekam.

Pratchett stanowi jednak wyjątek. W zasadzie, na Pratchett’cie nigdy się nie zawiodłam. Och, oczywiście nie wszystkie jego powieści wzbudziły mój zachwyt. Nigdy jakoś nie przekonałam się do „Piramid”, „Ruchomych obrazków” czy „Ciekawych czasów”, a ze dwie czy trzy inne pozycje przeczytałam raz i już do nich nie wróciłam. Jednak stanowczo mogę powiedzieć, że do tej pory nie było takiej książki Pratchetta, która by mi się nie spodobała. No właśnie. Do tej pory.

Ewidentnie rozpuszczona dwiema poprzednimi powieściami (dla przypomnienia: „Niewidoczni Akademicy", którzy ubawili mnie do łez, oraz „W Północ się odzieję”, gdzie Pratchett ponownie zaskoczył mnie zręcznością, z jaką żongluje elementami poważnymi i humorem), z wypiekami na twarzy oczekiwałam kolejnej książki mojego ulubionego pisarza, który zdawał się, mimo strasznej choroby, rozkręcać. Wreszcie, niedługo po odebraniu przesyłki, zasiadłam do lektury odpowiednio zaopatrzona (kocyk i herbatka), wzbudziwszy uprzednio zawiść wśród znajomych stosowną informacją na fejsbuku. Zawiść ta początkowo wydawała się uzasadniona.

Pomysł – genialny! Spokojnie, nie zdradzę Wam tu całej fabuły, w zasadzie nie zdradzę prawie nic, bo powiem tylko o tym, co można przeczytać na pierwszych dziesięciu (czy tam ilu) stronach i dodam jeszcze, że będzie też o goblinach. Ale wracając: pomysł. Doprawdy dziwne, że dopiero teraz Pratchett postanowił wysłać Sama Vimesa, jednego z moich ulubionych bohaterów, na zasłużone wakacje. Widać ten długo się upierał – słusznie, najwyraźniej przeczuwał, co go czeka w ziemskiej posiadłościu rodu Ramkin: zbrodnia, wyobraźcie sobie. Zbrodnia dość potworna, dodam. Zawiązanie fabuły – mistrzowskie. Niby nic specjalnie innowacyjnego, przecież wiadomo, że biednemu Vimesowi nie będzie dane spokojnie spędzić urlopu, a jednak Pratchett potrafi tak ułożyć nieszczególnie wymyślny wstęp, by czytelnik z dużym zaciekawieniem wyczekiwał, co będzie dalej.

A powiem tak: dalej coś będzie, ale mało interesującego. Właśnie to słowo wydaje mi się najbardziej odpowiednie. Moim głównym problemem ze „Snuff” było to, że zupełnie nie interesowało mnie, co stanie się później. Oczywiście możecie powiedzieć, że co Was obchodzi, czy mnie interesowało czy nie, w końcu to tylko moje zdanie. No jasne, ale po pierwsze: to moja recenzja, po drugie: jeśli przypomnę Wam, że w zasadzie każda poprzednia (z nielicznymi wyjątkami) książka mi się podobała, a ta nie, to chyba istnieją pewne przesłanki, że coś tu nie gra. Do tej pory to, co napisałam, pozwala sądzić, że „Snuff” to po prostu kolejna z tych niewielu pozycji z cyklu „Świat Dysku”, która nie przypadła mi do gustu i tyle. Jednak mam pod jej adresem jeszcze parę zarzutów.

Pierwszym z nich jest nachalność, z jaką Pratchett podsuwa czytelnikowi wątki poważne, czy raczej lepsze słowo: dydaktyczne. Oczywiście to nic nowego w „Świecie Dysku”. Jednak wcześniej autorowi udawało się w mistrzowski sposób przeplatać momenty bardziej na serio i te humorystyczne. Naprawdę nie raz zdarzyło mi się zatrzymać na chwilę i zastanowić nad przesłaniem, które Terry chciał mi przekazać. Ale było to jakieś takie... subtelne. W przypadku „Snuff” jest inaczej – obuchem w łeb, za przeproszeniem. Całej książce jakby brakuje finezji. Widać pośpiech. Pojawił się za to nowy element, który wcale a wcale mnie nie ucieszył. Jest nim, pardon my Latin , gówno. Konkretnie: brytyjskie shit. Jeśli dobrze pamiętam, Pratchett wcześniej unikał jakichkolwiek przekleństw. Shit nie jest może najstraszniejszym z nich, ale jednak w literaturze mnie razi (zwłaszcza w takiej ilości, choć nie chciałabym, żebyście myśleli, że słowo to pojawia się co drugą stronę). Cóż, może się starzeję, ale jakoś do tej pory „Świat Dysku” utrzymany był w stylistyce gry słownej, aluzji i niedomówień, a nie wykładania kawy na ławę. Czy też raczej wcale nie kawy.

Co więcej – i to chyba nawet poważniejszy zarzut – zawodzi konstrukcja książki. Wątek poboczny został po prostu źle złożony – z głównym łączy się na siłę i chyba tylko po to, żeby się po prostu połączyć. Jest też niewystarczająco obszerny, przez co wydaje się przypadkowym dodatkiem, mającym jedynie urozmaicić powieść. Na domiar złego, bez sensu. Trochę głupio mi o tym pisać, skoro nie mogę Wam powiedzieć, o co chodzi, ale takie właśnie odniosłam wrażenie.

Ale będę się streszczać. Czytać czy nie czytać? Jednak czytać. Dlaczego? Terry’ego zawsze warto, a moja opinia może oczywiście być odosobnionym głosem, który utonie w morzu zachwytów. Poza tym nie chciałabym, żebyście odnieśli wrażenie, że „Snuff” to książka zła. Moim zdaniem gorsza od poprzednich, ale mimo to kilkakrotnie szczerze się zaśmiałam. Być może tak negatywna ocena wynika z moich bardzo wygórowanych oczekiwań. No i jako wielbicielka serii o straży nie mogłabym nie polecić Wam kolejnej części tego cyklu. Sugeruję jednak poczekać na paperback – wyjdzie taniej. Przyznam też, że jestem bardzo ciekawa opinii innych czytelników.

Agata „PaniPonura” Staszewska
Korekta i redakcja: Monika „kometa008” Pasek, Paulina „Lorelay” Szymborska-Karcz, Marta „Nubia” Porwich, Monika „Katriona” Doerre


Tytuł: Snuff
Autor: Terry Pratchett
Wydawca: Doubleday
Numer wydania: I
Data premiery: 11.10.2011 r.
Język wydania: angielski
Język oryginału: angielski
Oprawa: hardback
Liczba stron: 378

 

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi