Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Szrama (Marina i Siergiej Diaczenko)

Przyszedł czas na konfrontację z drugą częścią cyklu Tułacze autorstwa Mariny i Siergieja Diaczenków. Po lekturze pierwszej miałam nadzieję na pewne zmiany, więc przypomnijmy sobie na wstępie, jakie były moje najważniejsze uwagi, by potem odnieść je do tego, co zastałam. Po pierwsze: konstrukcja bohaterów jako najmocniejsza strona książki. Po drugie: fabuła naładowana niewiadomymi, co z jednej strony wciągało, a z drugiej potrafiło zirytować. Po trzecie: dość niespójny świat. W końcu po czwarte: niemalże brak korekty. Krótko mówiąc – trochę dobrego, trochę złego. Zastanówmy się teraz, czy moja wiara w to, że dalej będzie tylko lepiej, nie okazała się aby naiwna.

Bohaterowie, w znakomitej większości zupełnie nowi, nadal są mocnym punktem tej historii. Autorzy znów otwierają ich przed nami tak, że widzimy wszystkie ich mocne i słabe strony, objawiające się przy okazji prób, na jakie wystawia ich los.

Tak jak w poprzedniej części, głównego bohatera (choć nie tę samą osobę) spotyka bolesna nauczka mająca wyleczyć go z zarozumiałości i buty oraz dać mu twardą lekcję dojrzewania. Nauczka ta ponownie pochodzi od sił, nad którymi człowiek, czy nawet mag, nie ma kontroli. Czytając tę historię, nie mamy jednak poczucia wtórności, gdyż ta droga, mimo iż zawiera podobne etapy, przebiega inaczej. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak nie istnieje dwóch ludzi mających identyczne doświadczenia. Co więcej, nie ma dwóch ludzi z identycznymi charakterami, a to od nich w dużej mierze zależy, jak szybko i w jaki sposób stawią czoła przeciwnościom lub się z nimi pogodzą.

Historię dorastania, głównie w formie wspomnień, mamy też w przypadku bohatera, którego poznaliśmy już w poprzedniej części, gdy był jeszcze nastolatkiem. Jemu do wydoroślenia nie potrzeba było klątw ani walk z ciemnymi mocami. Wystarczyła proza życia i kilka trudnych decyzji, o których zasadność nigdy nie przestał siebie pytać.

Ostatnią z trojga najważniejszych postaci jest kobieta, która zbiera od losu równie mocne razy, jak dwie pozostałe. Jednak w jej wypadku emocjonalna przemiana najmniej przypadła mi do gustu. Jest w konstrukcji psychologicznej tej bohaterki coś zbyt prostego, co chwilami czyni z niej heroinę zapożyczoną z romansu. Może nie z taniego harlequina, ale z opowieści, w której miłość tłumaczy wszystko, nawet najbardziej radykalne zmiany w światopoglądzie. Z jednej strony nie odstaje ona od reszty bohaterów pod względem opisów poświęconych jej stanom umysłowym, a z drugiej można odczuć, że coś nam w jej przemianie umknęło, że w którymś miejscu nie jesteśmy w stanie wgryźć się w jej myśli dostatecznie głęboko, by wczuć się w jej sytuację. Podsumowując, ogólnie postać trzyma poziom, ale jak na możliwości Diaczenków – czwórka z plusem.

Co zaś dzieje się w fabule? Znów na pierwszym planie mamy tułaczkę, czyli przynajmniej wiadomo, że tytuł tetralogii nie wziął się z kapelusza. Dzielny młody żołnierz w ramach kary za brak szacunku dla życia ludzkiego otrzymuje stygmat w postaci tytułowej szramy, jednocześnie w magiczny sposób tracąc odwagę, a z nią wszystko, na czym dotychczas opierał się jego świat. Gdy uświadamia sobie, że jako tchórz jest nikim nawet we własnym domu, zaczyna ucieczkę na oślep, samemu nie wiedząc, czy po ratunek, czy tylko po to, by schować się przed wszystkim, co go otacza, oraz samym sobą, a następnie umrzeć ze wstydu. Okazuje się jednak, że przed strachem nie ma ucieczki. Ba, i to jak się okazuje! Autorzy malują wszystkie odcienie lęku tak plastycznie, że nie raz czuje się uścisk w żołądku, czytając o tych wszystkich okropieństwach spotykających bohatera nawet podczas najbardziej prozaicznych czynności. Nagle odkrywamy, że bać można się absolutnie wszystkiego i choć sami nigdy nie doświadczyliśmy wielu lęków towarzyszących bohaterowi, jesteśmy w stanie łatwo uwierzyć, że są one jak najbardziej realne.

A co z fabułą, w której osadzona jest ta symfonia strachu? Poprzedniej części zarzucałam, że główny wątek jest bardzo niejasny, a jednocześnie po cichu liczyłam, że drugi tom odpowie na pytania, z którymi zostawił mnie pierwszy. Tego się niestety nie doczekałam. Minęło kilkadziesiąt lat, losy świata spokojnie toczą się swoim torem, a bohaterowie poprzedniej historii, podobnie jak ja, nigdy nie dowiedzieli się, czym jest Trzecia Siła i czy kiedyś wróci. W nowej opowieści autorzy co prawda prezentują nawiązanie do dawnych wydarzeń, ale okazuje się ono jedynie fałszywym tropem podczas próby rozszyfrowania nowego niebezpieczeństwa. Tym razem jednak niejasności jest o wiele mniej, co przyjęłam z nie lada ulgą. Bohaterowie mają do czynienia znacznie częściej z ludzką manipulacją niż z nadnaturalnymi siłami zła. A manipulacja, choćby i najdoskonalsza, zawsze jest do zauważenia, choć czasem dopiero po wszystkim, gdy wróg już osiągnął swój cel.

Cóż zaś lepiej nadaje się do sterowania ludźmi niż religia? Jej wątek, w poprzedniej części ledwie naszkicowany, nabiera wyraźnych kształtów w tym tomie i choć nadal nie wiemy, jaki jest zasięg kultu oraz czy ma on jakąś konkurencję, dowiadujemy się sporo o jego strukturze, miejscu w społeczności lokalnej oraz w umysłach poszczególnych jej członków. Innymi słowy, rozsypane fragmenty układanki z pierwszej części tetralogii zaczynają znajdować swoje miejsce. Daje to nadzieję na ujrzenie spójnej całości po lekturze czterech tomów.

Język powieści jest plastyczny, czym zachwycałam się już pisząc o postaciach i fabule, więc nie będę się powtarzać. Warto dodać, że autorzy zrezygnowali z przeplatania narracji pierwszo- i trzeciooosobowej, co jednak nie czyni tego tomu uboższym względem poprzednika. Wręcz przeciwnie – snucie opowieści z perspektywy pierwszej osoby byłoby tu niezręczne choćby z tak prozaicznego powodu, jak ten, że jeden bohater miałby problemy z wysłowieniem się z powodu zalewających go wciąż fal strachu, a pozostali nie są obecni przez całą historię.

Przejdźmy jednak do najmniej przyjemnej części recenzji, czyli trzech słów do ojca korektora. Już się domyślacie, że wielkiego postępu nie widać, prawda? Co prawda poprawiono jeden potwornie drażniący błąd w nazwie własnej, która odgrywa istotną rolę w Szramie. Być może jest też mniej literówek i innych potknięć, nie znaczy to jednak, że jest ich mało. Postanowiłam nie liczyć już, że dalej będzie lepiej. Najwyżej pozytywnie się zaskoczę.

Na koniec co nieco o stronie wizualnej. Tu również zachowano konsekwencję – okładka ponownie jest bardzo ładna i bardzo niezwiązana z treścią książki. Przedziwne stworzenie zwisa sobie głową w dół, patrzy w trudny do określenia punkt i zapewne napawa się tym, że wygląda intrygująco. A niechże i będzie panu grafikowi na zdrowie, w końcu kreskę ma wdzięczną.

Podsumowując – druga część tetralogii Tułacze to fascynująca, a zarazem przerażająca opowieść o emocjonalnym dojrzewaniu. Z jednej strony powiązana z poprzedzającym ją tomem, z drugiej, doskonale nadająca się na odrębną historię. Mogę w tym momencie uczciwie powiedzieć, że jestem już w stanie wybaczyć tej serii błędy redakcyjne i ze szczerym zainteresowaniem zabrać się za poznawanie kolejnej części historii o ludziach i magach, których los pchnął w drogę w nieznane.

Paulina "Hagath" Jałoszyńska

tytuł: Szrama
autorzy: Marina i Siergiej Diaczenko
wydawnictwo: Solaris
cykl: Tułacze
tłumaczenie:Witold Jabłoński
data wydania: 2009
liczba stron: 350
ISBN: 978-83-89951-68-7

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi