Tern (Nik Pierumow)
Tern nieco mnie zaskoczył. Przeczytawszy pierwszych kilka stron nie byłam zachwycona, przeciwnie, pomyślałam nawet z rezygnacją, że trudno, skoro się podjęłam, trzeba przeczytać, choć nie będzie to wcale łatwe ani przyjemne zadanie. Jednak pomyliłam się w swej pobieżnej ocenie, i to bardzo.
Początkowo można odnieść na temat tej książki całkiem mylne wrażenie, tom pierwszy otwiera bowiem poetycki obraz Ducha, wędrującego ponad ziemią i obserwującego jej problemy. Od razu jednak pojawia się opis motywu przewodniego całej serii, groźnego zjawiska, zwanego Zgnilizną, atakującego zamieszkane tereny. Potem następuje zwrot i widzimy jedną z bohaterkę powieści, przedstawicielkę leśnego ludu sidchów, Neiss, która właśnie wyrwała się tym, którzy schwytali ją dla nieznanych celów. Wkrótce na jej drodze pojawia się ktoś, kto nie obawia się ani magicznych mocy, którymi sidcha dysponuje, ani jej złego charakteru - tytułowy Tern, na oko pochodzący z ludu dhussów, twierdzący jednak, że dhussem nie jest. Tern to niepokonany wojownik, jednak dziwny wojownik. Łagodny i silny jednocześnie, wyznający niezrozumiałe w tym świecie zasady braterstwa i współpracy, programowo odrzucający odwet na wrogach, a jednocześnie władający niezwykle silną magią z gatunku tych, które uznano już za nieistniejące... Jego misja nie jest do końca jasna, ma ona jednak związek z atakującą ludzi Zgnilizną. Tern wędruje, chcąc znaleźć odpowiedź na związane z nią pytania, i jego droga krzyżuje się z drogą osamotnionej sidchy. Leśna dziewczyna nie chce jego pomocy, gardzi nim, zwłaszcza, gdy Tern ratuje od niechybnej śmierci bezwzględną morderczynię, odpowiedzialną za zagładę jej rodziny... mimo to okazuje się, że nie ma wyboru. Mocą niezwykłego zbiegu okoliczności ona, Tern i służebnica Magów z przerażającego Nekropolis zostają związani wspólnym przeznaczeniem i wbrew woli sidchy tworzą drużynę, do której dołącza Krojon, najprawdziwszy demon z otchłani, będący wśród swoich poetą i malarzem, oraz niezbyt godny zaufania alchemik. Ich wspólna droga nie jest łatwa, gdyż zagrażają im istoty, przez których tereny przechodzą, zwalczające się Zakony, z których każdy pragnie posiąść magię Terna, nasyłane przez Magów golemy, podążająca ich tropem Zgnilizna, a także zdrada....
Początkowo czytelnikowi trudno połapać się w nazwach plemion, żyjących w Świecie Siedmiu Zwierząt Rajlegu, a także w ich prawidłowej charakterystyce. Jest ich dużo i są całkowicie nowe - jednak w miarę zagłębiania się w treść powieści przestaje to przeszkadzać. Mimo to wydaje mi się, że przydałaby się jakaś tabela z charakterystyką poszczególnych istot, gdyż właściwie niewiele wiemy o tym, co kryje się za poszczególnymi określeniami. Tern jest niby dhussem, ale twierdzi, że nie jest - no dobrze, ale jakie są dhussy? Gdzie żyją, jak wyglądają, czym się zajmują, jaka jest ich życiowa filozofia? Nieco więcej wiemy o sidchach, dzięki Neiss. Opisani są taengowie. O innych wspomnianych rasach za to nie wiemy prawie nic. Być może zostanie to nadrobione w następnych tomach, na razie jednak daje poczucie poważnego braku.
Na korzyść książki niewątpliwie przemawia jej język - czysty, bez wulgaryzmów i prostactwa, ostatnio modnego w narracji fantasy. Styl autora charakteryzuje się pewną poetyckością, przez co klimat powieści przypomina atmosferę snu na jawie. Pomijając pierwszy rozdział, nieco przyciężki, czyta się ją bardzo dobrze.
Jeśli idzie i stronę wizualną i szczegóły techniczne, to okładka jest utrzymana w tym samym stylu, co "Narrentum" Sapkowskiego, jednak co do samego wydania można mieć zastrzeżenia, takie same jak w przypadku wielu wydawanych obecnie powieści. Ma się wrażenie, że książka została przewidziana do jednorazowego użytku, gdyż tak gruby tom, sklejony dość bylejako, po prostu rozleci się w przypadku częstszego czytania, szczególnie, że nie można tej książki tak po prostu rozłożyć na żądanej stronie. Jeśli tylko ją odłożymy, zamknie się sama, a jeśli zechcemy, celem lepszego dostępu do końcówek zdań, rozłożyć ją szerzej, ryzykujemy rozwalenie składu. Niestety, taki jest obecnie trend wydawniczy, celem obniżenia kosztów, i nic na to się nie poradzi.

Tytuł: Tern
Autor: Nik Pierumow
Język oryginału: rosyjski
Tłumacz: Iwona Czapla
Wydawnictwo: SOLARIS
Okładka: miękka
Projekt okładki: Tomasz Maroński
Ilość stron:499
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-7590-048-4



















































Odpowiedzi
Hmmmm... szczerze mówiąc po
Hmmmm... szczerze mówiąc po przeczytaniu recenzji zupełnie nie wiem co myśleć o tej książce i nie mam pojęcia czy mam ochotę ją czytać czy nie...
Natomiast Ty, Evivo, widzę wzięłaś sobie do serca nasze ostatnie uwagi. Brawo! Ta recenzja rzeczywiście zawiera wszystkie ważne elementy i jest rzetelna :) Wielki postęp!
Tak tylko mi się nasunął temat do dyskusji: wulgaryzmy w fantastyce. Chyba dzięki Tobie założę temat na forum :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Dzięki :)
Co do książki, to powiem tak: nawet moja własna opinia na jej temat nie jest jednorodna. Co mi się w niej naprawdę podoba, to ten łagodny, stonowany klimat, mimo dość przerażających realiów i wydarzeń. Jednak zdecydowanie nie jest to lektura "dla każdego".
Co do wulgaryzmów, to ja ich po prostu nigdzie nie lubię. nie chodzi mi tylko o typowe wulgaryzmy, ale też o pewną... nieestetyczność opisową. Tego wszystkiego nie ma u Pierumowa i dlatego zapisuję to na jego plus.
Całkiem dobra recenzja,
Całkiem dobra recenzja, chociaż ja na początku wkurzyłam się, że piszesz o tych sidchach i dhussach, a nie wiadomo, o co chodzi - jednak na szczęście dalej jest wszystko wytłumaczone :D
A jak ja się wkurzałam czytając!
Na początku naprawdę nie wiadomo "o co się rozchodzi, o muchę czy o komara", jak pisał Wiech.
Głaaask :)
Głaaask :)