Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Thor 3D - okiem Tyrssona

Czy to już? Pamiętam tylko, że zostałem raniony włócznią. Grot wciąż piecze mnie w piersi, tam, gdzie trafił. Bogowie, wezwaliście mnie do siebie? Czy dane mi będzie zasiąść u boku Ojca i Matki? Widzę! To Asgard, Valhalla, ale... Nie!

Thor jest jednym z tych filmów, na które po prostu nie umiem odpowiednio zareagować. Dzieje się tak z pewnych niezwykle ważnych przyczyn i pragnę się nimi podzielić z szerszym gronem. Zgadliście. Z Wami. Cóż, każdemu, kto zamierza przeczytać tę recenzję chciałbym obiecać, że naprawdę nie miałem zamiaru torturować nikogo poniższym tekstem. No dobra, za wyjątkiem Marvela i reszty, odpowiedzialnych za to coś, świętokradców.

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że ten kinowy hit to aż nazbyt rasowe fantasy spod znaku Hollywood. I zawiera w sobie pewne niezbędne elementy, charakteryzujące tę osobliwą, mdłą, głupią i wielce mnie drażniącą kategorię filmów. Wierzcie mi, wolałbym już dobry western starej daty. Japońska Godzilla jest w stanie lepiej mnie zabawić.

Zatem do rzeczy. Rozpocznę od czegoś niezwykle mi bliskiego – jako, że jestem asatryjczykiem i nigdy się z tym specjalnie nie kryłem – czyli, jak w tej produkcji potraktowano mitologię, jej jasne i ciemne postaci, realia, bogów, olbrzymów i resztę legendarnego zwierzyńca. Mówiąc o Asgardzie, mam w głowie obraz potężnych, pysznych zabudowań, podobnych tym, które wznosili Skandynawowie w Norwegii, Islandii, Szwecji czy Danii. Są to wspaniałe halle miodowe, domy zgromadzeń, wały ziemne, palisady. Tak bliskie duchowi i sercu widoki... W centrum Yggdrasil biegają zwierzęta, a wojowie ćwiczą w walnych bitwach, by wieczorami ucztować, śmiać się i obłapiać dziewuchy, za co zapewne dostają siarczyste policzki, przez które spadają z ław na ziemię.

Szok. Niedowierzanie. Wstręt. Pewnie te trzy proste słowa najlepiej oddają moje odczucia po ujrzeniu Valhalli z Thora. To jawna kpina! – wrzeszczało moje poczucie estetyki, nie trawiące... Steamgardu. Swoją drogą… dobre określenie. Oddaje to, co widzimy na ekranie, monitorze, czy gdzie tam. Oczywiście, ja rozumiem, że postanowiono wszystko trochę unowocześnić, uaktualnić. Ale proszę… na litość bogów! Tego za wiele! I gdzie się podziały słynne bramy Asgardu! Gdzie Drzewo Światów! Wszystko mógłbym skwitować, niczym współczesna młodzież, określając zastaną wizję jako… popierdoloną. Cóż, nie zrobię tak, gdyż uważam, że mnie stać na bardziej wyszukane słownictwo, niż żula spod sklepu. To jest chore, nienaturalne, rażące dobry gust i smak. Wykoślawione i na siłę uczynione czymś nowoczesnym. Wyrwano domenę bogów z właściwych jej realiów i oderwano od tradycji.

Podobnie rzecz ma się z mieszkańcami. Tutaj dopiero twórcy filmu się popisali. Przyznam szczerze, myślałem, że to już koniec dziwactw. Jakże się myliłem. Nie byłem gotowy na to, co mnie czekało. Jedynie silna wola i bliskość żony pozwoliły mi przetrwać tę próbę we względnym spokoju. I miód. Tak, butelczyna dobrego, pysznego miodu. Myślicie, że stroję sobie żarty? Więc spróbujcie to obejrzeć na trzeźwo. Wracając do tematu… Steamgard to nie tylko wygląd budowli. Jako rekonstruktor historyczny myślałem, że wyrzucę laptopa przez okno, gdy moim oczom ukazały się półpłytowe zbroje, hełmy ze skrzydełkami, a w rękach Odyna dojrzałem coś, co mogłoby być włócznio-muszkietem. Chociaż nie, znając Hollywood i Marvela była to nowoczesna wersja Gungnir. W takim razie równie dobrze mógł mieć AK 47, a Einherjerzy T 34 i jednego psa na czterech wojowników. Rzeczywiście, racja. Przecież to amerykański film. Wszechojciec dostałby M16, a jego zbrojni minimum Shermany.

Co do samego Thora, szlachetnego i dumnego Obrońcy Ludzkości, Protektora Asgardu, nieulękłego Młotodzierżcy... Muszę pisać ten akapit? Naprawdę nie sprawia mi to przyjemności. Cóż, skoro zacząłem… Nie przeczę. Pewne podobieństwa zostały zachowane. Dalej jest poczciwy i gwałtowny, ale to nie bóstwo, które prosi się o ochronę przy użyciu amuletów wyobrażających młot. Właśnie. Karły chyba wykonały ten Mjollnir z plastyku. Poważnie, tak to wygląda. Zresztą, ten sam materiał musiał posłużyć do wykucia zbroi i hełmu Thora. Już tylko drobnym szczegółem jest fakt zmiany koloru włosów Pogromcy Olbrzymów. No, ale skoro mają tam steampunk to pewnie i farba dotarła. Nie mam racji?

Wybaczcie przerwę, ale musiałem się napić. Gdyby nie złocisty trunek, który pociągam sobie z rogu, mógłbym wpaść w furię, a skaldowi nie przystoi, by tworząc coś tak wzniosłego (ja chyba faktycznie za dużo już wypiłem, skoro wypisuję takie bzdury…), pokazał wszem i wobec, iż jest również ulfheðinnem. Gdzie skończyliśmy? Ach tak, już wiem. Może zajmijmy się innymi ważnymi elementami filmu? To za moment. Jeszcze ci źli, czyli Jotunnowie. Nie wiem jak Wy, ale ja słysząc słowo „olbrzym” widzę istotę wielką na co najmniej kilka metrów, zdolną jednym ciosem potężnej łapy zmieść kilku huskarli z przedniego szeregu. Cóż, twórcy filmu wiedzieli lepiej…

Poza tym wszystkim, akcja omawianej produkcji jakoś nie zachwyca. Może i się toczy, ale nie porywa. Fabuła podobnie. Odniosłem wręcz wrażenie, że te dwa elementy po prostu są obecne, bo bez nich nie byłoby filmu. Gdyby scenarzyści lepiej znali się na mitologii i mieli do niej choćby szczątkowy szacunek, to pewnie wyszłoby im to wszystko znacznie bardziej strawnie. Tak się jednak nie stało. Przedstawiona opowieść jest naciągnięta równie mocno, jak cięciwa łuku prostego o naciągu dwudziestu ośmiu kilo przed wystrzałem. Czyli dość mocno.

W dodatku biednemu Thorowi, maltretowanemu, w tym wątpliwej jakości dziele, na wszystkie możliwe sposoby, nadano jedną z cech Odyna. Kochliwość. No dobra, może u Młotodzierżcy nie polega to na potrzebie zaspokojenia czysto fizycznej potrzeby, ale nie zmienia to faktu, że Obrońca Asgardu taki nie był. Nie zdradzał Sif! Zresztą, skoro już o niej wspomniałem… to chyba mam wytłumaczenie, dlaczego w tej produkcji tak się stało. Otóż, wspomniana bogini też została strasznie przekształcona. Nie poznałem jej i gdyby nie to, że ktoś w końcu zwraca się do rzeczonej niewiasty po imieniu, żyłbym w przekonaniu, że została całkowicie pominięta.

Odnalazłem tylko jedną rzecz, dla której warto obejrzeć to coś. Nie jest nią muzyka. Dlaczego? Pozwólcie, że się zastanowię… Właśnie, przecież nie wspomniałem o niej nawet słówkiem. Skoro tak, to najwidoczniej wpasowała się idealnie w ten twór i nie zasłużyła na jakąkolwiek wzmiankę. Nie chodzi mi także o efekty specjalne. Znajdziemy ich tam dużo, a jakże. Odniosłem nawet wrażenie, że to one mają przyciągnąć widza i zmusić go do wydania kilku dziesięciozłotowych banknotów na bilet do kina. Za dużo. Niestrawne. Przerysowane.

To coś musicie odkryć sami, nie mam zamiaru podawać Wam na tacy gotowego rozwiązania. W tym momencie autor sięgnął po róg pełen płynnego złota i ze zgrozą stwierdził, że to wcale nie koniec. Zaskomlał cichutko, myśląc, że chciałby po prostu, żeby ktoś pogłaskał, przytulił… Ale aby tak się stało, najpierw musiał skończyć pisać tę recenzję. Warknął rozeźlony i z powrotem usiadł na zadzie przed ekranem monitora. Gdybym tak uczynił, oszczędziłbym wszystkim wyszukanych doznań wizualno-dźwiękowych, które były i moim udziałem.

Swoją drogą, zastanawia mnie czemu nastąpiło tutaj takie pomieszanie światów, mitologii, czy czego tam jeszcze. Dopiero, gdy zapytałem o to Woltusa, zostało przede mną odkryte coś, co w zamyśle twórców winno być oczywiste. Cóż, jak dla mnie nie było. Może dlatego, że nie jestem zagorzałym fanem Marvela, potrafiącym wydać miesięczną wypłatę na stertę komiksów. Nie nadają się nawet do palenia w piecu, podobnie jak te wszystkie kolorowe gazetki z programem telewizyjnym na najbliższy tydzień. Mam piec zasilany węglem to wiem.

O ile względem filmu Beowulf z 1999 potrafiłem być jeszcze w jakikolwiek sposób wyrozumiały to już Thor jest... Cóż, brak mi słów i tyle. Nie rozumiem jak ktoś mógł tak zbezcześcić wszystkie rzeczy bliskie mojemu sercu. Dobra, mówcie sobie, że się nie znam, że jestem fanatykiem, czy co tam jeszcze. A ja i tak stwierdzam, że największym plusem tego filmu jest nieukazanie w nim Tyra i Zisy. Nornom niech będą dzięki.

Autor: Tyrsonn Ulvhjerte (Kamil „Tyrsson” Gołębowski)
Redakcja: Thordis Ulvhjerte (Paulina Maria „Lorelay” Szymborska-Karcz


Tytuł: Thor
Kraj produkcji: Stany Zjednoczone
Język: angielski
Czas trwania: 93 minuty

Produkcja:

Reżyseria: Kenneth Branagh
Scenariusz: Ashley Miller, Zack Stentz
Muzyka: Patrick Doyle
Zdjęcia: Haris Zambarloukos
Scenografia: Bo Welch
Kostiumy: Alexandra Byrne
Montaż: Paul Rubell
Produkcja: Kevin Feige, Craig Kyle



Obsada:

Chris Hemsworth - Thor
Natalie Portman - Jane Foster
Anthony Hopkins - Odyn
Kat Dennings - Darcy
Tom Hiddleston - Loki
Jaimie Alexander - Sif
Idris Elba - Heimdall
Troy Brenna - Kale
Rene Russo - Frigga

Odpowiedzi

portret użytkownika Nubia

Film, na który zabrano mnie

Film, na który zabrano mnie podstępem...

Ale niech będzie - podobał mi się :P

portret użytkownika Lorelay

Mnie udręczyli nim chyba ci

Mnie udręczyli nim chyba ci sami ludzie.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Katriona

A ja oglądnęłam z własnej

A ja oglądnęłam z własnej woli:) I było... średnio;/

portret użytkownika Nubia

Ja ogólnie mam alergię na

Ja ogólnie mam alergię na produkcje marvelowskie, więc dla mnie z kolei film był pozytywnym zaskoczeniem ;]

portret użytkownika Lorelay

A dla mnie był... po prostu

A dla mnie był... po prostu zaskoczeniem. Hmmm... może i sama skrobnę na ten temat.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Katriona

Dawaj, dawaj:D

Dawaj, dawaj:D

portret użytkownika Sol

Jako rozpierducha jest bardzo

Jako rozpierducha jest bardzo dobry, ale wiadomo, że mitologicznie to tam się dużo nie zgadza... ;-)

The sky is falling on me...
As your hand's turning old and weak.

portret użytkownika Lorelay

Nie tyle, że nie zgadza. Tam

Nie tyle, że nie zgadza. Tam sporo rzeczy jest po prostu... idiotycznych. O niektórych pisze Tyrsson, ale ja mam też własne spostrzeżenia, o których chyba napiszę.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Woltus

Szkoda, że nie mamy tu

Szkoda, że nie mamy tu jakiegoś fanatyka komiksów Marvela, który by to ze swojej perspektywy opisał - to by się zaczęła dyskusja ;)

"Bohater jest człowiekiem, który kłóciłby się z Bogami i budził diabły w sporze o swoją wizję"

portret użytkownika Lorelay

Vivaldi opisywał z innej

Vivaldi opisywał z innej perspektywy. Tyrsson z innej. Ja teraz piszę z jeszcze innej (na dniach wrzucę, bo już zaczęłam). Solcia pewnie też coś nowego odkryje. Ale fakt, fanatyk marvelowski by się nam przydał do dyskusji...

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Tyrsson

Mamy takiego dziwolunga co to

Mamy takiego dziwolunga co to marwyla lubi :P

In Tyr I thrust!

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi