Thor przeciw rasizmowi. Obrońcy aryjskości Hajmdala
Thor przeciw rasizmowi
Kilka miesięcy temu w kinach pojawiła się nowa produkcja z serii adaptacji komiksów Marvela. Wokół filmu Thor w reżyserii Kennetha Branagha rozpętał się niesamowity szum medialny. Czy słusznie?
Od początku film wzbudzał wiele kontrowersji, nie wśród wiernych widzów tego typu produkcji, oni oczekują bowiem wyłącznie nafaszerowanej efektami specjalnymi rozrywki. Znaleźli się jednak tacy, którzy z zażenowaniem obserwują manipulowanie europejską spuścizną kulturowa jaką niewątpliwie jest mitologia nordycka. Sprowadzenie jej do poziomu taniej rozrywki, nafaszerowanej polityczną poprawnością zaowocowało zrzeszeniem się przeciwników takich praktyk, którzy wytykają twórcom filmu ich polityczne motywacje i całkowitą ignorancję, nawołując do bojkotu filmu – głosi artykuł, który znalazłam na stronie trybuna.wordpress.com.
Właśnie. Autor słusznie zauważył do jakiej grupy docelowej jest adresowany film i czego konkretnie ona oczekuje. Thor to typowa komercha i tego faktu nie ukrywają ani jego twórcy, ani jego zwolennicy. A czym charakteryzuje się hollywoodzkie kino komercyjne? Na to pytanie chyba każdy rozsądny widz potrafi sobie odpowiedzieć sam, bez stawiania kawy na ławę. Natomiast rzeczona produkcja całkiem nieźle spełnia swoją podstawową rolę – jest „nafaszerowaną efektami specjalnymi rozrywką”, która bawi osoby preferujące taki typ obrazów. Szczerze wątpię, że odbiorca należący do tej grupy traci czas i energię na zastanawianie się nad „politycznymi motywacjami” oraz „ignorancją” twórców.
A „manipulacja spuścizną kulturową” i „sprowadzanie mitologii nordyckiej do poziomu taniej rozrywki”? Czy to pierwszy raz hollywoodzkie kino sprowadza do dokładnie takiego poziomu spuściznę rozmaitych kultur? Dla mnie to żadna nowość i mam wrażenie, że widzowie dawno już powinni się do tego faktu przyzwyczaić. Kultura masowa ma to do siebie, że często zniża sacrum do roli profanum i właśnie tym jawnie się szczyci. Kto z nas nigdy nie praktykował takiej beztroskiej, barbarzyńskiej i prymitywnej zabawy, śmiejąc się do rozpuku podczas oglądania filmu, czytania literatury rozrywkowej albo komiksu tudzież grania w grę, które to radośnie wykoślawiają wizje bóstw, demonów i duchowości rozmaitych kultów? Ja szczerze i otwarcie przyznaję, że nie mogę tego o sobie powiedzieć. Ale jeśli ktoś ma ochotę udawać, że podobne zachowania mu się nie przydarzają, to już jego prywatna sprawa i kwestia osobistej uczciwości wobec samego siebie.
Ponadto – argument najważniejszy i kluczowy – film Thor z definicji ma z wierzeniami nordyckimi tyle wspólnego, co przysłowiowy piernik z wiatrakiem. Produkcja jest luźną adaptacją serii komiksów, które ukazały się nakładem wydawnictwa Marvel. Jej autorzy – Stan Lee, Lary Lieber i Jack Kirby – jedynie zainspirowani mitologią, stworzyli własne uniwersum. Realizatorzy filmu natomiast oparli się wyłącznie na wizji komiksowej. Jeśli sam twórca nie twierdzi, że jego zamiarem było wierne odtworzenie jakiegokolwiek mitu, potępianie go za to, iż tego nie zrobił, zwyczajnie mija się z celem. Argumentacja, przedstawiona przez autora cytowanego artykułu, brzmi więc mniej więcej tak sensownie, jak zarzucanie J.R.R. Tolkienowi, a w efekcie także adaptującemu jego powieści Peterowi Jacksonowi, profanowanie wierzeń celtyckich.
Usilnie promowany w filmie multikulturalizm to nie tylko czarnoskóry Heimdell. Wielorasowy okazuje się cały Asgard, królestwo nordyckich bogów. Einherowie, polegli w walce nordyccy/germańscy wojownicy, którzy po śmierci w asyście Valkirii udają się na wieczną ucztę do Valhalli nie są tylko i wyłącznie biali. Są wśród nich także murzyni i Azjaci. Widz otrzymuje więc obraz Europy sprzed wieków, która nie tylko była wielorasowa, dowiaduje się, że czarni i Azjaci odegrali w jej historii wiele heroicznych ról. Dwóch Einherów odgrywają murzyn i Koreańczyk. Takie przedstawienie Wikingów jest nie tylko dziwaczne i niezrozumiałe, może być odczytane jako kpina z historii Skandynawii. Jedyną rozsądną odpowiedzią na pytanie „dlaczego dawni wojownicy i bogowie europejscy zostali sportretowani tak, a nie inaczej” wydaje się być polityczna poprawność i wpisane w dzieła Hollywoodu zadanie tworzenia iluzji świata wielorasowej harmonii. Nawet jeśli trzeba będzie napisać na nowo dawne dzieje starego lądu.
Tak, owszem. To jest jedyne z wymienionych przez autora artykułu rzeczywistych przegięć. Chociaż… tutaj też punkt widzenia może zależeć od punktu siedzenia i należałoby raczej wysłuchać uważnie twórców filmu, którzy niestety wypowiadają się na ten temat dość oszczędnie. W każdym razie, śmiem twierdzić, że tylko autor potrafi w pełni poprawnie odpowiedzieć na pytanie o to, co miał na myśli.
Portal filmowy Full 3D przeciwstawia się temu twierdzeniu. Tak oto komentuje to drażliwe zagadnienie, w części artykułu zatytułowanej Realizatorzy o filmie, co świadczy najprawdopodobniej o tym, że tekst jest parafrazą wypowiedzi któregoś z twórców:
Dla niektórych fanów komiksu obecność w obsadzie czarnoskórego aktora może wydawać się dość kontrowersyjna, niekiedy nawet rażąca. Musimy jednak pamiętać, że film jest luźną adaptacją komiksu, gdzie wszystko jest możliwe, a zróżnicowanie bohaterów jest potrzebne.
To postać z mitów. Nikomu nie przeszkadza, że na pstryknięcie palców młot przylatuje do Thora, ale kolor mojej skóry już tak – próbuje się bronić sam aktor.
Filmowa wersja komiksu o nordyckim bogu burzy i piorunów - "Thor 3D" - od piątku w kinach. Towarzyszące premierze dyskusje nie skupiają się jak zwykle w takich przypadkach na adekwatności reżyserskiej wizji w porównaniu do komiksowego oryginału, ale na jednym aktorze: obsadzonym w roli nordyckiego boga Hajmdala, czarnoskórym Idrisie Elbie.
Odnosząc się do rasowych kontrowersji reżyser nazywa je po prostu "durnymi" i poleca nie tylko przyjrzenie się różnorodnym formom rysowania przygód Thora przez 50 lat powstawania komiksu, ale przede wszystkim wieloznaczności nordyckich mitów – czytam na łamach popularnego portalu, gazeta.pl.
Ja mogę nie stanowić dla nikogo autorytetu w tej kwestii i wcale nie czuję się tym faktem urażona. Odnoszę natomiast wrażenie, że powinien je stanowić sam reżyser. Ale kto by tam słuchał tego, co główny oskarżony ma do powiedzenia…
Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do treści artykułu zamieszczonego na Trybunie. Nikt rozsądny nie spodziewał się po wytwórni specjalizującej się w opowieściach o poprzebieranych, posiadających fantastyczne moce herosach, filmu opisującego szczegółowo jedną z europejskich mitologii, jednak natężenie politycznej poprawności po prostu razi w oczy i obrazuje „ukryte” motywacje hollywoodzkich twórców. I choć nie jest to nic nowego, gdyż film zawsze stanowił potężne narzędzie propagandy, to może a nawet powinno budzić niesmak. Nie powinno natomiast zdziwić nas, gdy pewnego dnia na kinowym ekranie zobaczymy latynoskiego Juliusza Cezara lub murzyńskiego Krzysztofa Kolumba.
Skoro nikt się nie spodziewał, to dlaczego, u ciężkiego licha, wybuchł ów bojkot? Chyba, że kluczową rolę w pierwszym zdaniu powyższego cytatu odgrywa słowo „rozsądny”… Tyle dobrze, że wyraz „ukryte” pojawił się tutaj w cudzysłowie, bo śmiem twierdzić, że owi hollywoodzcy twórcy wcale nie mieli zamiaru niczego przed widzami ukrywać. „Niesmak” natomiast budzi we mnie zupełnie coś innego. Mianowicie, charakter argumentów, do jakich odwołują się bojkotujący. Jeżeli bowiem zarzuca się komukolwiek ignorancję, samemu wypada się jej wystrzegać. A jak się one przedstawiają? Spróbuję pokrótce omówić te, które najbardziej mnie rozbawiły.
Obrońcy aryjskości Hajmdala
Takie oto przykładowe wypowiedzi znalazłam w Internecie, wpisując odpowiednią frazę w przeglądarkę Google:
”Thor” i jego krytyka odbiły się szerokim echem w Stanach Zjednoczonych, bojkot filmu na Facebooku poparło tysiące ludzi. Oczywiście nastąpił kontratak sprzymierzeńców wizji Marvela i zwolenników politycznej poprawności. Na autorów bojkotu posypały się oskarżenia o rasizm, rozgorzała dyskusja w której przewijały się najdziwaczniejsze „argumenty” jak choćby odgrywanie ról Kleopatry przez „zbyt białe” aktorki. Do ataku ruszyli krytycy filmowi i popularne serwisy dla kinomanów. Te same, które niegdyś bez skrępowania wyrażały ubolewanie nad brakiem czarnych aktorów we „Władcy pierścieni” (temat podjęty m.in. przez żydowską organizację „antyrasistowską” Southern Poverty Law Center).
Jednym z najczęściej przytaczanym przez media, ale nie jedynym, zarzutem wobec filmu jest obsadzenie czarnego aktora Idrisa Elby w roli jednego z bogów, Heimdalla, boga strzegącego wejścia do Asgardu. Autorzy bojkotu filmu zarzucają jego twórcom zniekształcenie historii Europy, próby napisania jej od nowa.
To tylko niewielki ułamek szumu medialnego, który powstał niemal wyłącznie z powodu nieszczęsnego, czarnoskórego Hajmdala. Znaczna większość znalezionych przeze mnie wypowiedzi negującej ową „poprawność polityczną” w filmie, wprost pije tylko do Indrisa Elby. Co więcej – pije dość nieudolnie, bo odnosząc się do bardzo łatwych do zbicia argumentów, jeśli tylko przeciwnik w dyskusji dysponuje wystarczającym poziomem wiedzy z zakresu mitologii nordyckiej, na którą uparcie powołują się prowodyrzy bojkotu.
„Jednym z najczęściej przytaczanych”. A więc właśnie. A dlaczego uczepiono się akurat Idrisa Elby? Dlaczego nie Koreańczyka, który odegrał rolę zdecydowanie dla niego nieodpowiednią? Dlaczego nie innych, rażących odstępstw od wersji historycznej i mitologicznej? Na ten przykład – czarnowłosej Sif, która na rzecz jakże komercyjnego, hollywoodzkiego do bólu wątku romansu boga ze śmiertelniczką, została sprowadzona do roli przyjaciółki Thora, a w dodatku przedstawiona jest jako wojowniczka w rodzaju Xeny? A przecież w mitologii była jego małżonką, spokojną i cichą boginią urodzaju, i to jej złote włosy stały się główną przyczyną konfliktu pomiędzy Thorem a Lokim. Ale rażące odstępstwa najwidoczniej zostały przez bojkotujących potraktowane bardzo wybiórczo.
A może to taki chwyt erystyczny? Cel uświęca środki, prawda? Nagnijmy więc argumentację wyłącznie do własnych potrzeb i wyciągnijmy ze zwartej całości kilka wyrwanych z kontekstu fragmentów, którymi można by się posłużyć dla udowodnienia swoich mało przekonujących, za to jakże pałających świętym oburzeniem, tez. W porządku. Jeśli bojkotujący zapraszają do zabawy w przerzucanie się świętymi granatami – ja w to wchodzę. Po to, by dać uspust swojej własnej urażonej ideologii? Ależ absolutnie! Nie mam najmniejszego zamiaru zasłaniać się żadnym wyższym dobrem, które po prawdzie wcale jakoś specjalnie nie leży mi na wątrobie. Po prostu, trochę rozrywki jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Wprost przeciwnie – każda beztroska gra z definicji poprawia nastrój. A ja swój lubię poprawiać. Ot, i cała filozofia.
Pozwolę sobie jako punkt odniesienia obrać bardzo popularny artykuł, pojawiający się na wielu portalach filmowych, w tym np. filmweb, filmoff i e-kino.
Hollywoodzcy twórcy nie raz wykazywali się ignorancją w projektach wychodzących spod ich ręki. Tym razem na świeczniku w tej kwestii znalazł się reżyser wchodzącego do kin "Thora 3D", Kenneth Branagh. Sprawa rozbija się o rolę nordyckiego boga Hajmdala, którego w obrazie Branagh zagrał czarnoskóry Idris Elba ("Chętni na kasę", "Drużyna potępionych", "Nienarodzony"). Grupa nazywająca siebie Council of Conservative Citizens rozpoczęła agitację mającą na celu zbojkotowanie filmu. CCC nie zostawia na Marvelu suchej nitki: Nie dość, że Marvel szarga konserwatywne wartości, teraz jeszcze musi wymyślać na nowo nordyckich bogów, przemalowując ich skórę na czarno.
Ale dlaczego nie? Dlaczego Hajmdal nie miałby mieć ciemnej skóry? Mi akurat w przypadku tego konkretnego boga wydaje się to wcale niegłupim pomysłem, który dałoby się całkiem sensownie uzasadnić. So? Let’s start the game!
W twórczości skaldycznej Hajmdal to jeden z najbardziej tajemniczych bogów. Źródła przedstawiają tę postać raczej mało konkretnie. Odwołam się więc tylko do tych faktów, które akurat zostały jasno opisane w mitach.
Jak waszym zdaniem powinna wyglądać istota urodzona przez dziewięć dziewic? Zupełnie normalnie? Niekoniecznie, prawda? Co więcej, na chłopski rozum, takie indywiduum powinno odznaczać się bardzo nietypową fizycznością. Mówiąc bez ogródek – Hajmdal ma pełne prawo być odmieńcem. Idąc dalej tym tropem – jak powinien wyglądać odmieniec w świecie białych, jasnowłosych i błękitnookich ludzi? Jak mogli go sobie wyobrażać Wikingowie? Dlaczego nie jako przeciwieństwo samych siebie? A co jest przeciwieństwem jasnego? Ciemne. A białego? Czarne. Ergo, czy jest czymś niezwykłym teoria, iż biali, jaśni Wikingowie wyobrażali sobie boga-odmieńca jako postać o czarnej skórze?
Hajmdal ustanowił podział społeczny. Jego tworem jest niewolnictwo. A niewolnicy to w większości obcy, głównie jeńcy wzięci w czasie wypraw łupieżczych i zakupieni na targach. Wśród nich natomiast znajdowali się także ludzie ciemnoskórzy. Nie byli częstymi „okazami”, ale jednak możliwe było wzięcie lub kupienie takiego brańca. Wikingowie dotarli do północnych brzegów Afryki i jest to niezaprzeczalny fakt historyczny. Można więc bez przeszkód wnioskować, że choćby nieliczni widzieli „czarnego człowieka” na własne oczy, a nawet posiadali czarnoskórych niewolników, większość zaś znała odmiennie wyglądających ludzi z opowieści. Prawdopodobnie traktowali je mniej więcej w kategoriach: „a Ulf mówił, że jeden taki mówił, że kiedyś widział…” lub: „ czarni ludzie podobno istnieją”.
A co z Koreańczykiem? Istnieje znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że Wiking miał okazję spotkać Koreańczyka, nieprawdaż? A chyba znacznie trudniej choćby i wyssać z palca postać o azjatyckiej fizjonomii niż taką, którą po prostu wyróżnia czarna skóra?
Ale CCC podpiera się niezbitym argumentem. Czy będę w stanie polemizować z Eddą poetycką?
Heimdall jest jednym z bogów nordyckiej mitologii. W Eddzie nazywany jest Białym Bogiem.
Edda poetycka została napisana w znacznej części kennigami! To jest poezja skaldyczna, z zasady trudna w interpretacji, szczególnie dla współczesnych. Większość postaci eddycznych opisywanych było w sposób bardzo metaforyczny. Skąd więc pomysł odczytywania tych charakterystyk dosłownie? Czyżby święcie oburzeni znawcy Edd naprawdę twierdzili, iż skaldowie, pisząc o bogu „biały”, mają na myśli kolor jego skóry? A może jego zdeklarowaną aryjskość, stanowiącą dla Hajmdala punkt honoru? Rzeczywiście… kolor skóry z pewnością dla potężnego boga – przedstawiciela panteonu charakteryzującego się bardzo konkretną i sprecyzowaną etyką, raczej nieznającą pojęcia rasizmu, poprawności politycznej w amerykańskim wydaniu ani nawet filozofii Nietschego – może stanowić poważny problem i powód do poczucia urażonej godności. Zastanawiam się, czy jeśli sam zainteresowany słyszy takie słowa, padające z ust jego wiernych obrońców, ma większą ochotę rozłupać im czaszki za jawną zniewagę czy też tylko zwyczajnie obśmiać…
Do członków CCC mam jeszcze tylko jedno pytanie pomocnicze. Czytaliście może literaturę, na którą się powołujecie? Jeśli tak, to w jakim przekładzie? Do czego piję? Do etymologii i oryginalnej wersji językowej. Czy jako „biały” został przetłumaczony wyraz „albh” czy może „dallr”? Pierwsze z tych słów rzeczywiście oznacza biel jako kolor (tylko kolor czego? skóry? a może na przykład odzieży albo poświaty otaczającej postać boga? albo po prostu „biel charakteru”, czystość i szlachetność?), natomiast drugie należy rozumieć jako świetlisty lub błyszczący. A dlaczego określanie Hajmdala jako „dallr” jest bardzo logiczne? Czy przypadkiem nie z prostej przyczyny, która brzmi: bo to jest bóg światła? Dodatkowo w ten sam sposób może być też opisywana jego zdolność widzenia w ciemności. Ale cóż… wolność interpretacji zakłada także prawo do rozumienia dosłownego. A organizacja CCC to przecież nic innego jak grupa zrzeszająca zaciętych i pełnych dobrej woli orędowników powszechnej wolności i tolerancji, nieprawdaż? Szanujmy więc ich prawo wolności interpretacji!
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz


















































Odpowiedzi
Najzabawniejsze jest to, iż
Najzabawniejsze jest to, iż czarny kolor skóry Heimdalla można zinterpretować nie jako akt poprawności politycznej ale... rasizmu. Czemu? No bo jak - wszyscy bogowie baluje, mogą się tłuc i swawolić. Więcej - niemal wszyscy zostali zaproszeni na moment koronacji Thora na władcę Asgardu. Wszyscy poza Heimdallem. O jeden musi ciągle sterczeć przed bramą jak kamień i wyglądać, czy się jakiś gigant nie przypałęta. Żadnych rozrywek, same obowiązki - nawet gdy inni mają wolne. Co więcej, choć sam jest cholernie potężny, to jest posłuszny woli władcy Asgardu i się mu nie sprzeciwia. Słowem - jest niemal idealnym sługą: cały czas w robocie i nie podnoszącym sprzeciwu. I jest czarny. Ale figlarze z tych filmowców :>
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
Vivaldi, ciekawa uwaga.
Vivaldi, ciekawa uwaga. :)
Cóż, jedyne, co twórcy filmu mogą zrobić tym wszystkim bojkotującym, to... podziękować. Za reklamę, rzecz jasna. Gdyby nie ta fala świętego oburzenia przetaczająca się przez neta, pewnie poza maniakami Marvela nikt by o tym filmie nie usłyszał. A tak? Sama skusiłam się na obejrzenie żeby się przekonać, co tak strasznego tam umieścili. No i żałuję, niestety, bo film jest rozpaczliwie durny. :/ Odyn jako stateczny tatuś rozwalił mnie doszczętnie.
Viv :D Na to nie wpadłam :D
Viv :D Na to nie wpadłam :D Ale rzeczywiście, ciekawe... ;)
Kalevatar, no właśnie w tym sęk, że jak napisałam, to nie jest ambitny film tylko komercha oparta na bum-błysk-bum i takie to miało być. I jest adresowany do określonej grupy widzów - takich, którzy lubią tego typu kino. Im to się podoba. Ludzie chcą takie coś oglądać - filmowcy kręcą. Tylko po cholerę się oburzać z tego powodu?
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Cóż, sezon ogórkowy - każdy
Cóż, sezon ogórkowy - każdy powód rozpętania dramy jest dobry. :) Po premierze "300" też pojawiło się stado oszołomów wytykających, że zmutowane wojsko Kserksesa jest NIEHISTORYCZNE!!! ;D
Oł.
Oł.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Pamiętam, też mi się "300"
Pamiętam, też mi się "300" skojarzyło... :D