Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Upadły anioł (Ewa Kruk)

Upadły anioł

Kto by pomyślał, że lotka ze skrzydła będzie spadać aż tak wolno? Patrzyłem na nią i myślałem, że zwariuję. Co prawda pióra wypadają wszystkim, nawet aniołom, i zwykle nie zwracamy na to uwagi... ale tym razem po prostu nie mogłem patrzeć na nic innego. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, jak długo takie piórko może wirować, unosić się na wietrze i zmieniać kierunek, nawet nie zauważałem jego braku, w końcu w moich skrzydłach tkwiło wiele zdrowych, silnych piór. Ale tym razem niespecjalnie miałem wybór. Tkwiłem związany, uwięziony, a ta lotka była jedyną rzeczą, która zmieniła się w otoczeniu od wielu godzin. Dlatego patrzyłem.

Szybko zrozumiałem, co czują ludzie, torturowani ponoć odkręconym kranem. Miałem bystry wzrok, jak każdy anioł, więc widziałem je długo, choć odleciało już tak daleko... Nie miałem pojęcia, jak wysoko zostałem uwięziony, a żadna życzliwa chmura nie przysłaniała mi widoku. Szlag!

W zasadzie kto mnie uwięził? I po co? Nie byłem nikim szczególnym. Ot, jeden w wielkim, pierzastym tłumie. Nikt, o kogo upomnieliby się wysocy w hierarchii czy Najwyższy. Po prostu anioł.

A może miałem być tylko przynętą? Ale to idiotyczne, nikt nie zostanie po mnie wysłany. Czym jest jedno istnienie, żeby narazić kolejne? Nie jesteśmy ludźmi, to ich życie i nieśmiertelna dusza się liczą. My mamy jej strzec, ale któż strzegłby nas? Kto pilnuje trybiku, który wypadł z wielkiej machiny, jeśli ta się przez to nie zatrzymała?

Nie widziałem mojego oprawcy. Nie patrzyłem mu w oczy. Nie mogłem, ponieważ najpierw powalił mnie jednym, celnym ciosem od tyłu, a później miałem już zawiązane oczy. Słyszałem cichy głos w nieznanym mi języku i czułem, jak więzy na rękach stają się coraz ciaśniejsze, próbowałem się uwolnić, ale miałem za mało sił. Potem było kolejne uderzenie i pustka.

A po niej kolejna pustka – tym razem nie wewnętrzna, w mojej głowie, spowodowana utratą przytomności, tylko pode mną, błękitna i nieskończona. Nie miałem pojęcia, gdzie się znalazłem, co znajdowało się poniżej, a co nad moją głową. Krępowały mnie już nie zwykłe więzy, ale łańcuchy – ściśle unieruchamiały zarówno moje kończyny, jak i skrzydła. Na innych, grubszych ogniwach, byłem podwieszony, choć nie miałem pojęcia, pod czym – gdy zadzierałem głowę do góry widziałem tylko metaliczne pasy ciągnące się dalej niż mogłem sięgnąć wzorkiem.

Bolało mnie.

Cierpiałem nie tylko fizycznie, ale też w środku, rozpaczałem, pozbawiony obecności Najwyższego. Wiedziałem więc tylko, że jestem niezwykle daleko od miejsca, które mógłbym, niczym śmiertelnicy, określić domem.

I ta lotka, ta cholerna lotka! Leciała tak długo… Patrzyłem na nią i marzyłem, że lecę jak ona. W dół, zapewne ku własnemu końcowi. Ale przynajmniej nie tkwiłbym w tych więzach.

Aniołowie nie potrzebują jedzenia, snu. Nie mogłem więc umrzeć. Mój przemęczony umysł wariował. Zapadałem chwilami w dziwne odrętwienie, kiedy nie wiedziałem, co dzieje się wokół mnie, ale nie trwało to długo. Wkrótce potem wracałem do świadomości, która miażdżyła moje myśli, szatkowała świadomość.

A pewnego dnia spadłem.

Po prostu, jakby wielki olbrzym trzymający łańcuchy nagle je puścił. Nie wiem, czy zostały przerwane, czy odwiązane od miejsca, w którym zostałem podwieszony. Bez ostrzeżenia runąłem w dół. Jak wcześniej lotka z mojego skrzydła.

Leciałem długo.

I roztrzaskałem się o skały.

Wylądowałem na plecach. Nie umarłem, byłem aniołem. Ale moje skrzydła, przebite setkami ostrych kamieni, nigdy nie miały być już takie jak przedtem. Podobnie jak ciało, naznaczone bliznami, zdeformowane przez gojące się na mnie złamania otwarte, których nikt nie nastawił.

Najwyższy był daleko, tak daleko, iż wariowałem z tęsknoty za nim. Ale wiedziałem, że nie miałbym już powrotu. W końcu upadłem. Co z tego, że tylko dosłownie?

Ewa Kruk

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi