Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Wampir-superbohater i jego anemiczna księżniczka czyli filmowa ekranizacja Zmierzchu

Wampir-superbohater i jego anemiczna księżniczka

Nie wierzę, że to obejrzałam! Autentycznie nie wierzę. Czyżbym zaczynała przejawiać jakieś niezdrowe zapędy autodestrukcyjne? A jednak. Telewizja TVN w dniu wczorajszym wyemitowała film pt. "Zmierzch", będący ekranizacją bestsellerowej książki o tym samym tytule autorstwa Stephenie Meyer.

Przez pierwszą godzinę trwania filmu wypiłam więcej kawy niż przez ostatnie trzy doby (a trzeba wziąć pod uwagę, że jestem osobą silnie uzależnioną od kofeiny). Nie zdobyłam się też na zamienienie aromatycznego napoju na mocny alkohol, choć nie raz mnie korciło – może setka lub dwie ukoiłyby moje skołatane nerwy... Wszystko po to, by dotrwać do końca i nie usnąć. W tym filmie bowiem wszystko jest powolne i flegmatyczne – bohaterowie, akcja, dialogi, muzyka, ujęcia następujące po sobie jakby chciały, a nie mogły. Senny nastrój obrazu nie fascynuje, a najzwyczajniej nuży.

"Zmierzch" rozpoczyna krótka scena z uciekającą sarną i rzucającym się na nią mężczyzną oraz słowami w tle, wypowiadanymi dziewczęcym, bezbarwnym, znudzonym głosem: Nigdy nie zastanawiałam się, jak umrę, ale chyba dobrze jest umrzeć za kogoś, kogo się kocha. Już w tym momencie przeraził mnie sposób wysławiania się bohaterki. A potem? Potem było tylko gorzej.

Minęło kilka dni i zaczęło robić się jakoś dziwnie – tego typu komentarze padające z ust dziewczyny, która w założeniu miała być chyba osobą przynajmniej przeciętnie inteligentną, zwyczajnie mrożą krew w żyłach. Dialogi między parą głównych bohaterów są nudne i banalne, wleką się w nieskończoność i traktują dosłownie o niczym. Co gorsza, gadki o pogodzie, huśtawkach nastrojów i ogólna wymiana półsłówek wypełniają dobrą połowę czasu trwania filmu.

Pierwszy raz w życiu byłam wdzięczna TVN-owi za przerywanie filmu co 20 minut blokiem reklamowym. Gdyby nie to, prawdopodobnie ten tekst by się nie ukazał, ponieważ niechybnie usnęłabym przed połową. Najgorsze w tym jest to, że flegmatyzm prawdopodobnie wcale nie jest winą aktorów. Grali niemrawo-owszem. Ale jak mieli grać ci biedacy, skoro musieli wcielić się w role niemrawych postaci?

Najbardziej zadziwiła mnie postać Edwarda. Amant? Ikona współczesnego romantyzmu? Totalnie boski – komentują na szkolnej stołówce jego koleżanki z klasy. Chyba jestem dziwna i mam spaczony gust w kwestii męskiej urody, ale naprawdę nie mam pojęcia, co może być boskiego w nienaturalnie bladym, niemal sinym, chudym chłopaku, sprawiającym wrażenie silnie znerwicowanego. Jego twarz wygląda jak maska, co świadczy chyba o wyjątkowo nieudanej charakteryzacji. Reszta wampirów wygląda podobnie, jednak mimo wszystko, nieco ładniej. Osobowość Edwarda również w żaden sposób mnie nie zaciekawiła. Wydaje się wyjątkowo antypatycznym, opryskliwym gburem. Nie widzę w nim nic pociągającego ani fascynującego.

Dziewczątko jest niemal tak samo blade jak jej wampirzy kolega. Wygląda niczym zastraszona, zahukana, anemiczna anorektyczka. Jej ruchy, mimika twarzy, głos – wszystko jest pozbawione życia i energii. Sprawia wrażenie jakby najmniejszy podmuch wiatru mógł złamać ją w pół, a powietrze, którym oddycha było dla jej organizmu toksyczne. Z początku zastanawiałam się poważnie, czy bohaterka nie jest po prostu ciężko chora. Potem spodziewałam się, że ona także okaże się wampirem, gdyż w zasadzie niewiele się od krwiopijców różniła – tak powierzchownością, jak i sposobem zachowania.

Bardzo zdumiało mnie także to, w kim Bella ulokowała swoje uczucia. Jako kobieta kompletnie nie mogę tego zrozumieć. Na jej miejscu wybrałabym na obiekt westchnień raczej młodego Indianina – Jacoba – prawdopodobnie wilkołaka. Z prostego powodu: chłopak jest przystojny i sympatyczny, w odróżnieniu od Edwarda. Ale cóż... jego skóra nie błyszczy w słońcu niczym brokat...

Zresztą... Czego można się spodziewać po dziewczynie, która wykazuje zaskakujący sposób myślenia, który nawet trudno nazwać delikatny słowem "naiwny". Nie ważne, że jesteś potworem, a tacy jak ty zabijają ludzi w okolicy, i tak cię kocham i wcale się ciebie nie boję. Nie skrzywdzisz mnie. Nie jesteś zły. Jak to nazwać?

Na dowód moich słów pozwolę sobie przytoczyć fragment dialogu, który mam nadzieję, mówi sam za siebie:

- Jestem maszyną do zabijania.
- Nieważne.
- Mordowałem ludzi.
- Nieistotne.
- Chciałem cię zabić.
- Ufam ci.

Zresztą...bohaterowie sami mówią o sobie najpiękniej: głupia owca i lew masochista.

Podejrzewałam, że film nie jest najwyższych lotów, aczkolwiek miałam nadzieję, przynajmniej na trochę rozrywki. Przeżyłam kompletne rozczarowanie. Rozbawiło mnie niestety tylko jedno. Nieudolne próby wystraszenia Belli w wykonaniu Edwarda. On chce być przerażający, a ona... śmieje się.

Moja ulubiona scena ze "Zmierzchu" to bez wątpienia ta, w której dziewczyna odwiedza dom Cullenów. Banda krwiożerczych wampirów? Gdzież tam! Przesympatyczna rodzinka z lekko charakterystycznym poczuciem humoru. Przerażone, zastraszone dziewczę? Ależ skąd! Lekko skrępowana nastolatka, jak każda, która poznaje właśnie rodzinę swojego nowego chłopaka.

Pod koniec sceny nabierają odrobiny dynamizmu. Chociaż... z tego niewiele już pamiętam. Łatwo więc wyobrazić sobie jakim kunsztem musieli wykazać się twórcy, skoro obraz zdążył mnie znudzić do tego stopnia, że nawet zaprezentowane w ostatniej półgodzinie pościgi i pojedynki nie podziałały pobudzająco.

Wniosek: To nie ta historia jest niewiarygodna. Dla mnie niewiarygodny jest człowiek, który jest w stanie to kupić.

Dziś z czystym sumieniem mogę wystosować do wszystkich potencjalnych widzów następujący apel: Jeśli jeszcze jesteś zdrowy na umyśle, dobrze radzę – nie oglądaj "Zmierzchu". Szanuj swój mózg. Nie przerabiaj go na mielonkę.

Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz

Tytuł oryginalny: Twilight
Gatunek: horror, thriller
Kraj produkcji: Stany Zjednoczone

Główne role:

Kristen Stewart - Isabella Swan
Robert Pattinson - Edward Cullen
Peter Facinelli - Carlisle Cullen
Taylor Lautner - Jacob Black

Rok produkcji: 2008
Czas trwania: 122 minuty

Reżyseria: Catherine Hardwicke
Scenariusz: Melissa Rosenberg
Muzyka: Carter Burwell
Zdjęcia: Elliot Davis

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi