Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Wiedźmin z Wielkiego Kijowa (Władimir Wasiljew)

Większość czytelników polskiego fantasy dobrze zna Geralta z Rivii. Zainteresowanie tą postacią jest naprawdę duże i to, jak się okazuje, nie tylko w naszym kraju. Władimir Wasiljew, jeden z poczytnych pisarzy współczesnej rosyjskiej fantasy, poczuł się na tyle zauroczony postacią białowłosego wiedźmina, że stworzył jego odpowiednik w świecie ponurej antyutopii. Dobrze jest przy tym coś zauważyć. Słowo "wiedźmin" lub "wiedźmak", czyli męski odpowiednik określenia "wiedźma", jest pochodzenia białoruskiego, niewykluczone więc, że Sapkowski wziął pomysł na swoją książkę z tamtejszego folkloru. Zdaje się o tym świadczyć też obecność w jego książkach takich stworzeń jak kikimora czy leszy, czyli baśniowych istot słabo znanych w polskiej fantasy sprzed opublikowania pierwszych "Opowieści o Wiedźminie" i niewystępujących w legendach, publikowanych jako "Baśnie polskie". Może dzięki takim nawiązaniom ta opowieść tak bardzo zainteresowała Wasiljewa, że stworzył "Wiedźmina z Wielkiego Kijowa", którego akcja dzieje się w dalekiej przyszłości... innej niż wszystko, z czym dotychczas czytelnicy fantastyki mieli do czynienia.

Ziemia, zamieszkana nie tylko przez homo sapiens, przetrwała kolizję z wielkim ciałem niebieskim. Teraz jest to świat, w którym ludzie, koboldy, elfy, orki i inne rasy koegzystują ze sobą bez szczególnych tarć. Dzieli się on na wielkie metropolie i tereny pomiędzy nimi, czyli Zamknięte Autonomiczne Terytoria, niepodlegające pod jurysdykcję miast. Istotom rozumnym nie tylko udało się przeżyć, ale i dalej rozwinąć, jednak miało to swoją cenę. Magia i nauka uległy trwałemu połączeniu, maszyny żyją, posiadają swoje cele i coś na kształt uczuć. Jednak to, co zostało wymyślone, aby ułatwić życie - uduchowiona technologia - staje się z czasem śmiertelnie niebezpieczne. Rozumne maszyny, pozbawione dozoru, przeradzają się w potwory łaknące ofiar z żyjących. Bywa, że lęgną się samorzutnie w porzuconych fabrykach. Pokonanie ich staje się nie na siły zwykłych istot i doprowadza w końcu do powstania miejsca, zwanego Arzamas-6, szkoły wiedźminów, przyszłych łowców trenowanych do walki z mechanicznymi bestiami. Mają być silni, odporni i sprytni, radzący sobie w każdym, nawet najbardziej wrogim terenie. I pozbawieni uczuć, które fałszowałyby ocenę sytuacji. Ich zadaniem jest zainkasować zapłatę, której połowę przejmuje ośrodek szkoleniowy, następnie wykonać zadanie i przeżyć. W tej właśnie kolejności. Wszystkie rasy czują do nich odrazę, przemieszaną ze strachem, i wolą trzymać się od nich z daleka, chyba że sytuacja jest już naprawdę zła. Wtedy wzywają któregoś z wiedźminów na pomoc, upewniwszy się wpierw, że mają czym zapłacić. Czasem taki łowca pojawia się, nim inni wyczują zagrożenie, a wtedy najmądrzej jest przyjąć jego usługi bez zbędnego gadania. Inaczej już wkrótce będzie trzeba wezwać go samemu, cena na pewno wzrośnie, a nim zagrożenie zostanie zdławione, wiele niewinnych ofiar straci życie.

Jednym z takich "wiedźminów przyszłości" jest Geralt. Poznajemy go, gdy przybywa na teren Autonomicznego Terytorium, położonego między Wielkim Kijowem a Wielką Moskwą. Podobnie jak wszystkie rejony świata przyszłości Terytorium jest zamieszkane przez różne rasy żyjące ze sobą w zgodzie. Prawo i zwyczaje nie odróżniają ras. Geralt jest, a raczej był, człowiekiem - obecnie jest wiedźminem i tylko to się liczy. Jak później ludzie mówią, przybył od południa, zwabiony wieściami o tajemniczym, mechanicznym stworze, który poluje na dzieci. Nie jest przed nim bezpieczne potomstwo ludzi, elfów, orków, niczyje. A właśnie ono, nie osobniki dorosłe, jest prawdziwym żywicielem tej odciętej autonomii... Tak zaczyna się pierwsze opowiadanie z tego tomu, pozostające bez związku czasu i miejsca z pozostałymi. Opowieść druga, rzucająca niezwykłe światło na sposób myślenia elfów i nadająca nowe znaczenie określeniu "nawiedzony dwór", również jest całością samą w sobie. Dopiero dwie ostatnie części tworzą jakby zaczątek większego cyklu, pozostawiając czytelnika w stanie nieznośnego niedosytu.

Bohaterem "Wiedźmina z Wielkiego Kijowa" jest więc wytrenowany łowca mechanicznych potworów. Podobnie jak inni wiedźmini jest mutantem o DNA zmienionym farmakologicznie w rzadko kogo pozostawiającym przy życiu procesie. Wędruje po Eurazji, świadcząc swe usługi tym, którzy ich potrzebują. Sam jest postrzegany przez prawie wszystkich jako potwór, pozbawiony uczuć i śmiertelnie niebezpieczny, zaledwie o włos lepszy od zwalczanych przez siebie monstrów. Mało kto sądzi inaczej, jednak są i tacy, na przykład długowieczny kobold Schod Rozwałycz albo ork Siemion, taksówkarz. Obaj są bohaterami drugoplanowymi, ale mimo to ważnymi dla akcji. Schod Rozwałycz jest osobnikiem rozważnym, mądrym i doświadczonym, pozbawionym złudzeń co do świata i istot, które mają na nim jakąś władzę. Siemion, jak na standardy swej rasy, jest bardzo młody, pełen życiowego optymizmu i jakiejś prostaczej uczciwości. Życzliwy, pozbawiony uprzedzeń i lojalny, omal nie staje się ofiarą tych właśnie cech, gdyż to dzięki nim towarzyszy dopiero co poznanemu wiedźminowi na teren ogromnego kompleksu fabrycznego, gdzie rządzi klan orków-robotników, a w mrokach czai się obudzony przez niego mechaniczny potwór. W trzeciej opowieści, w której czytelnicy poznają Siemiona, pojawia się też Ksana, kilkunastoletnia bezdomna dziewczyna, kryjąca się w zakamarkach ponurej fabryki. W części czwartej staje się z bohaterki drugiego, a może nawet trzeciego planu, osobą niemal równą Geraltowi. Dzieje się tak dlatego, że czytelnik ogląda już wtedy i świat, i wiedźmina jej oczami - dziewczyny zupełnie pozbawionej jakichś nadnaturalnych cech, zwykłej, zaniedbanej ulicznej sieroty. W tej części pojawiają się też urywkowe wspomnienia z niełatwego szkolenia małego Geralta, który nie nosił jeszcze wtedy tego sławnego imienia, a był przyjęty do Arzamas-6 jako "Numer 27". Czytelnik może lepiej poznać bohatera utworów Wasiljewa i naprawdę go polubić... tylko że wtedy książka się kończy. Nie ma kolejnych opowiadań. Nie wiem, czy nie ma ich wcale, czy też nie zostały po prostu przetłumaczone na język polski. W jednym i drugim przypadku - szkoda.

"Wiedźmin z Wielkiego Kijowa" to zbiór czterech opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest wiedźmin Geralt, zimny i wyrachowany zabójca potworów. Jednakże, jak się wydaje, nie jest to jeden człowiek, a co najmniej dwóch. To niuans, który trudno byłoby wyłapać, gdyby nie postać kobolda Schoda Rozwałycza. Jego obecność w tle akcji pozwala czytelnikowi odkryć ów subtelny chwyt literacki. Bez niej można by przeoczyć ogólnikowe stwierdzenie z pierwszego opowiadania, że wiedźmin zazwyczaj dziedziczy imię po innym przedstawicielu swej profesji, poległym przed jego narodzinami. Gdzieś tam na początku, w czasach niemal całkowicie zapomnianych, żył ten pierwszy Geralt, o którym jednak książka bezpośrednio nie wspomina. Natomiast nawiązań - co naturalne - jest całe mnóstwo, skoro pomysł został niejako "pożyczony" od Andrzeja Sapkowskiego, zresztą za jego wiedzą i zgodą. Również język tego utworu kojarzy się z takimi tomami jak "Ostatnie życzenie" czy "Czas pogardy". Charakteryzuje go ta sama lekkość, pozbawiona wszelkiego infantylizmu, ta sama staranność opisowa przy braku jakiejkolwiek rozwlekłości - dokładnie jak u Sapkowskiego. Styl jest prosty, przejrzysty i w żadnym miejscu nie ociera się o pompatyczność. Ani jedno słowo nie pada bez potrzeby, ani jedno nie jest zbędnym dodatkiem. Wasiljewowi udało się bezbłędnie utrzymać swój utwór w tonie znanym z książek Sapkowskiego.

Wizualnie książka zwraca uwagę swą ładną oprawą, równoważącą dość marny gatunek papieru, z którego wykonano strony. Na czarnym tle mamy proste, białe, wypukłe litery oraz kolorową, abstrakcyjną grafikę, utrzymaną w stylu nieodparcie przywodzącym na myśl dzieła Salvadora Dali. Niezwykle staranny w rysunku, piękny w kolorystyce obrazek nie stwarza wrażenia, jakoby był opracowany dla potrzeb tej właśnie książki, gdyż równie dobrze mógłby zdobić wiele innych dzieł fantasy, jednak ładnie uzupełnia całość. Wewnątrz nie znajdziemy, niestety, ilustracji - tomik pochodzi z kieszonkowej serii w formacie A-5 i, co za tym idzie, sam druk też jest nieduży. Mimo to książka ma wystarczająco wiele zalet, by ją kupić, zwłaszcza że cena nie jest wygórowana. Jeśli przyjrzymy się stopce redakcyjnej, znajdziemy jeszcze jeden smaczek, który sprawia, że warto mieć ten zbiorek w swojej kolekcji - tłumaczem z rosyjskiego oryginału jest doskonale znany polskim czytelnikom Eugeniusz Dębski. Wykonał naprawdę świetną robotę i należy tylko żałować, że przetłumaczonych przez niego opowiadań o rosyjskim Geralcie z przyszłości nie było więcej.

Luiza "Eviva" Dobrzyńska

Tytuł :Wiedźmin z Wielkiego Kijowa
Autor: Władimir Wasiljew
Język oryginału: rosyjski
Tytuł oryginału: Ведьмак из Большого Киева
Przekład: Eugeniusz Dębski
Okładka: miękka
Grafika na okładce: Keith Parkinson
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2002
Ilość stron: 239
ISBN: 83-88916-57-2

Odpowiedzi

portret użytkownika Tixon

Jak dla mnie, brzmi to za

Jak dla mnie, brzmi to za bardzo jak wschodnia kopia, a nie własny produkt.

portret użytkownika Eviva

Bo jest to wschodnia kopia

Tyle tylko, że powstała za zgodą naszego Andrzejka i tak dobra, że jeśli nie przeczytasz, stracisz bardzo wiele.

portret użytkownika Tixon

Dobra, zainteresowałaś mnie

Dobra, zainteresowałaś mnie :> Dopiszę do listy książek do przeczytania.

portret użytkownika Eviva

Ciekawe, czy Ci się spodoba

Dla mnie jest to wersja ciekawsza nawet od oryginału, no ale każdy trekker lubi takie przyszłościowe scenerie.

portret użytkownika Lorelay

"Dla mnie jest to wersja

"Dla mnie jest to wersja ciekawsza nawet od oryginału"

No co by nie mówić o gustach, tutaj rzuciłaś śmiałym argumentem... Jesteś w stanie go poprzeć czymś poza "zamiłowaniem do przyszłościowych scenerii"?

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Droga Lori, jest to moje prywatne zdanie

Dlatego napisałam "Dla mnie". Po prostu o elfach, goblinach, krasnoludach itp w przeszłości czytaliśmy już tony dzieł, natomiast ja po raz pierwszy spotkałam się z tymi stworzeniami, przeniesionymi w daleką i bardzo technicznie zaawansowaną przyszłość. Nie twierdzę, że wcześnie nie było takich prób, tylko ja po prostu się z nimi nie zetknęłam, dla mnie był to pierwszy raz. Już sam pomysł jest ciekawy, a wykonanie - świetne.
Nie chciałam tu obrazić Andrzeja Sapkowskiego. Przyznam jednak, że z jego książek podobały mi się tylko dwa pierwsze tomy opowiadań o wiedźminie. Pentalogia, opowiadająca głównie historię Ciri, jest jak dla mnie zbyt ponura, zanadto nasycona makabrą i logicznie mało spójna. Nawet biorąc pod uwagę, że dzieje się w średniowieczu alternatywnym do naszego, nie uwierzę w pewne rzeczy. To znaczy, latający dywan dla przykładu mogę przełknąć, ale nie istnienie takich słów jak "mutant" czy "gen" w mrokach średniowiecza, choćby dowolnie alternatywnego. I nikt mnie co do tego nie przekona, bo to zwyczajnie nie trzyma się kupy. Jak napisał Jan Brzechwa "Cenię fantazję, ale nawet fantazja musi być sensowna".

Takie jest moje zdanie. Czy ono słuszne, czy nie, to insza inszość. Ale jest moje.

portret użytkownika Lorelay

"To znaczy, latający dywan

"To znaczy, latający dywan dla przykładu mogę przełknąć, ale nie istnienie takich słów jak "mutant" czy "gen" w mrokach średniowiecza, choćby dowolnie alternatywnego. I nikt mnie co do tego nie przekona, bo to zwyczajnie nie trzyma się kupy. "

A kto ci powiedział, że to jest średniowiecze? To jest świat alternatywny. A to oznacza, że postęp cywilizacyjny, a przede wszystkim językowy, na który w tym wypadku się powołujesz, nie musi być wiernym odwzorowaniem żadnej z epok naszego świata.
Alternatywne epoki można znaleźć np. u Przechrzty, u Sapkowskiego mamy nie historię alternatywną ani epokę alternatywną tylko ŚWIAT alternatywny, to jest diametralna różnica.

Nie odpowiada ci przykładowo słowo "mutant". Bohaterowie powieści, gdyby istnieli, nie posługiwaliby się znanym nam językiem. Książka została napisana w ojczystym języku autora i przetłumaczona na inne języki "naszego świata". Gdyby jednak założyć, że świat przedstawiony i bohaterowie istnieją, mówiliby w innym języku. W ich języku może istnieć słowo, które autor jako "tłumacz z języka tamtych, na nasz" przetłumaczył jako "mutant" nie znajdując lepszego, bardziej adekwatnego określenia. A że istota, którą my nazwalibyśmy mutantem istniała to fakt. Jakoś więc nazwać ją musiano. Bohaterowie w swoim świecie jakoś ją nazwali. Autor przełożył to na słowo brzmiące "po naszemu". Realizm fantastyczny został zachowany jak dla mnie. Logika.

"Jak napisał Jan Brzechwa "Cenię fantazję, ale nawet fantazja musi być sensowna"."

Ależ oczywiście, całkowicie się z tym zgadzam. Wykaż proszę jej bezsens, a chętnie obalę Twoje argumenty lub przyznam Ci rację, jeśli nie będę potrafiła ich obalić.

"Po prostu o elfach, goblinach, krasnoludach itp w przeszłości czytaliśmy już tony dzieł, natomiast ja po raz pierwszy spotkałam się z tymi stworzeniami, przeniesionymi w daleką i bardzo technicznie zaawansowaną przyszłość. Nie twierdzę, że wcześnie nie było takich prób, tylko ja po prostu się z nimi nie zetknęłam, dla mnie był to pierwszy raz"

Właśnie TY się nie spotkałaś. I dokładnie. Takie zabiegi są obecne w literaturze fantastycznej.

Odnośnie historyczności. Istnieją nawet światy łączące ze sobą kulturę przypominającą naszą starożytność, w których występuje postęp cywilizacyjny na różnym poziomie. Społeczeństwa feudalne i wysoko zaawansowana nauka oraz technologia istnieją w nich obok siebie. Mieszkańcy różnych rejonów świata znajdują się na różnych poziomach cywilizacyjnych. Bohaterowie walczą zarówno bronią białą i to zywcem wyjętą z naszego średniowiecza, jak i bronią palną XIX - wieczną lub późniejszą albo i taką jakiej nie znamy, zakrawającą o fantastykę naukową. Wszystko się da, jeśli jest to przeprowadzone i opisane w sposób logiczny. Nawet prawa fizyki świat alternatywny ma pełne prawo posiadać własne, jeśli tylko są spójne i wyraźnie zaznaczono, iż są inne, opisano zasadę ich działania.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Że jest to średniowiecze, o tum świadczy cały anturaż

Nie róbcie ze mnie idiotki, wiem co średniowiecze, a co czasy bardziej zaawansowane.

Ustrój feudalny, i to taki bardziej zacofany. Broń. Cała obyczajowość. Twierdzenie, ze akcja sagi o wiedźminie rozgrywa się w czasach bardziej zaawansowanych technicznie i naukowo... jest jeszcze lepsza niż zamach smoleński.

portret użytkownika Lorelay

Ale Ty w ogóle nie rozumiesz

Ale Ty w ogóle nie rozumiesz o czym ja mówię. TO JEST ŚWIAT ALTERNATYWNY. Tam nie ma ani średniowiecza ani postępu technicznego rozwijającego się identycznie jak w naszym świecie.

"Twierdzenie, ze akcja sagi o wiedźminie rozgrywa się w czasach bardziej zaawansowanych technicznie i naukowo... jest jeszcze lepsza niż zamach smoleński."

A kto coś takiego powiedział? Nie znalazłam czegoś takiego nigdzie w mojej powyższej wypowiedzi.

Ja mówię o różnicy między HISTORIĄ ALTERNATYWNĄ a ŚWIATEM ALTERNATYWNYM. Świat alternatywny nie musi być dzielony na epoki naszego świata. Realia mogą PRZYPOMINAĆ te, panujące u nas w jakiejś epoce. Ale NIE SĄ tą epoką. Bo taka epoka istnieje w naszym świecie. W innym - nie musi.

Ergo - to NIE JEST ŚREDNIOWIECZE. Oczywiście, że nie jest. Bo to nie nasz świat. Średniowiecze to epoka historyczna naszego świata. Nie tamtego. Realia przedstawione są najbardziej podobne do takich, jakie panowały w naszym świecie w średniowieczu. Bardziej przypominają takie, jakie u nas były w średniowieczu niż w innych epokach. Jednak twierdzenie, że to JEST ŚREDNIOWIECZE to zwyczajny błąd rzeczowy.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Nawet historia alternatywna musi miec logikę

Wiem, ze Twoim zdaniem mogliśmy wleźć do rakiety kosmicznej prosto z lasu, bo niby czemu nie? Ale ja tak nie uważam. Epoka odkryć naukowych nigdy nie mogłaby narodzić się jak diabeł z pudełka. Albo jak Atena z głowy Zeusa.
Gdy Daeniken pisze, że w starożytnym Egipcie dysponowano aparaturą rtg, laik może mu uwierzyć. Ale ja nie, bo wiem, czego trzeba, by powstała. Tak samo świat stworzony przez Sapkowskiego jest dla mnie logicznie niespójny.

portret użytkownika tess

Trzymajcie mnie. Świat

Trzymajcie mnie. Świat alternatywny nie może być naszym średniowieczem. Z prostego powodu, że średniowiecze występowało wyłącznie na naszej planecie (a tak stricte to głównie w kręgu kultury europejskiej, bo murzyńskiego kacyka nasze odkrywanie czegokolwiek niewiele obchodziło).

Nie mam bladego pojęcia, Evivo, co Ci nie odpowiada w słowie mutant, które istnieje od dawna (choć kwestię słów Lori wyjaśniła, a jeszcze lepiej wyjaśnia ją Sapkowski w swoich felietonach). Mutant to osobnik różniący się czymś od innych Mutacje stworzyły ludzi z małp i wszystkie inne gatunki. Inaczej nazywa się to ewolucją.

Wierzysz w świat, w którym ludzie toczą wojnę z elfami i polują na smoki, podczas gdy kikimory polują na ludzi, a nie wierzysz w mutacje? Mutanci to nie tylko X-meni.

A słynna rozmowa o degustibusach tylko przysłowiowo nie ma szans zaistnieć. Normalnie taka rozmowa polega na tym, że jak uważasz, że coś jest gorsze, to wiesz dlaczego. A jeśli uważasz, że coś jest lepsze, to także wiesz dlaczego. Ty uważasz, że wystarczy napisać: "Moim zdaniem jest lepsza" i myślisz, że zabrałaś głos w rozmowie. Można? Można. Tyle że bez argumentacji wnosi on do rozmowy tyle, co informacja, czy słodzisz herbatę.

A potem oskarżyłaś Sapkowskiego o źle oddane średniowiecze, podczas gdy on nie opisywał średniowiecza. Ani nawet naszego świata w żadnej innej epoce. Opisywał Cintrę, Lyrię i Rivię, Brokilon... Jesteś tak wielką specjalistką, że wiesz lepiej od Sapkowskiego, jak były rozwinięte technologicznie te kraje, choć to on je wymyślił? A, przepraszam, byłaś tam kiedyś?

portret użytkownika Lorelay

Ale wciąż mówimy o dwóch

Ale wciąż mówimy o dwóch różnych zagadnieniach. I owszem, znam mnóstwo książek i filmów, w których postęp cywilizacyjny w światach alternatywnych rozwija się zupełnie inaczej niż w naszym.

"Wiem, ze Twoim zdaniem mogliśmy wleźć do rakiety kosmicznej prosto z lasu, bo niby czemu nie? Ale ja tak nie uważam. Epoka odkryć naukowych nigdy nie mogłaby narodzić się jak diabeł z pudełka. Albo jak Atena z głowy Zeusa."

W takim razie co powiedziałabyś o świecie w którym niedobitki przedstawicieli rzymskiego imperium wylecieli w kosmos? W alternatywnej historii, w którym apokalipsa nastąpiła w momencie, gdy u nas upadał Rzym. A i takie rzeczy ludzie tworzą. A ten przykład to tylko HISTORIA ALTERNATYWNA. Świat alternatywny rządzi się jeszcze większą dowolnością Proponuję podyskutować z autorami tego typu dzieł. Najlepiej wykażą czy ich pomysły są logiczne czy nie.

"Tak samo świat stworzony przez Sapkowskiego jest dla mnie logicznie niespójny."

Wykaż proszę na przykładzie. Na czym polega ta niespójność? Konkretnie.
Gdzie Sapkowski wcisnął w swoje powieści rakiety kosmiczne albo sprzęt rtg? Bo chyba przeoczyłam...

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Średniowiecze jest określeniem wieków, które, moja pani

charakteryzują się określoną obyczajowością, stanem nauki i wierzeniami. Nie jest to nazwa własna.
Nie chodzi o fakt mutacji, tylko o słowo, które nie istniało przed Darwinem. Gen jeszcze bardziej. Jak można było mówić o genach, nie mając całej gałęzi nauki, która doprowadziła do jego odkrycia? Absurd.
Co do opisu - własnie po opisie widzę, co nie pasuje, a co pasuje do sibie. I dlatego lubię Lema, bo u niego nie ma się do czego przyczepic.

Poza tym to, czy mam racje, czy błądzę, jest i tak bez znaczenia. Ile razy się odezwę, Wy dwie na mnie napadacie jak wściekłe - chyba że powtarzam słowo w słowo po Was. Teraz dobrze rozumiem, czemu odeszli Joistein i Arkady, ten ostatni do tego stopnia, że nagabywany przeze mnie o powody nawet nie chciał gadać.

portret użytkownika tess

Evivo, to, że ktoś napisał

Evivo, to, że ktoś napisał tekst niespójny wewnętrznie, nie jest dowodem na to, że ktoś inny napisał też niespójny. Podaj argument z Sagi. Bo równie dobrze ja mogę napisać: "Katarzyna Michalak napisała powieść fatalną, w której nic nie trzyma się kupy. Władimir Wasiljew zrobił tak samo."
I jak, irytuje?

portret użytkownika Eviva

Podałam już swoje argumenty

Powtarzać się nie myślę.

portret użytkownika tess

Nie, argumentów nie podałaś

Nie, argumentów nie podałaś :-)

portret użytkownika Eviva

Podałam

Jeśli ktoś ich nie rozumie lub nie uznaje, to już nie moja wina.

portret użytkownika Lorelay

Ależ nie. Stwierdziłaś fakt.

Ależ nie. Stwierdziłaś fakt. Na prośby o przykłady i kontrargumenty na moje argumenty nie zareagowałaś. Zignorowałaś.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika tess

I dla Twojej wiadomości,

I dla Twojej wiadomości, Jostein nie odszedł, został wylany, za nienapisanie recenzji, choć dostał egzemplarze recenzenckie. Z Arkadym sprawa była o wiele bardziej złożona i też nie miała z tym nic wspólnego... ale oczywiście wiesz lepiej, choć nie rozmawiałaś z żadnym z nich :-)

Poza tym argument ad personam wart: "Już rozumiem, dlaczego nie masz męża" - coś mi świta, powodów nie znam, więc sobie dopasuję do tezy, zabrzmi mrocznie i poważnie i spróbuję udowodnić, że wiem lepiej niż Ty sama.

portret użytkownika Lorelay

Nie, moja droga,

Nie, moja droga, średniowiecze jest określeniem konkretnej epoki historycznej naszego świata.

"Średniowiecze – epoka w historii i kulturze europejskiej, obejmująca okres między starożytnością[1] a czasami nowożytnymi.

Granice czasowe średniowiecza nie są ściśle ustalone, szczególnie w przypadku granicy początkowej (zobacz: starożytność). Najczęściej przyjmuje się, że jest to okres historyczny rozciągający się od czasów rozpadu Cesarstwa Zachodniorzymskiego i wielkiej wędrówki ludów, do początków renesansu.

Nazwa epoki wywodzi się z nazwy środka epoki łacińskiego określenia medius aevus (średni wiek), lub media aetas (wieki średnie). Została wprowadzona jeszcze w samym średniowieczu przez pobożnych chrześcijan, którzy uważali czasy, w których żyli, za interwał między pierwszym, a drugim przyjściem Chrystusa. W XV i XVI wieku odwołali się do niej włoscy humaniści, pragnąc wyróżnić "wieki średnie" jako mroczny okres, oddzielający ówczesne czasy od świetlanej epoki starożytności. Taką periodyzację spopularyzował Christoph Keller (Cellarius) w XVII wieku."

/Wikipedia/

"Średniowiecze jest epoką obejmującą aż 1000 lat (od V do XV wieku), przez co bardzo zróżnicowaną. Jest to okres bardzo długi, w którym wiele się działo. Średniowiecze zasadniczo wpłynęło na późniejszą literaturę, kształtując swoistą i typową dla swojej epoki duchowość, mogąc poszczycić się osiągnięciami w zakresie nauki i sztuki. "

http://sredniowiecze.klp.pl

" Średniowiecze - epoka w dziejach cywilizacji europejskiej między antykiem a epoką nowożytną, obejmująca okres od 476 n.e. (kres cesarstwa zachodniorzymskiego) a 1492 (pierwsza wyprawa Kolumba do - jak mniemał - Indii); niekiedy za koniec ś. uznaje się zdobycie Konstantynopola przez Turków (1453) i ostateczny kres cesarstwa wschodniego. U źródeł upadku staroż. Rzymu leżą wielkie migracje ludów germańskich (V i VI w.; m.in. wędrówki przez Europę Wizy- i Ostrogotów oraz Wandalów, podboje Burgundów, Franków i Alamanów w Galii, Jutów, Anglów i Sasów na wyspach bryt. oraz Longobardów w Italii), które zdestabilizowały osłabione cesarstwo i uniemożliwiły jego odrodzenie; kolejną falę przemieszczeń ludności spowoduje migracja Słowian (VII w.), którzy z siedzib pomiędzy Dniestrem a Dnieprem podjęli akcję kolonizacyjną na płn. (w stronę jez. Ładoga), na zach. (ku Bałtykowi i Łabie, "po drodze" obejmując obecne ziemie pol.) i na płd., gdzie zajmą prawie cały Płw. Bałkański; wszystkie te przemieszczenia oraz równoległe pomniejsze migracje (Bułgarzy, Chazarowie, później Awarowie) i najazdy: arabski na ziemie hiszp. (od 711) oraz Skandynawów (Wikingów i ich następców, Normanów, od 787) na wyspy brytyjskie i płn. Francję - wspólnie z linią podziału Europy środk. na część "wschodnią" (bizantyjską) i "zachodnią" - ukształtowały w zasadzie etniczną mapę kontynentu w kształcie obowiązującym po dziś dzień; niewielki już wpływ miały potem najazdy tatarskie (XIII w.). Migracje wpłynęły także na rozwój instytucji feudalnych; to z wymieszania zdobywców z potomkami warstw dotąd panujących na podbitym terytorium wywodzą się w wielu krajach wielcy feudałowie; system polityczny państw feudalnych polegał na hierarchicznym systemie lenn, nadawanych przez seniorów wasalom w zamian za zobowiązanie do określonych usług (zwł. wspieranie zbrojnie w konfliktach) i do wierności. W pierwszym okresie ś. (do ok. 955-1000) Europa pozbawiona jest wyraźnego centrum polit.: na krótko staje się nim wskrzeszone 800 cesarstwo zach. Karola Wielkiego, rychło jednak i ono ulega podziałom i osłabieniu; nie posiada autorytetu Rzym papieski uwikłany w wewn. konflikty włoskie; przez całe to pięćsetlecie ogromne postępy czyni chrystianizacja kontynentu (zakończona jednak dopiero w XV w.); do XII w. ideą polit. przyświecającą wielu rozmaitym poczynaniom jest uniwersalna monarchia skupiająca wszystkie państwa chrześc.; w jej (i innych idei) rozpowszechnianiu znaczną rolę pełni łacina jako prawdziwie wspólny język wszystkich ludzi wykształconych (na wsch. podobną rolę odgrywa greka); osłabiają chrześcijaństwo schizmy i herezje: 1054 wielka schizma wschodnia i powstanie prawosławia, ruchy katarów, waldensów i albigensów (XII/XIII w.), niewola awiniońska papieży (1309-77), schizma zachodnia (podwójni, a przez kilka lat nawet potrójni papieże, 1378-1417), husytyzm. Między 955 a 1198 gł. ośr. polit. Europy stają się - mimo uwikłania w spory z papiestwem - Niemcy; potem przychodzi era państw narodowych: stopniowo rośnie ranga Francji (początkowo gł. w kulturze, od XIII w. także w polityce eur.), a od XIV w. - Anglii; trudna do przecenienia jest rola wł. republik miejskich (Genua, Wenecja, Mediolan, Florencja i in.), które opanowały handel przyprawami ze Wschodem i dzięki zamożności mogły rozciągać szeroko także swą strefę wpływów polit.; w środk.-wsch. części kontynentu po upadku znaczenia cesarstwa niem. pojawiają się w XIV w. nowe centra polit.: Polska (zwł. po 1386) i Węgry, a od 1480 - Rosja; wreszcie w miarę postępów rekonkwisty na Płw. Iberyjskim i tam wykształcają się ośr. polit. o ponadlokalnym znaczeniu; natomiast od końca XII w. maleje znaczenie cesarstwa bizantyjskiego, które pod koniec ś. ma już tylko wymiar symboliczny. O ile pierwszą połowę epoki (do ok. 1000) cechuje regres w wielu dziedzinach, chaos polit., słaby rozwój gosp. i kult., o tyle druga połowa ś. to okres uzasadnianej przez historyków prężnością demograficzną prosperity ekonomicznej i dokonań cywilizacyjnych; system trójpolowy intensyfikuje rolnictwo w pasie nizin od Basenu Paryskiego (gdzie się zaczął) przez Niemcy po Polskę; nad M. Północnym rozpoczęto budowę polderów, w głębi lądu - osuszano bagna; od 1098 swoistą misję cywilizacyjną pełni w całej Europie zach. i środk. zakon cystersów; następuje wznowienie handlu z Chinami (szlak jedwabny) i Azją Płd. (przyprawy), rozszerza się wymiana handl. w Europie (np. Hanza); rosną miasta: ok. 1300 Konstantynopol liczy szacunkowo 0,5 mln mieszk., Paryż - 200 tys., wielkie miasta włoskie - po 100 tys., Kraków - ok. 20 tys.; centra gosp. to płn. i środk. Włochy (handel, bankowość, rzemiosło) i Europa płn.-zach., czyli Flandria, Walonia, płn. Francja (obróbka metalu, tkactwo); w efekcie rośnie siła militarna państw eur. uwidoczniona w początkowym sukcesie wypraw krzyżowych oraz w wyparciu muzułmanów z Italii i Płw. Iberyjskiego. Kryzys zaczyna się w XIV w. (kolejne lata nieurodzaju spowodowane pogorszeniem klimatu, epidemia dżumy 1347-51, liczbę ofiar ocenia się nawet na 30% mieszk. Europy zach.) prowadząc do rozpadu feudalizmu, rozsadzonego od wewnątrz przez gospodarkę pieniężną: deficyt metali szlachetnych przy rosnących wydatkach, m.in. militarnych, prowadził początkowo do zwiększania obciążeń warstw niższych, ale częste ich bunty zmusiły do zamiany świadczeń w naturze na pieniężne; konsekwencją tych zarysowanych tu skrótowo zmian była przebudowa struktury społ. (emancypacja mieszczaństwa, przemiana rycerstwa w szlachtę); kryzys i transformacja nie spowodowały jednak odwrócenia trendów rozwojowych, skłoniły natomiast państwa eur. do podbojów zamorskich, stojących u początku epoki nowożytnej. W kulturze - a zwł. w literaturze - ś. było okresem regresu (w porównaniu z antykiem), jedynie w drugiej jego połowie architektura gotycka i związana z nią rzeźba architektoniczna osiągną poziom dorównujący klasycznym wzorom."

Źródło: Słownik Encyklopedyczny Wydawnictwo Europa

To tak samo, jakbyś stwierdziła, że sformułowanie Epoka Wiktoriańska nie określa konkretnej epoki w dziejach ludzkości itp.

"Nie chodzi o fakt mutacji, tylko o słowo, które nie istniało przed Darwinem. Gen jeszcze bardziej. Jak można było mówić o genach, nie mając całej gałęzi nauki, która doprowadziła do jego odkrycia? Absurd."

A przeczytałaś moje wcześniejsze wytłumaczenie? To albo je podważ, a przynajmniej się do niego odnieś, albo nie upieraj się przy swoim ignorując powyższe argumenty.

"Co do opisu - własnie po opisie widzę, co nie pasuje, a co pasuje do sibie. I dlatego lubię Lema, bo u niego nie ma się do czego przyczepic."

To przecież mówię: udowodnij na przykładzie. Teoretyzować sobie możemy w nieskończoność.

"Poza tym to, czy mam racje, czy błądzę, jest i tak bez znaczenia. Ile razy się odezwę, Wy dwie na mnie napadacie jak wściekłe - chyba że powtarzam słowo w słowo po Was. "

Wściekle napadam? Nie, moja droga. Konstruktywnie dyskutuję. A czemu miałabym nie dyskutować? Dyskutuję z każdym z czyją opinią się nie zgadzam, nie tylko z Tobą. I skąd wiesz, że jestem wściekła? Wyzwałam cię? Użyłam obelżywych słów? Wulgaryzmów? Nie. Skoro ja w sobie podczas dyskusji nie czuję negatywnych emocji i rozmawiam z czystego zacięcia do dyskusji, to nie wpieraj mi, proszę, rzekomej wściekłości. I nie. Nie uwzięłam się na Ciebie personalnie. Ale czemu mam udawać, że zgadzam się z Twoimi słowami? Ty z moimi też nie musisz. Tylko udowodnij mi, że nie mam racji. Po prostu.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Czy wy tu naprawdę nie rozumiecie,

że ważna jest nie tylko wypowiedź, ale jej styl? I że nie każdemu odpowiada dawanie mu do zrozumienia raz po raz, że jest debilem? A to Wasza ulubiona rozrywka. Pisze że mam takie a nie inne zdanie i piszę dlaczego. ie pisze, ze obowiązuje wszystkich pod groźbą ekskomuniki. Mimo to czujecie się w obowiązku zaszczuwać mnie konsekwentnie, a jak skończy jedna, zaczyna druga. Tak to wygląda.

portret użytkownika Vivaldi

Z tego co wiem Jostein nie

Z tego co wiem Jostein nie odszedł, a wyleciał za niedotrzymywanie terminów i brak tekstów, które miał oddać... no chyba, że o czymś nie wiem.

Swoją drogą przypominam sobie rozmowę Beresia z Sapkowskim, gdzie ten drugi poruszał właśnie kwestię tego wiedźmińskiego pseudośredniowiecza które nie jest średniowieczem i nie rządzi się tymi samymi prawami. I bardzo się dziwił, że ludzie tak bardzo chcą przyrównywać fikcję literacką, krainę Nigdy-nigdzie do konkretnych, jasno określonych ram historycznych z całym ich apanażem...

"Ustrój feudalny, i to taki bardziej zacofany. Broń. Cała obyczajowość. Twierdzenie, ze akcja sagi o wiedźminie rozgrywa się w czasach bardziej zaawansowanych technicznie i naukowo... jest jeszcze lepsza niż zamach smoleński."

Czy taki bardziej zacofany to nie wiem. Pozycja kobiet raczej nie była w tamtych czasach tak mocna. To samo tyczy się obyczajowości. Jakoś strasznie liberalny wydaje mi się świat Wiedźmina w porównaniu do naszej historii. Broń? Cóż... jeśli chodzi o miecze i te sprawy, to przeciez używano ich jeszcze długo po średniowieczu. Zaawansowanie techniczne... czemuż to ma być nieprawda? U nas do dzisiaj bawią się genami a tam Wiedźmina udało im się stworzyć. Ba, nawet wiedzą, że te eksperymenty (swoją drogą też późne słowo, choć przecież robiono je od zamierzchłej przeszłości) powodują niepłodność...

Poza tym mam wrażenie Evivo, że za każdym razem, gdy dyskusja przybierze ostrzejszy kształt ty się obruszasz i zarzucasz tessce i Lorce, że na ciebie naskakują. To jest dyskusja, dyskusje bywają ostre. Zwłaszcza że miejscami sama to eskalujesz, gdy zamiast argumentów dajesz komentarze typu:
"Wiem, ze Twoim zdaniem mogliśmy wleźć do rakiety kosmicznej prosto z lasu, bo niby czemu nie? Ale ja tak nie uważam. Epoka odkryć naukowych nigdy nie mogłaby narodzić się jak diabeł z pudełka. Albo jak Atena z głowy Zeusa."
A potem masz pretensje, że sie ludzie z tobą nie zgadzają.

I na litość boską daj sobie spokój z kawałkami typu:
"jest jeszcze lepsza niż zamach smoleński" bo to juz nie jest dyskusja, tylko demagogia. I to kiepskiego gatunku.

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika Hagath

Nawet nasz świat nie rozwija

Nawet nasz świat nie rozwija się wszędzie tak samo. Istnieją ludy żyjące z najprymitywniejszej formy rolnictwa, mające wiedzę astronomiczną, która światowej klasy naukowców wprawia w osłupienie. Przed naszą erą istniały społeczeństwa, które mimo prymitywności narzędzi oraz myślenia magicznego zamiast naukowego postawiły budowle, o których współczesnym architektom nawet się nie śni. Nauka zna wiele przykładów na to, że w miejscach i czasie, w których wedle naszej wiedzy ludzie powinni zajmować się iskaniem kolegów i ostrzeniem drewnianych dzid, oni tworzyli i odkrywali rzeczy, do których europejski krąg kulturowy dochodził o wiele wieków dłużej i potrzebował do tego zupełnie innych narzędzi.
I to wszystko działo się w obrębie jednej planety i jednego gatunku ssaka. Pomyśl teraz, jak bardzo rozszerzają się te możliwości, gdy mamy do dyspozycji inne światy, być może inaczej zbudowane pod względem chemicznym i biologicznym. Nadal to tak mało prawdopodobne, że istoty tam żyjące mają aparaty myślenia pozwalające na pójście innym torem, niż nasze?

EDIT: Mam nadzieję, że moja wypowiedź nie zostanie odebrana jako atak, bo zupełnie nie to jest moją intencją.

portret użytkownika tess

Nie wpadłaś na to, że po

Nie wpadłaś na to, że ja i Lori po prostu miewamy podobny pogląd na pewne sprawy? Przeszukaj stronę, to znajdziesz, jak dyskutujemy, mając odmienne .A co do: "Czy wy tu naprawdę nie rozumiecie, że ważna jest nie tylko wypowiedź, ale jej styl?" - polecam lekturze Twój własny. Generalizowanie (każdy treker lubi), podawanie błędnych definicji jako prawdziwe (błędna definicja średniowiecza), argumenty ad personam będące niczym innym jak oszczerstwami bez pokrycia.
Widzisz, Evivo, to, że ktoś ma inne zdanie niż Ty, nie oznacza, że Cię atakuje. Ja próbowałam z Ciebie wyciągnąć spójny argument. Nie udało się.

Nie wiem, czego próbowała Lori. Wiem natomiast, że niejednokrotnie rozmawiałam z nią o sprawach o wiele poważniejszych niż fabuła książki, wręcz fundamentalnych, i miałyśmy skrajnie różne zdanie. I wiem, że da się z nią dyskutować, bo ani ja, ani ona w prośbie o argument nie wietrzymy ataku czy spisku.

portret użytkownika Lorelay

Evivo, publikując cokolwiek w

Evivo, publikując cokolwiek w Internecie, na publicznej stronie, liczysz się z tym, że kto chce, będzie komentował. Do tego służy opcja komentarzy na stronie. I nie tylko pod Twoimi artykułami pojawiają się dyskusje. To jest specjalnie wyznaczone miejsce służące dyskusjom nad artykułem i poglądami w nim przedstawionymi. Proste i logiczne. To nie oznacza, że ktoś się na Ciebie uwziął i chce Cię zgnębić. Fakt, że ludzie dyskutują z Tobą oznacza tylko tyle, że mają ochotę na ten temat podyskutować.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Najlepiej zatem będzie

gdy od tej chwili ograniczę się do samych recenzji i będę pilnować, by broń Boże swego zdania nie wypowiedzieć. Nie zwykłam przyznawać komukolwiek racji dla świętego spokoju i zmieniać zdania w tymże celu, zatem w ten sposób atmosfera się oczyści.
Odtąd uważajcie mnie za rybę, nie człowieka, i będzie dobrze.

portret użytkownika Tixon

Nie mogę się z tym zgodzić. W

Nie mogę się z tym zgodzić.
W chwili, gdy rozwinęła się dyskusja, padła konkretna teza i grupa ludzi poświęciła czas aby udowodnić jej niesłuszność, odejście od dyskusji bez odwołania się od nich zdecydowanie nie jest najlepszą opcją. Wątpię, aby zostawianie niedokończonych spraw pomagało oczyścić atmosferę.

Sushi? :)

portret użytkownika Tixon

<Rozpycha sie łokciami>

Ja też chcę wejść do dyskusji :)

Zrobię w punktach, coby bardziej przejrzyste było :)

1) "Po prostu o elfach, goblinach, krasnoludach itp w przeszłości czytaliśmy już tony dzieł" - jak rozumiem wliczyłaś Wiedźmina w tony dzieł, w których padają słowa "elf", "krasnolud". Jednak widzisz... różnica między zachodnią fantasy (po części też polską), a Wiedźminem, polega na wykorzystaniu tych stworzeń. Nie wystarczy bowiem wrzucić magicznych stworzeń w świat przyszłości (o czym czytałem nie raz i dwa), napisaniu, że smoki to wytwór inżynierii genetycznej czy podobnie. Wiedźmin odwraca schematy, demitologizuje "anioły" Tolkiena, łącząc je jednocześnie z wierzeniami celtyckimi i okolicami (lud bogini Danu). Wobec tego to nie jest kolejna książka o elfach i pokrewnych stworach, ale kamień milowy (przynajmniej w Polsce) w postrzeganiu mitycznych istot.

2) "Nawet biorąc pod uwagę, że dzieje się w średniowieczu alternatywnym do naszego, nie uwierzę w pewne rzeczy. To znaczy, latający dywan dla przykładu mogę przełknąć, ale nie istnienie takich słów jak "mutant" czy "gen" w mrokach średniowiecza, choćby dowolnie alternatywnego. I nikt mnie co do tego nie przekona, bo to zwyczajnie nie trzyma się kupy."
"Że jest to średniowiecze, o tum świadczy cały anturaż Nie róbcie ze mnie idiotki, wiem co średniowiecze, a co czasy bardziej zaawansowane.
Ustrój feudalny, i to taki bardziej zacofany. Broń. Cała obyczajowość."
"Średniowiecze jest określeniem wieków, które, moja pani charakteryzują się określoną obyczajowością, stanem nauki i wierzeniami Nie jest to nazwa własna."

Dużo do odniesienia się.
Przede wszystkim akcja Wiedźmina nie dzieje się w alternatywnym średniowieczu.
Masz władzę monarszą, ale bez rozdrobnienia feudalnego. Nie masz wiary w Boga, której podporządkowane jest życie, w tym scholastyka powstrzymująca rozwój, edukacja nie jest skupiona wokół klasztorów, a uniwersytety nie podlegają władzy kościelnej. W dodatku obyczajowość i mentalność ludzi jest zupełnie inna. Na podstawie podanych przez Ciebie klasyfikacji, świat wiedźmina nie jest średniowieczny.
Jest, jak już wcześniej zauważyła L, alternatywny. W tym alternatywnym świecie i elfy, i ludzie (czarodzieje - władają magią)skoro wiedzą o dziedziczeniu, potrafią też nazwać to. I to jest logiczne. Tak samo mutacja - nie używają słów jak im się podoba, tylko w konkretnym znaczeniu, które są w stanie zaobserwować. Nie ma tu nic niespójnego. Chyba, że istnienie złotego smoka, mogącego zamienić się w człowieka :]

3)"Książka została napisana w ojczystym języku autora i przetłumaczona na inne języki "naszego świata". Gdyby jednak założyć, że świat przedstawiony i bohaterowie istnieją, mówiliby w innym języku. W ich języku może istnieć słowo, które autor jako "tłumacz z języka tamtych, na nasz" przetłumaczył jako "mutant" nie znajdując lepszego, bardziej adekwatnego określenia. "
Nadinterpretacja. W tekście nie ma nigdzie podane, że autor robi za tłumacza "tamtego" świata :>

portret użytkownika Lorelay

"3)"Książka została napisana

"3)"Książka została napisana w ojczystym języku autora i przetłumaczona na inne języki "naszego świata". Gdyby jednak założyć, że świat przedstawiony i bohaterowie istnieją, mówiliby w innym języku. W ich języku może istnieć słowo, które autor jako "tłumacz z języka tamtych, na nasz" przetłumaczył jako "mutant" nie znajdując lepszego, bardziej adekwatnego określenia. "
Nadinterpretacja. W tekście nie ma nigdzie podane, że autor robi za tłumacza "tamtego" świata :> "

Starałam się w ten sposób jedynie jakoś obrazowo ukazać, że język świata przedstawionego nie musi być tożsamy z naszym. Książki pisał człowiek naszej epoki i z "naszego świata" nazwał się rzeczy "po naszemu". Tu chodzi raczej o warstwę językową. Tworząc świat alternatywny ktoś mógłby stworzyć jego języki i pisać wyłącznie w nich. Jest to wykonalne. Czytelnik by tego nie zrozumiał, a nie chciałoby mu się czytać ze słownikiem, sprawdzając w nim każdy wyraz z osobna, ale wykonalne jest. I wtedy wyszłoby to, co wychodzi przy tłumaczeniach z języków obcych. Mogłyby znaleźć się słowa, które nie mają jednoznacznego odpowiednika w naszym języku. O to mi chodziło.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Nekromantka

a co do samego bawienia sie

a co do samego bawienia sie genami i mutacji, to samo zjawisko jako takie było znane od dawien dawna - w ten sposób powstało większość ras zwierząt domowych i wyhodowano takie cos jak yorka z szlachetnego wilka (to taki mimowolny upust niechęci nad rasami kurduplowatych psów myśliwskich, szczególnie terierów). W niektórych przypadkach łączono to nawet z bezpłodność niż (np krzyzowki różnych gatunków gęsi nie raz dawały potomstwo o wiele większe i o lepszym mięsie ale bezpłodne), z tym, ze w tedy nazywano to różnorako, najczęściej 'przenoszeniem krwi'. Krzyzowanie zwierząt w konkretnych celach niekoniecznie bez zarąbistego laboratorium to też badania/eksperymenty genetyczne. trudno natomiast aby autor książki bawił sie w tworzenie staro-ludowego nazewnictwa (najczęściej o wiele dłuższego od standardowego), krążąc wokół jak pies wokół jeża, jak ma ładniutkie słówko 'mutant' <= musiałam o tym napomknać, jestem biolożka po cześci to takie me zboczonko zawodowe :P

a co do nauki i zaawansowania technologicznego świata sapkowskiego... no tak, ma on wiele wspólnego z naszym sredniowieczem etc, ale w naszym świecie nie wystepuje raczej takie cus jak 'magia', a ona tam była dość powszechna, zastępująca w sporej części naukę standardową, lub ją umożliwiająca mimo hmmm... braków sprzętowych etc. Bo magia to nie tylko rzucona przez wkurzonego goscia kul;a magiczna pedzaca ku człowiekowi by mu zrobić z kupra pogorzelisko średniowiecza :D (jak juz powiedziałam 'a' to jeszcze dorzuciłam conieco na 'b'). Czynnik magii moze zmodyfikować świat fikcyjny w przeróżny sposób i zalezy to tylko od wyobraźni autora.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi