Wszechobecna rozpacz

    Prześladowało mnie to od samego rana.

    Był jeden z wolnych dni, stanowiących zresztą taką rzadkość, że same w sobie są powodami do świętowania. Wszystko zapowiadało się co najmniej nieźle. W takie dni można pospać do południa, popołudnie spędzić w piżamie gapiąc się w telewizor lub błądząc bezmyślnie po sieci, jedynie z krótkimi przerwami na załatwienie potrzeb, z których organizm, mimo moich usilnych starań, nie chce zrezygnować, czy ugotowanie czegoś mającego na celu utrzymanie mnie przy życiu. Cóż, efektów moich pobytów w kuchni, nawet przy dużej dozie dobrej woli, nie można nazwać jedzeniem. Byłaby to obraza dla całego kulinarnego świata. Spodziewałem się też wieczornej wizyty kilku znajomych, które nigdy nie kończyły się ani zbyt wcześnie, ani zbyt trzeźwo. W końcu studenci też mają jakieś przywileje.

    Właśnie tak. Wszystko zapowiadało się naprawdę nieźle.

    A wiadomo przecież jakie są złego początki.

    Rzeczywistość postanowiła być wredna od samego rana. Choć można by to uznać za miły gest, ostatecznie nie dała mi zbyt wiele złudnych nadziei.

    Zdałem sobie z tego sprawę, gdy tylko usiadłem na kanapie i, gryząc wczorajszą bułkę, włączyłem telewizor. Wystarczyło kilka minut, by uświadomić mi, że najbliższe dni nie będą zbyt wesołe.

    Zmieniłem program. Klik. I znowu. Klik. Znowu. Klik. Znowu. Klik.

    Bez skutku. Wszędzie praktycznie to samo.

    ”Straszliwa katastrofa!”

    Klik.

    ”Olbrzymie nieszczęście!”

    Klik.

    ”Naród w rozpaczy!”

    Klik.

    ”Dziesiątki ofiar!”

    Klik.

    ”Przeklęte miejsce!”

    Klik.

    ”Głowa państwa nie żyje!”

    Klik.

    ”Dowódcy zginęli!”

    Klik.

    Szum. Skończyły i się kanały w odbiorniku. Klik. Wyłączyłem stare pudło. Nie miałem zbytniej ochoty słuchać powtarzanych raz za razem komentarzy, jakie to wszystko straszne i jak bardzo jest nam smutno.

    Ani to pierwszy ani ostatni samolot, który się rozbił.

    Mało to ludzi ginie codziennie w wypadkach czy umiera z głodu?

    Tylko że wieści o kolejnym rozbitym samochodzie czy wygłodniałym Murzynku nie przyciągają milionów przed ekrany.

    A że władza nie żyje? Mało to jest ludzi, chcących za grubą kasę nic nie robić? Znajdą się nowi i ostatecznie i tak nic się nie zmieni.

    Postanowiłem odmóżdżyć się w inny sposób.

    Na szczęście Latający Potwór Spaghetti – swoją drogą bardzo ciekawa religia, czego to ludzi nie wymyślą – pobłogosławił ludzkość Internetem. Chyba nikt, w całych dziejach człowieczeństwa, nie wymyślił niczego tak skutecznie pozwalającego wyłączyć myślenie.

    Włączyłem Grzyba – mój wiekowy, stacjonarny komputer – i poszedłem do kuchni zaparzyć sobie kawy.

    Gdy wróciłem do pokoju z kubkiem wypełnionym parującą dawką kofeiny, Grzyb dzielnie skończył uruchamiać komercyjne Okienka. Kolejna zaleta bycia studentem — darmowe oprogramowanie.

    Zająłem miejsce na wysłużonym krześle i włączyłem przeglądarkę.

    No nie.

    Mało im było odebrania mi telewizji. Nawet sieci nie mogli zostawić w spokoju.

    Odwiedzałem kolejne serwisy, wszędzie to samo. Odcienie czerni i szarości zdominowały Internet. I gdzie nie spojrzeć ta sama wieść.

    ”Straszliwa katastrofa, naród w żałobie.”

    Wszyscy łączyli się w smutku. Z każdą chwilą Internet zalewały kolejne fale czarnych wstążeczek i dołujących opisów z, wyrażającym głębokie patriotyczne uczucia, symbolem gwiazdki w kwadratowym nawiasie.

    Po raz kolejny odezwała się masowo tendencja: Umarli, czas ich pokochać.

    Wszedłem na swoje konto pocztowe. Wpisałem nick, hasło. Enter.

    Zamiast odebranych wiadomości na monitorze pojawił się komunikat: ”Aby zalogować się na pocztę e-mail wpisz w poniższym oknie trzy razy modlitwę >>Ojcze nasz

    Miałem dość.

    Telewizja mnie zdradziła, Internet wbił nóż w plecy. Świat usilnie próbował nie pozwolić mi cieszyć się wolnym dniem.

    Radia nawet nie dotykałem. Wystarczy prania mózgu jak na jeden dzień.

    Cóż, chcąc zaaplikować sobie trochę odmóżdżającego relaksu uruchomiłem jedną z nieskomplikowanych strzelanek. Co tu dużo mówić, zabijanie zastępów zielonych stworów, chcących zniszczyć świat, sprawia frajdę w każdym wieku.

    Twórcy gry uraczyli mnie krótkim intro, głoszącym, że bohater, w którego gracz miał okazję się wcielić, jest absolutnie ostatnią nadzieją ludzkości i tylko on może uratować wszechświat przed zagładą. Oczywiście, powszechnie wiadomo, że obce cywilizacje nie znają lepszej rozrywki, niż regularne próby zniszczenia naszej ojczystej planety. Jednak jest to idiotyzm powszechnie przyjęty przez społeczeństwo graczy dla większego dobra, a przynajmniej możliwości czerpania pierwotnej radości z ratowania świata przed setkami krwiożerczych ufoludków.

    Zaczyna się oczywiście tylko z pistoletem. Kilkoma przyciskami zmusiłem przyszłego zbawcę ludzkości do biegu i kolejnymi kilkoma posłałem na tamten świat grupę obcych.

    Koniec amunicji.

    Schowałem się za pobliski głaz i kliknąłem przycisk odpowiedzialny za przeładowanie.

    Że co?

    Przeczytałem komunikat, który pojawił się zapisany dużymi literami na ekranie monitora.

    ”Aby przeładować broń wpisz w poniższym oknie słowa modlitwy >>Wieczny odpoczynek

    Wyciągnąłem wtyczkę od zasilacza z kontaktu.

    Dość!

    Przecież to jakaś paranoja!

    Cały świat uparł się, żeby zmusić mnie do nieszczerego żalu i wylewania łez na pokaz.

    Niedoczekanie wasze.

    Postanowiłem się przejść. Pośpiesznie wrzuciłem na siebie pierwsze części garderoby jakie wpadły mi w ręce i poszedłem do drzwi. Założyłem buty i sięgnąłem do klamki.

    Nie mogłem przekręcić klucza w zamku.

    Nagle zauważyłem niewielką karteczkę wystającą spod drzwi. Schyliłem się, podniosłem ją i rozłożyłem.

    ”Aby otworzyć drzwi ubierz strój w bardziej stonowanych kolorach i wystukaj o framugę melodię marsza żałobnego.”

    To niemożliwe!

    Mam dość wszystkiego. Koniec. Przeczekam to. Prześpię. Wracam do łóżka.

    Ponownie założyłem piżamę i położyłem się. Zamknąłem oczy. Próbowałem zasnąć.

    Nagle do głowy przyszła mi myśl.

    ”Aby zasnąć zmów modlitwę w intencji...”

    No nie!

    Pierdolona żałoba narodowa!

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus