Wywiad z Dmitrijem Glukhovskym
Dmitry Glukhovsky, autor Metra 2033 i Metra 2034, opowiada o swojej nowej książce - Czas zmierzchu, przedstawia interaktywne projekty i zdradza plany podboju świata.
Wywiad przeprowadzony i przetłumaczony przez Monikę “Nine” Glibowską
Przyjechałeś do Polski, żeby promować swoją najnowszą książkę, Czas zmierzchu. Nie jesteś w tym kraju po raz pierwszy. Miałeś czas na zwiedzanie? Jak wrażenia?
Niestety moje wrażenia obejmują raczej nie tyle Polskę, co samą Warszawę. Jestem tu po raz trzeci jako pisarz i zawsze jest mniej więcej tak samo: ciąg wywiadów i spotkań z czytelnikami, a później lot powrotny. Poza tym mam teraz w domu małe dziecko i moja żona nie jest zbyt chętna, by pozwolić mi zwiedzać Polskę w czasie wolnym. Powinniśmy pewnie poczekać, aż dziecko podrośnie i wtedy przyjedziemy wszyscy razem.
Co wyróżnia Czas zmierzchu na tle twoich innych powieści?
Powiedziałbym, że [Czas zmierzchu – przyp. tłum.] bardzo się wyróżnia. Jak dotąd mam na koncie cztery książki i każda jest inna. Metro 2034 bardzo się różni od Metra 2033. Chociaż posiadają analogiczne tytuły, ich gatunki, bohaterowie i język są różne, a jedynie sceneria pozostaje jednakowa. Dla mnie to główna postać zawsze definiuje historię. Staram się pisać używając słownictwa odpowiedniego dla poszczególnych bohaterów i odzwierciedlającego ich światopogląd. Tak więc Metro 2033 zdaje się książką stworzoną przez dwudziestolatka, zaś Metro 2034 jest ukazane z perspektywy osoby około pięćdziesięcioletniej, ponieważ mężczyzna opowiadający historię ma właśnie tyle lat. Czas zmierzchu nie ma nic wspólnego z fabułą Metra. To niezależna powieść, przedstawiona z punktu widzenia trzydziestoparolatka mieszkającego we współczesnej Moskwie i pracującego jako tłumacz realizujący nudne, rutynowe zlecenia: przekłady kontraktów i instrukcji. Pewnego dnia niespodziewanie otrzymuje zadanie, na jakie nie był przygotowany - strony ze starego hiszpańskiego manuskryptu datowanego na XVI wiek.
Skąd wziął się pomysł na powiązanie realiów współczesnej Moskwy z wierzeniami Majów?
Istnieją podobne przykłady. Najbardziej znanym jest prawdopodobnie Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa – powieść w powieści. Jeden z głównych bohaterów, Mistrz-pisarz, tworzy historię o Chrystusie. Mamy więc do czynienia z podwójną fabułą. Pierwsza jest alternatywną historią Jezusa Chrystusa, druga przedstawia losy osoby, która ją opisuje, lecz obie opowieści są powiązane. To nie było moje bezpośrednie odniesienie. Nie zamierzałem kopiować. Moja historia stanowi połączenie dwóch innych epok: hiszpańskiej konkwisty Ameryki Południowej i Środkowej z jednej strony, i współczesnej Moskwy z drugiej. Opowieść o hiszpańskiej ekspedycji ma pewne historyczne odniesienia. Bohater-konkwistador został wysłany przez Diego de Landę, który był hiszpańskim biskupem Jukatanu.
Jak określiłbyś gatunek tej książki?
Mam kłopot z gatunkami – są dla rynków masowych. Gatunek jest formatem ułatwiającym konsumentowi przyswojenie historii. Wiele osób traktuje książkę jak film lub hamburgera. To głupota. I dlaczego miałbym stosować się do limitów i reguł ustalonych przez kogoś innego?
Czas zmierzchu jest porównywany do powieści Dana Browna, a ciebie nazywa się rosyjskim Stephenem Kingiem. Co sądzisz o tych asocjacjach?
Kiedy wraz ze specjalistą od marketingu dyskutowaliśmy, co zamieścić na tylnej okładce, wybraliśmy po prostu odniesienia, które się sprzedają. Ale niewątpliwie moim źródłem inspiracji była twórczość Jorge Borgesa, Umberto Eco, Gabriela Garcíi Márqueza i Julio Cortázara, a nie Dana Browna. On dostarcza rozrywki, ale nie zainspiruje cię do napisania książki.
Kiedy zaczynałeś pisać, jakie były twoje doświadczenia z wydawcami? Czy trudno jest opublikować powieść w Rosji?
Na pewno autorowi science fiction jest łatwiej, ponieważ to gatunek przynoszący sukcesy komercyjne, więc wydawcy są skłonni podjąć ryzyko. W przypadku powieści mainstreamowych sprawa jest bardziej skomplikowana. Trzeba zrozumieć logikę wydawcy: nawet jeśli książka jest znakomita, w pierwszej kolejności zostanie oceniona. Jeżeli nie jesteś laureatem nagrody Nobla i współpraca z tobą nie stanowi kwestii prestiżu, wydawca podejmie bezwzględną decyzję biznesową: uda się sprzedać czy nie. Wiem, że wydawca, który odpowiada za moją pierwszą książkę, dostawał wówczas dziesięć manuskryptów dziennie.
Pytam, ponieważ wiem, że Metro 2033 zostało najpierw opublikowane w internecie i jest nazywane interaktywnym eksperymentem…
Po tym, jak [książka – przyp. tłum.] została odrzucona przez wszystkich wydawców, do których ją wysłałem, postanowiłem zamieścić ją na stronie. To był odważny pomysł, ale i wyraz desperacji. Właśnie dlatego, że nikt nie chciał mojej powieści, zdecydowałem się opublikować ją sam. Zamiast powiedzieć: "Ok, nikt mnie nie lubi, więc się zabiję i spalę rękopis. Albo najpierw go spalę, a potem się zabiję", po prostu założyłem stronę. To było w roku 2002, jeszcze przed Facebookiem i blogami – w erze stron internetowych. Nie przejmowałem się, że mi nie płacono, ponieważ jedynym, czego chciałem, było znalezienie czytelników, którzy doceniliby to, co zrobiłem.
Jak to się stało, że powieść dostępna online, stała się bestsellerem w wersji drukowanej?
To jest proces. Dziś każdy to robi [publikuje online – przyp. tłum.], ale zawsze sztuką jest być pierwszym. Cóż, Stephen King był pierwszy, ale on pobierał opłaty za ściąganie swoich książek. Mnie nie zależało na pieniądzach. Dziś każdy początkujący autor publikuje w sieci, ale to oznacza tylko, że szum informacyjny jest tak wielki, że znalezienie czegoś wartościowego jest praktycznie niemożliwe. To był dobry pomysł dziesięć lat temu… Czymkolwiek się zajmuję, zawsze staram się być pierwszy. Tak więc Metro 2033 stało się ogólnodostępne. Potem zostało jednym z pierwszych interaktywnych projektów, ponieważ pisząc, konsultowałem się z czytelnikami, a interaktywność była wówczas nowością. Następnie przekształciłem powieść w projekt artystyczny – zaproszeni muzycy i artyści tworzyli książkę razem ze mną. To było Metro 2034. Wraz z publikacją nowych rozdziałów pojawiała się galeria obrazów olejnych, zeskanowanych i zamieszczonych na stronie. A kultowy, wytworny muzyk skomponował piosenki i ścieżkę dźwiękową i opublikował je na mojej stronie.
A teraz przyszedł czas na projekt Uniwersum Metro 2033. Czy możesz wyjaśnić na czym on polega?
Różni autorzy połączyli siły, żeby stworzyć jeden spójny świat, pisząc o nim w swoich książkach. Uniwersum Metro 2033, mimo że w Polsce rusza wraz z publikacją Pitera [autorstwa Szymuna Wroczka – przyp. tłum.], w Rosji liczy już dwadzieścia powieści. Ich akcja toczy się w Moskwie, Petersburgu, na Syberii, w górach Ural, na rosyjskiej dalekiej północy i na Ukrainie. Teraz przyłączają się inne kraje. Planowana jest książka o Kubie: nastoletnia wojowniczka-lesbijka pozna bohaterów rosyjskiej powieści, podróżujących przez ocean w jednej z ostatnich nuklearnych łodzi podwodnych. Postaci spotykają się, fabuły przeplatają. Ogółem mamy ambicję stworzenia największej światowej sagi o tym samym koherentnym świecie i to jest niewątpliwie coś, czego nikt jeszcze nie dokonał. Autorzy z Ameryki, Niemiec, Grecji i Hiszpanii przyłączą się niebawem.
Jak wygląda ten proces? Wybierasz autorów czy to oni się z tobą kontaktują?
Istnieją różne sposoby. Przede wszystkim mamy rosyjską stronę, www.metro2033.ru, która dostarcza treści. Ludzie piszą historie, zamieszczają je na stronie i funkcjonuje system głosowania. Razem z wydawcą wybieramy z dwudziestki najlepszych te książki, które zasługują na wydanie. W 2011 opublikowaliśmy trzy powieści napisane przez początkujących autorów. Chcemy przenieść to doświadczenie także do Polski. Na stronie – polskim ambasadorze Uniwersum Metro 2033, czyli www.metro2033.pl - będziemy zbierać opowieści napisane przez fanów, szukając autora, który potrafiłby odkryć przeznaczenie postnuklearnej Polski w roku 2033 i dołączyłby do franczyzy. Jeśli powieść będzie dobra, być może zostanie przetłumaczona na inne języki.
W najbliższej przyszłości zamierzasz skupić się na tym projekcie czy opublikować własną książkę?
Na pewno nadal będę pisał książki. "Podbój uniwersum" jest czymś bardzo ambitnym i świetnym, ale nie porzucam moich aspiracji pisarskich i już mam plany na kolejną powieść, będącą czystym science fiction. Książka, którą opublikowałem ostatnio w Rosji i która wkrótce ukaże się w Polsce, jest zbiorem opowiadań polityczno-satyrycznych, obrazujących Rosję Putina. A więc bardzo się różni od mojej dotychczasowej twórczości. Nie chcę być autorem science fiction, bo to zbyt wąskie. Po prostu chcę czuć się wolnym i robić to, na co mam ochotę. Jeśli nie znajdujesz radości w tym, co robisz, nikomu nie sprawi przyjemności czytanie tego, co napisałeś.
Bardzo dziękuję za wywiad.
Redakcja i korekta: Marta "Nubia" Porwich


















































Odpowiedzi
Nie wiem jak Wy, ale ja przy
Nie wiem jak Wy, ale ja przy tym fragmencie wypowiedzi poczułam się oszukana:
Czas zmierzchu jest porównywany do powieści Dana Browna, a ciebie nazywa się rosyjskim Stephenem Kingiem. Co sądzisz o tych asocjacjach?
Kiedy wraz ze specjalistą od marketingu dyskutowaliśmy, co zamieścić na tylnej okładce, wybraliśmy po prostu odniesienia, które się sprzedają. Ale niewątpliwie moim źródłem inspiracji była twórczość Jorge Borgesa, Umberto Eco, Gabriela Garcíi Márqueza i Julio Cortázara, a nie Dana Browna. On dostarcza rozrywki, ale nie zainspiruje cię do napisania książki.