Za progiem grobu (Andrzej Ziemiański) - recenzja

    Od kiedy Andrzej Ziemiański (jako pisarz) powrócił – po ponad dziesięcioletniej przerwie – do Fandomu, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców polskiej literatury fantastycznej. Głównie przyczyniła się do tego oczywiście powieść „Achaja”, uważana (wbrew powszechnej opinii) przez samego autora za science fiction. Nie można jednak zapomnieć o znakomitym  „Zapachu szkła” czy „Toy Wars”. W przeciwieństwie do jego twórczości z czasu poprzedniego tysiąclecia, autor na miejsce akcji zwykle wybiera Polskę, a szczególnie ukochany przez niego Wrocław w różnych  wcieleniach, takich jak Breslau z czasów okupacji, z „Breslau Forever". 

    Co ciekawe, powieści Andrzeja Ziemiańskiego trafiają do odbiorców, mimo zaplanowanego na dużo mniejszą skalę (w porównaniu choćby z Andrzejem Pilipiukiem) marketingu ze strony wydawnictwa. Może to świadczyć o tym, że twórczość autora jest zbyt kontrowersyjna, by promować ją na szerszą skalę, albo też tak dobra, że nie potrzebuje wielkiej reklamy. I po części każdą z tych tez należy uznać za prawdziwą .

    Mimo obycia w rynku literackim, nie udało mi się wcześniej usłyszeć o tym, że tak przeze mnie lubiany autor przygotowuje nową książkę. Całą moją uwagę związaną z jego osobą przykuł bowiem nowy cykl o Achai. Z tym większym – acz przyjemnym – zaskoczeniem odkryłem na półce księgarni „Za progiem grobu”. Oczywiście, jak najszybciej po nią sięgnąłem.

    „Za progiem grobu” okazuje się być kryminałem z elementami fantastyki. Autor zastanawia się tu nad zjawiskiem ciągle badanym (czy też – niezbadanym), jakim jest śmierć kliniczna. Bywa, że osoby w trakcie ciężkiej operacji słyszą i widzą, co dzieje się na sali operacyjnej i mogą dokładnie opisać zachowania i wygląd operujących ich lekarzy. Ale na ile stanowi to fenomen materii organicznej, jaką jest ludzki mózg, a na ile świadectwo istnienia duszy? Na to pytanie, mimochodem, próbuje opowiedzieć detektyw-freelancer Andrzejewski, główny bohater powieści, a za nim (lub też przed, jeśli się uprzeć) sam twórca.

    Akcja „Za progiem grobu” zaczyna się od… Cóż, masturbującego się w solarium Andrzejewskiego. I choć sam fakt owego onanizmu nie miał na dalszą fabułę zbyt wielkiego wpływu, dobitnie uświadomił mi, że znów trzymam w rękach książkę Andrzeja Ziemiańskiego. Żarty się skończyły. Czy też może – dopiero zaczęły.

    Oczywistym elementem większości powieści współzałożyciela e-zinu Fahrenheit jest cyniczny, kontrowersyjny humor. I choć w najnowszej książce pisarza nie został on tak wyeksponowany, jak choćby w „Achai”, to z pewnością można go sotkać więcej niż w lekko poważniejszym „Breslau Forever”. I dalej jest tak pomysłowy, jak pełen kontrowersji, szczególnie, jeśli chodzi o role kobiece, takie jak Beata Bader, przez większość książki zwana po prostu BB. Nasza bohaterka to poważna wojskowa psycholog świeżo po misji w Afganistanie, a prywatnie – masochistka, uwielbiająca dostawać od męża w pupę za zjedzenie za dużej ilości lodów z bitą śmietaną.

    Główną oś fabularną kryminału stanowi śledztwo Andrzejewskiego, zlecone przez (zadowoloną z efektów poprzedniego) mamusię odnalezionego (na swoje własne nieszczęście) synka, odnośnie zniknięcia znacznej sumy z firmowego konta. Autor szybko dolepia do tego wątek zaginięć bezdomnych powodowanych, jak mówi miejska legenda, przez Czarną Damę i tajny projekt wojskowy. 

    Efektem jest dosyć liniowy kryminał, w którym główna akcja polega właściwie na dążeniu „po nitce do kłębka”, a cała intryga wydaje się być jasna już na pewien czas przed zakończeniem książki.

    Co dziwne, w trakcie lektury ten fakt nie miał dla mnie zbyt wielkiego znaczenia. Powodem może być moja osobista sympatia do twórczości autora, jak i po prostu udana zabawa piórem, jaką tenże prezentuje. Ziemiański jest starym wyjadaczem i wie jak pisać, by zaciekawić. Ku podróży do ostatniej strony nie pchała mnie ciekawość związana z główną osią fabularną, a niesamowita łatwość i przyjemność, z jaką czyta się książkę.

    Trzecią, dosyć znaczącą cechą chyba każdej, a z pewnością tej, powieści Andrzeja Ziemiańskiego jest świetne (choć czasami kuriozalne) nakreślenie osobowości i psychologii bohaterów. Duet Andrzejewski i BB to zdecydowanie jedna z najlepszych komediowych par w polskim kryminale, jakie znam. Z kolei Różycki, bohater poboczny, to idealistyczny glina pragnący zwalczać przestępczość, a jednocześnie nie mający nic przeciwko zarobieniu paru złotych na lewo, zaś zleceniodawca – Richter – prócz bycia pośrednikiem w detektywistycznym biznesie, jest oficjalnie pracownikiem urzędu skarbowego.

    Każda z tych postaci ma dwoistą naturę czy też zakłada odpowiednie do sytuacji maski i nie jest tym, kim się zdaje z początku. I choć bohaterowie „Za progiem grobu” mogą wydawać się satyrą społeczeństwa, w rzeczywistości niewiele brakuje im do ludzi ze świata rzeczywistego.

    Nie mogę powiedzieć, że „Za progiem grobu” jest najlepszą książką, jaka wyszła spod pióra wielokrotnie nagradzanego autora. Po płaszczyźnie kryminału spodziewałem się bowiem czegoś więcej. Jest to jednak pozycja, którą czytało mi się wspaniale i nie mogę żałować poświęconych na nią godzin.

    Andrzej Ziemiański pokazuje, że jeśli już się bawić, to bawić się z klasą i rozmachem.

     

    Michał Stonawski

    Korekta: Diana „Mongfind” Cereniewicz

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy

    Wydawnictwu Fabryka Słów

    Autor: Andrzej Ziemiański
    Wydawnictwo: Fabryka Słów
    Miejsce wydania: Lublin
    Wydanie polskie: 4/2012
    Seria wydawnicza: Fabryka sensacji
    Liczba stron: 368
    Format: 125x195 mm
    Oprawa: miękka
    ISBN-13: 9788375746952
    Wydanie: I

     

    Książkę możecie nabyć w sklepie redcoon.pl
     

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany
    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Przyjemne połączenie

    Przyjemne połączenie kryminału z horrorem, doprawione szczyptą fantastyki. Książkę czytało mi się przyjemnie i bardzo szybko. Zostałam fanką Beaty Bader, choć niekoniecznie jej męża ;)