Zawsze przy mnie stój (Carolyn Jess-Cook)
Nieustannie słyszę opinie czytelników twierdzących, że z aniołem w roli głównej nie da się już napisać nic oryginalnego, ciekawego ani zaskakującego. Owszem, da się i teraz jestem w stanie bardzo łatwo to udowodnić. Wystarczy, że dam malkontentom do przeczytania Zawsze przy mnie stój Carolyn Jess-Cook. Kolejna wizja skrzydlatych niebiańskich wysłanników, podobna do setek znanych już z innych dzieł? Otóż wcale nie!
Co można więc zrobić, żeby stworzyć anioła innego niż nakazuje moda? To proste. Porzucić ciężko wyszperaną wiedzę mitologiczną, odłożyć na bok mistyczne źródła – Biblię, gnozę, kabałę, zapomniane apokryfy i inne nadużywane przez współczesnych pisarzy-fantastów inspiracje, a przychylniejszym okiem spojrzeć na prostą i banalną wiarę przeciętnych, szarych ludzi z naszego kręgu kulturowego. Tak, tę dziecięcą i niezbyt poważnie traktowaną, przypisywaną kilkulatkom i staruszkom. Tę w strzegącego człowieka Anioła Stróża, najlepiej w postaci zmarłej, bliskiej osoby: rodzica, ukochanego dziadka, siostry albo brata, zbyt wcześnie utraconego dziecka czy też najlepszego przyjaciela. Anioła, który zawsze stoi przy swoim podopiecznym. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, jest mu zawsze ku pomocy, broni od wszystkiego złego i prowadzi do żywota wiecznego…
Co niezwykłego może być w takim przedstawieniu anioła? Przede wszystkim to, że niewielu autorów się na nie decyduje. Być może boją się trywializowania albo infantylności... A to błąd! Jess-Cook udowodniła, że gdy wykonanie dobre, to i sam pomysł nie musi być szczególnie wyszukany. Taki anioł, w dodatku, wcale nie jest dziecinny ani banalny, tylko swojski, znajomy i bije od niego przyjemne ciepło. Niebiański wysłannik posiada tu także dwie charakterystyczne cechy, które zwróciły moją szczególną uwagę. Po pierwsze – widzenie aur. Motyw dość znany, w tej powieści jednak naprawdę mnie zachwycił formą i sposobem opisów. Po drugie – skrzydła. Nie spodziewałam się, że zostanę uraczona, odmienną niż zwykle, teorią dotyczącą budowy, funkcji i przeznaczenia anielskich skrzydeł. Co więcej – że zostanę nią zaskoczona. A jednak! Założę się, że nikt z Was nie zgadnie z czego mogą być „wykonane” i do czego służyć.
Najbardziej udanym elementem książki okazała się narracja i związany z nią ciekawy zabieg. Z pozoru zwyczajna, pierwszoosobowa; haczyk stanowi jednak niebanalna perspektywa, z jakiej czytelnik ma okazję obserwować losy Margot, która umiera i jako świeżo upieczony Anioł Stróż – Ruth – po raz drugi uczestniczy we własnym życiu. Tym razem jednak doświadcza go zupełnie inaczej, jest w tej sztuce jednocześnie widzem i aktorem. Przeżywa wszystko od nowa, lecz jako po części inna istota, ale w pełni świadoma tego, co wydarzy się dalej. Carolyn Jess-Cook opisała to w sposób przekonujący, naturalny i pomysłowy. Burza emocji, jakie targają bohaterką, szybko udziela się też czytelnikowi. Poza tym… Losy jednego człowieka widziane w całości, na tle innych żyć, całej ich misternie posplatanej sieci – to daje do myślenia, chwilami skłania do naprawdę interesujących refleksji.
Bohaterka jest kimś pomiędzy byłym człowiekiem a przyszłym aniołem. Przechodzi zaskakującą metamorfozę, staje się niebiańską istotą powoli, stopniowo i płynnie. Ten proces został ukazany bardzo ciekawie, a śledzenie go sprawiło mi wiele przyjemności. Czytając, podświadomie przez cały czas zastanawiałam się, gdzie przebiega granica, za którą przestała ona być już zmarłą Margot, a zmieniła się w Ruth – pełnowartościowego anioła. Ogromną rolę dla zrozumienia natury bohaterki odgrywają także imiona znaczące. Ruth to w języku hebrajskim przyjaciółka, wierna towarzyszka, Margot natomiast pochodzi z greki i oznacza perłę – klejnot, symbol tego, co najcenniejsze. Czy można sobie wyobrazić miana bardziej pasujące do Anioła Stróża i jego Istoty Chronionej?
Książka porusza kilka interesujących, typowo filozoficznych problemów, dzięki czemu jej nastrój jest bardzo refleksyjny. Niejednokrotnie padają pytania o przeznaczenie i wpływanie na ludzki los, o to, do jakich konsekwencji może prowadzić próba kontrolowania i zmieniania przyszłości. Przywodzą one na myśl coś, co zawsze wywoływało we mnie silne emocje i napędzało wyobraźnię – efekt motyla i teorie dotyczące chaosu deterministycznego.
Zwróciłam również uwagę na, podjętą przez autorkę, próbę ujednolicenia różnic między kulturami i wierzeniami, w odniesieniu do rzeczywistości nadprzyrodzonej. Odniosłam wrażenie, że w świecie przedstawionym posiadanie Anioła Stróża nie jest determinowane wyznaniem, pochodzeniem czy poglądami religijnymi. Wysłannicy niebios chronią tu tak samo katolików, protestantów, Żydów, jak i ateistów. Ciekawym przypadkiem był natomiast dość ortodoksyjny Aborygen – u niego funkcję anioła pełnił jeden z przodków, których kult mężczyzna praktykował.
Zawsze przy mnie stój to jednak przede wszystkim dobra książka obyczajowa. Życie Margot jest barwne i z pewnością nie nudne, pełne dramatów oraz nagłych, nieoczekiwanych zwrotów akcji. Czytelnik obserwuje koleje losu kobiety po przejściach, która na oczach jego i samej siebie przeżywa prawdziwe tragedie oraz małe radości. Okazuje się, że zwyczajne życie prostego człowieka wcale nie musi być mało fascynujące i niewystarczająco niezwykłe, jeśli tylko ktoś je opisze w odpowiednio interesującej formie. Margot jako szukająca rodzinnego ciepła mała dziewczynka, naiwna nastolatka, później kobieta, żona oraz matka, słaba i łatwo ulegająca skłonnościom ludzka istota, wcale nie jest mniej ciekawą bohaterką niż anioł Ruth. Dlatego właśnie Zawsze przy mnie stój spodoba się nie tylko miłośnikom fantastyki. W zasadzie wcale nie trzeba jej lubić, by zachwycić się tą powieścią. Z czystym sumieniem mogę ją zaproponować osobom preferującym literaturę obyczajową. Pozycja powinna się spodobać w szczególności kobietom w dojrzałym wieku oraz osobom, które same głęboko wierzą, że czuwa nad nimi ich własny Anioł Stróż.
Wątek fantastyczny doskonale ubogaca i ożywia tę historię, nadaje jej wyjątkowe cechy, wzmacnia oddziaływanie na czytelnika, ale nie stanowi najistotniejszego elementu opowieści. Najważniejsze jest w niej to, co zupełnie realne i rzeczywiste. Przykładowo: najbardziej wypełniony grozą i przerażający był, według mnie, wątek całkowicie realistyczny. Motyw koszmarnego sierocińca, w którym w drugiej połowie dwudziestego wieku, dzieci są bezlitośnie torturowane, wydał mi się wprawdzie mocno przesadzony, ale jednocześnie spełnił swoją rolę – rozmiękczył mnie do granic możliwości i naprawdę przeraził. Okazało się, że nawet najbardziej krwawe, makabryczne i psychodeliczne horrory nie są w stanie poruszyć mnie tak, jak to – opisy kar zadawanych niegrzecznym kilkulatkom w domu dziecka przez sadystyczną panią dyrektor, w czasach prawie mi współczesnych. Owszem, brzmi niewiarygodnie, ale działa na wyobraźnię i emocje lepiej niż cokolwiek, z czym spotkałam się do tej pory. Wątków, zupełnie przyziemnych, wobec których jednak nie da się pozostać obojętnym, jest w tej powieści znacznie więcej. Zawsze przy mnie stój to jedna z zaledwie kilku książek w całym moim życiu, które były w stanie doprowadzić mnie do łez.
Język, choć nieskomplikowany, potrafi zauroczyć. Każdy opis jest bardzo plastyczny, obrazowy i doskonale pobudza wyobraźnię. Najpiękniejsze wydały mi się fragmenty, w których Ruth opowiada o świecie widzianym oczami anioła – przedstawia nieznaną człowiekowi perspektywę, która u samej bohaterki wywołuje ekscytację i uniesienie, ukazuje go czytelnikowi w nowych barwach. Nieziemska rzeczywistość ożywa na kartach powieści i wybucha przed oczami wyobraźni miriadami kolorów i odczuć. Także z pozoru zwyczajne ludzkie losy zostały opisane w ciekawy, niebanalny sposób. Autorka świetnie radzi sobie z budowaniem napięcia oraz grą na emocjach czytelnika. Bardzo dobrze wykorzystuje też stylizacje – inaczej mówią nie tylko poszczególni bohaterowie, ale również ci sami, w różnych okresach i na różnych etapach swojego życia.
Fabuła jest spójna, od początku do końca konsekwentnie podąża w wyznaczonym, z góry zaplanowanym kierunku. Zawsze przy mnie stój to tzw. „lektura na jedno posiedzenie” – czyta się ją lekko, łatwo i przyjemnie, a akcja skutecznie wciąga, nie pozwalając oderwać się od książki. Mimo zmęczenia, nie mogłam usnąć, zanim nie pochłonęłam powieści do ostatniej strony.
Z radością muszę też przyznać, że Wydawnictwo Otwarte pokazało, iż jest naprawdę solidną firmą. Wydaniu nie można absolutnie nic zarzucić – dobrej jakości papier, wystarczająco wyraźna, ale też nieprzesadnie wielka czcionka, solidny skład i ani jednego, rzucającego się w oczy, rażącego błędu. Książka należy do tych nielicznych „produktów idealnych”, doskonale dopracowanych w każdym aspekcie, które stanowią rzadkość na polskim rynku.
A okładka? Prześliczna! Iście niebiański klimat… Zdobiącemu ją wizerunkowi uroczej małej dziewczynki mogłabym przyglądać się godzinami. Dziecko jest tak cudne i emanuje takim spokojem, że nie sposób oderwać od niego wzroku i oprzeć się całej palecie pozytywnych emocji, które jego widok wywołuje. W dodatku ta postać jest idealnym odwzorowaniem mojego wyobrażenia kilkuletniej Margot, o której czytałam na kartach powieści. Dokładnie tak widziałam ją oczyma wyobraźni podczas lektury. Jeszcze bardziej zachwyca kolorystyka – biel i najpiękniejsze odcienie błękitu, jakie kiedykolwiek miałam okazję oglądać, posiadają niemal magiczną, kojącą moc. Zachęcam do przyglądania się tej książce w stresujących sytuacjach – naprawdę działa. Całości dopełniają tytuł i nazwisko autorki, wypisane dużą, matowo-srebrną czcionką, lekko rozmytą, jakby rozmazaną przez łzy albo... wodę z anielskich skrzydeł.
Z przyjemnością spędziłam miłe popołudnie i wieczór w towarzystwie tej książki. Polecam ją wszystkim, którzy po ciężkim tygodniu pracy szukają odprężającej, sympatycznej lektury na weekend. Jest lekka i niewybitnie wymagająca, ale jednocześnie można po nią sięgnąć bez obawy, że okaże się mało ambitnym czytadłem na miernym poziomie. Do tego cieszy nie tylko duszę, ale także oko.
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz
dziękujemy Wydawnictwu Otwartemu.

tytuł: Zawsze przy mnie stój
tytuł oryginału: The Guardian Angel's Journal
autor: Carolyn Jess-Cooke
wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
tłumaczenie: Małgorzata Kafel
fotografia na okładce: Jennifer B. Short
projekt okładki: Katarzyna Haduch
data wydania: 2011
oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7818-137-4
objętość: 311 stron

















































