Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Zaznaczeni niebieskim

- A żeś mi nie mówił! – zagaił Markoniec, kiedy w dość desperackich poszukiwaniach półosi do Cordoby trafiłem w końcu do jego warsztatu.
Zdziwiłem się jak diabli, bo, szczerze mówiąc, rzadko znajdowałem z nim wspólny język. On miał w głowie tylko tuning, ja o tym zielonego pojęcia nie miałem, więc o czym on, do licha?
- No, że ta cała fantazy taka cool jest – uściślił wypowiedź.
- Książkę czytam – posunął się dalej w wyjaśnieniach.
Tu mi szczęka opadła, bo jako żywo, nawet w dawnych czasach szkolnych, poza „Motorem” i innymi czasopismami motoryzacyjnymi niczego Markoniec nie czytywał. Nie zwrócił na moje zbaranienie najmniejszej uwagi, tylko nawijał dalej:
- Ktoś zapomniał w warsztacie i tak do ręki wziąłem, a nazywa się… tak jakoś „Zaznaczeni niebieskim”? O, mam!
Tryumfalnie pomachał wygrzebanym ze sterty papierzysk tomikiem, zostawiając na okładce odciski daktyloskopijne.
Jasne, „Zaznaczeni”! Paznokciem chyba! Litery na okładce układały się w znajomy tytuł „Naznaczeni błękitem”.
- Koleś, rewela normalnie! – Markoniec wyraźnie się rozpędzał. - Najpierw to o takim dzieciaku, co to jest magikiem, wiesz, jak w cyrku, co to takie obrazki tworzy, ale co chce w domu zostać i błędy na egzaminie robi, a oni, no, ci co go sprawdzać mieli, to nawet nie widzieli, że on nogi ma nie tego, i wózka potrzebuje!
- Jakiego wózka? – spytałem słabo. Słowo daję, bredzi ten Marek jak Piekarski na mękach. Skąd mu się to wzięło? – Przecież Białołęcka…
- Normalnie, inwalidzkiego, koleś – wytłumaczył mi z pobłażaniem Markoniec. – Logika, nie, że skoro nie mógł chodzić, to potrzebował!
Odpuściłem.
- No, i jak wybuchła wojna, to on i jego brat zostali w domu i on, magik, Grzmiróg się nazywał, to tak zamieszał że tamci, jak przyszli, to zamiast wsiowej chałupy zamek widzieli! Rewela, nie? No i odsiecz przyszła i on potem prawdziwym magikiem został.
No dobrze, mniej więcej się zgadza. Mniej wprawdzie, niż więcej, ale i tak mnie Markoniec zadziwił. Na wszelki wypadek nie korygowałem jego zwierzeń, zaciekawiony, ile też z lektury zapamiętał.
- Ale to, to ten był, no, wstęp – kontynuował tymczasem Marek, nie zwracając na moje milczenie większej uwagi.
- Bo główna cześć to się sto lat potem dzieje. I tam czarownik, Bukiet się nazywał – no, wiem, że głupio, nie poradzę – znajduje takiego chłopaczka całego jak Yeti porośniętego futrem, kumasz, psa z niego robili! A on też był magikiem i na odległość głównego drania posiekał. Ale to tak nieświadomie. No, to Bukiet go zabrał do siebie, żeby się czarownictwa uczył. I żeby jak człowiek się zachowywał, bo nie umiał, kumasz?
No, owszem, „kumałem”. Pokiwałem głową twierdząco, bo Markoniec wyraźnie oczekiwał jakiegoś potwierdzenia. Ucieszył się i ruszył dalej:
- No i wreszcie wysyłają go do Zamku, i wydaje się, że ma jakąś blokadę i nie może czarować. Dopiero jak zachorował, to się okazało, że może. A jak go chciał taki jeden głąb sflekować, to mały omal go nie wykończył, taki odruch magiczny. No i za karę chcieli mu odebrać magię, ale kumple załatwili mu papugę i ten cwaniak go wybronił że niby jest niewolnikiem Bukieta. – Markoniec tokował jak głuszec i musiałem nieźle główkować, żeby wiedzieć, które „on” do kogo się odnosi. A właściwie musiałbym, gdybym nie czytał „Kronik Drugiego Kręgu”. – A skoro tak, to nie mogą, bo to by było kalectwo.
- Ciekawa historia – udało mi się wtrącić.
- A żebyś, koleś, wiedział – przyświadczył natychmiast Markoniec. – No więc pozwalają mu się uczyć, a on, znaczy Śpiewak Nocy, to może zmieniać różna rzeczy w coś innego, tak jak chcieli ci, no, ali-chemicy, czy jakoś tak.
- Alchemicy – poprawiłem zupełnie odruchowo, ale mogłem sobie darować ten wysiłek, bowiem mój rozmówca puścił go mimo uszu.
- I zaczyna się druga część, o innym chłopaku, jest głuchy i mówić też się nie nauczył. On z kolei obrazy jak Grzmiróg wyczarowuje. No, ale chce słyszeć i myśli, że inny magik go wyleczy, to próbuje takiego znaleźć. Ale w końcu się okazuje, że ma nowotwór i przez to nie słyszy, za to może czarować. Ty, to ja bym wolał jednak być zdrowy, niż czarować – wtrącił Markoniec własny wniosek.
- Słuchaj, to nie tak, po prostu magowie mają taki dodatkowy narząd, który… - spróbowałem wyjaśnić, ale mi przerwał:
- Weź, no przecież tam tak pisze, że czarowanie mu uszy zżarło – zripostował Markoniec natychmiast. No i w pewnym sensie miał rację, choć nie w tym, o którym myślał.
- A potem dopiero jest jazda! Koleś, bez trzymanki normalnie! Kumasz, wziął sobie smoka za kumpla, takiego psowatego. Trafił do Zamku, ale poprztykał się z innym magikiem i prysnął, A potem… stary, normalnie musisz to sam przeczytać! Umie – zerknął na okładkę i odczytał nazwisko – Ewa Białołęka pisać, to prawie tak ciekawe, jak konstrukcja zawieszenia hydropneumatycznego!
Osobliwy komplement mógł docenić tylko ktoś, kto znał Markońca chociaż trochę. Najchętniej brał się za tuningowanie zawieszenia.
- A w ogóle to czego szukasz? – zainteresował się nagle.
Powiedziałem. Pokręcił głową.
- Ciężka sprawa, ale coś się wykombinuje. I radzę, przeczytaj to.
Jakoś nie miałem serca informować go, że „Kroniki” od dawna spoczywają w mojej biblioteczce.

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

Cudo! Uśmiałam się po pachy!

Cudo! Uśmiałam się po pachy! Tak na poprawę humoru przed snem,po ciężkim dniu ;) Jak dla mnie bomba!

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Jostein Siwy

Dziękuję! Ale przede

Dziękuję! Ale przede wszystkim, powinnaś podziękować nieżyjącemu już Wiechowi. Wzorowałem się na jego felietonach.

--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!

portret użytkownika Lorelay

Wobec tego kłaniam się nisko

Wobec tego kłaniam się nisko Panu Stefanowi.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Jostein Siwy

W imieniu Wiecha -

W imieniu Wiecha - dziękuję.

A inspiracją był "Fanfan Fijoł"

--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!

portret użytkownika tess

A na Fantazmatach widać, że

A na Fantazmatach widać, że Ewie się spodobało... :)

portret użytkownika Jostein Siwy

Co mnie bardzo cieszy!

Co mnie bardzo cieszy!

--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi