Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Zbieracz Burz, tom II (Maja Lidia Kossakowska)

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę...

A co zebrała Maja Lidia Kossakowska?

Od momentu przeczytania "Siewcy Wiatru" jestem zagorzałą miłośniczką tej serii. Dlatego też po "Zbieraczu Burz" spodziewałam się wiele i postawiłam autorce poprzeczkę bardzo wysoko. Pierwszy tom całkowicie mnie usatysfakcjonował. Stanowił obiecujący początek nowej, fascynującej historii, rozgrywającej się w realiach jednego z moich ulubionych światów fantastycznych. Z wielką niecierpliwością czekałam więc na kontynuację. Do lektury tomu drugiego zasiadłam pełna nadziei na imponujące rozwinięcie, a przede wszystkim zakończenie tej opowieści. Po premierze chodziły słuchy, że ma być to ostatnia część cyklu, wypadałoby więc, aby Kossakowska dała z siebie wszystko i zafundowała czytelnikom niezapomniane wrażenia.

Pierwszy rzut oka. Przepiękna oprawa graficzna. Idealnie harmonizuje z resztą cyklu, doskonale ukazuje metamorfozę głównego bohatera i postępującą od czasów "Siewcy..." zmianę nastroju. Grafikę okładkową, jak zwykle w wykonaniu Piotra Cieślińskiego, mogłabym powiesić sobie nad łóżkiem i wpatrywać się w nią przed zaśnięciem niczym nawiedzona nastolatka. Ilustracje Daniela Grzeszkiewicza to dzieła sztuki same w sobie. Solidny skład, przyzwoity papier. Czcionka wygodna, wyraźna i wystarczająco duża – na co ja osobiście zwracam sporą uwagę z racji kiepskiego wzroku. Prosty podział na odpowiedniej długości rozdziały i podrozdziały. Stosowne fragmenty ładnie zaznaczone kursywą. Jedno jest pewne. Wykonano kawał solidnej roboty i zadbano o to, by książkę czytało się łatwo i lekko.

Zachęcona stroną wizualną i techniczną, postanowiłam jak najszybciej sprawdzić, co kryje się wewnątrz. Na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech zadowolenia. Tak! Tego mi było trzeba! Charakterystyczny styl autorki, który tak lubię, został zachowany. Znany z poprzednich tomów cyklu powalający humor – również. Jak zwykle rozbawiły mnie do łez genialne dialogi, a obrazowe, soczyste opisy pozwoliły dać się ponieść wyobraźni. Nowym elementem były natomiast urozmaicenia w prowadzeniu narracji. Tym razem miałam okazję oglądać rozgrywające się wydarzenia z różnych perspektyw. Kossakowska opisuje akcję z punktu widzenia poszczególnych bohaterów. Dzięki temu są oni bardziej żywi i czytelnik łatwiej się z nimi zaprzyjaźnia. Zabieg ten przeprowadzony został doskonale i zdecydowanie wyszedł powieści na dobre, owocując fantastycznym natomiast efektem. Autorka udowodniła, że wciąż pracuje nad doskonaleniem warsztatu. Postępy w tym kierunku są widoczne gołym okiem.

Drugi tom "Zbieracza Burz" to powiew świeżości nie tylko pod względem stylu, ale także konstrukcji i sposobu przedstawienia świata. Został on ukazany o wiele bardziej szczegółowo i w szerszym kontekście, niż w poprzednich książkach. Pojawiły się nowe miejsca i postacie. Wiele uwagi autorka poświęciła stosunkom społecznym Królestwa i Głębi. Także relacje między bohaterami i ich przeżycia wewnętrzne opisane zostały dokładniej, a przez to i bardziej autentycznie.

Ważnym elementem są również metamorfozy, które w mniejszym lub większym stopniu zaszły w niemal wszystkich postaciach. Pod wpływem rozgrywających się wydarzeń zmieniają oni punkty widzenia na wiele spraw, modyfikują swoje prywatne hierarchie wartości, dostrzegają nieznane im dotąd aspekty życia, uczą się inaczej postrzegać siebie nawzajem. Niestety, z tym już było różnie. Ciekawe zmiany zachodzą w Daimonie Freyu, Asmodeuszu, Lucyferze. Najbardziej udaną natomiast i zupełnie niespodziewaną przeszedł, według mnie, archanioł Rafał. Było to dla mnie ogromnym, aczkolwiek bardzo pozytywnym, zaskoczeniem.

Kossakowska zadziwiła mnie także negatywnie. Mianowicie postacią Michała i tym, jak przeprowadzona została jego metamorfoza. Sam pomysł był naprawdę świetny, gdyby tylko został odpowiednio dobrze rozwinięty. W rezultacie jednak, choć kluczowy dla fabuły, został przez autorkę potraktowany po macoszemu. Właściwie jedyne racjonalne wytłumaczenie znalazło się na samym końcu powieści, w postaci jednego, krótkiego dialogu, w którym to na dodatek sami rozmawiający całkowicie go zbagatelizowali. Mówili o czymś, co stanowiło w znacznej mierze przyczynę ciągnących się przez dwa tomy problemów, jakby właściwie nic takiego wielkiego się nie stało. Efekt? Wrażenie totalnej nieautentyczności tej przemiany.

Prawdziwym rozczarowaniem było dla mnie jednak zakończenie. Przystępując do lektury sądziłam, że autorka nie ma zamiaru kontynuować cyklu, liczyłam więc na ostateczne rozwiązanie wszystkich rozpoczętych i w "Siewcy Wiatru" i w "Zbieraczu Burz" wątków. Oczekiwałam, że otrzymam odpowiedzi na dręczące mnie pytania, a niejasności zostaną wytłumaczone. Oczywiście, nie zawsze wszystkie rozwiązania czytelnik musi dostawać czarno na białym i wypisane wielkimi literami. Ciekawiej jest pozostawić czasem drobne niedopowiedzenia, z których jednak inteligentny człowiek sam potrafi wysnuć jakiekolwiek wnioski i choćby żywić podejrzenia co do tego, co też autor mógł mieć na myśli. Tego właśnie wymagam od zamkniętego cyklu, który ma stanowić spójną, kompletną całość.

Z takim zakończeniem, jakie zafundowała nam Kossakowska, seria nie jest dla mnie ani zamknięta ani kompletna. Nic więc dziwnego, że autorka spotkała się z głosami czytelników postulujących uparcie o ciąg dalszy. Sama jest sobie winna. Cieszę się więc, że jak informował niedawno wydawca, Maja zauważyła, jak słabe byłoby to zakończenie i zmieniła zdanie. Skoro cykl anielski będzie jednak kontynuowany, pozostaje mi zapomnieć o rozczarowaniu i z niecierpliwością oczekiwać kolejnej książki.

Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz

autor: Maja Lidia Kossakowska
tytuł: Zbieracz Burz
tom: 2
cykl: Zastępy anielskie
tom w cyklu: 4
wydawnictwo: Fabryka Słów
projekt okładki: Piotr Cieśliński
ilustracje: Daniel Grzeszkiewicz
oprawa: miękka
miejsce wydania: Lublin
data wydania: 3 września 2010
ISBN-13: 978-83-7574-215-2
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 416
cena: 33,90 zł

Odpowiedzi

portret użytkownika Tixon

:>

Ja pozwolę sobie się czepić :
"Nowym elementem były natomiast urozmaicenia w prowadzeniu narracji. Tym razem miałam okazję oglądać rozgrywające się wydarzenia z różnych perspektyw. Kossakowska opisuje akcję z punktu widzenia poszczególnych bohaterów."
Siewcę wiatru czytałem lata temu, ale o ile pamiętam tam akcja też była opisana z perspektywy różnych postaci. Więc ten "nowy element" to tak trochę nie bardzo pasuje.

portret użytkownika Lorelay

Może rzeczywiście "nowy

Może rzeczywiście "nowy element" to nie do końca precyzyjne określenie. Racja. Chodziło mi o to, że zdecydowanie większy nacisk był położony na taką formę narracji. I to mi się nie WYDAJE. Przyznam, że nie mogłam na bieżąco się upewnić, bo Siewcę Wiatru też czytałam dość dawno i mogłam źle zapamiętać, ale pytałam kilku innych osób i przyznają rację, że zmiana była widoczna.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Tixon

:)

Rozumiem, ale cóż, muszę być nieustępliwy - nie tyle nie do końca precyzyjne, co wręcz mylące. Bo weźmy nieszczęsne zdanie "Tym razem miałam okazję oglądać rozgrywające się wydarzenia z różnych perspektyw" i zadajmy do niego pytanie - jaka więc była perspektywa w Siewcy?
Chyba najlepiej było by to jakoś przeredagować.

portret użytkownika Lorelay

Mam pomysł - zatrudnij się u

Mam pomysł - zatrudnij się u nas jako korektor. Wtedy będziesz mógł każdemu sugerować co ma przeredagować - przed publikacją.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Tixon

Nieee, wtedy to bym musiał

Nieee, wtedy to bym musiał robić z obowiązku. A co gorsze, dostałbym się na wasze obrazki :P
Poza tym nadaję się tylko na takie powierzchowne sprawdzanie, niż konkretna korektę.

portret użytkownika Patrycja_Blackk

a ja jestem jeszcze przed

a ja jestem jeszcze przed przeczytaniem II tomu, mam go jako ebook, ale jakoś ostatnio mam wstręt do czytania z ekranu, więc czekam do pensji i biegnę do księgarni :)

portret użytkownika Gotan

Ja mogę Ci z czystym

Ja mogę Ci z czystym sumieniem polecić. Dorwałem w dzień premiery i nie mogłem się odkleić :p Na szczęście miałem na tyle rozsądku, że zaczekałem z czytaniem do momentu, gdy będę w tramwaju ;]

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Patrycja_Blackk

a co, akurat strajk był i

a co, akurat strajk był i wracałeś 3h ? :) ale na razie to i tak muszę poczekać, bo ostatnią kasę, na bilety na koncert wydałam :P

portret użytkownika Gotan

Od Empiku do domu jechałem

Od Empiku do domu jechałem około 20 minut, potem był dość ryzykowny fragment podróży, a mianowicie wyjście z tramwaju i udanie się do domu. Na szczęście tramwaj zatrzymuje się zaraz obok mojego domu, tak więc mogłem wyjść z niego i przejść prosto przez bramę. jakbym wysiadł drugim wyjściem, to skończyłbym na płocie. Potem GPS już mnie do mieszkania zaprowadził, a tam mogłem czytać dalej ;]

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Patrycja_Blackk

po moim mieście

po moim mieście rodzinnym nie jeżdżą tramwaje, więc jeśli całą drogę z księgarni miałabym przebyć pieszo, to zgodnie z Twoimi zapewnieniami o fenomenie książki co najmniej złamana noga mi grozi :P

portret użytkownika Lorelay

Hmmm... W zasadzie nie wiem w

Hmmm... W zasadzie nie wiem w czym tkwi rzekomy fenomen tej książki. Moim zdaniem jest jednak mimo wszystko najsłabszym ogniwem cyklu i o wiele marniej wypada niż tom I Zbieracza. Owszem, warto przeczytać, szczególnie jeśli lubi się cykl i "te klimaty" (wówczas nawet trzeba!) i lektura jest bardzo przyjemna. Jednak nie ukrywam, że moich oczekiwań do końca nie spełniła.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika tess

A ja bym musiała przeczytać

A ja bym musiała przeczytać jeszcze raz, bo nie pamiętam, czy podobała mi się bardziej czy mniej :P
Pierwszy tom Zbieracza spodobał mi się bardziej niż Siewca, to wiem na pewno.

portret użytkownika Lorelay

Mhm, mi też pierwszy tom

Mhm, mi też pierwszy tom Zbieracza podobał się bardziej niż Siewca, ale drugi już nie utrzymał tego poziomu niestety, przynajmniej moim zdaniem. Wypadł znacznie słabiej niż pierwszy.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Firewarrior

A ja muszę kiedyś wreszcie

A ja muszę kiedyś wreszcie przeczytać Zbieracza... Ale planuję zrobić sobie maraton Siewcowo-Zbieraczowy, bo Siewcę czytałam w liceum i wypadałoby sobie przypomnieć parę rzeczy :)

A recenzja bardzo ładna :)

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi