Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Zemsta Manitou (Graham Masterton)

Kolejny horror Grahama Mastertona z serii "Manitou", tak samo jak poprzednie, osadzony jest mocno w indiańskiej mitologii. I znowu w tle pojawiają się znani z poprzednich tomów biały okultysta Harry Erskin i współczesny indiański szaman Śpiewająca Skała. Tym razem Misquamacus, obdarzony ogromną mocą czarownik z plemienia Wampanaugów, postanawia ostatecznie pomścić na białych klęskę swego ludu. W tym celu musi sprowadzić z zaświatów jeszcze dwudziestu jeden szamanów, by razem z nimi wezwać straszliwe, przedwieczne demony. Jest tylko jeden problem. Szamani będą potrzebowali ludzkich ciał, których umysły są na tyle nieukształtowane, by można je było bez trudu opanować.

Nail Fenner mieszka na północnym wybrzeżu Kaliforni, w dolinie Napa Valley, z żoną Susan i ośmioletnim synem Toby'm. Ich życie toczy się spokojnie i pogodnie, aż do dnia, gdy nieoczekiwanie Toby zaczyna mieć koszmary. Jego ojca niepokoi fakt, że w sennych majaczeniach dziecko powtarza imię "Allen". Jedynym człowiekiem w rodzinie, który to imię nosił, był nieżyjący brat Neila, którego na dodatek wszyscy nazywali "Jim". Neil zastanawia się, skąd jego syn mógł wiedzieć, że stryj, którego chłopiec nawet nie znał, naprawdę miał na imię Allen. Jego niepokój wzrasta, gdy Toby zaczyna opowiadać o "głosach z szafy" i "drewnianym człowieku". Początkowo rodzice kładą to na karb dziecięcej wyobraźni, ale chłopiec zachowuje się coraz dziwaczniej. Zmieniają się również jego koledzy i koleżanki ze szkoły w pobliskim miasteczku. Wszyscy zaczynają mieć takie same sny, choć rysunki, którymi je ilustrują, ozdabiają dodatkowo pozornie odmiennymi słowami. Jednak te słowa oznaczają to samo, tylko że pochodzą z różnych narzeczy indiańskich. Nauczycielka grupy bagatelizuje obawy Fennera. Za swą ignorancję zapłaci potem straszliwą cenę. Neil jest coraz bardziej przerażony, tym bardziej, że nikt nie chce mu wierzyć, i nawet własna żona uznaje go za obłąkanego. W panice dzwoni do Harry'ego Erskina, okultysty i prosi o pomóc. Ten z kolei zawiadamia Johna Śpiewającą Skałę, z którym już kiedyś walczyli ramię w ramię, by pokonać straszliwego Misquamacusa. Tylko czy tym razem jest to w ogóle możliwe? Zanim dojdzie do ostatecznej konfrontacji, Neil dowie się nie tylko tego, że wierzenia Indian były uzasadnione, ale pozna też część historii własnej rodziny. Mówiąc dokładniej, jest to część, której wolałby nie znać.

"Zemsta Manitou" jest napisana charakterystycznym stylem Mastertona, a to oznacza, że nie mogło tam też zabraknąć skądinąd absurdalnej wzmianki o całkiem fizycznym pożądaniu bezcielesnego, nieludzkiego demona w stosunku do ludzkiej kobiety. Autor, jako seksuolog, dobrze wie, jak wiele ludzkich lęków ma swą siedzibę w sferze płciowości, i korzysta z tej wiedzy, by przerażać czytelników. Oczywiście można by zadać fundamentalne pytanie, jak żądza cielesna, zrodzona z potrzeby przekazania genów przyszłemu pokoleniu i sterowana hormonami, może narodzić się w czymś, co nie jest materialne, a nawet gdy przybiera namacalną postać, nie ma układu endokrynologicznego i nie potrzebuje przekazywać genów. Trudno jednak zmuszać pisarza horrorów, by jego książki były w stu procentach logiczne, więc można mu wybaczyć niekonsekwencję, aby tylko nie była nadużywana, bo czytanie na dwustu z górą stronach wyłącznie opisów, w jaki sposób demony gwałcą swe ofiary, mogłoby być nie tyle przerażające, co po prostu niesmaczne. Gdy horror pozostawia czytelnika drżącego ze strachu i obawiającego się zgasić światło, osiąga swój cel. Gdy jednak człowiek ma po zakończeniu lektury ochotę zwymiotować, coś jest nie tak. Szczęśliwie Mastertonowi udaje się zwykle uniknąć takiego efektu. Jest niekwestionowanym mistrzem swego gatunku, podobnie jak H.P. Lovercraft, którego słowa posłużyły jako motto tego tomu. Większość jego powieści, w tym również "Zemsta Manitou", ma tę dodatkową zaletę, że nie jest głupia ani wulgarna - a jeśli chodzi o horror, jest to zaleta naprawdę ogromna.

Graham Masterton zdaje się być zafascynowany religiami w ogóle, a najbardziej wierzeniami ludów innych niż cywilizacja białego człowieka. Cały cykl "Manitou" poświęcił szczególnego rodzaju indiańskim legendom. "Wyklęty" opowiada o wierzeniach rdzennych mieszkańców Ameryki Łacińskiej, "Dżinn" sięga do bogatej skarbnicy opowieści z terenów dawnej Persji, a "Tengu" - do mitologii japońskiej. Przy tym, trzeba to zaznaczyć wyraźnie, pisarz nie ogranicza się do bezmyślnego powtarzania powszechnie znanych motywów, w większości wygładzonych i poobcinanych tak, by można je było opowiadać dzieciom jako bajki. Tymczasem są to opowieści ponure, często tak straszliwe, że nawet dorośli nie mogliby po nich spać spokojnie. Masterton sięga do ich korzeni i doprowadza do zderzenia tego częściowo już zapomnianego świata ze współczesnymi ludźmi, których rzeczywistością jest telewizja, komputer, samoloty i setki technicznych gadżetów. Dawniejsze demony, traktowane obecnie z przymrużeniem oka jako straszak dobry dla dzieciaków, okazują się śmiertelnym zagrożeniem, i to nie tylko dla pojedynczego człowieka, ale dla całych osiedli czy miast. A nawet dla całej ludzkości. Czasem powstała w ten sposób książka jest lepsza, a czasem gorsza. W moim odczuciu ta część twórczości Mastertona, dla której pożywką były indiańskie legendy, jest najciekawsza i najlepiej skonstruowana. Autorowi udaje się utrzymać nastrój tajemniczości, egzotyki i napięcie aż do ostatecznego rozwiązania intrygi. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że religie Indian są mu w jakiś sposób najbliższe, dobrze je poznał i to tłumaczy wysoki poziom książek, opartych o ich fragmenty. Jedyne zastrzeżenie, jakie można by mieć, jest natury nie tyle merytorycznej, co emocjonalnej. Chodzi o ocenę pewnych zjawisk.

Autor widzi Indian jako mściwych, okrutnych dzikusów, pod każdym względem stojących niżej od białych osadników, co dobrze widać w zakończeniu książki. Stara się być sprawiedliwym, wspomina m.in., że uważane za indiański wynalazek skalpowanie w istocie zostało wymyślone przez rewolwerowców i kawalerię młodego państwa, ale jednocześnie jest zdania, że żołnierze i osadnicy zwyciężyli Indian, bo byli od nich mądrzejsi i odważniejsi. Tymczasem fakty są takie, że byli jedynie dużo liczniejsi i o niebo okrutniejsi od czerwonoskórych, do tego stopnia, że w czasach Dzikiego Zachodu prymitywnym mordercą był raczej "cywilizowany" człowiek, nie Indianin. Z kilku fragmentów książki przebija typowa dla białego Amerykanina pogarda dla zepchniętych do rezerwatów tubylców, którzy mogli opierać się najeźdźcom tylko za pomocą magii. Nie do pomyślenia jest, by mogli w jakikolwiek sposób przewyższyć swych pogromców. To smutne, gdy weźmie się pod uwagę prawdę historyczną, z której wynika coś zupełnie innego. No ale w końcu to tylko powieść.

Wydanie, które opisuję, jest z taniej, kieszonkowej serii wydawnictwa AMBER. Jej zaletą była niska cena (w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze ledwie 7 złotych), wadą mała trwałość. Mimo wszelkich ograniczeń wydawnictwo postarało się, by książka była tak atrakcyjna wizualnie, ile tylko się dało. Ładnie zakomponowana, stonowana kolorystycznie okładka przyciąga wzrok, a choć czcionka jest raczej nieduża, to jednak nie aż tak mała, jak to zwykle bywało w kieszonkowych seriach. Niezależnie od edycji, jest to książka godna polecenia każdemu, kto lubi się bać, a jednocześnie ceni choć trochę inteligentną rozrywkę.

Luiza "Eviva" Dobrzyńska

Tytuł: Zemsta Manitou
Autor: Graham Masterton
Tytuł oryginału: Revenge of the Manitou
Język oryginału: angielski
Przekład: Piotr W. Cholewa
Okładka: miękka
Projekt okładki: Steve Crips
Liczba stron: 224
Rok wydania: 1990
Wydawnictwo: AMBER
ISBN: 83-85079-12-2

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi