Ziemia Upadłych - zarys ogólny
Z początku Niebo trwało w harmonii. Było piękne. Porządek i ład był niezakłócony. Majestat Pana manifestował się na wiele sposobów, każdy z nich był równie wielki i podniosły. Aniołowie byli zapatrzeni w Pana, wierni jego woli. Jednak byli tacy, którzy nie pojmowali sensu rozkazów. Traktowali to jak zwątpienie, aż przyszedł dzień, kiedy jeden z nich, Samael, postanowił zaryzykować i sprawdzić. Przeprowadził eksperyment, który polegał na niewykonaniu rozkazu Pana. Okazało się, że Pan niczego nie zauważył. Samael podzielił się tą informacją z innymi i okazało się, że aniołowie posiadają wolną wolę. Jednym z tej obszernej grupy był Lucyfer. Pewnego dnia stanął on przed Panem i wyznał, co wie oraz poprosił Go o pozwolenie na odejście. Pan go wyśmiał.
Lucyfer zebrał aniołów, dając im jednak wybór. Każdy mógł uczestniczyć w rewolucji, ale nikt nie musiał. Niektórzy wycofali się ze strachu.
Niosący Światło po raz drugi stanął przed obliczem Ojca. Ten rozkazał archaniołowi Michaelowi przegnać buntownika. Wódz Zastępów wyprowadził Lucyfera i gdy znaleźli się odpowiednio daleko, próbował go przekonać do zmiany decyzji. Byli jak dwaj bracia. Niestety każdy z nich stanął po innej stronie. Nie mogli zrozumieć własnych decyzji i byli wściekli na siebie nawzajem.
Niedługo później, około 1/3 zastępów niebiańskich stanęło przed Panem w pełnym uzbrojeniu. Lucyfer miał nadzieję, że Pan, widząc ich w gotowości bojowej, zechce uniknąć wojny i pozwoli im odejść. Jednak stało się inaczej. Niebo pękło na dwie części - stronę buntu Lucyfera i stronę Pana. Dwóch dowódców toczyło wojnę, której wynikiem miało być bratobójstwo. Lucyfer z góry miał mniejsze szanse, gdyż Pan wystawił przeciwko niemu dwukrotnie większe siły. Pan czekał, aż dojdzie do kluczowego pojedynku. Michael jednak grał na zwłokę. Pod presją gniewu i niecierpliwości Pana, doprowadził do ostatecznego pojedynku. Michael zadał pierwsze celne ciosy. Lucyfer bronił się długo, ale opadł w końcu z sił. Upadł na kolana, zmożony wyczerpaniem. Michael stał nad nim, nie potrafiąc go dobić. Obojgu serce darło się z rozpaczy na strzępy. Wódz Zastępów usłyszał niecierpliwy rozkaz Pana: "Dobij!". Jednak nie potrafił. Wtedy Pan po raz pierwszy zmienił decyzję, widząc, że inaczej może stracić Michaela. Kazał strącić buntowników poza skraj Nieba.
Po uciszeniu pierwszej fali buntu nastąpił ucisk i terror. Wszystkim kazano podejmować decyzję. Niepewność traktowano jak negatywną odpowiedź na pytanie: "Czy pójdziesz za Panem"? Upadali kolejni. Nastąpiły jeszcze dwie fale buntu. W drugiej upadali już serafini. W trzeciej upadł Pierwszy Stworzony - Ieberoel, Posłaniec - Zaphiel oraz Archanioł Rafael. Niebiosa chwiały się w posadach dopóty, dopóki nie pozostał w nich ani jeden buntownik. Czy raczej dopóki nie zastraszono aniołów tak bardzo, że postanowili zamilknąć na wieki. Ci, którzy pozostali, tęsknili za tymi, którzy odeszli. Złamanych serc nie sposób było policzyć. Najbardziej jednak cierpiał Michael. To on musiał pożegnać najwięcej i znieść swoje poczucie obowiązku. Upadłby i on, gdyby nie prośba Ieberoela. Pierwszy poprosił, aby Michał nie opuszczał Nieba, aby nie stała mu się krzywda. Wkrótce później zobaczył, że się pomylił.
Gra toczy się w obecnym czasie. Jest to rok bieżący, tysiące lat po upadku Lucyfera. Niebo stało się miejscem gorszym od Piekła. Panuje w nim skrajny terror, ucisk. Wydaje się, że Pan oszalał. Jego gniew zwraca się przeciwko aniołom, jednocześnie zatrzymując ich w Niebie. Krew anielska leje się wodospadami. Tego trzeba ukarać za kontakt z upadłym, a tego za to, ze ukarał tamtego. Z biegiem czasu owe kary stają się coraz bardziej drastyczne i restrykcyjne. Pan znęca się nad swoimi aniołami w sposób niekiedy nawet sadystyczny. Im ważniejszy jest dla niego anioł, tym bardziej jest szantażowany i torturowany. Pan egoistycznie zatrzymuje swoich aniołów w Niebie, karząc ich za myśli. A oni tracą powoli siłę, wyczerpani tysiącami lat presji.
Na Ziemi upadli starają się im pomóc. Szukają siebie nawzajem oraz uświadamiają Uwięzionych i rozważają wyjścia z sytuacji. Walczą o wolność tamtych ramię w ramię, razem. Równi sobie.
Keme el malache anna mawet...
Malache hit'achadu.
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz
i
Mira "Amitiel" Jakubowska

















































