Złudna Nadzieja
Czy miałeś kiedyś uczucie, że wszystko czego się dotkniesz, rozpada się jak domek z kart? Niestabilne fundamenty, rozchwiane złączenia... A ty, mimo to, wstawałeś, zbierałeś talię i zaczynałeś składać ten cholerny domek od nowa dobrze wiedząc, że zaraz przyjdzie ktoś, kto znowu rozsypie całą konstrukcję. Walczyłeś o te chwile, gdy wszystko jest piękne, poukładane i tak bliskie, bo przecież włożyłeś w to całe serce. Potem przyszedł obdarowany, oddając ci to serce, wcale go nie chcąc, tym samym jeszcze raz burząc to, co naprawiłeś. Patrzysz na organ, który pulsuje wolno jakby łkał. Bierzesz go do rąk, przyciskasz mocno do piersi sprawiając, że wraca na swoje miejsce. Słabe, poobijane, naiwne serduszko żyjące twoją złudną nadzieją. Ty dajesz, ktoś zabiera. A potem zwraca ci resztki, które nie są tym samym, nie działają tak samo. Potrzeba wiele czasu, aby odbudować się na nowo. W międzyczasie spotykasz kolejne przeszkody, kolejne domki z kart, które miałeś nadzieję poskładać tak, aby nigdy się nie rozsypały. Ale tak się nie da. Dopóki istnieje Ona.
Bezwzględna, nieczuła, widząca tylko czubek własnego nosa. Spoglądająca z odrazą swoimi zielonymi oczami nadziei na ludzką rasę, która nigdy nie powinna zaistnieć. Zdepcze jak robaka, pozbędzie się jak niepotrzebnej szmaty. Roześmieje się głośno, widząc twoją minę. Bo nikt jej nie obchodzi. A ty dostarczasz jej jedynie rozrywki.
Widzisz tylko to, co chcesz dostrzec... W fazie początkowej dostrzegasz piękne, duże oczy koloru morskiej zieleni. Czarne włosy do ramion okalające twarz, równo ściętą grzywkę przysłaniającą idealnie kształty łuków brwiowych. Firanka czarnych rzęs trzepocze na twój widok, a wąskie, bladoróżowe usteczka wyginają się w uśmiechu. Z czasem jednak dostrzegasz, jak uśmiech wykrzywia się złośliwie, a spomiędzy ciemnych kosmyków wyłaniają się baranie rogi. Delikatne dłonie z idealnie pomalowanymi paznokciami również nie są już takie same. Zamieniają się w krwistoczerwone szpony, które chcą rozerwać ci gardło przy najbliższej okazji. Otworzy ci nimi klatkę piersiową, zagarnie dla siebie twoje serce, wsadzi sobie do ust, przeżuje je kilka razy i wypluje ci pod nogi ze słowami „masz ten bezużyteczny mięsień i swoją nadzieję, którą możesz sobie wsadzić głęboko w dupę”. I odejdzie, porzucając cię tak samego, krwawiącego z bólu, pozostawiając za sobą jedynie ścieżkę ułożoną z kropelek twojej krwi, która spływa po jej szponach oraz lekką zapachową nutkę bergamotki pomieszaną z zapachem siarki z samego dna piekieł… I nawet nie spojrzy za siebie.
Umie wślizgnąć się nie tylko do twojego serca, ale i umysłu. Pogrzebie w nim, poprzestawia co uzna za słuszne i sprawi, że będziesz chodził skołowany przez najbliższe parę lat, a kiedy ci minie, wróci i znowu zasieje ziarno chaosu. Będzie tobą kierować, a ty nawet nie zauważysz, jak i gdzie. Będziesz tak nieświadomy, jak dziecko podczas snu. Wystarczy także, iż pstryknie palcami, a pójdziesz za nią na koniec świata, na skraj przepaści. I jeszcze cię z tej przepaści zrzuci, popychając delikatnie, pozorując samobójstwo. Lepiej więc trzymaj się od niej z daleka, nie mając nadziei na nic… Bo „nadzieja matką głupich”, a złudna nadzieja… cóż, dzieci nie ma.
Jeśli będzie trzeba, stworzy sobie pomocnika. Oczywiście pośrednikiem w jego kreacji będzie twoja wiara w lepsze dni, z której potrafi zrodzić się najgorszy z możliwych.
Bywa, że w czasie największej nudy szepnie ci coś do ucha. Ale nie słuchaj, nigdy nie słuchaj podszeptów diabła. Bo szept ten przyprawi cię o ciarki na plecach i wrzody żołądka, gdy wpadniesz w manię i wszędzie będziesz go słyszał. Czy to w domu, czy w pracy, w łóżku z kochanką, na spacerze z psem. Bądź głuchy na jej słowa nasączone jadem... Inaczej wypali cię do cna.
Małgorzata "Sol" Gruszka


















































Odpowiedzi
O, coś dla mnie. Właśnie
O, coś dla mnie. Właśnie dzisiaj otrzymałem trzymiesięczne wypowiedzenie w pracy, skrócone do miesiąca.