Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Zmorojewo (Jakub Żulczyk)

„Zmorojewa” wyczekiwałam z zapartym tchem i zaciśniętymi w piąstki łapkami. Przyciągało mnie w nim wszystko – tytuł, okładka, opisy, klimatem kojarzące się z ulubionymi książkami wieku młodzieńczego. „Powrót do korzeni” – pomyślałam, rozrywając paczkę zawierającą wyglądany z niecierpliwością egzemplarz. Co ukazało się moim oczom?

Pierwsze spojrzenie padło rzecz jasna na (udaną swoją drogą) okładkę. Widzimy tam odzianego w czarny, poszarpany garnitur mężczyznę o ziemistej cerze, imponującym uzębieniu, szpiczastych uszach i całkowicie białych oczach. Stoi przed czytelnikiem z rękami szeroko rozłożonymi w geście powitania i zaproszenia – nie wydaje się jednak istotą gościnną. Jego poza, zwłaszcza w połączeniu z wyrazem twarzy, wygląda raczej prześmiewczo i ironicznie. Nieco dalej siwowłosa, brzydko roześmiana kobieta ze znacznie od niej wyższym kijem, do którego przywiązano wiecheć ziół. W tle szare niebo, szare jodły i szare chmury. Miękkie kontury jeszcze pogłębiają efekt rozmycia i nierzeczywistości ilustracji. Niestety, w niektórych miejscach obraz nagle bardzo się wyostrza, co sprawia wrażenie, jakby okładka była odrobinę niedopracowana. Jest to jednak drobny mankament. Ogólnie pod względem graficznym książka robi bardzo dobre wrażenie. Papier ma ładny, kremowy odcień, a dobrze dobrane marginesy i czcionka pozwalają czytać, nie męcząc oczu. Zmartwił mnie natomiast brak ilustracji – kilka grafik w stylu podobnym do tego z okładki jeszcze podniosłoby wartość wydania.

Pokrzepiona walorami estetycznymi usiadłam do lektury. Tu również jest dobrze. „Zmorojewo” czyta się lekko i płynnie. Oczywiście, ze względu na niepowtarzalny, zamglony klimat, najlepiej prezentują się fragmenty dotyczące „magicznej” strony rzeczywistości, jednakże realny świat również spełni wymagania młodego czytelnika. Młodego, ponieważ książka Żulczyka jest typową powieścią przeznaczoną dla nastolatków. Wskazuje na to zarówno wiek głównego bohatera (Tytus ma piętnaście lat), jak i poruszane problemy, sposób prowadzenia narracji czy język. Początkowo wydał mi się on troszkę pretensjonalny, jednak dla porównania sięgnęłam po ukochaną pozycję z okresu „trzynaście wzwyż” i z przykrością stwierdziłam, że to nie autor popełnił błąd, tylko ja się postarzałam. Jedyne, do czego możnaby się przyczepić, to nienaturalnie brzmiące nazwiska niektórych postaci (jak można się nazywać Błysk albo Pucel?). Podsumowując – warsztatowo książka nie pozostawia zbyt wiele do życzenia.

Podobnie jest od strony fabularnej. Co prawda pierwszy przeskok od świata dziwów i potworów do szarej rzeczywistości polskiego nastolatka był dla mnie niemiłym szokiem, jednak zrzucam to na karb mojego rozmiłowania w horrorze. Owa cecha łączy mnie zresztą z bohaterem książki – Tytusem Grójeckim.

Tytus uwielbia się bać. Interesuje go wszystko co niewyjaśnione i głęboko wierzy, że granice rzeczywistości leżą znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać. Oprócz tego jest standardowym nastolatkiem – większość czasu spędza przed monitorem komputera, nie radzi sobie z dziewczynami, co jest dla niego powodem silnej frustracji, więc chłopak marzy o zmianie. Na początek przydałaby się zmiana sposobu żywienia, bo w domu Tytusa jada się głównie mrożonki. Później powinna się zmienić reszta jego nudnego życia. Niestety, świat nie chce mu czegoś takiego podarować. Zamiast tego rodzice wysyłają go do dziadków, gdzie ma „zmężnieć”. Marzenie każdego piętnastolatka, prawda? Jest jednak światełko w tunelu – wzmianka o mieście-widmie rzekomo znajdującym się niedaleko gospodarstwa krewnych, którą Tytus znajduje przed samym wyjazdem. Później zresztą plusów pojawia się troszkę więcej.

Świat przedstawiony przez Żulczyka wciąga. Pokazuje młodzież nieco prawdziwszą niż przyzwyczaiły mnie dotychczas przeczytane książki. Tutaj, jak i w prawdziwym życiu, nastolatków ciekawi alkohol, papierosy, płeć przeciwna. W ich młodych organizmach buzują hormony. Jednocześnie potrafią wykazać się dojrzałością i pewną dozą delikatności. I dobrze – popadanie w skrajności nikomu nie wychodzi na dobre. Jednak, o ile świat realny w książce przedstawia się dobrze, o tyle Zmorojewo, jego mieszkańcy i ich odwieczni wrogowie, to istny majstersztyk. Zwłaszcza do rozdziału otwierającego książkę wracałam kilkakrotnie – dla samej przyjemności wejścia jeszcze raz w tamten klimat.

Czytając „Zmorojewo”, należy pamiętać, dla kogo ta książka jest przeznaczona. Z całą pewnością zadowoli ona młodzież – będzie czymś świeżym, nowym, ciekawym. Poruszy interesujące nastolatka tematy, przestraszy i utrzyma w napięciu do ostatniej strony. Natomiast dorosły czytelnik podejdzie do niej raczej z półuśmiechem, gdyż skojarzy mu się z tym, co kiedyś zachwycało. Dojrzałemu odbiorcy mogę polecić „Zmorojewo” tylko jako swego rodzaju podróż sentymentalną. W moim przypadku się sprawdziło.

Ewa "Striega" Gerszewska

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia.

tytuł: Zmorojewo
autor: Jakub Żulczyk
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
okładka: Igor Kieryluk
ISBN: 978-83-10-11783-0
oprawa: miękka
objętość: 481 stron
data wydania: 2011

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi