Elfie szaleństwo

- Piotrusiu, Piotrusiu, oddaj moje skrzydełka! Proszę nie jedz ich! - krzyczała młoda dziewczyna, uciekająca przed goniącym ją pielęgniarzem. Odziany w biały uniform osiłek przypominał gremlina rodem z telewizyjnej bajki dla dzieci.
- Widzicie państwo, tej biedaczce wydaje się, że jest Dzwoneczkiem, a ktoś ukradł jej skrzydełka. Wszyscy nasi podopieczni wierzą, iż są elfami. Ostatnimi czasy przyjmujemy coraz więcej pacjentów, zapanowało prawdziwe elfie szaleństwo – mówiła Helga, kierowniczka oddziału.
To ona sprawowała tu władzę i znana była ze swego upodobania do porządku, pracy i dyscypliny. W małym miasteczku, w którym znajdował się szpital mówiło się, że pacjenci nazywają ją wiedźmą. To pewnie przez ten długi nos i raczej nieszczególną urodę. Choć z drugiej strony w spojrzeniu kobiety czaiło się coś drapieżnego. Inna plotka głosiła, że ten cały bajzel z ludźmi podającymi się za elfy zaczął się wkrótce po tym, gdy zatrudniono ją w miejscowym szpitalu psychiatrycznym.
- Przejdźmy do mojego gabinetu, aby dopełnić wszelkich formalności związanych z przyjęciem państwa syna. Proszę za mną.
Małżeństwo w średnim wieku przytaknęło, ruszając za postawną kobietą. Prowadzili między sobą chłopaka, ciągle mamroczącego „I mój łuk”. Przywieźli tu syna, gdyż ośrodek miał same pozytywne
opinie.
- Większość naszych pacjentów to ofiary tych szatańskich gier komputerowych – Helga ze smutkiem w głosie kontynuowała swą przemowę. – Spędzają przed tymi piekielnymi machinami całe dnie i takie są skutki. Mamy tu też książkoholików i kinomaniaków, którym zaszkodził nadmiar konwentów fantasy. Te wszystkie przebieranki robią tylko człowiekowi wodę z mózgu.
- A gdzie reszta pacjentów? Nikogo tu nie widzę i jest tak cicho –
zadał pytanie mężczyzna.
- Pojechali na wycieczkę do pobliskiego lasu. Wiecie państwo, kontakt z naturą w ramach powrotu do rzeczywistości. Tylko stan dziewczyny, którą widzieliście nie pozwalał jej na opuszczenie zakładu. Ale jest tu dopiero od wczoraj – odpowiedziała kierująca oddziałem kobieta.
Stanęli przed mocnymi, dębowymi drzwiami, które Helga otworzyła wyciągniętym z kieszeni kluczem. Cała czwórka weszła do środka.
Na pierwszy rzut oka gabinet nie wyróżniał się niczym szczególnym – biurko, dwa krzesła dla gości, regały na dokumenty i mała sofa w rogu. Dziwić mógł jedynie brak okna i to, że unoszący się w pomieszczeniu zapach przypominał ten, jaki spotkać można w sklepie zielarskim.
- Proszę siadać. Jak już wspomniałam, wypełnimy formularze i państwa syn zostanie oficjalnie przyjęty – odezwała się Helga, podsuwając rodzicom przyszłego pacjenta plik dokumentów. – Wypełnijcie je, a ja w tym czasie przedstawię państwu plan dnia jaki obowiązuje na moim oddziale. A więc tak:
- 6:15 – pobudka i czas na poranną toaletę.
- 6:35 – śniadanie. Od 7:05 ćwiczenia fizyczne. Jak to mówią – w
zdrowym ciele zdrowy duch. Poza tym nasi podopieczni są po nich
spokojniejsi i smaczniejs… smaczniej śpią – w ostatniej chwili
poprawiła się kobieta. - Dalej:
- 7:40 – spotkania z naturą.
- 9:00 - II śniadanie.
- 9:30 – kolejne zajęcia sportowe.
- 10:00 – terapia grupowa, pod moim ścisłym nadzorem.
- Na czym ona polega? – zapytała matka chłopaka?
- Ach, to mój autorski program, z którego jestem bardzo dumna. Ale nie
mogę zdradzić szczegółów, ze względu na dobro pacjentów – Helga odpowiedziała uśmiechając się przymilnie. - Kontynuujmy:
- 13:00 – czas wolny, w którym pacjenci mają do wyboru pomoc w kuchni,
ogrodzie bądź pralni.
- 16:00 – obiad.
- 16:30 – konsultacje indywidualne.
- 20:30 – kolacja. Następnie wieczorna toaleta, a od 21:30 obowiązuje
już cisza nocna.
- Szczegółowo zaplanowany dzień – odezwał się ojciec chłopaka.
- Oczywiście. Tylko kontrola, praca i obowiązki są w stanie utrzymać umysł w należytej kondycji. Zero telewizji, książek czy innych bzdetów. To tylko ogłupia! – odrzekła zdecydowanym tonem Helga.
- Dobrze, zostawiamy naszego jedynaka pod pani opieką – odpowiedział
mężczyzna.
- Znakomicie. Proszę się pożegnać z synem. Wizyty dwa razy w miesiącu po wcześniejszym telefonicznym uzgodnieniu.
Małżeństwo podeszło do siedzącego na kanapie chłopaka. Ten, pogrążony w swym elfim szaleństwie, wciąż mruczał pod nosem te same słowa.
Nagle uniósł głowę, a jego przerażone spojrzenie skupiło się na stojącej za jego rodzicami Heldze. Jego ojciec odwrócił się gwałtownie, ale w tej samej chwili światło zamigotało i jedyne co zdążył zauważyć, to to, iż kobieta wygląda niczym prawdziwa wiedźma wprost z historyjek dla niegrzecznych dzieci. Następnie zapadł mrok, a wszechobecną ciszę szpitalnego oddziału rozdarł skrzekliwy rechot.

Komentarze

No Avatar
Veris on ndz., 09/21/2014 - 19:21

YoAnno, mówię to absolutnie szczerze, piszesz naprawdę świetnie! Moim zdaniem powinnaś częściej zamieszczać jakieś swoje wpisy, bo masz do tego głowę :)

Obrazek użytkownika YoAnna
YoAnna on ndz., 09/21/2014 - 19:34

Się rumienie się ;) Dziękuję.