Jak w rzeźni…

    Szybkie cięcie i nagle ostrze przebiło skórę. Nie był w stanie nic zrobić. Ból, który przeszył jego ciało był okropny. Krew spływała wolno po damasceńskim ostrzu, skapując na podłogę.
    Świat zwolnił, a obrazy się wyostrzyły. Widok i zapach posoki przyprawiał o mdłości.
    "Nie, nie teraz, to nie może tak się skończyć" - pomyślał, zataczając się na ścianę.
    - Marin, pomocy! - wykrzyknął ostatkiem sił, osuwając się na ziemię.
    Czerwona plama na podłodze stawała się coraz większa.
    Widział jak dziewczyna wbiega do pomieszczenia.
    "Za wolno, dlaczego wszystko dzieje się tak wolno, gdy on umiera?" - kołatało mu w głowie.
    - Red co się dzieje?
    - Krew...wszędzie...umieram - wyszeptał łamiącym się głosem.
    - Nie przesadzaj Red, to tylko małe rozcięcie. Tyle razy ci mówiłam żebyś nie kroił bułki w stronę dłoni. A te nowe noże, które dostaliśmy od mamusi są strasznie ostre – powiedziała podchodząc
    do niego.
    - Ale...krew...tyle krwi… Jak w rzeźni…
    - Taaak, prawdziwe krwawe szaleństwo. Duży facet, a zachowuje się jak małe dziecko. Masz tu plaster i nie marudź.
    - Ale…
    - Red!
    - Tak, kochanie… - Wstał z podłogi ssąc palec.

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus