Mój wewnętrzny komentarz

    Tak mnie naszło podczas wymiany opinii pod recenzją "Sali samobójców", że mało kto zrozumie ten film, jeśli na własnej skórze nie doświadczył pewnych okropności. Oczywiście nie życzę nikomu źle i tak po prawdzie, to cieszę się, że dla wielu ukazane wydarzenia są jedynie odrealnioną fikcją, jednak ja, jako osoba, która żyła blisko człowieka podobnego do głównego bohatera wspomnianego filmu, nie mam powodów do uśmiechu.

    Być może uznacie, że przesadzam, jednak przez prawie dwa lata mieszkałam pod jednym dachem z kimś, kto nie potrafił poradzić sobie z własnym życiem. Powód tego był nieco inny, mój kuzyn nie był gejem, pozwolicie jednak, że przemilczę, o co dokładnie chodziło. To jego prywatna sprawa i nie chciałabym, aby kiedyś o tym przeczytał w necie. Niestety czymkolwiek to nie było sprawiło, że nie był akceptowany zarówno w szkole, jak i wśród młodzieży na osiedlu. Najczęściej wracał do domu, zamykał się przed światem i cały wolny czas spędzał w pokoju, jedynym miejscu, w którym czuł się bezpieczny.
    Moje wujostwo nie rozumiało tego, wszystko zrzucali na trudny wiek i twierdzili, że kuzyn musi po prostu przez to przejść, że sam sobie stwarza problemy. Przyznam, że z początku sama tak myślałam i próbowałam namówić go, aby wyszedł do ludzi. Szybko jednak odkryłam, że ma podstawy do obaw.
    Był ofiarą znęcania psychicznego, w dodatku nie tylko ze strony garstki osób, ale prawie całej szkoły. Wszystko rozpoczęło się od pewnego numeru, który wycięli mu "koledzy" z klasy i bardzo szybko wyewoluowało do rangi horroru, jaki przeżywał każdego dnia, gdy tylko budził się z myślą, że musi iść do szkoły.

    Zaczął wagarować, opuszczał się w nauce, a ja zastanawiałam się, co takiego zrobić, aby mu jakoś pomóc. Rozmawiałam z wujkiem, próbowałam przekonać, że konieczna jest zmiana szkoły, niestety cały czas słyszałam to samo. Problemy wieku dojrzewania. Kuzyn natomiast odnalazł pewną przystań, internetowe czaty, na których mógł być kim tylko chciał. Zawsze, gdy do niego zaglądałam, akurat korespondował z kimś. Miałam nadzieję, że choć trochę mu to pomoże, jednak szybko zdałam sobie sprawę, że będzie tylko gorzej.

    Krótko przed zakończeniem roku, szkolni koledzy wrobili mojego kuzyna w kradzież. Podrzucili mu do plecaka dziennik i oczywiście zgodnie stwierdzili, że ukradł go, aby ratować swoją kiepską sytuację. Gdy jednak ten udowodnił swoją niewinność, został pobity przez kilka osób. Bo w końcu nie można pozwolić, aby podskakiwał.

    Tego dnia odkryłam na jego ciele jeszcze inne rany, rany po czymś ostrym. Płakał, mówił, że nie chce dalej tak żyć, że czuje się nikim, tylko w internecie ma znajomych, ale tak nie można żyć, to zbyt trudne. Długo trwało, nim się uspokoił, cały czas mówił, że chciałby ze sobą skończyć, bo to nie ma sensu, bo już nie ma na to sił. Przyznał, że raz już próbował, połknął tabletki i zapił alkoholem, jednak jego żołądek zwrócił wszystko i dzięki temu przeżył.

    Byłam przerażona, trzymałam go w ramionach przez parę godzin i płakałam razem z nim. Postanowiłam mu pomóc, choćbym miała stanąć na głowie. Udało się, opowiedziałam o wszystkim wujostwu i dopiero wtedy przejrzeli na oczy. Kuzyn zmienił szkołę, trafił na lepszych ludzi i obecnie wszystko się dobrze układa. Ale mogło się skończyć gorzej, znacznie gorzej.

    Gdy oglądałam Salę samobójców, czułam, że to znam, że ten film jest mi bardzo bliski z tą różnicą, że zakończenie jednak było inne.

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus