Strona główna

Jostein Siwy - blog

Cudze chwalicie, swego nie znacie.

Tak.
Niestety, praca zarobkowa, mimo swych błogosławieństw*, mocno przeszkadza. Mnie przeszkadza w zakupie książki. Nie byle jakiej. Książki Stefana Grabińskiego. "Jak z Grabińskiego" - kto dzis jeszcze rozumie sens tego powiedzenia? Chyba nieliczni tylko. A zatem wyjaśniam - "rozchodzi sie" o dziwne, niesamowite, niewytłumaczlne przeżycia podczas podróży pociągiem.
I co widzę w witrynie księgarni? Oto "Demon ruchu". Ostatni raz trzymałem w ręku opowiadania Grabińskiego mniej więcej dziesięć lat temu, potem już nigdy na tę książkę w bibliotece nie trafiłem. I oto moje modły zostały wysłuchane!

* Zajrzyjcie do "Szewców" Witkacego.

Nieobecny

Moja nieobecność oraz zaleganie z tekstami wynikły z przyczyn ode mnie niezaleznych. Niestety, zmuszony zostalem poddać się leczeniu dróg oddechowych. Wiazało się to z koniecznością przyjmowania silnych antybiotyków, na ktore kiepsko reaguję a takżez czasową zmianą klimatu. Niestety, PC-ta zabrać ze sobą nie mogłem, ale i tak do pracy na nim nie byłbym zdolny.
W ciagu siedmiu-osmiu dni, zaległe artykuly oraz dwa inne pojawią się na ef.

Opowieści... Poszukiwacz. Część II

- Więc powiadacie, panie Josteinie, że przyczyn szukacie - odezwała się niewidoma, gdy znaleźli się w skromnie umeblowanej izbie na piętrze oberży. Usiadła w dębowym karle, zaś gościowi wskazała dłonią zydel stojący przy niewielkim stoliku pod oknem. Storr, podobnie jak poprzednio, ułożył się przy jego nogach.
- Nie jeno wy przyczyn szukaliście, lecz gdy inni, od lat w Galimorze żyjący ich nie znaleźli, sądzicie, że wam się to uda?
Mag milczał przez długą chwilę i zdawało się, że waży w myślach nie tyle słowa, które zamierza użyć, lecz te, które pragnie zataić, przynajmniej w tej chwili.
- Tego pewnym być nie mogę, pani - wyrzekł wreszcie. - Lecz jeśli słuszne są me domysły, to przyczyny, a raczej rzec powinienem: przyczyna jest mi znana.
- Zadziwiacie mnie coraz bardziej, panie Josteinie. Czy pewność wasza, co do natury owej przyczyny wypływa z wiedzy o klątwie owej, o której wspomnieliście przódy? - rzuciła białowłosa z lekkim zniecierpliwieniem.
Siwy nie dziwił się temu, niejednego bowiem zdążył się dowiedzieć, gdy przemierzał galimoryjskie trakty, także tego, że kłopoty, jakie nawiedziły te ziemie, dotknęły panią Tatsu niezwykle boleśnie. Zaś on przypominał jej o tym. Ale wyboru nie miał, sam zdziała tyle, co i nic.
- Tak to nazwano, pani, choć klątwa to nijaka nie była, a inna siła przed jedenastu laty klęskę wywołała w Antharei...
***
Mrozy nadciągnęły wyjątkowo wcześnie, jeszcze przed dniem świętego Moarhana, który koniec prac w polu wyznaczał. Rychło ziemia okryła się białym całunem, a mróz potężniał z każdym dniem. Tak surowej zimy nie pamiętali najstarsi nawet z żyjących. Nikt bez potrzeby nie wyściubiał nosa ze swego domostwa, śmiałkowie zaś częstokroć śmierć z zimna znajdowali, jako że nawet drzewa pękały z hukiem, rozsadzane zamarzającymi sokami. Mijały miesiące, a mróz nie odpuszczał i wkrótce żniwo smierci począł zbierać także głód. Wówczas pojawiło się przypuszczenie, wrychle zamienione w pewność, że potęga owej zimy nie jest naturalna. Inna siła, niźli Natury, objawiła swoją wolę i potęgę.
Szczęśliwym przypadkiem jeno magowi-dziekanowi z Mynydd y Gaer, Skrzydeł Wichru, udało się odkryć miejsce, z którego owa promieniuje na athareańskie niziny. Lecz jej natura była nieznana. Nie była to magia, z jaką magowie miewali do czynienia. Tu działało coś, co wydawało się nieomal przedwieczne. Nie żywa istota, lecz byt, który karmił się cierpieniem i śmiercią.
W miejscu, przez dziekana wskazanym, odkryto ruiny chramu jakowego, starego okrutnie. Nikt nie wiedział, komu bądź czemu był poświęcony, zaś inskrypcje, nawet jeśli były tam niegdyś, czas zatarł już dawno, może nawet przed wiekami? Nienaruszona była tylko niska, bazaltowa kolumna z osadzonym w niej nieforemnym górskim kryształem. Bryła owa wydawała się ośrodkiem i oparciem dla woli, która sprowadziła śmiercionośny mróz .
***
- I cóż uczyniliście, panie Josteinie? – zapytała pani Tatsu, gdy mag zamilkł i siedział tak przez długą chwilę.
Westchnął.
- Niektórzy z nas doradzali zaczekać na magów, których dziekan z innych szkół na pomoc wezwał. Ale ja, głupiec, zaślepiony wiarą we własne umiejętności, nalegałem na pośpiech. I ulegli mi, na swoją zgubę. Ośmioro nas było, którzy stawiliśmy obcej potędze czoło. Połączyliśmy nasze moce, by ów kryształ i byt obmierzły zniszczyć. Ale nie z taką potęgą się nam mierzyć było. Za mało sił mieliśmy. Był bowiem ów kryształ jeno portalem, na Otchłanne Równiny wiodącym. Sam klejnot strzaskaliśmy wprawdzie, lecz byt ów nie ucierpiał wiele. Uszedł, a nas ocalało troje jeno. I długo trwało, nim zmysły odzyskaliśmy. Z mojej winy, pani, pięcioro mych druhów życie postradało. Tedy…
- Tedy umyśliliście sobie, że zemstę weźmiecie – pani Tatsu dokończyła za Siwego. – Sądzę, iż możecie mieć słuszność, w tym przyczyny naszych kłopotów upatrując, Owo istnienie woli najwidoczniej nie bezpośrednio działać, lecz naturę do swych celów zaprzęgać. Jak jednak chcecie pokonać owo w pojedynkę?
Na twarzy maga pojawił się paskudny uśmiech.
- Ten byt słabnie, pani. Słabnie, gdy nie może sięgnąć portalu, do Otchłani wiodącego. A te w znakomitej większości w wojnie magicznej zniszczone zostały. Dziś zaś nikt już wznosić ich nie potrafi, wiedza potrzebna bowiem zginęła w wojnie owej. Jak i wiedza o wielu innych sprawach, dlatego też Straconą Wojną ją zwiemy. Ostał się jeden portal jeno, pani. I tu, w Galimorze gdzieś się znajduje.
- I prosić chcecie o pomoc w poszukiwaniach.
To nie było pytanie, lecz proste stwierdzenie faktu. Nietrudno było jednak pani Tatsu domyślić się celu rozmowy.
- To prawda, pani. Sam niczegom nie znalazł, a tu o czas idzie. Wasze, pani, słowo w wielkim jest poważaniu, tedym postanowił do was się zwrócić z supliką o pomoc.
Tym razem to białowłosa kobieta zwlekała z odpowiedzią. Nie odzywał się i mag, nie ośmielając się przerwać jej milczenia. Wreszcie uczyniła to pani Tatsu:
- Sądzę, że będę w stanie wam pomóc – orzekła. – Macie słuszność, iż czas nagli. Musicie jeno objaśnić, czego szukać trzeba? Sama magię wyczuć potrafię, nie znam jednak aury, jaka portale otacza.
Mag, wyraźnie ucieszony jej słowami, ochoczo udzielił wyjaśnień. Białowłosa słuchała, z rzadka prosząc o objaśnienie jakiegoś niejasnego szczegółu.
- Tak, tuszę, że mam jasność – odrzekła, gdy Siwy skończył. – Rozpoczniemy poszukiwania wraz z przyjaciółmi. Zaś na wieści oczekujcie tu, w karczmie, panie Josteinie.

Opowieści z karczmy "Pod Pijanym Smokiem" Poszukiwacz. Część I

Dołączcie, waszmościowie, do nas, jeśli wola! Widać po ubiorach, że z daleka podróżujecie. Częściej teraz uczęszczane są nasze trakty, inaczej zupełnie, niźli przed laty! Wówczas, kto nie musiał, nie ruszał w podróż, a przybyszów nie widzieliśmy niemal wcale. Bo też i słynął Galimor jako ziemie dzikie i niebezpieczne, bestie obmierzłe rozpleniły się znacznie i rozzuchwaliły, jako nigdy przedtem. Pojawiły się też takie istoty, jakich nie widywano tu wcześniej. A przyczyny, pytacie, jakie tego były? I jak niebezpieczeństwo zażegnane zostało? Chcecie waszmościowie, opowiem.
Dziesięć lat temu, przybył do Galimoru pewien człek. Zdawało się, że czegoś szuka, zrazu bowiem nie osiadł nigdzie na stałe. Jego jedynym towarzyszem był szary wilk, co budziłoby zapewne zdumienie i przestrach gdzie indziej, tu jednak do dziwów przywykł każdy…

***

Odziany w szary ubiór podróżny wybrał miejsce z dala od innych gości karczmy, w kącie sali, przy kominku, na którym płonęły sosnowe szczapy. Tuż przy jego nogach ułożył się na podłodze duży wilk o szarej sierści. Obaj musieli być długo w drodze, bowiem ubiór mężczyzny, choć solidny, znaczyły ślady przydrożnego pyłu, a szczecina na jego dolnej szczęce wymownie prosiła o usługi balwierza. Oberżysta bez wezwania ze strony przybysza napełnił puchar czerwonym winem, nakazawszy równocześnie służebnej nalać do sporej misy świeżej wody. Dziewka uwinęła się szybko i już bez dalszych poleceń postawiła gliniane naczynie wprost przed wilczym pyskiem. Snadź zwierz nie budził w niej lęku.
- Raczcie, panie poczekać chwileczkę, a podam mięsiwo – odezwał się karczmarz, stawiając puchar na dębowym blacie.
Mężczyzna podziękował skinieniem głowy. Sięgnął po naczynie i upił łyk trunku. Tak samo nie odezwał się, gdy podano mu miskę z kawałem pieczystego, odkrojonym od obracającego się na rożnie wołowego udźca. Nie zapomniano tez o jego towarzyszu, którego uraczono surową wołowiną. Wilk nad podziw szybko uporał się ze swoją porcją, po czym położył łeb na wyciągniętych łapach i wydawało się, że zapadł w leniwą drzemkę. Każdy, kto przyjrzałby mu się uważniej, spostrzegłby jednak czujnie nadstawione uszy i jedynie półprzymknięte ślepia. W przeciwieństwie do niego, człowiek w szarym stroju był całkowicie pogrążony w myślach i nie zwracał uwagi na otoczenie. Stąd też nie zwrócił uwagi na odgłos powolnych , ostrożnych kroków, dochodzący ze strony wiodących na piętro schodów. Jedynie wilk zastrzygł uszami, jednak nie ruszył się z miejsca.
Do wspólnej sali zeszła wysoka kobieta o całkowicie białych włosach i nieruchomych oczach zaciągniętych bielmem. Natychmiast przyskoczył do niej oberżysta, zgięty w ukłonie, i począł wykładać coś szeptem. Wysłuchała go nie przerywając, wreszcie skinęła głową, wręczyła karczmarzowi monetę i dotykając ręką ściany podeszła powoli do stołu, przy którym usiadł podróżny w szarościach. Jego wilczy towarzysz podniósł się, węsząc intensywnie, i podszedł do białowłosej kobiety. Ta, słysząc skrobanie pazurów o deski podłogi pochyliła się lekko i dotknęła dłonią grzbietu zwierzęcia.
- Pytaliście o mnie, panie – rzekła cicho, podchodząc bliżej, z dłonią wciąż wspartą o wilczy grzbiet.
Mężczyzna poderwał głowę i wstał z uszanowaniem.
- Prawda to, pani – odparł z ukłonem. Poczekał, aż białowłosa zajmie miejsce przy stole zanim usiadł sam.
- Podziękujcie swemu towarzyszowi za pomoc – rzuciła kobieta z lekkim uśmiechem. – Powiedzcie, pies to czy wilk może?
- Wilk, pani. Mój lir.
Te słowo ją zaskoczyło. Nie pochodziło bowiem ze Wspólnego, lecz z niemal już zapomnianej Starszej Mowy. Trudno było nawet oddać jego sens we współcześnie używanym języku.
- Wilk to duży niezwykle, rzeknę, wilk całą gębą – zauważyła, gdy służebna postawiła przed nią srebrny puchar.
- To wilk Szary, Północnym też zwany. Obaj pochodzimy z daleka – odrzekł mężczyzna – Pozwólcie, pani, jestem Jostein zwany Siwym – przedstawił się. Jego przydomek był nader akuratny, choć bowiem włosy miał ciemne, jedno pasmo na lewej skroni było siwe. Tego jednak białowłosa stwierdzić nie mogła.
- Zaś imię mego lira brzmi Storr
- Tatsu – wymieniła swoje imię, poprzestając na tym. Przeszła też natychmiast do rzeczy:
- Rozpytywaliście o mnie, panie Josteinie, i dziwnym mi się zdaje, że nie zagadnęliście mnie sami. Już bowiem słyszałam wasz głos.
Siwy przez chwilę ważył w myślach odpowiedź.
- Nie wiedziałem, pani, czy w ogóle zechcecie ze mną mówić. Po wtóre zaś dlatego, że poruszyć chcę w rozmowie nader przykre sprawy.
- Ostatnimi czasy trudno znaleźć temat weselszy do pogawędki – odrzekła natychmiast Pani Tatsu.
- Słucham was zatem, panie Josteinie.
Znów milczał przez chwilę, widać słowa dobierając.
- Rzec muszę na wstępie, że jestem magiem, zaś na ziemie Galimoru przybyłem jeno dlatego, żem usłyszał o zaszłych tu wydarzeniach – zaczął oględnie.
- Czyżbyście guza szukali, panie Josteinie? – wtrąciła białowłosa z pewnym rozdrażnieniem. Siwy słysząc to pospieszył z wyjaśnieniami:
- Nie guza, lecz przyczyny tych zdarzeń, pani. Być może jest ona… - urwał, po czym zaczął w inny sposób:
- Czy słyszeliście, pani, nazwę „Lodowa Śmierć” bądź „Klątwa Lodowej Śmierci”? – zapytał.
Kobieta otrząsnęła głową przecząco.
- Nie, panie Josteinie, jednak zaciekawiliście mnie. Jasnym się też staje, że lepiej będzie dokończyć tę rozmowę prywatnie. Tedy zapraszam was i Storr’a do mej izby.
Nie czekając na odpowiedź, wstała od stołu i skierowała się ku schodom.

Opowieści z karczmy "Pod pijanym smokiem". Wstęp.

Zapraszam w me progi, dostojni, czym chata bogata! Posilić się u mnie można, mięsiwa nikomu wybornego nie zbraknie tu, nikomu! A i trunkiem przednim uraczyć, uraczę, wedle woli: i wina wyborne w mojej piwnicy są, z różnych stron świata, i piwo znakomite, pieniste haniebnie, i okowita zacna. A jeśli wola Wasza dłużej zabawić w mej karczmie, tedy na pięterku izby czekają.
Nie obawiajcie się także, dostojni, wstrętów tu nijakich nikt czynić podróżnym nie będzie. Przeciwnie nawet, gdy ja strawę dla ciała podam, od bywalców strawą dla ducha pewnikiem uraczeni będziecie. Bo też i lubują się oni w snuciu opowieści, lubują. Rzec przy tym muszę, że prawdziwie, jest o czym opowiadać! Wszak to ziemie Galimoru, matecznik dziwów, jakich już nie ujrzeć gdzie indziej.

Do wszystkich fanów twórczości Terry Pratchett'a!

Witajcie, miłośnicy Świata Dysku!

Niniejszym pragnę Was poinformować, że gdyńska firma Micro Art Studio wprowadziła na rynek metalowe figurki przedstawiające postaci ze Świata Dysku. MAS jaki jedyni na świecie posiadają licencję samego Autora!

Figurki można podziwiać na stronie MAS, która znajduje się pod adresem: http://www.shop.microartstudio.com/discworld-miniatures-c-48.html
W chwili obecnej dostępnych jest szesnaście figurek, przedstawiających czternaście postaci - a wkrótce ich liczba wzrośnie o siedem nowych.

Muszę się przyznać, że sam kilka nabyłem i niecierpliwie czekam na nowe wzory, na przykład Anguę...

Pozdrawiam!

Jostein Siwy

Powrót pewnego maga, z rodu Starszej Krwi się wywodzącego.

Witajcie, o Czcigodni!

Wiele już wody w czterech rzekach, jakie przez miasto me rodzinne płyną, od mej ostatniej tu wizyty, upłynęło. Nie chęci i woli wszakże, lecz możności zabrakło. Tak bowiem, jako rybom wody trzeba, mnie towarzystwa zasię Waszego, by pustki nieznośnej nie odczuwać. Wszakze cóż, gdy Portal, jaki mnie do Świata Pomiędzy Wymiarami przywieść może, otworzyć sposobu nie było? Dla kogoś, kto magią Ziemi się para, jest to zaklęcie trudne niezmiernie i wiele mocy pochłaniające.

Wszelako, siły wreszcie zebrawszy dostateczne, a i nie bez wielkiej pomocy Pani naszej, powrócić tu byłem w stanie. Radość ma wielka, żem znów w tak zacnej kompaniji znaleźć się mógł.

Powtórzę tedy: po trzykroć pozdrowieni bądźcie! Tuszę, że skromnego wagabundę na powrót w swe grono przyjmiecie.

Elen síla lúmenn' omentielvo!

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi