tess - blog
Można głosować na tesskę ;)

Pokusiłam się o start w konkursie na przepis na szafranowe babeczki Madderdina. A że decydują głosy publiczności... ;)
Na stronie FS trwa głosowanie na najlepszy przepis:
Posmakujcie szafranowych babeczek! Rozliczne receptury na ten rarytas przygotowali niezmordowani fani Mordimera Madderdina. Podobno nie ma na świecie lepszego sposobu na relaks niż wygodny fotel, "Ja, inkwizytor. Dotyk zła" i kęs takiej babeczki.
Anegdotka okołocoperniconowa
Pierwotnie tekst napisany wraz z relacją z Coperniconu 2010, ale ponieważ za skarby świata za kawałek relacji uznać go nie idzie, trafia więc w miejsce bardziej odpowiedzialne dla prywaty wszelakiej, czyli na bloga.

Gdy okazało się, że wyrobię się czasowo, więc mogę jechać, w Toruniu nie było już miejsc noclegowych w żadnym z okolicznych hosteli. Ponieważ na stronie znalazłam informację, że sala wspólna ma ograniczoną powierzchnię, więc obowiązuje zasada: „kto pierwszy, ten lepszy”, przestraszyłam się nieco (pamiętna spania na korytarzu), więc zależało mi na rezerwacji noclegu. I owszem, znalazłam takowy – w Domu Turysty. Miał tylko jedną wadę – był… daleko. Kierując się wskazówkami mieszkańców, dotarłam z miejsca noclegu na miejsce konwentu, ale droga ta była dość kręta (i chyba trudno o inną, gdy część wskazówek brzmi: „w lewo albo w prawo, i tam będzie jakaś szkoła, może nawet ta…”) i nieco obawiałam się samotnego powrotu. Niestety jedno piwo nie dodaje mi wystarczającej dawki odwagi, by uznać, że w razie czego sama poradzę sobie w ciemnych, wyludnionych uliczkach. A że w pizzerii okazało się, że nikt z biesiadujących nie śpi na tym samym odludziu, zaczęłam się nieśmiało uśmiechać o odprowadzenie takiej jednej, małej sieroty… Szamajim (kierowany chyba myślą o tym, że w mojej torebce jest zdobyty dla niego autograf Orsona Scotta Carda) bohatersko podjął się zadania. A wraz z nim cztery osoby, którym chyba nie przyszło na myśl, jak długie mogą być nocne spacerki w moim towarzystwie. I tą oto małą wycieczką ruszyliśmy w podróż przez Toruń. Znalezienie drogi okazało się ciekawym questem – bo pomijając to, że nie dałabym sobie ręki odciąć, czy schronisko mieści się na Legionów, czy na Legionistów, znałam wyłącznie trasę, którą wcześniej przyszłam – bez wątpienia dłuższą niż normalnie. Nikt ze spotkanych Torunian nie potrafił nas jednak poprowadzić skrótem, a wydeptywane metry coraz bardziej upewniały wszystkich w tym, że nie mam pojęcia, gdzie jestem, na urodziny trzeba mi sprezentować mapę i kompas, oczywiście po uprzednim ubiciu mnie w jakiś wyjątkowo brutalny sposób. Szamajim zaczął poszukiwać GPS-a w komórce, a napotkana po drodze mieszkanka zadzwoniła do męża, próbującego pilotować nas przy pomocy Google Maps. Okazało się, że rzeczywiście schronisko leżało tak daleko… lecz moja eskorta odbyła ponoć drogę powrotną w czasie trzy razy krótszym. Nie mam powodu, by im nie wierzyć. I korzystając z tej odrobiny prywaty, chciałabym serdecznie podziękować tej ekipie – czyli Ani, Rafałowi, Darkowi, Jarkowi i Patrykowi. Nie wiem, czy bardziej za to, że odstawili mnie bezpiecznie, czy za to, że nie ubili po drodze. Na kolejną noc zostałam przygarnięta w miejsce położone znacznie bliżej, przez co nie było mi dane poznać skrótów, które odnaleźli.
Październikowe refleksje
Miesiąc dobiega końca, a mnie dorwała gorączka, która utrudnia robienie czegokolwiek z sensem, ale mimo to mam ochotę coś robić, bo inaczej zwinę się w kłębek w łóżku i wstanę za trzy tygodnie. Niestety, w moim wypadku nic nie jest tak skutecznym zaproszeniem dla choroby, jak poddanie się jej choćby na parę godzin. Siedzę więc przed komputerem, mocno okutana, łykam garści tabletek, unikam przeciągów i od trzech dni marzę o poprawie.
A że myśleć o czymś trzeba, to dumam sobie nad zmianami odpaździernikowymi.
Zaczęłam nowy kierunek studiów, czyli językoznawstwo i naukę o informacji, z językami kierunkowymi niemieckim i arabskim. Jeśli kiedykolwiek myślałam, że mój poprzedni kierunek wymagał wiele roboty (a stwierdzałam tak na podstawie porównań ze studentami innych), to wiem, że byłam w gigantycznym błędzie. Filologia słowiańska i polska razem wzięte to przy tym wakacje. Tempo jest zabójcze, ilość materiału ogromna i we łbie kręci mi się od przyswajanej wiedzy. W zasadzie na to nie narzekam... ale pogodzenie tego z innym kierunkiem jest niemal niewykonalne. A z podwójnym...?
Wreszcie dowiedziałam się, co oznacza absolutny brak czasu wolnego. Co to znaczy nie jeść i nie spać. Już kiedyś myślałam, że tak mam... ale widzę, że jednak to było całą skalę niżej. Myśleć, czytać, uczyć się muszę szybciej, bo doba kończy się i nawet tego nie zauważam.
Za to... jest to cholernie ciekawe. I mam wielką nadzieję, że uda mi się te studia połączyć. Bo najzwyczajniej w świecie mi się na nich podoba... i co ważniejsze, jest na nich matematyka. Ok, jest jej mało i nie jest na oszałamiającym poziomie (porównując powiedzmy z politechniką - nie o poziom prowadzenia mi chodzi, bo ten jest bardzo fajny, ale o zakres materiału), ale brakowało mi tego przedmiotu bardzo. Pewnie za parę miesięcy będę przeklinała oblane kolokwia aż miło, ale na razie dobrze mi robi taki powrót do ścisłego myślenia. Jest ciekawie i różnorodnie.
Tylko gdybym czasu miała więcej... Ech, marzenie!
URATUJ ŻYCIE - oddaj krew!!!
Przekazuję wiadomość - z powodów zdrowotnych nie mogę oddawać krwi, ale może ktoś z Was może?
Ojciec mojego kumpla leży w szpitalu i potrzebuje dużych ilości krwi. Żeby ją dostał w odpowiedniej ilości, ktoś musi ją oddać, bo w szpitalu jak w wojsku, cyfra się musi zgadzać. Grupa dowolna, miejsce dowolne ale trzeba dostarczyć zaświadczenie o tym, że się krew oddało. Po kolei.
Województwo mazowieckie
Najlepszym rozwiązaniem jest oddanie krwi w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa na ulicy Saska 63/75. Oddając krew należy zaznaczyć, że to na Andrzeja Jurgiela (Andrzej Jurgiel) i wziąć zaświadczenie. Jeżeli oddajecie na Saskiej, można je zostawić w recepcji, kumpel odbierze i pokaże lekarzowi.
Lista oddziałów RCKiKa na terenie województwa mazowieckiego. Oddając tam krew też można zostawić zaświadczenie i oni sobie automagicznie wszystkie informacje przetransferują. Z tym że zawsze warto mieć wątpliwość, bo przemiła i uczynna pani na telefonie to jedno, a nasza polska rzeczywistość drugie. Dlatego jeżeli ktoś zdecydowałby się oddawać krew w oddziale, to niech na wszelki wypadek dopyta czy jeżeli zostawi zaświadczenie na miejscu, wszystko będzie w porządku.
Jeżeli okazałoby się, że nie w porządku, to zaświadczenie można wysłać pocztą na adres kolegi:
Paweł Jurgiel
ul Olesińska 6/52
02-548 Warszawa
Jeżeli ktoś odda krew poza Warszawą ale pracuje tutaj, może podrzucić zaświadczenie do:
knajpy Paradox – Jezierskiego 3/5, boczna Rozbratu, powiedzcie barmanom o co chodzi, dadzą znać kumplowi
do mnie do Agory – zostawić na nazwisko Radosław Teklak i powiedzieć dziewczynom, że to pilne – zadzwonią
dać mi znać skąd można zaświadczenie odebrać – podjadę i zabiorę. Kontakt albo telefoniczny (jak ktoś zna) albo mailowy teklak na gmailu albo radkowiecki na gazecie.
Opcje związane ze mną są ważne do końca tego tygodnia, w przyszłym wyjeżdżam z Warszawy. Gdyby ktoś więc miał do przekazania zaświadczenie w przyszłym tygodniu, niech kontaktuje się bezpośrednio z kolegą na adres mailowy: larpownia małpa gmail kropka com. Ewentualnie mail/telefon do mnie i wystąpię za pośrednika.
Osoby spoza Warszawy
Oddajecie krew, bierzecie zaświadczenie, wysyłacie na adres kumpla.
Kryteria dla krwiodawców
Dyskwalifikacja czasowa
Dyskwalifikacja stała
Stan ojca Skały jest taki, że liczy się czas i oczywiście im szybciej krew zacznie płynąć, tym lepiej. Ale jeżeli ktoś nie może jej oddać w tym tygodniu, przyszły też będzie bardzo dobry.
Modlitwa studentki
"Maria myedzy kwyathy kwyath,
szlusba yey dava wszysztek szvyath,
sz gyey szlawathney nabosznosczy
szukay v nyey mylosczy
wszelky vyeny szluga yey.
A ktho thobye szluszba dawa,
szwogyem grzechom othpusth myewa
y wyeczną koroną."
Od Klemensiewicza, o wielki Cthulhu, wybaw nas!
Przed egzaminem, uchowaj nas!
Pure Morning
A friend in needs a friend indeed,
A friend with weed is better,
A friend with breasts and all the rest,
A friend who's dressed in leather,
A friend in needs a friend indeed,
A friend who'll tease is better,
Our thoughts compressed,
Which makes us blessed,
And makes for stormy weather,
A friend in needs a friend indeed,
My Japanese is better,
And when she's pressed she will undress,
And then she's boxing clever,
A friend in needs a friend indeed,
A friend who bleeds is better,
My friend confessed she passed the test,
And we will never sever,
Day's dawning, skins crawling
Day's dawning, skins crawling
Day's dawning, skins crawling
Pure morning
Pure morning
Pure morning
A friend in needs a friend indeed,
A friend who'll tease is better,
Our thoughts compressed,
Which makes us blessed,
And makes for stormy weather,
A friend in needs a friend indeed,
A friend who bleeds is better,
My friend confessed she passed the test,
And we will never sever,
Day's dawning, skins crawling
Day's dawning, skins crawling
Day's dawning, skins crawling
Pure morning
Pure morning
Pure morning
A friend in needs a friend indeed,
My Japanese is better,
And when she's pressed she will undress,
And then she's boxing clever,
A friend in needs a friend indeed,
A friend with weed is better,
A friend with breasts and all the rest,
A friend who's dressed in leather
/Placebo, Pure Morning/
***
tesskowo na dziś
Z pamiętnika kociej mamy...
Pochwalę się Wam, jak wyglądają moje małe kociaki ^^
Najpierw sama Zuzia i jej duży brzuszek, jeszcze przed porodem. Potem maluchy (mama akurat była badana), a potem już Zuź i jej jednodniówki :)
Oddział niemowlęcy
Zuź rodziła osiem godzin. O siódmej na świecie było pięć kociąt. Bo trzech kotce zatrzymała się akcja porodowa i potrzebowała pomocy lekarskiej, żeby dwa ostatnie też wyszły na świat. Niewiele brakowało do cesarki.
Zuź okazała się wierna czarnemu narzeczonemu, z którym żyła na kocią łapę. Z rodzicielką zgodnie uznałyśmy, że dla własnego dobra powinien nam schodzić z drogi. Jego jajka nie miałyby z nami najmniejszych szans...
Trzy maluszki są czarne, jak ojciec. Jeden jest szary i pręgowany. Jeden jak matka - szaro-pręgowany w połowie, w połowie biały.
Kociaki aktualnie korzystają z wyżerki w najlepszym barze mlecznym pod słońcem, a Zuź przysypia. Rodzina próbuje oprzytomnieć.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- …
- następna ›
- ostatnia »

















































