Strona główna

Wild Rose - blog

Anielskie tęsknoty...

Dawno już zapomniałam
jak to jest czuć na sobie
dotyk śnieżnobiałych skrzydeł
muskanie piór na policzkach

Chciałabym znów zatopić się
W ramionach mojego anioła
który upadł z nieba
a nie stracił bieli

Bo on nie jest złem
nie jest diabelskim nasieniem
za bardzo tylko ukochał
życie śmiertelnika.

Z dedykacją dla M.

Różyczka

Ależ się porobiło...

- Ależ się porobiło - rzekła Różyczka rozglądając się po komnacie tronowej pałacu Świata Między Wymiarami.

Ulokowała się za kolumną, sądząc, że jej nie widać i postanowiła poczekać, popodglądać. O taaak... Różyczka zaczeka...

Lucyfer

Widziałam jak upadasz
z dumnie podniesioną głową
jak bronisz się ostatkiem sił
odpierasz ostatni cios.

Widziałam jak podcinają ci skrzydła
i zamykają w tobie twoje światło
jak odbierają wszystko
i strącają w otchłań.

Widziałam jak ostatni raz
twoje usta poruszają się
w bezgłośnym pożegnaniu
którego nikt z nich nie usłyszał.

Widziałam jak z hukiem uderzasz
o spękaną ziemię jednego
z nieznanych światów
i powoli zamykasz oczy.

Widziałam jak podnosisz się
wstajesz i unosisz głowę
rozpościerasz okaleczone skrzydła
dumny, potężny i wolny.

Prep adv madre 15

Zapamiętanie kombinacji trochę kawalerom zajeło, ale kiedy już dotarło to do nich to poszli wnieść bagaże w swoje "własne" nowe włości.
Armand wszedł powoli do pomieszczenia było już późno, ale z racji, że strasznie chciało mu się pić musiał zejść na dół i udać się tu. Dom nie był zbyt przyjemny by chodzić w nim w dzień a co dopiero w nocy. Lecz kuchnia była jednym z tych pomieszczeń które nadawały budynkowi wymiar "domu". Pomieszczenie było przestronne o prostoktnym ksztacie. W piecu palił się nadal ogień Z pod drzwiczek zamykajcych wydostawała się pomarańczowa łuna która lekko rozświetlała kuchnie. Kawaler wszedł dalej. Wszystko było czyste i posprzątane. Specjalny solidny stołek do mięsa obsypany starannie solą by wyciągnąć z drewna wilgoć Stoły na których kucharka przygotowywała posiłki idealnie umyte i przykryte świeżymi ściereczkami. Armand umiechnoł się. Powiedział sam do siebie.
-Podobna do mojej.
Nagle usłyszał głos kucharki.
-Do jakiej twojej?
Rozejrzał się Elda wyszła właśnie z za rogu z brytfanką. Włorzyła ją do pieca i zamkneła go. Popatrzała na chłopaka.
-No, do czego podobna?
Umiechnoł się.
-Do kuchni w moim rodzinnym domu. Chociaż moja kuchnia jest bardziej kwadratowa.
Kucharka pokiwała głową i się uśmiechneła.
-Co chciałeś?
-Szklankę wody. Pić mi się chce strasznie.
-Poczekaj przyniosę ze spiżarki sok wiśniowy. Co tam będziesz sam wodę pił. Usiądź tam i poczekaj na mnie.
Zanim zdążył powiedzieć, że nie trzeba kucharka znikła za kolejnym rogiem. Przeszedł parę kroków i usiadł na białym krześle przy mały stoliku tuż przy oknie. Popatrzał jeszcze raz na pomieszczenie. Od wejścia było wbrew pozorom mało miejsca mimo, że kuchnia była duża. Na środku stała szafka i plecami do niej stał obok szafki stół do mięsa i mała szafeczka z dwoma szufladami na której stała beczka. Przy każdej ścianie coś stało. Wiza wi wejścia ogromny długi piec i parę szafek, po drugiej stronie zlew i szafki. Po prawej od wejścia ogromny kredens na całej ścianę. Po lewej było okno i stolik z dwoma krzesłami. Cała kuchnia była biała choć polamowane drewno większości mebli wydawało się jakby przetarte. Podłoga starannie wycierana każdego dnia nosiła też już nie tak żywy kolor drewna. Kawaler popatrzał w okno. Była na nim mała zazdrostka. Uniósł ją i zrobił wielkie oczy. Usłyszał nagle.
-Naszą czarną gwiazdę tam zobaczyłeś?
Popatrzał za siebie. Kucharka weszła właśnie do kuchni podeszła do szafki. Nalała wody z dzbana do dwóch szklanek i dolała soku. Zamieszała i razem z nimi podeszła do stołu. Usiadała. Uniosła firaneczkę i westchneła. Puściła materiał i popatrzała na Armanda.
-Czemu ona nie śpi pani Eldo?
-Wystarczy Eldo. Ona nigdy nie sypia. W dzień tylko pada jak kawka na dwie trzy godziny, ale to i tak raz na parę dni, tydzień..
Wzieła łyk soku.
-Jak długo żyje nie widziałam takiej osoby. Już jako małe dziecko nie sypiała. Najczęściej można ją było znaleźć w salonie jak bawiąc się drewnianymi konikami przy kominku.
-I nikt nie wie dlaczego?
Pokiwała odmownie głową.
-Wiesz myśle, że to przez to...
-Matkę?
-Tak.
Oboje popatrzeli przez okno. Nemain stała za furtką ogrodu w zbożu i lekko dotykała koniuszki palców przesznice , patrząc w gwiazdy.
Armand rozejrzał się jeszcze po kuchni. Spostrzegł coś co go zainteresowało. Mała tabliczka tuż nad drzwiami. Napis był po angielsku. Przeczytał go szeptem.
-Caution...Low flying angels...
Elda popatrzała na niego.
-Uwaga...
-Wiem. Uwaga, nisko latające anioły.
Popatrzał na nią.
-Ale skąd taka tabliczka?
-Z Anglii. Bo dla mnie każda z dziewczynek jest jak anioł tylko każda jest inna.
Armand pożegnał się z kucharką i wyszedł. Już miał wracać do łóżka, gdy poczuł, że coś ciągnie go w stronę drzwi do ogrodu. Jak zahipnotyzowany poszedł w tamtą stronę, otworzył je i wyszedł na zewnątrz. Szedł wzdłuż porośniętej bujnie krzewami alejki, jeśli można było to tak nazwać. Starał się iść cicho, nie nadepnąć na rzadną leżącą na ziemi zwiędłą gałązkę ani nie potknąć się po ciemku o kamień. Nie chciał, by Nemain zauważyła jego obecność.
Szedł mimo to prosto w jej stronę. Ale.. Jeszcze przed chwilą widział ją stojącą przy furtce tyłem do niego, a teraz nie było tam po niej ani śladu. Przystanął i rozejrzał się zszokowany.
- Cichy motyl nie porusza skrzydłami bezszelestnie, trzeba tylko mieć dobry słuch – usłyszał za sobą.

Prep adv madre 14

Po wizycie w salonie Drago zaprosił wszystkich nowo przybyłych do swojego gabinetu. Olivierowi i Nathanielowi aż otworzyły się usta.
-Wow.
-Aha.
Brad popatrzał na obu i wszedł dalej. Drago poklepał obu chłopców po ramionach i ruszyli dalej. Pan domu zasiadł za potężnym hebanowym biórkiem w swoim fotelu. Pokazał dłonią by młodzieńcy usiedli.
-Więc tak nasi najmłodsi idą do tej samej szkoły.
Obaj popatrzeli na siebie, potem na Drago. Nathaniel zaczoł.
-Na medycynę?
Drago popatrzał na niego dziwnie.
-Mnie o to pytasz?
Młodzieniec zawstydził się. Wszyscy zaczeli rozmawiać głośniej i o rzeczach bardziej codziennych. Zadawali dużo pytań gospodarzowi. Olivier szturchną Nathaniela i wyciągną do niego dłoń. Wyszeptał.
-Olivier Alan.
Nagi uścisną mu dłoń i równiesz wyszeptał.
-Nathaniel Crowford.
-Na co idziesz?
-Na patologie, a ty?
-Chirurgie. Fajnie, że będziemy razem w szkole.
Nathaniel popatrzał na to po innym kontem niż jeszcze przed chwilą w salonie.
-No fajnie.
Uśmiechneli się do siebie i słuchali. Olivier rozglądał się. Gabinet był bardzo ciemny w sensie mebli. Był zrobiony przecudownie. Na przeciw wejścia znajdowała się ściana całkowicie pokryta regałami. Stały na nich nagrody, wyróżnienia, dyplomy i książki. Jedyną lukną w ścianie było okno, wysokie do sufitu jak i w całym domu. Parkiet koloru wiśniowego drewna i piękny perski dywan w kolorze dojrzałych owoców granatu. Ciemny hebran biórka i fotela dopełniał tego widoku. Nathaniel popatrzał na siedzącego obok Omiego.
-Na co patrzysz?
-Oglądam. Ten dom nie przestaje mnie zaskakiwać.
-Tak mnie też.
Obaj obejrzeli się do wyjścia. Aż usta same się im otworzyły. Drzwi jak drzwi, ale framuga rzeźbiona była w draperie spadającego aksamitu który u szczytu drzwi łączył się w jedną całość z przepiękną rzeźbą sześciu kobiet. Drago zauważył młodzieńców.
-O już zauważyliście. To matki moich córek na płaskorzeźbie.
Wszyscy kawalerowie się obrócili i zaniemówili. Kobiety każda w innym stoju wydawały się płynąć na fali czy to wiatru czy materiału jakim zdawała się draperia. Każda indywidualnie wyrzeźbiona i zupełnie nie podobna do reszty. Młodzieńcy znów obrócili się do Drago. Patrząc na rzeźbę stwierdził trochę jakby rozkojarzony i smutny.
-Moje córki tu nie wchodzą. To jedynę miejsce, gdzie mogę je mieć.
Popatrzał jakby wyrwany z transu na młodzieńców.
-No więc Nathaniel i Olivier na końcu korytarza na pierwszym piętrze po prawej stronie, każdy będzie miał, rzecz jasna swój pokój. Ken pierwszy pokój po lewej stronie od schodów na drugim piętrze. Sucellus na pierwszym piętrze drugie drzwi po prawej na korytarzu. Devon a drugim piętrze ostatnie drzwi po lewej. Drake na pierwszym piętrze na korytarzu drugie drzwi po lewej. No i tak Dante na korytarzu na drugim piętrze drugie drzwi po prawej, Bożydar na pierwszym piętrze trzecie drzwi po prawej, Schuldish na pierwszym piętrze trzecie drzwi po lewej na koryatrzu, Brad na drugim piętrze drugie drzwi po lewej i Armand na drugim trzecie drzwi po prawej.

Prep adv madre 13

Stał tam chwile.
-Gdzie ja trafiłem?
Usłyszał za sobą głos Drago.
-Do mojej pracowni.
Zrobił wielkie oczy. Obrócił się.
-Przepraszam ja nie chciałem...Nie to, że jestem wścib...
-Wiem, wiem.
Pomachał ręką.
-Cosette mi powiedziała, że mowiła ci gdzie jest łazienka. Ja musiałem również skorzystać i jak ciebie tam nie znalazłem to domyśliłem się, że zabładziłeś. Nie szkodzi. Chodź do piwniczki winnej trzeba wybrać wino do kolacji.
Chłopak odetchną. Na regale stało popiersie. Jakoś odruchowo przeczytał.
-Nemain?
-To nie moja córka tylko jej świętej pamięci matka. Chodź.
Kawaler lekko skolowany poszedł. Drago zszedł jeszcze pare schodków i znalaźli się w...
-To nie piwniczka tylko lochy winne.
Pan domu zaśmiał się.
-Jeszcze średniowieczne. Nie wiem dokąd sięgają. Nemain się nimi często przechadza.
-Strasznie.
-Haha nie ona lubi. Masz wspaniałe poczucie humoru.
-Taa..Nie to co mój sflaczały brat.
Drago zanosił się śmiechem. Weszli po schodkach.
-Tu jest jeszcze spiżarnia.
-O to wiem, gdzie iść jak będę głodny.
-Hahaha do tego polecam kuchnie.
Wyszli z piwnicy i ruszyli korytarzem.
Robina siedząc obok wiecznie znudzonej życiem Arianny z daleka przyglądała się Secullusowi. Chłopak siedział nadal sam wpatrując się w martwy punkt na przeciwległej ścianie.
- Podejdz żesz do niego, skoro tak cię interesuje – rzuciła Arianna znad filiżanki – Będziesz się tak gapić?
- A co nie mogę?
- Możesz, twoja wola, ale to idiotycznie wygląda.
- Wolę poczekać aż to on pierwszy do mnie podejdzie.
Arianna roześmiała się niezbyt wesoło.
- Sprawia takie wrażenie, że mogę mniemać iż się nie doczekasz.
- Czy ty do wszystkich masz takie nastawienie?
- Jakie?
- Wrogie.
- Nie. Mam jedną oddaną przyjaciółkę – uśmiechnęła się cynicznie – Do niej jestem bardzo przyjaźnie nastawiona.
- Ciekawe jaką – z przekąsem odpowiedziała Robina.
- Siebie.
Robina westchnęła.
Nathaniel i Brad siedzieli cały czas na jednaj z sof . Nie rozmawiali zbyt wiele. Każdy z nich zatopiony był we własnych myślach. Brad odstawił pustą filiżankę i spojrzał na brata.
- Co się dzieje?
Nathaniel nie reagował. Jego twarz nie zdradzała żadnych oznak większych emocji, jednak Brad znał go na tyle, że był w stanie wyczuć, że młodszego brata coś gnębi. Przyjrzał mu się uważnie, gdyż ten nie zareagował w ogóle na jego pytanie. Zauważył, że cały czas ukradkiem spogląda w stronę Oliviera i Blanci.
- Zazdrosny?
- Wydaje ci się.
- Mhm, oczywiście. – przez chwilę milczał, po czym spróbował raz jeszcze. – Podoba ci się.
- Mi? Nie, ja tylko…
- Podoba ci się – powtórzył starszy.
- Nawet jeśli, nie mam u niej szans.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo on…
- Co on? W czym niby on miałby być lepszy od ciebie?
- Jest odważniejszy.
- Tak, bardzo odważny. Tylko wtedy , gdy za wszelką cenę chce zainponować swojemu bratu podrywaczowi. – Brad skrzywił się. Nie darzył Armanda zbytnią sympatią.
- Tylko, że ta chęć zaimponowania jak na razie wychodzi mu na dobre.
- Jak będzie słuchał jego zbawiennych rad, to daleko nie zajdzie. Ona nie wygląda na taką, która lubi babiarzy.
- Daj spokój.
- Co daj spokój? Jeżeli naprawdę ci się podoba, nie powinieneś tak łatwo rezygnować.
- To nie ma sensu. Nie będę umiał nawet do niej podejść.
- To spróbuj. Zobaczymy, czy nie będziesz umiał.
- Nie. Nawet nie wiem o czym z nią rozmawiać.
- O tym samym co z każdą inną osobą.
- Przestań.
- Ale ona naprawdę nie gryzie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Patrz, jego nie pogryzła.
- Nie będę im przeszkadzał.
- Ech, dupa wołowa – mruknął Brad pod nosem.
Nathaniel spojrzał na niego z wyrzutem.
- Daj mi spokój, tak. Jeżeli mówię że nie chcę to znaczy że nie chcę. Koniec tematu.
- No dobrze już dobrze, twoja sprawa.
Drago, który własnie wszedł do salonu z Devonem wyszedł na środek pokoju. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu zdziwione, gdyż nikt nawet nie zauważył że wyszedł.
- Ja idę spać. – powiedział – Wam też bym radził. Dzisiaj był męczący dzień dla nas wszystkich. Chłopcy, wiecie już gdzie są wasze pokoje, mam nadzieję, że traficie. Śpijcie dobrze i życzę spokojnych snów.
Po tych słowach wyszedł z salonu. Za nim rozeszła się cała reszta towarzystwa.

Prep adv madre 12

Dante wyszedł dalej na korytarz. Popatrzał w dal i zobaczył mały hol i drzwi, ale Drago poinformował go, że łazienka to drugie drzwi po prawej. Ruszył do nich. Lekko je popchną.
Wszedł zaglądając jakby obawiał się co tam znajdzie. Kiedy się rozejrzał trochę jak spłoszony
gronostaj wszedł i zamkną za sobą drzwi. Westchnął.
-Cały ten dom wygląda jak jedno wielkie dzieło sztuki. Ojciec miał racje mówiąc, że pan Drago jest artystą z krwi i kości. Łazienka była piękna. Biały marmur łączył się z jesionowymi wykończeniami lustra nad piękną białą umywalką z szarym wykończeniem. Kawaler popatrzał. Uśmiechnął się. Wanna była na podwyższeniu z impregnowanego jesionowego drewna. Była dość duża jak na małe panny jak i ich ojca który nie był
zbyt wielki. Nawet sedes był dziełem. Szary marmur z białym wykończeniem. Na ścianach parę spadających leniwie paproci. Przy drugiej ścianie jesionowa szafa na ręczniki, tuż obok skrzynia z tego samego drewna i piękne krzesło rzeźbione na podobieństwo kwiatu malwy. Dante wychodząc popatrzał jeszcze na lampę. Była jak krzesło tak samo stylizowana. Delikatna i piękna. Wyszedł.
Devon również chciał iść do łazienki, ale kiedy już miał tam wchodzić zauważył idącą w stronę małego holu na końcu korytarza Cosette. Niosła coś i uśmiechała się. Nie mógł się powstrzymać ruszył za nią. Doszedł do małego holu. Były tam drzwi wręcz jak z bajki. Normalne drzwi z rzeźbionym bluszczem który oplatał je całe. Klamka była taka sama.Otworzył drzwi i zobaczył piękny lekko można powiedzieć frywolny ogród. Ogrodzenie było z kutego pięknie żelaza, a na środku miało małą furtkę. Kawaler popatrzał pod nogi. Zszedł po trzech marmurowych schodkach. Po bokach miał piękne złociste trawy. Pięknie przycięte krzaki i zadbane klomby kwiatów. Poszedł alejką i zobaczył Cosette nalewającą świeżej wody do marmurowej misy na nóżce w kształcie dziwnego ptaka. Panna uśmiechnęła się , gdy małe wróble i inne tego rodzaju ptaki zaczęły siadać i pić wodę.
-No moje maleńkie mam nadzieje, że trochę to was orzeźwi.
Devon patrzał na nią jak na zjawisko. W końcu przemógł się i odezwał.
-Przepraszam panienko Cosette.
Popatrzała na niego spłoszona jak gołąb wystraszony nagłym hukiem.
-Nie chciałem panienki wystraszyć. Chciałem tylko zapytać co to za ptak tam na nóżce poidła.
Dziewczyna zrobiła krok w tył i popatrzała.
-To ibis.
Popatrzała już spokojnie na kawalera. Dopiero teraz zauważył, że na jej ramieniu siedzą dwa wróble.
-Tata go rzeźbił.
Devon pokiwał głową.
-A przepraszam łazienka...
-Drugie drzwi na prawo.
Odwrócił się i poszedł. Wyszeptał do siebie.
-Ależ ona jest słodka. Tylko dorobić jej piórka. Mała sikoreczka.
Wszedł do domu.
Zamyślony nie pomyślał, że pannie chodziło o drugie drzwi po prawej od strony salonu. Zaaferowany panną wszedł w drugie drzwi po prawej, ale od strony ogrodu.
-Ale tu ciemno.
Zobaczył światło.
-Dziwna ta ich łazienka i śmierdzi gliną.
Zszedł po drewnianych wysłużonych schodach. Był tam mały korytarzyk i jedne otwarte drzwi wszedł. Zrobił wielkie oczy.
-O ja cię chromole. Co to jest?

Prep adv madre 11

Tymczasem w salonie Bożydar opuścił na chwilę Dantego i Kena z którymi rozmawiał. Podszedł do Drago.
- Przepraszam, gdzie jest łazienka – zapytał.
- Musisz iść do końca korytarza, w holu skręcić w prawo. Są tam trzy pary drzwi. Drugie to łazienka – odpowiedział z życzliwym uśmiechem pan domu.
- Dziękuję.
Aya wyszedł z salonu.
-To miały być trzecie czy drugie po prawej? Chyba trzecie.
Poszedł do końca korytarza. Był tam mały hol, obrócił się w prawo.
-O drzwi.
Łapiąc za klamkę trochę się dziwił czemu drzwi od domniemanej przez niego łazienki wyglądają jak oplecione dzikimi lianami. Otworzył je.
-Aha to, to na pewno nie jest łazienka.
Mimo iż znalazł się w oranżerii wszedł. Nie zamkną drzwi. Na około niego znajdowały się przerużne egzotyczne kwiaty. Pomieszczenie było duże. Szedł małą alejką wśród doniczek i korytek z pięknymi kwiatami. Doszedł do małego placyku pośród kwiatów. Stała tam kozetka przykryta jasno brązowym atłasem i stała mała figurka kobiety oplecionej ponętnie przez węża który przeplatał się przez jej całe ciało. Na głowie trzymała tace na której w tym momencie było pare egzotycznych owoców których kawaler nawet nie znał. Poszedł dalej. Wśród palm i innych kwiatów było bardzo duszno. Usłyszał stukanie. Poszedł w tamta stronę. Okazało się, że na drugim większym placyku stała fontanna zmyślne urządzenie które samo się napędzało utrzymując w pomieszczeniu duchotę i wilgoć. Obok stała równiesz mała ławeczka i okrągły stolik. Mosiądz od wilgoci pozieleniał, a abażurowe drewno lekko ściemniało. Nagle usłyszał głos.
-Jak mucha w sieci.
Spłoszył się. Szukał wzrokiem kogoś, ale nikogo nie widział. Obracając się migneły mu oczy. Za paroma egzotycznymi drzewkami stała Nemain i patrzała na niego jak jaguar na zdobycz. Westchneła i uniosła brew.
-Wy mężczyźni zawsze się gubicie.
Popatrzała w górę. Chwyciła małego pajączka między paznokcie i włożyła go do dziwnego kwiatu, który tu po tym co zrobiła zamkną się pozostawiając kawalera w szoku.
-To rosiczka. Drapieżna roślina.
Uśmiechała się przy tym można powiedzieć drapieżnie.
-Kiedy tylko poczuje, że ofiara zbliżyła się niebezpiecznie blisko...Łapie ją...
Popatrzała Bożydarowi w oczy.
-I już nie puszcza.
Spojrzała znów na rośline.
-Dajmy jej zjeść. Chodź zaprowadze cię do łazienki. W jak dzieci trzeba was wszędzie prowadzać.
I ruszyła w stronę korytarza. Kawaler podąrzył szybkim krokiem za nią jakby obawiał się rośliny, choć rosiczka była wielkości jego dłoni.
Zaraz po wyjściu Bożydara, również Dante poczuł potrzebę. Podszedł również do pana domu.
- Ty też do łazienki?
Skinął głową lekko speszony. Drago uśmiechnął się serdecznie i powtórzył instrukcję dojścia do toalety. Kiedy chłopak wyszedł pan Salvatore zaśmiał się sam do siebie.
- Ale wszystkich nagle pognało.
- Zapewne za pilną potrzebą – rzuciła Arianna z fotela.
Ojciec obrzucił ją gromiącym spojrzeniem.
- No co? – powiedziała tylko wzruszając ramionami i wróciła do swojego głównego punktu zainteresowania czyli znudzonego mieszania w dłoni filiżanką po herbacie.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi