Nienawidzimy, by pokochać

    Seriale oraz cykle książkowe mają tę przewagę nad pojedynczymi utworami, że znajduje się w nich miejsce nie tylko na zgłębienie charakteru postaci, ale też obserwowanie jego przemian – czasami licznych. Autorzy, wykorzystując to, niejednokrotnie podejmują z czytelnikiem grę – sprawiając, że jego uczucia względem danej postaci zmieniają się o 180 stopni. Chwilami sprawiają, że kochana dawniej postać stanie się znienawidzoną – co wydaje się bardziej zrozumiałe – kiedy indziej jednak rozbudzają pozytywne uczucia względem kogoś, kto wydawał się odstręczający i zepsuty na wskroś.

    Chyba jednym z najgłośniejszych takich przykładów jest Jaime Lannister – nie tylko dzięki znakomitemu przedstawieniu tego bohatera przez George’a R.R. Martina w „Pieśni Lodu i Ognia”, ale także znakomitej kreacji Nikolaja Coster-Waldau, który wcielił się w rolę Królobójcy w „Grze o tron”. Właśnie, Królobójcy. Już sam przydomek Jaime’ego świadczy o tym, jakie uczucia wzbudzał w otoczeniu (oraz w czytelnikach).

    Mężczyznę poznajemy z punktu widzenia Starków – honorowych, żyjących dawnymi tradycjami. Jaime przybywa do Winterfell wraz z resztą świty Roberta Baratheona i zostaje przedstawiony jako gwardzista, który jednak nie powinien się liczyć, ponieważ zabił króla, którego przysiągł bronić. W sadze niemal każdy, kto chciał zdyskredytować Jaime’go, wypominał mu, iż pchnął Aerysa II w plecy. Ta zapowiedź okazuje się jednak niewystarczająca – wkrótce potem odkrywamy, że Lannister związany jest kazirodczą relacją ze swoją siostrą bliźniaczką, tym samym przyprawiając rogi Robertowi… oraz spycha z okna wieży siedmioletniego Brana Starka (który przyłapał go z Cersei), tym samym niemal go zabijając i trwale okaleczając.

    Jakby tego było zbyt mało, konfrontuje się z Nedem Starkiem także w stolicy. Gdy Catelyn Stark bierze do niewoli Tyriona Lannistera, Królobójca napada Neda, okaleczając go i mordując jego ludzi. Cały czas jest też jednym z podejrzanych o zabójstwo Jona Arryna – odkrycie, że Arryn zorientował się, iż wszystkie dzieci Cersei są bękartami Jaime’ego tylko umacnia czarny PR bohatera.

    Wydaje się, że Królobójca do końca sagi pozostanie jednym z najbardziej pogardzanych bohaterów… a później George R.R. Martin serwuje nam jego punkt widzenia. W niewoli wyrzuca Catelyn Stark, że to jego oskarża się, iż ma gówno zamiast honoru, ale to praworządny Ned Stark wychowywał w domu bękarta, podczas gdy Jaime przez całe życie był wierny Cersei. Z czasem dowiadujemy się też o innych przeżyciach – o tym, jak Aerys II mianował go gwardzistą, co było dla niego upragnionym zaszczytem i dowodem jego niezwykłego szermierczego talentu, a tak naprawdę stało się zagrywką polityczną mającą pozbawić Tywina Lannistera dziedzica – gwardziści zrzekają się swych barw, ziem oraz praw do zawarcia małżeństwa. Nowa funkcja na dworze miała zbliżyć go do ukochanej siostry, ojciec jednak zabrał ją ze sobą, zostawiając Jaime’ego sam na sam z gorzką świadomością bycia pionkiem w rozgrywkach między królem i jego dawnym namiestnikiem. Wreszcie słynne królobójstwo okazało się aktem desperacji – Aerys II nie bez powodu zwany Szalonym Królem nie tylko zarządzał od swojego gwardzisty głowy Tywina Lannistera, ale także – świadom przegranej wojny – postanowił wysadzić stolicę wraz z wszystkimi jej mieszkańcami. Nikt jednak nie był zainteresowany wyjaśnieniami Jaime’go – przyłapał go i z miejsca osądził Ned Stark, widzący świat w czarno-białych barwach.

    I choć nie sposób zapomnieć o atakach na Brana i ludzi Neda – z czasem czytelnik zdobywa się na refleksję, że pozostawienie świadka kazirodczej relacji gwardzisty z królową sprowadziłoby śmierć na Cersei, którą Jaime kochał przez całe życie, a zapewne i na trójkę ich dzieci… czymże jest więc śmierć obcego chłopca? Paradoksalnie przed podobnym wyborem staje później Catelyn Stark, dla której pogarda względem Jaime’ego była czymś oczywistym. W czasie Krwawych Godów przykłada sztylet do gardła Dzwoneczka, niepełnosprawnego umysłowo syna Waldera Freya, błagając, by ten oszczędził jej pierworodnego – Robba, a gdy Frey nie okazuje litości, Catelyn morduje jeńca. Zaś świta namiestnika? To ludzie służący rodowi, który uwięził jego ukochanego młodszego brata, a Jaime przez całe życie problemy rozwiązywał mieczem… To nie pierwszy ani nie ostatni przypadek w „Pieśni Lodu i Ognia”, gdy nisko urodzeni traktowani są jako część inwentarza któregoś z lordów i giną jako niepotrzebni bądź ci, o których nikt się nie upomni.

    Część rehabilitacji Lannistera dokonuje się dzięki zmianie perspektywy… a później dopełniają ją dalsze czyny bohatera. Jaime ryzykuje, by oszczędzić cierpień Brienne z Tarthu – kobiecie-wojowniczce eskortującej go jako jeńca. Mimo początkowych szyderstw mężczyzna nabiera do niej szacunku, a następnie próbuje zapracować na to samo. Wspólnie trafiają do niewoli, co Lannister przypłaci okaleczeniem i złamaniem w nim ducha, a Brienne cudem uniknie śmierci – wyłącznie dzięki Jaime’emu. Później jeszcze mężczyzna wręczy jej niezwykły skarb – miecz z valyriańskiej stali – by mogła dotrzymać przysięgi obrony Sansy i Aryi Stark, które Jaime obiecał odesłać do domu, a czego nie był w stanie dokonać, gdyż pod jego nieobecność obie opuściły stolicę. Symboliczny staje się moment, gdy Brienne nadaje mieczowi imię – Wierny Przysiędze – podkreślając tym samym, iż Lannister ma honor i kieruje się nim, czego od lat odmawiało mu całe Siedem Królestw.

    Niestety, Brienne okazuje się odosobnionym przypadkiem w Westeros; gdy Jaime próbuje bezkrwawo zakończyć oblężenie Riverrun – rodzinnego domu Catelyn – rozerwany między obrzydzeniem do sojuszników, którzy zamordowali lady Stark, a chęcią wypełnienia obowiązku wobec własnego rodu, ponownie natrafia tylko na niechęć, wrogość i pogardę. Nikt nie chce pertraktować z Królobójcą, nikt nie liczy się z jego słowem… Ale tym razem czytelnik widzi intencje Lannistera. I wie, tak jak Brienne, że Jaime ma serce we właściwym miejscu, tylko przez całe życie jest zmuszony wybierać między mniejszym a większym złem.

    Kolejną postacią, która od początku wzbudza skrajnie negatywne emocje, jest Floyd Lawton czyli Deadshot, a dokładniej jego wcielenie z serialu „Arrow”. Poznajemy go jako przeciwnika Olivera Queena – płatnego mordercę zatruwającego kule kurarą, by mieć pewność, że nawet draśnięta ofiara nie przeżyje. Arrow walczy z Lawtonem i kończy pojedynek, wbijając mu strzałę w oko. Bez znajomości komiksów DC widz mógłby uznać, że właśnie zakończył się wątek – jeden z pomniejszych przestępców ze Starling City został wyeliminowany. Lawton jednak powraca (z charakterystyczną, czerwoną „protezą” oka), a my dowiadujemy się o nim coraz więcej… i coraz mocniej zgrzytamy zębami. Deadshot zamordował brata Johna Diggle’a, a widz obserwuje, jak chęć pomszczenia tej straty wyniszcza bohatera. Każda konfrontacja kończy się niewinnymi ofiarami… aż następuje przełom.

    Lyla Michaels, dawna ukochana Diggle’a i jego towarzyszka broni z Iraku, a obecnie agentka organizacji A.R.G.U.S., tropi Deadshota i wskutek tego trafia do rosyjskiego więzienia zwanego „Koshmar”, dawnego gułagu, mającego sławę najgorszego w Rosji. John wyrusza, by uwolnić Lylę… co rzeczywiście mu się udaje, ale wcześniej spotyka Lawtona. Okazuje się, iż kobieta trafiła do Koshmaru właśnie dlatego, że tam osadzony był Deadshot – i to on jest jedyną osobą, która może zaprowadzić Diggle’a do ukochanej. W zamian jednak domaga się obietnicy, że także jemu pomogą w ucieczce. Ta dochodzi do skutku i wkrótce cała trójka opuszcza teren vanem, w którym oczekiwali Oliver, Felicity i Anatoly.

    Poza terenem więzienia Diggle wyrzuca nieuzbrojonego Lawtona z samochodu i celuje do niego, wreszcie mając okazję, by pomścić śmierć brata. Nie potrafi jednak nacisnąć spustu. W zamian Deadshot wyznaje mu prawdę – nigdy nie chybia i to Andy Diggle był celem zamachu (a nie zginął na służbie jako ochroniarz, broniąc klienta – o czym był przekonany John), a ten został zlecony przez organizację H.I.V.E. Po tej rozmowie Diggle puszcza Lawtona wolno.

    Nie jest to jednak ich ostatnie spotkanie – Deadshot zostaje członkiem Task Force X znanego jako Suicide Squad – grupy zadaniowej złożonej z przestępców, których A.R.G.U.S. dyscyplinuje dzięki ładunkom wybuchowym umieszczonym w organizmach. Podczas wspólnych misji Diggle traktuje Lawtona jak towarzysza broni, niejednokrotnie ryzykując, by ten nie zginął w czasie akcji. Przypomina mu o córce Zoe jako o osobie, dla której warto żyć…

    …i tu warto wspomnieć historię Lawtona zanim został mordercą na zlecenie. Mężczyzna służył w wojsku i w czasie wojny zmuszony był do zabicia wielu ludzi, z czym nie potrafił sobie poradzić i nie otrzymał żadnej pomocy, gdy po powrocie do domu zmagał się z zespołem stresu pourazowego. Zoe urodziła się, gdy był na misji, więc nie rozpoznawała własnego ojca, żona Susie nie potrafiła do niego dotrzeć. Lawton nie radził sobie z agresją i wspomnieniami, popadł w alkoholizm, co doprowadziło w końcu do rozstania z żoną, która wystąpiła o zakaz zbliżania. W areszcie został zrekrutowany przez H.I.V.E. do zabicia Andy’ego Diggle’a. Jako argument posłużyło, że mężczyzna i tak nie jest zdolny do normalnego życia i utracił swoją rodzinę na zawsze, a jego umiejętności strzeleckie są unikatowe i może je bardzo korzystnie spieniężyć… Tak zaczęła się kariera Deadshota jako zabójcy. Przez wszystkie lata swojej „kariery” pieniądze przekazywał córce.

    W czasie ostatniej misji u boku Diggle’a i Lyli okazuje się, że Lawton wraz z towarzyszami wpadł w zasadzkę – i jako niewygodni mają zostać wyeliminowani. Diggle i Lyla są zdesperowani, gdyż w domu czeka na nich maleńka córeczka. Deadshot osłania ich ucieczkę i poświęca życie, by inna rodzina mogła wieść życie, które jemu nie było pisane.

    Trudno uznać Deadshota za przyzwoitego faceta – morduje ludzi z zimną krwią, dla pieniędzy i dla osiągnięcia innych celów. Mimo to jego relacja z Diggle’em fascynuje, a poznanie przyczyn morderczej drogi ściska serce – gdy obserwujemy, jak wyniszczony wojną mężczyzna nie otrzymuje pomocy, przez co niszczy życie swoje, Susie i Zoe, a w konsekwencji wielu innych osób. Gdy w końcu osłania ucieczkę Johna i Lyli, stojąc w budynku, który wybuchnie lada moment i patrząc na zdjęcie córki, trudno go nie lubić. Widz raczej czuje, jak zaciska mu się gardło i gorączkowo odlicza wraz z bohaterami, mając nadzieję na ratunek dla Lawtona w ostatniej chwili. Na ratunek było już jednak o wiele za późno – po takich przeżyciach Deadshot mógł albo wciąż zabijać, albo… umrzeć. I wybrał to drugie, jednocześnie sprawiając, że jego śmierć miała znaczenie. John Diggle nie był wprawdzie jego przyjacielem, ale najprawdopodobniej w tym momencie życia najbliższą mu osobą.

    Ostatni z bohaterów na którym skupię się w tym artykule, pochodzi z mniej brutalnej serii. Mam na myśli Syriusza Blacka, postaci stworzonej przez J.K. Rowling na potrzeby siedmioksiągu o Harrym Potterze. Jego nazwisko pojawia się już w pierwszym rozdziale „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”, ale to „Harry Potter i Więzień Azkabanu” jest mu poświęcony. I ponownie poznanie perspektywy bohatera zmienia wszystko.

    Przez większość historii boimy się Blacka – uciekł z najgroźniejszego więzienia dla czarodziejów, z którego ucieczka powinna być niemożliwa. A zrobił to, ponieważ jest obłąkanym masowym mordercą, dawnym przyjacielem Jamesa i Lily Potterów, który sprzedał ich Voldemortowi i zostawił na śmierć. W swoim szaleństwie ma myśleć, że zamordowanie Harry’ego zwróci życie jego dawnemu panu… Całe otoczenie stara się chronić Harry’ego przed bolesną prawdą o tym, że Syriusz jest jego ojcem chrzestnym, oraz przez morderczym zaklęciem wymierzonym w chłopca. Tyle że w tej historii nic nie jest takie, jakie się wydawało.

    Rzeczywiście w czasach szkolnych James Potter, Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew przyjaźnili się i przyjaźń ta trwała, także gdy James poślubił Lily i gdy całą piątką wstąpili do Zakonu Feniksa, by walczyć z Lordem Voldemortem. A gdy pojawiła się przepowiednia o chłopcu, który stanie się przyczyną zguby czarnoksiężnika, James i Lily wraz z malutkim Harrym mieli zostać ukryci dzięki najbardziej zaawansowanej magii – Zaklęciu Fideliusa, które ukrywa tajemnicę w duszy żywego człowieka i jeśli Strażnik Tajemnicy nie zdradzi jej dobrowolnie, nic (nawet zaklęcia niewybaczalne i eliksir prawdy Veritaserum) nie jest w stanie jej ujawnić. Wiadomo było jednak, że w najbliższym otoczeniu Lily i Jamesa znajduje się szpieg, a w gronie podejrzanych znalazł się nawet Remus Lupin – dlatego też nawet on nie poznał ostatecznej decyzji. Gdy w oczach wszystkich Strażnikiem Tajemnicy Potterów był Syriusz Black, tak naprawdę stał się nim Peter Pettigrew – mały, niepozorny mężczyzna, całe życie pozostający w cieniu potężnych i utalentowanych przyjaciół. Ostatnia osoba, która mogłaby być podejrzana o stanie na straży tak potężnego sekretu. Oraz – jak okazało się później – szpieg Voldemorta.

    Ponieważ nikt nie był świadom zamiany, a James i Lily już nie żyli, podejrzenia automatycznie spadły na Syriusza. W dodatku jego pościg za prawdziwym winnym zakończył się fiaskiem – Peter sfingował własną śmierć, mordując jednocześnie dwanaście osób. W ostatniej chwili odciął sobie palec, który później wręczono rodzinie jako jedyną część ciała, którą dało się zidentyfikować. Syriusz trafił do więzienia za morderstwa, których nie popełnił, a Pettigrew pod postacią szczura ukrywał się w czarodziejskiej rodzinie, czekając na wieści. A tą rodziną okazali się Weasleyowie, bliscy przyjaciele Harry’ego.

    Właśnie odcięty palec pomógł Syriuszowi w identyfikacji Petera – siedząc w celi mężczyzna natrafił na artykuł, w którym stary szczur z brakującym pazurem wyglądał z kieszeni Rona Weasleya - równolatka Harry’ego uczęszczającego do tej samej szkoły. Black zrozumiał ogrom niebezpieczeństwa wiszący jego chrześniakiem, co dodało mu sił i determinacji, by uciec i chronić syna zmarłych przyjaciół.

    Niestety w historii tej brak happy endu. Choć Syriuszowi udało się wyjawić prawdę i uniknąć straszliwego wyroku, na który został skazany po ucieczce, nacieszył się więzią z Harrym przez zaledwie dwa lata, gdy zginął zamordowany przez własną kuzynkę i popleczniczkę Voldemorta. Mężczyzna z rodu, który wydał wielu czarnoksiężników, pozostał wierny ideałom i przyjaciołom aż do momentu bohaterskiej śmierci w obronie bliskich. Im zaś pozostało wyłącznie przywrócenie mu dobrego imienia.

    Te przykłady to oczywiście zaledwie wierzchołek góry lodowej i w samych tych tytułach można znaleźć by więcej postaci, co do których uczucia czytelników bądź widzów zmieniły się diametralnie wraz z rozwojem fabuły. Zdradzicie, kim są Wasi ulubieńcy?

    Anna Tess Gołębiowska
    Korekta: Adam Gotan Kmieciak

    Lina
    Dodałabym do listy jeszcze

    Dodałabym do listy jeszcze Snape'a, chociaż z drugiej strony on miał swój fanklub na długo przed tym jeszcze, jak wyszło co tak naprawdę robił i jakiego poświęcenia dokonał :)

    tess
    Wahałam się między Snape'em a

    Wahałam się między Snape'em a Syriuszem, ale uznałam, że ten pierwszy jest częściej wymieniany w podobnych zestawieniach i postawiłam na mniej oczywistego ;)

    Lina
    Jest w tym sporo racji :))

    Jest w tym sporo racji :))

    Wolfi
    Obrazek użytkownika Wolfi
    Całkiem przyjemnie się to

    Całkiem przyjemnie się to czyta. Ja także pomyślałem o Snapie, dlatego wybór Syriusza jeszcze bardziej przypadł mi do gustu, taki mniej oczywisty, a jednocześnie chyba bardziej właściwy niż Snape.

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus