Alien

    O polskim tytule nie będę pisał, bo już się na ten temat wypowiadałem. Jeżeli ktoś nie oglądał tego filmu (ciekawe czy istnieje takowy  miłośnik fantastyki ?) to proszę nie czytać dalej. Jedyne co mogę powiedzieć takiej osobie, to tylko tyle, że jej zazdroszczę. Doznania towarzyszące oglądaniu tego według mnie genialnego filmu są dopiero przed nią. Proponuję oglądać wieczorem lub w nocy, przy zgaszonym świetle, a dla pełnoletnich z kieliszkiem czegoś mocniejszego.
    W odległym od Ziemi kosmosie, powracający z ładunkiem wzbogaconej rudy,  statek holowniczy Nostromo  odbiera nieznany sygnał. Komputer sterujący statkiem budzi siedmioosobową załogę, będącą w kapsułach podróżnych wprowadzających człowieka w pewnego rodzaju anabiozę.
    Są to zwykli kontraktowi wyrobnicy, nie palący się do badania dziwnych sygnałów, a decyzja o lądowaniu podjęta jest głównie dlatego, że firma zobowiązała ich do takich akcji zapisem w kontrakcie, pod rygorem utraty pieniędzy.
    Jak na razie nic nie zapowiada tragedii, nastrój przygnębienia dla widza mogą powodować ciasne, niezbyt dobrze oświetlone korytarze. Przy lądowaniu dochodzi do lekkiej awarii i przez to w korytarzach dodatkowo unosi się trochę dymu i pary. Załoga również, nie jest zbytnio zaniepokojona zadaniem zbadania źródła sygnału. Dla nich to zwykła,  prawie że rutynowa robota. Komplikacje zaczynają gdy trzyosobowy zespół, pod kierownictwem kapitana ( Dallas) wyrusza sprawdzić co właściwie zatrzymało ich powrotną podróż.
    Najpierw ich oczom ukazuje się  potężny statek kosmiczny, nieznanego pochodzenia. (Ci którzy widzieli „Prometeusza” mogą skojarzyć jego kształty). Podczas penetracji statku odkrywają coś jakby kokpit z martwym i już skamieniałym na skutek upływu lat pilotem, który reprezentuje nieznaną ludzkości rasę. Poznają częściowo przyczynę jego śmierci , gdy odkrywają rozerwane kości klatki piersiowej, w której „jakby coś wybuchło”.
    Podczas dalszych badań, jeden z uczestników wyprawy odkrywa składowisko tysięcy jakby skórzanych jaj wielkości około sześćdziesięciu centymetrów. Kane, pechowy badacz,  nachyla się nad jednym z nich i wtedy z jaja wystrzeliwuje macka, która przyczepia mu się do twarzy, praktycznie ją nakrywając.
    Trzyosobowy zespół wraca do reszty załogi. Wtedy rozgrywa się scena, która daje widzom do myślenia. Kapitan całego statku, będący również uczestnikiem powracającego zespołu, żąda otwarcia śluz i wpuszczenia ich na statek z pominięciem zasad kwarantanny. Sprzeciwia się temu drugi oficer (Ellen Ripley), która zarządza statkiem pod nieobecność kapitana i pierwszego oficera (Kane – ten z macką na twarzy).
    Mamy tu do czynienia z sytuacją wykonywania rozkazów i omijania procedur (pisałem na ten temat,  przy „Batman Powstaje” – tutaj sytuacja jest całkowicie odwrotna). Wypełnienie procedur mogłoby uratować część załogi (ale co wtedy z dalszą częścią filmu i jej trzema kontynuacjami).
    Patową sytuacją rozwiązuje Ash (oficer  naukowy), który ręcznie otwiera śluzę wpuszczając na pokład powracających badaczy.
    Atmosfera panująca na statku staje się coraz bardziej napięta. Ripley ma małą scysję a Ashem dotyczącą otwarcia śluzy. Próba ściągnięcia macki z twarzy Kane’a kończy się niepowodzeniem i po raz pierwszy mamy do czynienia z czymś co zastępuje obcemu krew, a przeżera praktycznie wszystko co napotka na swojej drodze.
    Sytuacja poprawia się, gdy macka odpada samoistnie a Kane budzi się . Załoga przygotowuje się do dalszego lotu na ziemię, ale przed udaniem się do kapsuł organizują wspólny obiad.
    Podczas posiłku z zainfekowanego pierwszego oficera wychodzi przez klatkę piersiową obcy, powodując jego śmierć.  Wykorzystując zamieszanie i przerażenie reszty załogi obcy ucieka.
    Załoga jest przestraszona, ginie przecież jeden z jej członków, ale jeszcze daleko im do paniki. Atmosfera jest napięta, ale przecież jak na razie szukają obcego, który ma zaledwie kilkanaście centymetrów wielkości.  W prawdziwe przerażenie wpadają dopiero, gdy ginie następny członek załogi i z pozostawionych śladów wnioskują, że to co go zabiło, musiało być ogromne.
    Widzowie mają już możność poznania wyglądu kreatury stworzonej przez Hansa Gigera.
    Załoga dokonuje próby unicestwienia obcego, ale kończy się to tylko śmiercią kapitana, co powoduje narastanie napięcia i praktycznie załamanie nerwowe u Lambert (nawigator).
    Gdy Ripley chce uzyskać od komputera pokładowego pomocne wskazówki do pozbycia się obcego, wychodzi na jaw, że Ash jest robotem i jego działanie służy tylko i wyłącznie pozyskania obcej formy życia, nawet kosztem załogi. Dochodzi do walki między robotem a resztą załogi i zostaje on wyeliminowany.
    Ripley postanawia zniszczyć statek wraz z obcym, a razem z dwoma pozostałymi członkami załogi zdać się na łut szczęścia i uciec w kapsule ratunkowej.
    Podczas przygotowań obcy atakuje ponownie i giną Lambert oraz Parker.
    Ich śmierć pokazuje nam jak różne charaktery mogą mieć ludzie i jak zróżnicowana może być odporność psychiczna na zagrożenie.
    Lambert przechodzi załamanie nerwowe i ginie będąc w pod wpływem paraliżu strachu. Jest całkowicie bezwolna i na widok obcego potrafi tylko spazmatycznie szlochać .  Jest to jedna z najbardziej przerażających scen, bo obcy również nie śpieszy się z zadaniem śmierci. Jakby karmiąc się strachem celebruje każdą chwilę potwornej sceny, która w pewnym sensie przypomina scenę gwałtu. Jest to nie tyle gwałt na kobiecie, co na jestestwie człowieka.
    Parker ginie w walce. Choć wie, że nie ma szans w bezpośrednim pojedynku, jego natura nie pozwala mu na bierne poddanie się sytuacji, walczy do końca.
    Pozostaje Ripley. Można by jeszcze długo pisać o końcowych chwilach filmu. O tym jak człowiek próbuje przechytrzyć obcego, o atmosferze strachu i zagrożenia.  Ostatecznie konfrontacja kończy się korzystnie dla człowieka.  Ripley wyrusza w kosmos w kapsule ratunkowej, wyrzycając najpierw obcego w przestrzeń kosmiczną.
    Film, mimo, że trwa blisko dwie godziny ogląda się tak zwanym jednym tchem.  Pomimo braku widowiskowych efektów specjalnych ( oprócz postaci obcego, który jest niesamowity) , tak przykuwa uwagę, że nie jesteśmy w stanie się oderwać.  Powiedziałbym nawet, że właśnie brak efektów, oraz skromne wyposażenie załogi Nostromo pozwalają skupić się na fabule a nie na wizualizacji. Urządzeniom na statku daleko do tych, które możemy zobaczyć na Prometeuszu. Dzieli je praktycznie przepaść technologiczna, oczywiście na korzyść nowszego filmu.
    Utwór wiele spraw, ale przede wszystkim mamy tu studium psychiki człowieka podczas śmiertelnego zagrożenia, oraz temat kontaktu z obcą formą życia w kosmosie.
    Aktorzy są dobrani rewelacyjnie.  (Swoją drogą ciekawe kto rozpoznał Asha w Bilbie Bagginsie ?).
    Emocje, które odgrywają wydają się prawdziwe i odczuwamy je razem z nimi. Są normalnymi ludźmi, a nie superbohaterami.
    Na koniec coś na temat tak zwanego „czarnego  charakteru”.  Wydawało by się, że jest to postać obcego, który eliminuje wszystkich napotkanych na swojej drodze ludzi. Tylko, że jest to tak jakby wpuścić lwa do zagrody owiec i później mieć do niego pretensje że wszystkie je zabił. Głównym winowajcą tragedii nie jest obcy, ale korporacja która skierowała Nostromo na jego spotkanie. W pewnym sensie reprezentuje ją Ash, ale przecież jest on tylko zaprogramowanym robotem. 
     

    gronial
    Film klasyk, nie starzeje sie

    Film klasyk, nie starzeje sie ani troche

    Veris
    Klasyka gatunku! Cieszę się,

    Klasyka gatunku! Cieszę się, że ktoś jeszcze zwrócił uwagę na tak ważną kwestię związaną z tym, kto tak naprawdę jest czarnym charakterem. Może to dziwne (bo dla mnie oczywiste jest, że obcy to po prostu drapieżnik, który poluje), ale wielu ludzi stara się dzielić ten film na dwie kategorie, dobrzy i źli i oczywiście ludzie są tymi dobrymi, wszyscy...

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus