Copernicon 2010 - dzień pierwszy

    Zapraszamy do oglądania zdjęć z Coperniconu:
    Copernicon 2010, 15.10
    Copernicon 2010, 16.10

    W trzeci weekend października fantaści zjechali się tłumnie do miasta Kopernika. I ja tam byłam, zimne piwo piłam, com widziała, słyszała – w relacji umieściłam.

    Copernicon zainteresował mnie zarówno dlatego, że do Torunia mam stosunkowo blisko, jak i z tego powodu, że był naprawdę zachęcająco promowany. Wielu gości i ciekawy program – o wiele bardziej rozbudowane, niż spodziewałabym się po pierwszej edycji imprezy – więc gdy tylko okazało się, że żadne obowiązki nie przykują mnie na weekend do Poznania, potwierdziłam swój przyjazd. Podjęcie decyzji na ostatnią chwilę wiązało się z pewną przygodą, ale o tym później…

    Na miejscu imprezy stawiłam się w piątek (15 października), trochę po dziewiętnastej. Zakredytowałam się (plus za brak kolejki i sprawne załatwianie formalności), uściskałam dawno niewidzianych znajomych i ruszyłam na obchód konwentu. Impreza rozplanowana była bardzo wygodnie – w jednym budynku, na czterech kondygnacjach, za to niezbyt rozległych – dzięki czemu można było w krótkim czasie przemieścić się między najbardziej oddalonymi salami. Co prawda organizatorzy nie wybudowali szkoły od fundamentów, ale za wybór lokacji należy im się pochwała. Mam nadzieję, że w przyszłym roku Coperniconu nie spotka przeprowadzka. Obskoczyłam tradycyjne stoiska, głównie z koszulkami, książkami i gadżetami z anime – za dość nietypową można by uznać sprzedaż chleba ze smalcem i ogórów. Nietypową na plus, bo słowiańskie klimaty nawet w najmniejszej dawce pochwalam. Szkoda tylko, że małe rozmiary koszulek rozeszły się przed moim przyjazdem… Drodzy organizatorzy (nie tylko Coperniconu) – „eski” też odwiedzają konwenty!

    O dwudziestej rozpoczął się punkt programu, który sprawił, że zależało mi na tym, by zacząć konwent już w piątek – czyli premiera książki Wergeld królów Jarosława Błotnego. Okazało się, że warto było się na niej zjawić – nie tylko autor zainteresował mnie pozycją oraz wiedzą historyczną (a także podejściem do Rzymian), ale i sama premiera zorganizowana została w sposób interesujący – wszyscy uczestnicy otrzymali mapki pozwalające zapoznać się z rejonami, w których toczy się akcja, oraz płyty z fragmentami audiobooka, a oko cieszyli rzymscy legioniści (i nie tylko), niezapominający o zmianie warty. Na koniec wśród publiczności odbył się krótki konkurs i trzy egzemplarze Wergeldu… zyskały nowych właścicieli. Spotkanie z Jarkiem Błotnym prowadził Patryk „Szamajim” Sadowski, bez wątpienia znany sporej części fantastycznego grona ze spotkań prowadzonych w Sopocie.

    Wszystkich, którzy żałują, że przeoczyli to wydarzenie, zapraszam do relacji video, którą nakręcił Krzysztof „Khaki” Baranowski.

    Muszę przyznać, że organizatorzy wpadli na naprawdę dobry pomysł, umieszczając wszystkie spotkania autorskie w jednej sali – dzięki temu po pierwsze nie trzeba było ich szukać, po drugie, jeśli by się ktoś uparł, mógł się pojawić na wszystkich, nie musząc np. wybierać między Anną Brzezińską a Mają Lidią Kossakowską.

    Po premierze (i wcześniejszej podróży) dobrze jest odetchnąć, nie byłam więc jedyną osobą, która postanowiła zapoznać się bliżej z konwentową knajpą. W dość licznym gronie, w którym nie zabrakło głównego koordynatora Copeniconu, Roberta „Czekana” Czekańskiego, ruszyliśmy na poszukiwanie wolnych miejsc. Trwało ono… delikatnie mówiąc – długo. Z trzech lokali zarezerwowanych dla konwentowiczów żaden nie był w stanie nas pomieścić (jak widać, co przezorniejsi udali się na wcześniejsze knajpowanie), ale spacer po Starym Mieście okazał się owocny i schroniliśmy się w przytulnej pizzerii. Gdy zmrok zapadł już naprawdę głęboki, a spora część grona zaczęła poziewywać, zaczęliśmy się systematycznie ulatniać.

    Dalej >>

    Komentarze

    No Avatar
    Tixon on wt., 02/11/2014 - 11:47

    Uprzedzaj niewinnych ludzi, że jestem na zdjęciu :>

    No Avatar
    tess on wt., 02/11/2014 - 11:48

    Tu nie ma niewinnych :>

    Obrazek użytkownika Lorelay
    Lorelay on wt., 02/11/2014 - 11:48

    Jak to nie ma? A ja?!