Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 2 gości.

Strona główna

Czarny Horyzont (Tomasz Kołodziejczak)

Pamiętam pierwsze spotkanie z uniwersum Czarnego Horyzontu. Gdzieś około roku 2002, numer czasopisma Fantasy, w którym opublikowano wywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem i jego opowiadanie pod tytułem Klucz przejścia. Nie powiem, że pokochałem je od pierwszego przeczytania... ale od drugiego na pewno. Wydawało mi się świeże, ciekawe, a przede wszystkim pełne dziwacznych pomysłów (powielony Pałac Kultury? Zgroza!). Jakiś czas potem wpadło mi w ręce opowiadanie Piękna i Graf, które tylko utwierdziło mnie w moim zauroczeniu tym uniwersum. Niedawno zaś miałem okazję zapoznać się z pełnowymiarową powieścią osadzoną w tym świecie. Jak więc wypada Czarny Horyzont w rozmiarze maxi?

Nie trzymając nikogo w niepewności powiem, iż prezentuje się zacnie, choć osobiście żałuję, iż zapoznałem się z książką już po lekturze Kolorów sztandarów, które podniosły poprzeczkę (i oczekiwania) naprawdę wysoko. Liczyłem na powieść świetną, genialną wręcz, otrzymałem zaś tylko (a może aż) dobrą, sprawnie napisaną książkę, oferująca dużą ilość rozrywki na wysokim poziomie. Ale to tylko moje dziwaczne rojenia... I żeby uprzedzić pytania: Czarny Horyzont pod względem fabularnym nie ma prawie nic wspólnego z tekstami z uniwersum Dominium Solarnego... Mówię prawie, gdyż obydwa światy mają pewną wspólną cechę: w ten czy inny sposób łechtają dumę narodową. Kolory... czyniły to poprzez odwołania do historii i konkretnych wydarzeń (choćby Powstania Warszawskiego), z kolei recenzowana powieść robi to w nieco mniej subtelny, lecz bardziej spektakularny sposób, tworząc z Rzeczpospolitej mocarstwo i jeden z ostatnich bastionów ludzkiego oporu w świecie zniszczonym przez najazd tajemniczych Barlogów. Oto rzeczywistość, w której Francja i Niemcy zmieniły się w wielkie obozy koncentracyjne, a Półwysep Skandynawski przestał istnieć; oto miejsce, gdzie Barlogi i ich czarne sługi sycą się cierpieniem, strachem i bólem, torturując, zabijając i niewoląc każdego, kto wpadnie w ich łapy; oto świat, w którym geografia jest niestała, ścieżki zmieniają się każdego dnia, a niepozorna rzeczka może okazać się śmiertelną pułapką; oto kraj, gdzie elfy i ludzie ramię w ramię walczą z Barlogami przy pomocy kuli, ostrza i magii, a siła zaklęć i religii zakotwicza miasta w rzeczywistości.

Nie jestem żadnym nawiedzonym patriotą ani facetem śliniącym się na każdą wzmiankę o mocarstwowej RP, ale w tym przypadku naprawdę miło czytało mi się o wizji wykreowanej przez Kołodziejczaka. Wizji, która w wielu aspektach nie różni się od naszej rzeczywistości (obecność ksenofobii, rozruchów na tle religijnym, grup anarchistycznych) a jednocześnie potrafi zaskoczyć pomysłami absolutnie dziwnymi, zabawnymi, czy wręcz szalonymi (magiczny pocisk w kształcie swojskiego boćka? Elf jako król Polski? Drewniano-mithrilowe satelity? Spokojnie, znajdziecie tu o wiele więcej!). Kołodziejczak ma rękę do tworzenia przedmiotów i sytuacji, które – teoretycznie – są infantylne i kiczowate, lecz w jego barwnych i niesamowicie plastycznych opisach nabierają jakiejś szlachetności i osobliwego uroku. Zresztą rzeczone opisy są najmocniejszą stroną książki – zwłaszcza w odniesieniu do Jegrów i Barlogów: to dziwaczne, przerażające monstra, których technologia jest obca i niezrozumiała, oparta na cierpieniu istot żywych. Tak jak Korgardzi w Kolorach sztandarów, Jegrowie nie są istotami, z którymi można by się porozumieć i negocjować; w zetknięciu z nimi pomoże tylko dobra klinga i umiejętności bojowe.

Żeby jednak nie było tak słodko, są również elementy, które w Czarnym Horyzoncie mnie nieco uwierały. Przede wszystkim bohater opowieści – Kajetan, królewski geograf i posiadacz Klucza Przejścia; facet, który zostaje wysłany daleko w głąb terytorium wroga, do miejsca, gdzie nie nikt jeszcze nie dotarł. Oczywistym jest, że człowiek wysłany na niemal samobójczą misję nie może być pierwszym lepszym rekrutem, ale zahartowanym i nieludzko wytrenowanym specjalistą – mam jednak wrażenie, iż Kajetan jest po prostu zbyt mocny. To, że jest doskonałym geografem i zwiadowcą, znakomicie posługującym się magią jestem w stanie zrozumieć, podobnie jak jego szczególne predyspozycje psychiczne. Tyle że przy okazji dźwiga ze sobą ilość sprzętu czyniącą z niego jednoosobową armię w rodzaju Rambo, bez większego problemu pacyfikującą oddział Jegrów, a potem i jeszcze więcej. Biorąc pod uwagę sytuacje, w jakich się znajduje i z jakich opałów wychodzi, Kajetan wydaje się wręcz nieśmiertelny, a siły i rozmachu pozazdrościłby mu kopniak Chucka Norrisa. Brakuje mi w nim jakichś ułomności, słabości, które niwelowałyby jego absolutną skuteczność. Drugą słabością, jaką dostrzegam w powieści, jest powierzchowność, z jaką potraktowano niektóre motywy. Książka jest po prostu za krótka – wątki zostają zasygnalizowane, zapoczątkowane i urwane (choćby randka Roberta i relacje z Łucją), zaś początkowa barokowość opisów i ich niezwykła szczegółowość zaczyna z czasem niknąć (choć raczej miejscowo). Doskonałym przykładem jest finał: biorąc pod uwagę skalę, nakład środków i wagę wydarzenia, a także narastające napięcie i niepewność co do losów misji, całość opisano bardzo zdawkowo, jakby autora goniły terminy i jak najszybciej chciał zakończyć powieść. Szkoda, bardzo szkoda, bo miałem nadzieję na duży rozmach i odrobinę wojennej zawieruchy.

Jednak mimo mych utyskiwań, narzekań i wątpliwości, jestem skłonny polecić Czarny Horyzont fanom lekkiej fantastyki, lubiącym militaria, dobre opisy i niestandardowe pomysły. Nie jest to książka przełomowa, uginająca się pod ciężarem wielkiego przesłania, ale jeśli ktoś szuka rozrywki na dobrym poziomie na czas tułania się pociągiem, powieść Kołodziejczaka będzie niezłym rozwiązaniem.

Piotr "Vivaldi" Sarota

autor: Tomasz Kołodziejczak
tytuł: Czarny Horyzont
wydawnictwo: Fabryka Słów
miejsce wydania: Lublin
data wydania: 2010
ISBN-13: 978-83-7574-274-9
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 280
oprawa: miękka
cena: 31,90 zł

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi