Dożywocie (Marta Kisiel)

    Licho nie tylko nie śpi

    Licho działa…

    Przede wszystkim Licho postanowiło uzbroić się po zęby. Spośród przedmiotów zgromadzonych w wieżyczce jako te najbardziej zabójcze wybrało żółte, gumowe rękawice, sięgające mu niemal po pachy, spray na mszyce oraz mopa. Od razu poczuło się większe i groźniejsze. Prawdziwy mały morderca.

    Pamiętacie pucułowatego aniołka płci nijakiej rezydującego w Lichotce, przedziwnym domku pełnym równie dziwnych lokatorów? Marta Kisiel przedstawiła go swoim czytelnikom w opowiadaniu Dożywocie w antologii Kochali się, że strach, a że tekst spotkał się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem, najwyraźniej nie trzeba jej było długo przekonywać do zaserwowania swym fanom całego zbiorku poświęconego Lichotce. Prócz Dożywocia w zbiorku znalazły się cztery nowe teksty, które zdecydowanie trzymają jego poziom, co zapewnia czytelnikowi ponad trzysta siedemdziesiąt stron czystej rozrywki.

    Aż nie wiem, od czego zacząć, by przybliżyć czytelnikom zbiorek Marty Kisiel – wszystko pcha się na pierwszy plan. A że jakieś kryterium trzeba przyjąć, niech będzie alfabetycznie.

    Bohaterowie opowieści są… nie z tego świata. Poczynając od jednostki jak najbardziej ludzkiej, Konrada Romańczuka, pisarza szukającego natchnienia i świętego spokoju, jego agentki, podobno także zaliczającej się do homo sapiens (choć powiadają, że to wampirzyca), poprzez dożywotników – anioła z alergią, pradawnego stwora ciemności uzbrojonego w mikser i patelnię, widmo nieszczęsnego panicza bredzącego wierszem czy utopce – aż po prawdziwie czarne charaktery, plączące się w okolicach Lichotki zdecydowanie zbyt często, jakby kto pytał. Zbyt często dla jej mieszkańców oczywiście, nie dla czytelnika, któremu wizyty rozmaitych indywiduów dostarczą mnóstwa okazji do wielkiej uciechy.

    Fabuła poszczególnych opowiadań wciąga, z jednej strony dlatego, że naprawdę można się zżyć z nietypowymi bohaterami zbioru i ich losy ani przez chwilę nie są dla czytelnika obojętne, ale przede wszystkim dlatego, że wydarzenia są szalone i pasjonujące. Między zwykłym-niezwykłym życiem codziennym w Lichotce śledzimy wątki romansowe i kryminalne, oczywiście z dużą domieszką komedii i absurdu.

    Humor Dożywocia nie pozwoli przejść obojętnie obok tej książki. Jest bardzo rozmaity – w dużej mierze bazuje na samym języku. W końcu o ile przyjemniej przeczytać, iż George Michael, ulubieniec pań, a zwłaszcza jednej, piał po raz enty o bożonarodzeniowym przekazywaniu narządów wewnętrznych w nieodpowiednie ręce zamiast radio znów rozbrzmiewało „Last Christmas”. Do dowcipnych opisów i dialogów dochodzi oczywiście cały humor sytuacyjny, którego mnóstwo na każdej karcie książki oraz wiele aluzji literackich. Głównie do dorobku polskich romantyków, choć nie tylko. Ich przetworzone słowa pobrzmiewają w wypowiedziach bohaterów aż miło.

    Język powieści, poza tym, że bardzo humorystyczny, jest bardzo żywy. Na pewno nie można nazwać go przeźroczystym – w zasadzie każde zdanie jest dopracowane i da się je czytać z przyjemnością, w oderwaniu od kontekstu. Twórcy aplikacji facebookowych powinni zacierać ręce z zachwytu – złote myśli bohaterów aż proszą się o cytowanie.

    Oprawa graficzna Dożywocia jest prześliczna. Okładkę zdobi ilustracja Marcina Warzechy, zwycięzcy konkursu graficznego zorganizowanego przez Fabrykę Słów, opracowana przez Pawła Zarębę. Tajemnicza Lichotka, odręczne notatki (Konrada? Szczęsnego? Marty Kisiel?) oraz pióra, zapewne wyskubane Lichu, tworzą nie tylko ładną kompozycję, ale też świetnie oddają ducha książki.

    Zakończenie jest zaskakujące. Mnóstwo w nim emocji – których, znajdujemy tym więcej, im bardziej zagłębiamy się w treść Dożywocia, gdyż bohaterowie stają się nam coraz bliżsi. Ostatnie strony spinają całość klamrą, dzięki której wątki nie urywają się… co jest niewątpliwą zaletą, ale może być i wadą. Pojawia się bowiem pytanie – czy Marta Kisiel wróci jeszcze do losów dożywotników? Z tak zgrabnym zakończeniem nie musi. Ale byłoby strasznie szkoda nie spotkać się więcej z tymi bohaterami, alleluja!

    PS. Jakby mnie ktoś pytał… zdecydowanie debiut roku.

    Anna Tess Gołębiowska

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów.

    autor: Marta Kisiel
    tytuł: Dożywocie
    wydawnictwo: Fabryka Słów
    ilustracja okładkowa: Marcin Warzecha
    projekt okładki: Paweł Zaręba
    oprawa: miękka
    format: 125x195
    liczba stron: 376
    data wydania: 2010
    miejsce wydania: Lublin
    ISBN: 978-83-7574-253-4

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany
    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Dożywocie, to książka, którą

    Dożywocie, to książka, którą darzę jakimś niewytłumaczalnym sentymentem. Szkoda, ze gdy po raz pierwszy trafiła w moje ręce, była już powszechnie niedostępna w zakupie, ponieważ znalazłaby zaszczytne miejsce na półce ulubionych. A niewiele powieści tam trafia.

    Veris
    Zgadzam się, naprawdę

    Zgadzam się, naprawdę przyjemna, lekko napisana i z poczuciem humoru. Zwłaszcza podobały mi się sceny z Lichem i tekst, który kiedyś padł o "seryjnym samobójcy" :p

    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Apsik ;) Trzeba przyznać, że

    Apsik ;) Trzeba przyznać, że Marta Kisiel to przykład autorki, która potrafi stworzyć interesujące powieści nie muszą używać do przyciągnięcia czytelnika kilogramów flaków walających się tu i tam, całego słownika wulgaryzmów i, mniej lub bardziej smacznych, scen erotycznych. Można? Można.

    Veris
    Można i mam nadzieję, że inni

    Można i mam nadzieję, że inni autorzy wezmą z tego przykład. Taka twórczość doskonale się spisuje na naszym rynku (przynajmniej tak uważam).

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus