Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 2 gości.

Strona główna

Dzienniki gwiazdowe (Stanisław Lem)

Lema można kochać lub nienawidzić, stany przejściowe nie wchodzą w grę. Tam, gdzie jedni dopatrują się pozbawionych ładu, składu i sensu historyjek o podróżach kosmicznych, inni dostrzegają interesujące, sprawnie napisane opowiadania o zaskakująco aktualnej wymowie. I bardzo dobrze, bo gdyby wszyscy się zgadzali ze sobą, byłoby nudno.

Dzienniki Gwiazdowe są szczególnym zbiorem opowiadań, doskonale portretującym swego autora. Kilkukrotnie wydawana książka przy każdej edycji zmieniała zawartość, wzbogacając się o nowe teksty, bądź ubożejąc o te, które wydawały się już nieaktualne. Wykreowana w nich postać kosmicznego podróżnika, czy wręcz awanturnika, Ijona Tichego, wiele wspólnego ma z baronem Munchausenem. Ten porywczy, zapalczywy, czasem apodyktyczny, lecz w gruncie rzeczy sympatyczny odkrywca, podobnie jak sławny baron, ma niezwykły talent do pakowania się w dziwne i czasem zupełnie niewiarygodne przygody. Wpada w pętle czasowe, odwiedza planety opanowane przez roboty, poluje na egzotyczne zwierzęta, łamie obyczajowe tabu, niejednokrotnie dostaje się także do niewoli. Ba, trudno nawet powiedzieć, ile tak naprawdę ma lat, z uwagi na częste (cóż za przypadek!) podróże w czasie, które są tak kłopotliwe, że uniemożliwiają choćby uszeregowanie kolejnych podróży we właściwym porządku, przez co pełne są luk i brakujących relacji, a sam Ijon zawsze ma nieco ponad trzy dychy na karku.

Dzienniki gwiazdowe, podobnie jak inne teksty z Ijonem, jak choćby Wizja lokalna, pozwalają dostrzec charakterystyczny szczegół, jakimi odznaczają się teksty Lema, a mianowicie ich dwukodowość. Kto odczuwa taką chęć, bez większych problemów może postrzegać opowiadania zgromadzone w książce jako zwykłe historie sci-fi, w większości o silnym zabarwieniu komediowym. Trudno wszak nie uśmiechnąć się, czytając o Tichym podróżującym przez czas na czymś, co przypomina miotłę z doczepioną rowerową kierownicą; o przyspieszonej ewolucji pewnych prymitywnych istot humanoidalnych i wyniesieniu podróżnika na ołtarze. Albo o postrzeganiu człowieka jako wybryku Natury na skalę kosmiczną, bądź badaniach prof. Tarantogi nad gatunkiem krwiożerczego, kosmicznego kartofla. A wszystko to podlane jest specyficzną manierą Lema do tworzenia karkołomnych (i chwytliwych) neologizmów. W końcu, kto to widział nie wiedzieć, co to są sepulki i czym różnią się one od pciem i murkwi?
Wystarczy jednak niewielki wysiłek, aby spod tego sztafażu komicznej opowieści o galaktycznym podróżniku wychwycić wyraźne i momentami niezwykle celne spostrzeżenia dotyczące rzeczywistości, a także (a może zwłaszcza) rzeczywistości pod panowaniem komuny. W ten sposób podróże Ijona stają się tekstami o potworności uczestniczenia w posiedzeniu kosmicznego Odpowiednika ONZ, przerażającej działalności służb wywiadu, które prostym trikiem mogą zniewolić i zastraszyć tysiące. Znajdą się złośliwe uwagi na temat rozwoju społeczeństwa, bezowocne próby naprawy świata poprzez ingerowanie w jego historię bądź dalej – w samo jego źródło; będą wreszcie pytania o idee Boga i jego miejsce w starciu z nowymi technologiami i postępem. Wszystko to podane w mniej lub bardziej przystępny sposób, niejako „mimochodem”. Dopiero we „Wspomnieniach Ijona Tichego” ów pierwiastek filozoficzny czy egzystencjalny, który pojawiał się z różnym natężeniem, przejmie dominującą rolę. Idea Boga i kolejnych stopni egzystencji, moralne dylematy całkowitego klonowania czy problem nieśmiertelnej duszy – kwestie te zostają podjęte bez specjalnego zadęcia, w sposób przystępny, ale niepozbawiony subtelności.

Książka kończy się kilkoma słowy o samym Lemie. Jerzy Jarzębski próbuje dokonać czegoś w rodzaju umiejscowienia Ijona Tichego w panteonie wielkich, literackich podróżników, pokrótce omawiając także wydawnicze wojaże Dzienników gwiazdowych. „Słownik terminów lemowskich” przynosi odpowiedzi m.in. na temat postaci Tarantogi a także aluzji poczynionych w opowiadaniach, co moim zdaniem jest kiepskim pomysłem. Oczywiście rozumiem, że ktoś chciałby wiedzieć, co w trawie i tekstach piszczy, ale wydaje mi się, że takie wyręczanie czytelnika w myśleniu jest nie najlepsze. Na ostatek zaś Wojciech Orliński pokazuje, dlaczego Lem tak naprawdę nie istniał i skąd Philipowi K. Dickowi przyszedł do głowy pomysł na komunistyczny spisek, na czele którego stał właśnie autor Wizji lokalnej.

Dzienniki gwiazdowe są znakomitym przykładem inteligentnej i dość przystępnej literatury sci-fi. Bez napuszenia i zasypywania czytelnika specyfikacją techniczną statków kosmicznych. Doskonała rzecz dla tych, którzy z Lemem zaczynają lub chcą się do niego przekonać, a dla jego fanów kolejne potwierdzenie, że to był cholernie dobry pisarz.

Piotr "Vivaldi" Sarota

 

Autor: Stanisław Lem
Tytuł: Dzienniki gwiazdowe
Wydawnictwo: Agora
Data wydania: 2008
ISBN: 978-83-7552-401-7
Liczba stron: 385
Wymiary: 140 x 200 mm
Oprawa: twarda
cena: 19,99 zł

Odpowiedzi

portret użytkownika Eviva

Vivu, kochasz Lema jak ja?

Miło to wiedzieć :)

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi