Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
51%
Dobra.
27%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 41

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 2 gości.

Strona główna

Fantasy & Science Fiction, JESIEŃ, nr 4/2010

Lubimy trwać w przekonaniu, iż żyjemy w świetle dnia, ale połowa świata zawsze pogrążona jest w mroku, a fantastyka, podobnie jak poezja, mówi językiem mroku. Słowa te, wypowiedziane przez Ursulę K. Le Guin, otwierają numer specjalny Fantasy & Science Fiction, poświęcony twórczości tej pisarki. Trudno się nie zgodzić z tym cytatem, choć dla różnych ludzi może on mieć różne znaczenie. Niewątpliwie jednak pasuje jako określenie zarówno prac Le Guin, jak i zawartości opisywanego wydania czasopisma.

Jak zwykle całość otwierają opowiadania zagraniczne. Od razu uspokajam – choć jest to numer tematyczny, autorka Lewej ręki ciemności wcale nie zdominowała tego działu, wręcz przeciwnie: jakby w korelacji do kwestii inności i obcości, jakie pisarka często podejmowała, opowiadania prezentują różnorodne formy i gatunki. Na sam początek otrzymujemy Przewodnik czytelnika Lisy Goldstein – tekst, który z pozoru może wydawać się komedią, ale z czasem przeradza się w utwór poważniejszy, uderzający w nieco sentymentalne tony, niepozbawiony jednak trzeźwych i logicznych obserwacji. Może kojarzyć się trochę z Borgesem, choć ma lżejszy wydźwięk – inna sprawa, że pytania postawione przez autorkę na początku wcale nie są tak bezsensowne, zaś podobne dociekania można by śmiało zastosować w analizach wielu dzieł literackich. Zupełnie odmienna jest Szóstka czarnoksięznika Alexa Irvine’a – osadzona w realiach fantasy opowieść o wspomnieniach i poszukiwaniach tego, co zostało zapomniane. Dla bohatera zadanie odnalezienia tytułowej szóstki stanie się drogą odkrywania, ale i pokonywania samego siebie. Opowiadanie jest sprawnie napisane, choć w pewnym momencie konstrukcja nieco się gmatwa, wprowadzając lekko oniryczną atmosferę – moim zdaniem niepotrzebnie. Mam też wrażenie, iż finał opowieści opisany jest zbyt skrótowo, zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszych partii; sądzę, że nie zaszkodziłoby jeszcze kilka dodatkowych stron. Kolejny tekst – Leda M. Rickerta – to ciekawa gra z greckim mitem, tyle że napisanym w formie quasi-wywiadu, z akcją dziejąca się... we współczesności, wraz z całym związanym z tym kramem, począwszy od sąsiadów, poprzez lekarzy zdziwionych dziwacznym porodem, na tabloidach kończąc. Na pierwszy rzut oka utwór, w którym kobieta zostaje zgwałcona przez łabędzia może wydać się absurdalny (zwłaszcza, gdy nie pamięta się o tekście wyjściowym), jednak autor bardzo ładnie opisuje przeżycia Ledy w obliczu zupełnie nieracjonalnej i fantastycznej sytuacji, przy okazji konfrontując jej siłę z rozmiękłym mężem. Trochę szkoda, że Rickert nie rozbudował nieco bardziej wątku "medialnego", ale cóż – to już marudzenie z mej strony. Pory roku Ansaraków to opowiadanie bohaterki numeru, Ursuli K. Le Guin, w którym ta ponownie skupia się na snuciu wizji kultur odmiennych od ludzkiej, kreując skomplikowane rytuały, społeczeństwa i zwyczaje – tutaj odnoszące się do ptakopodobnych Ansaraków. Interesujący tekst, ukazujący cywilizację, która sprzęgła w nierozdzielny węzeł cykl życia i pór roku; Le Guin sprawnie i plastycznie opisuje wędrówkę Ansaraków, ich życie i obyczaje miłosne, jednak czegoś mi tu brakuje – czegoś trudno definiowalnego, co sprawia, że opowiadanie nie oddziałuje aż tak mocno, jak publikowane wcześniej Zbiorowe sny Frynian. Być może jest to kwestia gustu.

Podobny zarzut mam do następnego utworu – Złej Materii Alexandry Duncan. Tak jak Le Guin, pisarka sięga po antropologiczny model opowiadania, pokazując moment zetknięcia się kobiety naukowca, wychowanej w kulturze islamu, z ludem nomadów, żyjących na statkach powietrznych. Opisuje zaciekawienie obydwu stron, ich przestrach, nieufność wobec obcej kultury i wzorów zachowania, wreszcie odmienne nastawienie do ostatecznego rytuału, łączącego te dwa różne światy. Duncan wykreowała ciekawe uniwersum, ma też dryg do tworzenia interesujących opisów, jednak Zła materia wydaje mi się nieco zdawkowa, zupełnie jakby była częścią większej całości. Żadnych natomiast krytycznych uwag nie mam do Księgi Besławii Jewgienija T. Olejniczaka. Jest to jedyny czysto komediowy tekst w tym numerze i w roli rodzynka sprawdza się znakomicie. Co prawda pomysł, aby na nowo napisać księgę Genesis i dzieje narodu wybranego nie jest niczym odkrywczym, ale gdy Olejniczak opisuję historię drugiej Arki, która przeżyła potop, geografię tytułowej Besławii, niewidocznej na mapach, wreszcie bunt Lucyfera i aferę z Maszą, robi to w sposób tak zuchwały, tak absurdalny, a jednocześnie zabawny, iż nie pozostaje nic innego, jak tylko pogratulować i śmiać się do rozpuku. Zdecydowanie mój ulubiony tekst w tym numerze. Niewiele ustępuje mu Koniec znanego nam świata Dale Baileya – nieco absurdalna i mocno ironiczna opowieść o końcu świata, który wcale nie wygląda tak, jak powinien. Autor sięga do popkulturowej szafy i wyciąga z niej wszystkie klisze, schematy i utarte motywy, jakie można spotkać w utworach z gatunku postapo, a następnie wywraca je na lewą stronę, wodząc czytelnika za nos i raz za razem rozbijając w drobny mak jego przeczucia. Całość jest przy tym mocno groteskowa, pełna czarnego humoru, ironii i sarkazmu, ocierającego się momentami o granice dobrego smaku, na dodatek przetykana nieco eseistycznymi wtrętami. Mimo to – a może właśnie dlatego – opowiadanie czyta się znakomicie i pozostawia po sobie bardzo miłe wspomnienia. Ostatni utwór, Miejsce Korzeni Frederica S. Durbina, zupełnie do mnie nie przemówiło. Opowieść o karkołomnej wyprawie, którą można rozumieć zarówno jako wyprawę po ukochaną, jak i spoglądanie wstecz na poprzednie stadia ewolucji, na błoto, z którego wyszło życie, jest niewątpliwie podatna na różnorakie interpretacje, interesująca jeśli chodzi o wizję świata oraz bardzo ciekawa pod względem języka, jednak całość nie wzbudziła we mnie większych emocji. Ot, dobrze napisane opowiadanie i nic więcej.

Dalsza część pisma jest juz w całości poświęcona Ursuli K. Le Guin, zaś przedstawione teksty budują zróżnicowany i niezwykle interesujący portret pisarki. Na sam początek otrzymujemy obszerny wywiad z autorką, w którym zwierza się ona z początków swego pisarstwa i czynników, jakie zdecydowały, iż zajęła się tworzeniem tekstów fantastycznych. Czytelnicy dowiedzieć się mogą również o kilku źródłach inspiracji i motywach, jakie przewijają się w tekstach Le Guin: począwszy od antropologii, czy wręcz entnografii, poprzez związki z psychoanalizą, feminizmem i filozofią wschodu. Nie zabraknie także pobieżnych analiz konkretnych utworów, a także utyskiwania na adaptacje filmowe. Trudno wymienić wszystkie tematy, jakie przewijają się w rozmowie – jest ich sporo, a że pisarka ma do powiedzenia całkiem dużo interesujących rzeczy, ich spis zająłby zbyt wiele miejsca. A jaki obraz wyłania się z tego wywiadu? Na pewno autorki spełnionej, świadomej wartości swej pracy, a jednocześnie skromnej i niezwykle inteligentnej, o ogromnym życiowym doświadczeniu. Zdecydowanie warto się zapoznać z tą rozmową.

Zaraz potem Julie Philips w tekście Ku literackiej rubieży kreśli krótką historię rodziny Le Guin i jej samej, ale co ciekawe – urywa się ona w momencie, gdy Ursula zaczyna publikować teksty fantastyczne. Zamiast więc śledzić jej drogę w hierarchii pisarzy, Philips przedstawia osoby i czynniki, jakie ukształtowały Le Guin, snując coś na kształt rodzinnej sagi, choć oczywiście w skali mikro. Kolejny tekst również jest pewnego rodzaju niespodzianką, są to bowiem fragmenty korespondencji między Ursulą a pisarką Alice Sheldon, ukrywającą się pod pseudonimem James Tiptree Jr. Interesująca jest owa korespondencja: wyłania się z niej swoista mieszanka zażyłości, nieco szczeniackich żartów, szacunku twórcy wobec innego twórcy, ale także odrobiny zazdrości i niepewności. Ciekawa rzecz, choć osobiście odczuwam pewnego rodzaju dyskomfort, czytając cudzą korespondencję – nawet, jeśli została uprzednio opublikowana. Jakoś nie satysfakcjonuje mnie lektura czegoś, co pierwotnie nie miało dotrzeć do mych oczu.

Na szczęście takich problemów nie ma z działem recenzji, gdzie omówionych zostało kilka książek Le Guin, zarówno tych wydanych w Polsce, jak i dostępnych za granicą. Mamy więc opis interpretacji Tao Te King Lao Tsy, jakiej dokonała Ursula, potem kontrastowe zestawienie Świata Rocannona i Lawinii – powieści z początku kariery i jej schyłkowej fazy, wreszcie recenzję dwóch zbiorów opowiadań, jeszcze nie wydanych w naszym kraju i omówienie zbioru Wszystkie strony świata. Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy warto sięgnąć po książki Le Guin, po lekturze tych omówień powinien czym prędzej popędzić do biblioteki lub księgarni.

Specjalny numer Fantasy & Science Fiction to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów autorki Czarnoksiężnika z Archipelagu, ale fantastyki w ogóle. Osiem dobrych i bardzo dobrych opowiadań, znakomity wywiad, sporo ciekawych informacji o Le Guin... Grzech nie mieć. Grzech nie znać.

Piotr "Vivaldi" Sarota

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi