Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
portret użytkownika Salantor
portret użytkownika Lorelay
W tej chwili stronę przegląda 3 użytkowników i 1 gość.

Strona główna

Final Fantasy VII - część I

Było już dobrze po południu dnia 16 kwietnia 1998 roku. Z wypiekami na twarzy zrzuciłem w przedpokoju buty i kurtkę i pognałem do swojego pokoju. Starannie zamknąwszy za sobą drzwi, począłem dobierać się do wnętrza plecaka. Na bok poleciały niewiele znaczące sterty papieru opisane w stylu Podręcznik Historii Klasa 7, liczyło się jedynie kartonowe pudełko nabyte godzinę wcześniej w miejscowym EMPIK-u. To ono skrywało 4 płyty CD, które miały w niedalekiej przyszłości odmienić życie kilku milionów osób na ziemi (w tym moje) i zrewolucjonizować rynek gier komputerowych. Na owym pudełku, śmieszną czcionką były wypisane dwa słowa i rzymska liczba... Final Fantasy VII.

Jako, że wtedy posiadałem tylko PC-ta, czekała mnie jeszcze instalacja, która biednemu, spragnionemu wrażeń czternastolatkowi, jakim wówczas byłem, dłużyła się w nieskończoność. Katorgę oglądania przesuwającego się paska postępu łagodziła nieco dobiegająca mych uszu muzyka z gry. Tu nastąpił pierwszy szok. Wszak za tamtych czasów, za podkład służyły jeszcze dźwięki MIDI, ot, proste piszczenie, zero wokali... A jednak to, co opuszczało moje głośniki, mimo prostoty zapadało w pamięć i poruszało serce. W zasadzie utwór One Winged Angel (Sephirioth's Choir) wciąż stanowi jeden z moich ukochanych motywów (zwłaszcza wersja zagrana i zaśpiewana przez artystów filharmonii dla potrzeb filmu Advent Children). Po tym muzycznym przedsmaku, wreszcie przyszedł czas na właściwą grę, jeszcze tylko dwa kliknięcia na znajdującą na pulpicie ikonę, przedstawiającą zielony meteor, potem wybranie opcji New Game...

Jakaś brązowowłosa, odziana na różowo dziewczyna podnosi się z klęczek w ciemnym zaułku... Kamera oddala się i oczom naszym ukazuje się miasto oparte na planie koła, po środku którego sterczy gigantyczna wieża... Przebitka na pędzący pociąg, muzyka nabiera tempa... Kamera powoli opada w dół, w stronę opuszczonego peronu. Pociąg coraz bliżej... Wreszcie się zatrzymuje, muzyka osiąga swe apogeum. Z dachu wagonu zeskakuje jasnowłosy mężczyzna dzierżący ogromy miecz. Panie i Panowie: oto Cloud Strife we własnej osobie. Obserwowałem tą scenę jak urzeczony, nie mogąc dobyć słowa. A potem było jeszcze lepiej...

Pomyślisz, mój drogi i nieoceniony Czytelniku, ˝Heh, gówniarz strasznie się podniecał, tera to pewnie szajs czasu niewart˝. Otóż nie! Ostatnio (po kilku ładnych latach) sięgnąłem ponownie na swą półkę z grami. I co? Ano to, że każdy fragment gry przeżywałem, będąc pełnym na nowo obudzonych emocji. Teraz zastanówmy się: jak do tego doszło? Co stanowi o geniuszu tytułu spod ręki Squaresoft'u (obecnie Square-Enix)? Fabuła, fabuła i jeszcze raz KLIMAT! Gdy już przebrzmiały emocje pierwszej cut-scenki, zaczęła się właściwa gra.

Biegnę w górę schodów, mijam bramę prowadzącą do olbrzymiego reaktora. To mój cel! Jestem najemnikiem, byłym członkiem organizacji SOLDIER, elitarnej grupy militarnej podległej Kompanii Elektrycznej ShinRa. Teraz sam niszczę to, co przysięgałem bronić. Co mnie do tego skłoniło? Pieniądze... a przynajmniej tak myśli reszta grupy. I niech se myślą. Im mniej wiesz, tym krócej przesłuchują, prawda to cokolwiek ponadczasowa. Ok. Zakradamy się, podkładamy ładunki i JEBS! Reaktor Mako nr.1 idzie się kochać w przepięknym wybuchu, który uszczęśliwiłby nawet najbardziej wybrednego pirotechnika-psychopatę. Mako. Żródło energii. Żródło magii.Najbardziej podstawowa z podstaw naszej egzystencji. Wracamy do kryjówki. Barrret, nasz szef pieprzy coś o umierającej Planecie, ale kto by tam go słuchał...

Brzmi banalnie i sztampowo? Może z początku. Potem fabuła robi się zakręcona niczym baranie rogi poddane działaniu ciśnienia w granicach dziesięciu atmosfer. Nie będę zdradzał zbyt dużo, bo popsułbym Wam zabawę, więc powiem tylko tyle: Jeśli lubisz epickie, pełne emocji sagi, a nie grałeś jeszcze w FF VII to taki z Ciebie fan fantastyki jak z mysiej dupy organki.

Alerian

Tytuł: Final Fantasy VII
Producent: Square Soft
Wydawca: Square-Enix / Eidos
Ddystrybutor PL: Cenega Poland
Światowa data premiery: 31 stycznia 1997
Data wydania na PC: 24 czerwca 1998
Wymagania wiekowe według PEGI: 12+
Platformy: PC, PS

Odpowiedzi

portret użytkownika Gotan

Pamiętam dobrze chwilę, gdy

Pamiętam dobrze chwilę, gdy pierwszy raz zasiadłem przed FF VII. Nie mogłem się oderwać. Pożyczyłem wówczas od znajomego PSXa wraz z grą (później już nie było tak łatwo z racji przetrzymania konsoli :P )

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Firewarrior

Zgadzam się, gra-legenda,

Zgadzam się, gra-legenda, wstyd nie znać :)

portret użytkownika Vivaldi

Ja szczerze mówiąc

Ja szczerze mówiąc zdecydowanie bardziej przepadałem (i nadal przepadam) na FF IX, pomimo pewnej jej cukierkowatości i mniejszego rozmachu niż w FF VII. Może to kwestia bohaterów, którzy w siódemce mi nie podeszli (poza Vincentem, bo to klasa sama w sobie).

No i nie oszukujmy się - grafika w chwili obecnej jest przepotwornie wręcz szpetna, głównie z powodu klockowatości bohaterów... Były plany, żeby zrobić FF VII jeszcze raz, ze współczesną grafiką, tylko co sie z tym stało?
Na pocieszenie - muzyka nadal świetna. Zwłaszcza w wersji na fortepian.

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika Gotan

Ostatnio twórcy obliczyli, że

Ostatnio twórcy obliczyli, że zrobienie FF VII na nowym silniku zajęłoby im 5 - 7 lat, tak więc nie spodziewam się na razie takiej produkcji, a szkoda :(.

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Firewarrior

Taaak, Aerith Theme z filmu

Taaak, Aerith Theme z filmu FF:Advent Children robi wrażenie, tak samo jak One Winged Angel nagrane przez orkiestrę... :D Z siódemki uwielbiam jeszcze muzykę z Cosmo Canyon (na YT jest fajna wersja na okarynie)

portret użytkownika Wolfsbane

Buster Sword w dłoń!

Może to dziwne ale od FF-ów zaczęła się moja przygoda z klimatami fantasy. Sama siódemka do dziś jest drzazgą w moim sercu. Sprzedajny Cloud w roli bohatera, matherfucke*ski Sephiroth potępiający ludzką rase, brudny świat w cieniu pędzącej komety, wysysanie energii planety, korporacje, wojna... I cicha nutka niespełnionych marzeń o lepszym jutrze.
Aeris dla mnie nie umarła ;)

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi