Futurospekcja (Robert J. Sawyer)
Lubię niespodzianki. Nic nie poprawia mi nastroju tak jak opowieść, która mnie zadziwia i okazuje się czymś innym, niż z początku można było sądzić. Taka jest właśnie Futurospekcja i to chyba powód, dlaczego książka przypadła mi do gustu, bowiem powieść Roberta J. Sawyera jest zaskakująca pod wieloma względami. Na pierwszym miejscu niewątpliwie należy postawić pomysł, na którym zbudowana jest historia – wykorzystuje motyw podróży w czasie, ale dokonuje tego w zupełnie inny sposób niż chociażby dzieła Wellsa.
Otóż pewnego dnia, wskutek jakiegoś zakłócenia, długo przygotowywany eksperyment CERN-u nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Zamiast oczekiwanego bozonu Higgsa powstaje dziwna anomalia: nagle wszyscy - nie tylko w centrum badań, ale na całym świecie – na dwie minuty tracą przytomność. W efekcie tego zdarzenia dochodzi do ogromnej liczby wypadków: samochodowych, lotniczych, ale także w domach czy centrach handlowych. Początkowo nikt nie ma pojęcia, co się stało, szybko jednak okazuje się, że w czasie tych dwóch minut nastąpiło nagłe przeniesienie ludzkiej świadomości w przyszłość, a przez to – możliwość wglądu w swoje życie w roku 2030…
Sawyer buduje przekonującą wizję tego, jak świat zareagowałby na tego typu rewelacje: od początkowej anarchii i przerażenia wywołanego ogromem zniszczeń, niepokoju związanego z możliwością ponownego „zdarzenia” (nazwanego później tytułową Futurospekcją), poprzez rozładowywanie napięcia, kiedy już informacje o przyczynach przeniesienia wychodzą na jaw, aż do pewnego podniecenia i oczekiwania, jeśli nie na możliwość kolejnego wglądu w przyszłość, to przynajmniej na spełnienie się wizji.
Przekonująco zostaje zarysowany kontekst społeczny i polityczny (choć bez przesady – autor skupia się raczej na bohaterach jednostkowych). Sawyer snuje potencjalne scenariusze kolejnych wydarzeń po Futurospekcji (bankructwa firm ubezpieczeniowych, protesty, rezygnacja z działalności separatystycznej), a także tego, jak może wyglądać świat za niemal dwie dekady. I choć niektóre z jego wizji mogą wydawać się naiwne (lewitujące samochody otwierane komendami głosowymi), inne dość zabawne (Coca Cola niestety przegrywa z Pepsi) czy prawdopodobne (Chińczycy nadal trzymają się mocno komunizmu), to jednak nie ma się uczucia wewnętrznej sprzeczności tych pomysłów. Owszem, niektórzy mogą poczuć się lekko rozczarowani takim powierzchownym potraktowaniem perspektywy globalnej, ale ma to swój powód.
Taki mianowicie, że autor rezygnuje ze skali światowej na rzecz bohaterów jednostkowych, zawartych w trójkącie skomplikowanych relacji, którego wierzchołki wyznaczają Lloyd Simcoe, Michiko Komura i Theo Procopides. W tym – przyznać trzeba – raczej skromnym garniturze bohaterów Sawyer zawarł całą gamę problemów, z jakimi styka się ludzkość po Futurospekcji, czyniąc z tych trzech postaci synekdochę wszystkich ludzi na Ziemi. W przypadku Lloyda i Michiko ośrodkiem niezgody jest kwestia moralności: czy Lloyd powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystkich ludzi, którzy ponieśli śmierć w wyniku eksperymentu? Czy ma prawo czuć się usprawiedliwiony tym, że przeniesienia nie można było w żaden racjonalny sposób przewidzieć? Dużo miejsca poświęcono również kwestii odpowiedzialności za swoje wybory – w trakcie dziania się powieści dowiadujemy się, że Lloyd i Michiko kochają się i mają się pobrać, jednak na przeszkodzie staje wizja, jaką zobaczył mężczyzna: jego życie z inną kobietą, w innym miejscu. Czy mając w pamięci traumę nieudanego małżeństwa rodziców i perspektywę własnego, mającego nieodwołalnie nastąpić rozwodu, warto wiązać się z kimkolwiek? Wątek ten, momentami dość melodramatyczny, dobrze równoważy linia fabularna Theo, zdecydowanie bardziej sensacyjna, obejmująca konieczność przeprowadzenia swoistego kryminalnego śledztwa mającego jeden cel: odnaleźć pewnego człowieka i nie dopuścić, aby za dwie dekady zastrzelił Procopidesa. W gruncie rzeczy jednak w obu wątkach chodzi o to samo: walkę z losem, przeciwstawienie się poglądowi, że przyszłość jest z góry określona i niemożliwa do zmiany, batalię o ludzką wolną wolę i wynikającą stąd możliwość wyboru.
Oczywiście problem ten nie dotyka tylko trójki głównych bohaterów: w ten sam dyskurs uwikłanych jest wiele innych postaci, które nie chcą pozwolić, aby ich wizje się ziściły, lub wręcz przeciwnie – z całych sił dążą, aby przyszłość przebiegła wyznaczonym torem. Trochę szkoda, że w większości są to tylko epizody, niemające zbyt dużego wpływu na przebieg akcji, ale cóż – nie można mieć wszystkiego.
Jedyne, do czego można się przyczepić, to język. Wydaje się nieco sterylny, trochę suchy, zwłaszcza w dialogach. Momentami czyta się je naprawdę dobrze, z zainteresowaniem, a za chwilę można się skrzywić, widząc jakieś wyjątkowo drewniane sformułowanie. Czasami też szwankują opisy, nawet w tak esencjonalnej kwestii, jak wywody naukowe: są rozwlekłe i nieco zbyt szczegółowe. Jest to o tyle dziwne, że nierzadko sąsiadują z fragmentami naprawdę doskonale napisanymi, wciągającymi i przemyślanymi (a przynajmniej dla mnie – niestety, nie mam z fizyką na tyle dużo wspólnego, by móc orzec z całkowitą pewnością, czy wszystko trzyma się kupy, jednak patrząc okiem dyletanta, mogę czuć respekt).
Reasumując: uważam Futurospekcję za bardzo udaną powieść. Nie jest to arcydzieło gatunku, ale każdy, kto uważa się na fana SF, powinien być z tej książki zadowolony. Oczywiście, ma pewne mankamenty, jest nieco melodramatyczna, a język i styl momentami niedomagają, nie umniejsza to jednak jej wartości. Warto przeczytać.
Ewa "eWampirzyca" Kruk
dziękujemy wydawnictwu Solaris.

Tytuł: Futurospekcja
Tytuł oryginalny: Flash Forward
Autor: Robert J. Sawyer
Tłumaczenie: Anna Klimasara
Wydawca: Solaris
Miejsce wydania: Stawiguda
Data wydania: Luty 2011
Liczba stron: 380
ISBN-13: 978-83-7590-065-1
Oprawa: miękka



















































